„Pora się zastanowić, co począć z truchłem republiki islamskiej” – napisał niedawno na Facebooku wyrastający na jednego z najważniejszych opozycyjnych działaczy emigracyjnych Hamed Esma’ilijun. Czy to kolejny dowód oderwania diaspory od rzeczywistości Iranu? Przywódcy republiki islamskiej po ponad pięciu miesiącach od wybuchu szerokiej fali protestów społecznych wydają się dziś panować nad sytuacją w kraju. Czterech demonstrantów powieszono po pokazowych procesach, śmiertelnych ofiar tortur w więzieniach jest jeszcze więcej. Panuje atmosfera terroru. Za nienoszenie hidżabu na ulicy kobiety bywają bite przez funkcjonariuszy. Władza fetuje rocznicę rewolucji islamskiej z 1978–1979, którą uświetnia duży festiwal filmowy. Czy ma powody, by martwić się pomrukami sprzeciwu, takimi jak skandowanie antyreżimowych haseł po zmierzchu lub piątkowe demonstracje w odległym od stolicy Zahedanie, zamieszkanym przez Beludżów – mniejszość etniczną i religijną (sunnitów)?
Odzyskany rząd dusz?
16 września 2021 r. policja obyczajowa aresztowała w Teheranie młodą Kurdyjkę Żinę Amini, znaną na świecie pod swoim oficjalnym urzędowym…