W momencie wybuchu epidemii koronawirusa Xi Jinping rządził Chinami już ponad siedem lat. W tym czasie w bezprecedensowy sposób skoncentrował władzę w swoim ręku, zmniejszając znaczenie innych członków Stałego Komitetu Biura Politycznego – siedmioosobowego organu stojącego na czele Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Coraz częściej można było odnieść wrażenie, że poszczególni członkowie partii nie działają z własnej inicjatywy, aby przez przypadek nie wykonać ruchu, który postawiłby ich w złym świetle przed sekretarzem generalnym. Ewentualnie starają się postępować w taki sposób, aby informacje o tym do Xi nie dotarły. Tak mogło być na początku epidemii, kiedy to ze względu na brak odpowiednich decyzji władz miejskich i prowincjonalnych choroba rozlała się po kraju i wymknęła się spod kontroli. Dopiero 22 stycznia 2020 r., prawie miesiąc po wykryciu pierwszego przypadku, Xi nakazał natychmiastowe wprowadzenie restrykcji w poruszaniu się na obszarze objętym epidemią oraz poza nim. Następnego dnia w Wuhanie przestała działać komunikacja zbiorowa, zatrzymano pociągi i samoloty, a ponad 10 mln mieszkańców miasta wylądowało w lockdownie. Jak później donosił aparat propagandy, 24 stycznia, w noc wigilii Święta Wiosny („chińskiego Nowego Roku”), Xi nie mógł dobrze się wyspać z powodu brzemienia odpowiedzialności za walkę z epidemią, która spoczywała na jego barkach.
Zamknięcie Wuhanu, a także innych chińskich miast było zdecydowanie bardziej restrykcyjne niż to, do którego byliśmy przyzwyczajeni w Polsce. Poza radykalnym ograniczeniem działania biur, fabryk i urzędów oraz zatrzymaniem komunikacji zbiorowej ograniczano także możliwość wychodzenia z domów, nawet do aptek i sklepów spożywczych. Do marca sytuacja została opanowana w epicentrum epidemii. Wtedy też w samym Wuhanie pojawił się Xi. Już wówczas stało się jasne, że to on swoją twarzą będzie firmował politykę, która później została nazwana „dynamicznym zero COVID”.
Media państwowe jednogłośnie przekazywały, że sekretarz generalny „dowodzi walką Chin z epidemią”. Jednak gdy powoływano centralną grupę przywódczą ds. zwalczenia epidemii (rodzaj organu koordynującego politykę państwa), nie znalazł się na jej czele. Jej szefem został premier Li Keqiang, jego wieloletni młodszy partner w rządzeniu, a wcześniej konkurent w wyścigu o fotel sekretarza generalnego. Premier Li wywodził się z zupełnie innego środowiska wewnątrz partii, był protegowanym Hu Jintao, poprzednika Xi na najważniejszym stanowisku w partii. Poza tym w skład tej grupy wchodzili dygnitarze odpowiedzialni za propagandę, bliscy współpracownicy Xi oraz Li, sekretarz struktur KPCh w stolicy, minister spraw zagranicznych oraz minister bezpieczeństwa publicznego. Zabrakło w niej ministra zdrowia czy chociażby szefa chińskiej agencji odpowiedzialnej za przeciwdziałanie chorobom zakaźnym. Pokazywało to w pewnym stopniu priorytety Pekinu. Jedyną kobietą i zarazem osobą w jakikolwiek sposób związaną z systemem ochrony zdrowia była Sun Chunlan, wicepremierka i zarazem protegowana Li Keqianga, na co dzień nadzorująca w rządzie kwestie zdrowotne, edukację i kulturę. To ona była główną egzekutorką polityki „dynamicznego zero COVID”. Przez następne niemal trzy lata przyjeżdżała z inspekcją do każdego miasta, w którym sytuacja wymykała się spod kontroli, właściwie przejmując wtedy lokalne rządy i wprowadzając coraz bardziej restrykcyjne lockdowny.
Dlaczego Xi sam nie stanął na czele centralnej grupy przywódczej ds. zwalczenia epidemii? Nie jest to do końca jasne.
Jednym z jego narzędzi do koncentracji władzy było właśnie tworzenie takich organów i kierowanie ich pracami. Stąd wziął się jego przydomek: „przewodniczący wszystkiego”.
Nasuwają się jednak dwa wyjaśnienia. Przede wszystkim mógł chcieć odizolować się od potencjalnej odpowiedzialności i utraty prestiżu, gdyby jednak walka z epidemią nie postępowała w sposób zadowalający. Li Keqiang i Sun Chunlan w tym przypadku mogliby pełnić funkcję „zderzaków” politycznych, których w razie niepowodzenia Xi poświęciłby bez wahania dla oczyszczenia swojego wizerunku.
Poza tym Xi prawdopodobnie chciał skoncentrować się na szeregu innych problemów, które od dłuższego czasu narastały w Chinach. Po pierwsze, chodziło o powiększającą się bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości – branży, która wytwarzała niemal 30% chińskiego PKB oraz przyciągała ok. 70% oszczędności Chińczyków. Rosła ona dynamicznie od momentu deregulacji w latach 90. XX w., jednak szczególnie szybko po kryzysie na szanghajskiej giełdzie w 2015 r. Jej krach mógłby zagrozić stabilności całej gospodarki. Po drugie, narastały problemy z nierównym dostępem do edukacji, zwłaszcza tej na poziomie szkoły średniej. W 2015 r. aż 70% siły roboczej nie otrzymało wykształcenia na poziomie licealnym, choć gimnazja kończyły niemal wszystkie dzieci. Brak odpowiednio wysokiego poziomu wykształcenia całej siły roboczej blokuje rozwój nowoczesnej gospodarki. Chiny, stawiające wcześniej na kształtowanie elit, zaczęły to wyraźnie odczuwać. Po trzecie, rosnące nierówności dochodowe stały się tak duże, że władze zaczęły obawiać się wybuchów niezadowolenia społecznego. W 2021 r. najbogatsze prowincje były już ponad cztery razy bogatsze niż najbiedniejsze. Na poziomie gmin rozwarstwienie dochodowe było nawet jeszcze większe, a najbogatsze okazywały się mieć 10 razy wyższe przychody niż najuboższe. W końcu Xi postanowił rzucić wyzwanie firmom Big Techu, chcąc powstrzymać nie tylko ich nieuczciwe praktyki biznesowe, ale przede wszystkim rosnące wpływy polityczne, które na dłuższą metę mogły zagrażać samej partii.
„Trzy czerwone linie”
Wydawało się, że wszystko sprzyja Xi. We wrześniu 2020 r. w Wielkiej Hali Ludowej przy pl. Tiananmen zebrało się 3 tys. osób, by świętować triumf w walce z pandemią. Sytuacja międzynarodowa wydawała się idealna. Zachód pogrążony był w walce z rosnącą liczbą zakażeń, a Chiny planowały zająć się radykalną przebudową systemu gospodarczo-społecznego. Jak się później okazało, te optymistyczne nastroje trzeba było studzić, ogłoszenie zwycięstwa nad wirusem było przedwczesne.
Xi rozpoczął już jednak swoje reformy. Jego odpowiedzią na trapiące Chiny problemy była większa regulacja życia gospodarczego i społecznego przez partię. W sierpniu 2020 r. wprowadzono politykę „trzech czerwonych linii”, która sprowadzała się do ograniczenia deweloperom dostępu do kredytów. W ramach wyrównania możliwości edukacyjnych stopniowo wprowadzono normy prawne ograniczające działalność niepublicznego sektora edukacji. W lipcu 2021 r. zakazano np. działalności nastawionych na zysk prywatnych firm, dostarczających płatnych usług edukacyjnych zbieżnych z programem kształcenia w szkołach publicznych. Celem było zredukowanie skali zajęć pozalekcyjnych, a więc wyrwanie dzieci z edukacyjnego wyścigu szczurów, nierozerwalnie związanego z dorastaniem w Chinach. Nierówności dochodowe miały być ograniczane przede wszystkim przez kampanię eliminacji biedy, która została niemal utożsamiona z tzw. pierwszym celem na stulecie. Zakładał on utworzenie „społeczeństwa średniego dobrobytu” do 2021 r., gdy KPCh obchodziła setną rocznicę swojego powstania. Pierwszą „ofiarą” konfrontacji z Big Tekiem został Jack Ma, założyciel koncernu Alibaba, który w październiku 2020 r. skrytykował chińskich regulatorów rynku finansowego. W odpowiedzi odwołano debiut giełdowy założonego przez niego Ant Group, FinTechu wartego według prospektu emisyjnego ok. 300 mld USD. Represjami objęto oczywiście również inne duże spółki technologiczne.
W ciągu kilkunastu miesięcy wprowadzono w Chinach najbardziej radykalny program reform gospodarczych przynajmniej od lat 90. XX w. Jednak w porównaniu z poprzednimi takimi zrywami tym razem nie był on, jak już wspomniałem, nastawiony na poszerzanie wolności gospodarczej i deregulację kolejnych branż. Przeciwnie, celem było pokazanie, że partia jest w stanie kierować aktywnością gospodarczą lepiej niż chaotyczny rynek. Było to założenie jakby wprost wyjęte z podręcznika ekonomicznego Xi Jinpinga, który podobne hasła głosił już na przełomie mileniów, sprawując przywódcze stanowiska w prowincji Fujian, a następnie Zhejiang. Tym razem zaczął je realizować w skali ogólnokrajowej. W niektórych kręgach obserwatorów Chin zaczęto nawet nazywać je „nowym czerwonym ładem”, nawiązując do „nowego ładu” Franklina D. Roosevelta.
Efekty tych działań były jednak co najwyżej dwuznaczne. Kilkoro wśród największych deweloperów w Chinach stanęło na skraju bankructwa, a ich problemy nie doprowadziły do radykalnej obniżki cen nieruchomości, co było jednym z domniemanych celów kampanii. W edukacji rzeczywiście doszło do wyrównania szans na uzyskanie wyższego wykształcenia pomiędzy dziećmi z zamożnych i ubogich domów, jednak odbyło się to kosztem załamania wartej 100 mld dolarów branży korepetycji. Kampania eliminacji biedy została okrzyknięta sukcesem, rzadko jednak podnoszono kwestię, że dotyczyła ona tylko ludności wiejskiej, a przyjęte kryteria materialne były niezwykle niskie. Nastroje do pewnego stopnia popsuł zresztą sam premier Li Keqiang, który wyznał, że w Chinach nadal żyje 600 mln osób rozporządzających miesięcznym dochodem mniejszym niż 1000 juanów (ok. 650 zł). W końcu działania wobec spółek technologicznych spowodowały nagły, bo w ciągu kilku miesięcy, spadek wartości ich akcji. Przykładowo rynkowa wycena Tencent spadła z ok. 915 mld USD do 250 mld, Alibaby z 835 mld USD do 170 mld, a Meituan z 335 mld USD do 95 mld. Ant Group z kolei do dzisiaj nie pozwolono zadebiutować na giełdzie.
Przyjaciel Putina
Na początku 2022 r. Chiny były w relatywnie dobrej sytuacji. Polityka „dynamicznego zero COVID” była brutalna wobec ludności zamieszkującej teren, na którym pojawiło się ognisko choroby, jednak pozwalała na w miarę swobodne funkcjonowanie reszty kraju. Jedyną obawę budził stan gospodarki. W marcu podczas dorocznej sesji chińskiego parlamentu premier Li Keqiang oświadczył, że cel wzrostu gospodarczego przyjęty przez rząd to 5,5%. Już wtedy duża część analityków zwracała uwagę, że będzie to niezwykle trudne do osiągnięcia.
Rok 2022 był politycznie niezwykle ważny dla Chin. Zbliżał się odbywający się co pięć lat Zjazd Krajowy KPCh. Formalnie jego zadaniem jest wybór nowego Komitetu Centralnego (KC), ewentualnie modyfikacja struktury i podstawy ideologicznej partii, a także wyznaczenie kierunków polityki państwa na całą kolejną kadencję. W rzeczywistości sam zjazd jest wielkim, mocno zrytualizowanym teatrem politycznym. Wszystkie kluczowe decyzje podejmowane są wcześniej, w zaciszu gabinetów oraz podczas narad najważniejszych dygnitarzy w państwie. Pod tym względem zdecydowanie najważniejszy był głos Xi Jinpinga. Zdemontował on wcześniej, trochę zmitologizowany, system kolektywnego przywództwa w partii. Dlatego wśród analityków było niemal powszechne przekonanie, że Xi zostanie u sterów władzy przez kolejnych pięć lat. Pozostawała tylko kwestia skali jego dominacji wewnątrz partii.
Jeszcze na początku lutego, gdy Chiny celebrowały zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie, sytuacja w państwie wydawała się stabilna. Ostatnich kilka miesięcy przed XX Zjazdem Krajowym przyniosło jednak kilka poważnych kryzysów, które miały potencjał wywrócenia skomplikowanej układanki partyjnej tuż przed jej zatwierdzeniem.
Pierwszym z nich była lutowa inwazja Rosji na Ukrainę. Dokładniej rzecz ujmując, blamaż tej inwazji po stronie rosyjskiej. W polityce zagranicznej Xi bardzo mocno postawił na współpracę z Władimirem Putinem. Częściowo wynikało to ze wspólnych interesów Chin i Rosji, zwłaszcza krytycznego postrzegania obecnego systemu międzynarodowego i roli NATO. Nietrudno jest jednak zauważyć, że obu przywódców wydaje się łączyć bliższa więź. Obaj są w niemal identycznym wieku, wyrastali w krajach komunistycznych. Obaj stali się dyktatorami, usuwając po drodze w mniej lub bardziej brutalny sposób wielu przeciwników politycznych i wymagając od współpracowników pełnego podporządkowania. Wydają się również dość swobodni w czasie wzajemnych spotkań, a te w ciągu ostatniej dekady odbywały się niemal co trzy miesiące. Nic dziwnego, że Xi publicznie nazwał Putina swoim przyjacielem. Nie uczynił takiego gestu wobec żadnej innej osoby, zarówno w Chinach, jak i poza nimi.
Jednak tak bliskie relacje z Władimirem Władimirowiczem zaczęły działać na niekorzyść Xi, gdy rosyjska armia została powstrzymana przez Ukrainę, która na papierze ma niemal dziewięciokrotnie mniejszą gospodarkę oraz ponad trzy razy mniejszą populację. Nagle okazało się, że sekretarz generalny inwestował w relacje z partnerem, który nie ma wystarczającego potencjału do realnego wspierania Chin w starciu z USA.
Sytuację komplikował fakt, że tuż przed igrzyskami w Pekinie obaj przywódcy podpisali deklarację o współpracy, która wprost głosiła, że chińsko-rosyjska przyjaźń „nie ma granic”, a we współpracy „nie ma stref zakazanych”. Budziło to, powracające do dziś, pytania o wiedzę Xi na temat inwazji przed jej rozpoczęciem, a także możliwości ewentualnego wsparcia militarnego dla Rosji. W następstwie wojny dwóch wysokiej rangi polityków straciło swoje stanowiska. Le Yucheng, wiceminister spraw zagranicznych i zarazem główny człowiek od kontaktów z Moskwą w resorcie, został przeniesiony na stanowisko zastępcy dyrektora Chińskiej Narodowej Administracji Radia i Telewizji. W teorii jest to funkcja o tej samej randze biurokratycznej. Nietrudno było jednak odnieść wrażenie, że stanowi pewnego rodzaju zesłanie dla zawodowego dyplomaty, który był wymieniany wśród głównych kandydatów do objęcia funkcji ministra spraw zagranicznych. Bardziej znaczące było jednak odwołanie Song Tao, wieloletniego dyrektora Wydziału Łączności Międzynarodowej KC i zarazem jednego z kluczowych doradców Xi Jinpinga w sprawach międzynarodowych. Został on przeniesiony na stanowisko, które zwiastowało rychłą emeryturę.
Nie jesteśmy niewolnikami
Sytuację wewnętrzną skomplikował wybuch epidemii COVID-19 w Szanghaju w marcu. Na czele struktur KPCh w mieście stał Li Qiang, były mishu Xi. Mishu to rodzaj sekretarza, bliskiego współpracownika, który często jest również powiernikiem swojego przełożonego. Wielu przywódców Chin na pewnym etapie kariery sprawowało taką funkcję, również sam Xi, a dzięki swojemu patronowi dynamicznie później awansowało w strukturach partii. Li Qiang początkowo starał się stosować bardziej „zachodnie” podejście do walki z koronawirusem, korzystając m.in. z dobrze rozwiniętej sieci placówek medycznych w Szanghaju. Z czasem jednak okazało się, że nie jest w stanie powstrzymać rozprzestrzeniania się choroby. Po interwencji Xi Jinpinga do miasta udała się wicepremier Sun i wprowadzono restrykcyjny lockdown. Był on jednak bardzo źle przygotowany, pojawiły się jeszcze poważniejsze niż w poprzednich przypadkach problemy z dostępem do ochrony zdrowia, a nawet żywności. To wszystko działo się w najbardziej rozwiniętym, najbogatszym chińskim mieście. Z tego powodu ten lockdown spowodował wybuch negatywnych emocji w mediach społecznościowych, którego echa były widoczne również na Twitterze i Facebooku, czyli mediach blokowanych na co dzień w Chinach. Postawiło to też pod znakiem zapytania przyszłość Li Qianga, jednego z kluczowych protegowanych Xi.
Do tego stan gospodarki nie wyglądał zbyt dobrze. Premier Li Keqiang został twarzą walki ze spowolnieniem jej wzrostu. Stało się tak, mimo że Xi Jinping przemodelował instytucje partyjne i państwowe w taki sposób, że to on miał decydujące zdanie w kwestiach ekonomicznych. Li szczególny nacisk położył na działania oddolne, realizowane przez władze prowincji i jednostki administracyjne niższego szczebla. W maju zorganizował wideokonferencję z ok. 100 tys. urzędników lokalnych. W sierpniu z kolei spotkał się z władzami sześciu prowincji, które generują łącznie 45% PKB Chin. Za każdym razem zwracał uwagę na problemy, wskazywał rozwiązania i starał się mobilizować do działania. Jednak regionalni dygnitarze mieli ograniczone pole działania – kondycja finansów lokalnych rządów w ostatnich dwóch latach zdecydowanie się pogorszyła. Częściowo wynikało to z ponoszenia kosztów polityki „zero COVID”, która leżała na ich barkach. Zdecydowanie bardziej problematyczny stał się jednak spadek dochodów z aukcji dzierżawy ziemi pod nowe nieruchomości, który był pokłosiem studzenia rynku po wprowadzeniu polityki „trzech czerwonych linii”. Przed 2020 r. stanowiły one nawet 40% lokalnych budżetów.
W międzyczasie regularnie w Chinach wybuchały protesty. Niektóre internetowe – tak jak we wrześniu 2022 r., gdy w prowincji Guizhou rozbił się autobus, a w wyniku wypadku zginęło 27 osób. Autobus wywoził ludzi poddanych kwarantannie – podróż odbywała się w środku nocy, w trudnym terenie, a kierowca był w całości ubrany w strój ochronny, co mogło ograniczać jego pole widzenia. Inne protesty przyjmowały charakter osiedlowych demonstracji, a czasami nawet starć z lokalnymi siłami porządkowymi z powodu implementacji polityki „zero COVID”. Szczególnie krytykowane było zachowanie dabai (chiń. „dużych białych”), czyli pracowników pierwszej linii walki z epidemią, odzianych w stroje ochronne. Nie zawsze posiadali oni wykształcenie medyczne, zdarzały się też przypadki nadużywania przez nich nieformalnej władzy, którą mieli.
Z perspektywy czasu można ocenić, że jednym z kluczowych zdarzeń mających wpływ na rozstrzygnięcia zjazdowe była wizyta Nancy Pelosi, spikerki Izby Reprezentantów Kongresu, na Tajwanie w sierpniu ubiegłego roku. Jej podróż spotkała się z ostrym potępieniem ze strony Pekinu. Najwięksi jastrzębie wśród komentatorów sugerowali nawet, że jej samolot powinien zostać zestrzelony. Ostatecznie jednak reakcją Chin było „tylko” zorganizowanie wokół wyspy ćwiczeń wojskowych o bezprecedensowej skali. Sytuacja zastała chińskich przywódców podczas ich corocznej przerwy wakacyjnej. Zwyczajowo znikają wówczas na dwa tygodnie z oczu kamer, spędzając ten czas w kurorcie Beidaihe nad Morzem Żółtym. To spotkanie stanowi jeden z rytuałów w chińskim życiu politycznym, a w jego trakcie omawiane są w luźnej atmosferze najważniejsze sprawy państwa. W 2022 r. było ono szczególnie istotne z powodu zbliżającego się Zjazdu Krajowego.
W połowie sierpnia sekretarz generalny Xi Jinping oraz premier Li Keqiang tego samego dnia pojawili się w mediach. Obaj udali się w teren, żeby odbyć comiesięczne wizyty gospodarskie. Xi wybrał się do prowincji Liaoning, gdzie odwiedził muzeum poświęcone jednej z kluczowych bitew wojny domowej z reżimem nacjonalistów (1946–1949). W jej trakcie KPCh podbiła Chiny i zmusiła rząd Republiki Chińskiej do ewakuacji na Tajwan, gdzie pozostaje do dziś. W tym samym czasie Li wybrał się do Shenzhen, miasta symbolu chińskich reform gospodarczych, w którym złożył kwiaty pod pomnikiem Deng Xiaopinga, jednego z ich głównych propagatorów. W trakcie tej wizyty mówił m.in. o potrzebie kontynuowania reform i otwartości na świat. Kilka tygodni później okazało się, że było to coś w stylu jego pożegnalnego gestu.
W październiku, na trzy dni przed rozpoczęciem Zjazdu Krajowego, na wiadukcie Sitong w Pekinie samotny mężczyzna rozwiesił dwa banery z hasłami politycznymi. Na pierwszym wypisane były wyraziste sformułowania: „Nie chcemy testów nukleinowych, tylko jedzenia”, „Nie chcemy lockdownów, tylko wolności”, „Nie chcemy kłamstw, tylko szacunku”, „Nie chcemy rewolucji kulturalnej, tylko reform”, „Nie chcemy »przywódcy ludowego«, tylko wyborów”, a wreszcie: „Nie jesteśmy niewolnikami, tylko obywatelami”.
Drugi nawoływał do obalenia „dyktatora i zdrajcy narodowego” Xi Jinpinga. Było to zdarzenie, które przykuło uwagę całego świata. Nie z powodu skali protestu, ale jego zuchwałości. Tuż przed politycznym świętem, które miało być potwierdzeniem dominacji Xi, w samej stolicy pojawiło się hasło nawołujące do usunięcia go z urzędu. Służby porządkowe bardzo szybko zareagowały, zatrzymując mężczyznę, a zdjęcia i filmy z protestu wrzucone do mediów społecznościowych przez przechodniów zostały niedługo później ocenzurowane.
Koncentracja władzy
Ostatecznie okazało się jednak, że protest w żaden sposób nie zagroził Xi. W dniu otwarcia XX Zjazdu Krajowego KPCh wygłosił referat, który był zdominowany przez kwestie bezpieczeństwa. Znacząco pod tym względem różnił się od jego przemówienia sprzed pięciu lat, które, tak jak w przypadku jego poprzedników, kładło największy nacisk na rozwój gospodarczy i reformy. W trakcie wystąpienia podkreślił także zasadność polityki „dynamicznego zero COVID”, dając do zrozumienia, że Chiny nie będą kopiowały wzorów walki z epidemią z Zachodu.
Największą wygraną Xi były jednak sprawy personalne. W Stałym Komitecie wymienił czterech członków, w tym premiera Li Keqianga. Na ich miejsce wstawił trzech swoich byłych mishu oraz protegowanego, z którym łączyły go kontakty towarzyskie od lat 80. XX w. Jednym z tych mishu jest Li Qiang, były sekretarz KPCh w Szanghaju, który nie mógł sobie poradzić z sytuacją epidemiczną w mieście. Pokazało to, że Xi jest w stanie przeforsować swoich współpracowników na najwyższe stanowiska państwowe bez względu na ich skuteczność. Co więcej, poza Li Keqiangiem odeszli z szerszego Biura Politycznego wszyscy jego sojusznicy i protegowani, w tym wicepremier Sun Chunlan. Szczególnie echem odbiło się zmarginalizowanie Hu Chunhua, najmłodszego, ale zarazem jednego z najbardziej doświadczonych członków politbiura. Hu był bliskim protegowanym byłego sekretarza generalnego Hu Jintao (zbieżność nazwisk przypadkowa), a do pewnego stopnia również Li Keqianga. Wszyscy oni pełnili w przeszłości funkcję I sekretarza młodzieżówki partyjnej, byli też liderami frakcji politycznej skupiającej jej byłych wysokich działaczy. Stanowili ostatnią zorganizowaną grupę wewnątrz politbiura, która mogła odgrywać rolę jakiejś przeciwwagi wobec Xi. Obecni członkowie tego organu albo wywodzą się z różnych środowisk popierających go, albo wydają się politycznymi singlami. Zgodnie z duchem referatu, w politbiurze znalazło się kilka osób związanych z sektorem bezpieczeństwa i sprawami międzynarodowymi. Wśród nich generał odpowiedzialny za organizację ćwiczeń wojskowych wokół Tajwanu, a także, po raz pierwszy w historii, minister bezpieczeństwa państwowego (wywiad i kontrwywiad cywilny) oraz były prezes największego państwowego koncernu zbrojeniowego.
Wydawać by się mogło, że po takim rozdaniu władza Xi Jinpinga nie ma ograniczeń, a każda przez niego proponowana polityka będzie wdrażana bez oporu. Jak się jednak szybko okazało, to tylko złudzenie.
W ciągu kilku tygodni od października nastąpił odwrót od polityki kojarzonej dotąd z Xi. Było to widoczne w sprawach zagranicznych, gdzie zrezygnowano z bardzo niedyplomatycznego sposobu komunikacji chińskiego aparatu spraw zagranicznych, nazywanego powszechnie „dyplomacją wilczych wojowników”. Poluzowano regulacje wobec sektora nieruchomości, a nawet rozpoczęto jego reanimację za pomocą kapitału państwowego. Również sektor technologiczny złapał oddech, a wartość koncernów zaczęła rosnąć. Najbardziej dramatyczna zmiana była jednak związana z odejściem od polityki „zero COVID”.
Przez kilka tygodni po zjeździe propaganda podkreślała potrzebę „niezachwianego” kierowania się linią wytyczoną przez Xi Jinpinga. Jeszcze w listopadzie chińskie media przestrzegały, że zachodnie gospodarki wpadną w stagnację z powodu długotrwałych następstw pocovidowych, tzw. long covid. W tym samym miesiącu odbyły się masowe protesty w gigantycznej fabryce Foxconn, zatrudniającej 200 tys. osób. Ich podłoże stanowił brak premii obiecanej w zamian za pracę w warunkach restrykcyjnej kwarantanny, którą objęto miasto zakład. Jeszcze większym echem odbiły się protesty pod koniec miesiąca, stanowiące reakcję na pożar w mieście Urumczi. Zginęło w nim 10 osób. Akcja ratunkowa była utrudniona – wozy strażackie nie mogły podjechać do budynku z powodu blokady drogi przez infrastrukturę postawioną do realizacji polityki „zero COVID”. W następstwie odbyły się spontaniczne protesty w kilkudziesięciu miastach. W większości z nich wykrzykiwano hasła przeciw polityce antyepidemicznej, czasami podnosząc postulaty polityczne, przykładowo dotyczące wolności słowa. Najdalej idące hasła były skandowane w Szanghaju – nawoływały KPCh i Xi Jinpinga do ustąpienia.
Mimo swojej skali protesty po kilku dniach wygasły. Do pewnego stopnia „pomogła” w tym bezpieka, która nie reagowała w trakcie demonstracji, ale po rozejściu się ich uczestników do domów zaczęła wyłapywać najbardziej aktywne osoby.
Stało się jednak coś nieoczekiwanego. W pierwszej połowie grudnia, w ekspresowym jak na Chiny tempie, całkowicie odwrócono podejście do COVID-19. Właściwie pozwolono chorobie rozprzestrzeniać się niemal bez ograniczeń. Spowodowało to, że gigantyczna fala zakażeń przewinęła się przez kraj, dotykając nieprzygotowaną ludność i personel medyczny. Już w styczniu 2023 r. rządowi epidemiolodzy szacowali, że w trakcie tej fali zaraziło się 80% populacji Chin, tj. ponad 1,1 mld ludzi. Dla porównania, przez poprzednie niemal trzy lata oficjalnie wykryto w całym kraju tylko 2 mln przypadków. Umrzeć w grudniu i styczniu z tego powodu miało tylko kilkadziesiąt tysięcy osób. W tę ostatnią statystykę nikt już chyba nie wierzy.
*
Do końca nie mamy pewności, co skłoniło Chiny do tak radykalnego porzucenia polityki sygnowanej przez Xi Jinpinga. Niektórzy dopatrują się tutaj efektów listopadowych protestów. Inni zwracają uwagę, że była ona zbyt wyniszczająca gospodarkę z powodu coraz częstszych i bardziej restrykcyjnych lockdownów. Bez względu na rzeczywiste powody sytuacja ta pokazuje jedno. Xi Jinping może być najpotężniejszym przywódcą w Chinach od czasów Mao Zedonga, jednak nawet on nie jest w stanie wymusić pełnej realizacji swoich postulatów.
Ostatnie zdarzenia skłaniają do refleksji nad naturą jego rządów.
Przez niemal całą dekadę przekaz propagandowy był jednoznaczny – dla pomyślności Chin należy scentralizować przywództwo w partii. Po wielu latach koncentracji władzy w swoim ręku i obsadzania kluczowych stanowisk partyjnych i państwowych własnymi protegowanymi Xi nadal jednak nie jest w stanie efektywnie rządzić.
Tymczasem przed Chinami stoi wiele wyzwań. Wzrost gospodarczy w 2022 r. wyniósł tylko 3%, co jest najniższą wartością od 1976 r., z wyłączeniem pierwszego roku pandemii. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych latach będzie to norma, a powrót do szybkiego tempa rozwoju pozostaje mglistą wizją. Podane przez państwowy urząd statystyczny dane demograficzne z kolei wskazują, że w 2022 r., po raz pierwszy od sześciu dekad, spadła liczba mieszkańców Chin. Spadek populacji wraz z szybko starzejącym się społeczeństwem i malejącą dynamiką gospodarczą będą wielkim wyzwaniem dla władz.
W połowie lutego 2023 r. zebrał się Stały Komitet Biura Politycznego. Xi wraz ze swoimi protegowanymi oraz sojusznikami ogłosił „wielkie i zdecydowane zwycięstwo” w walce z epidemią od listopada 2022 r. Jak donosiła w notatce ze spotkania agencja prasowa Xinhua, „Chiny dokonały niezwykłego wyczynu w historii ludzkiej cywilizacji, którym było pomyślne przejście przez pandemię przez bardzo duży naród”. Po raz kolejny zapanowały tryumfalne nastroje. Pytaniem otwartym pozostaje, jak długo się one utrzymają w obliczu piętrzących się problemów, a w szczególności jak skuteczny w ich przezwyciężeniu będzie Xi Jinping w najbliższych latach.