MARCIN ŻYŁA: Kiedy w Polsce pojawili się pierwsi uchodźcy?
JANINA OCHOJSKA-OKOŃSKA.: Uciekinierzy z innych krajów przyjeżdżali do nas jeszcze w czasach komunistycznych. Na przykład Koreańczycy, którym w czasie wojny 1950–1953 groziło niebezpieczeństwo ze strony Amerykanów – ale także Grecy i Wietnamczycy. Nie mówiło się jednak, że są to uchodźcy. W prawie nie istniała taka kategoria.
W 1992 roku, specjalnym pociągiem z Osijeku, przyjechała do Polski grupa kilkuset uchodźców z Bośni. Umieszczono ich głównie w ośrodkach wczasowych, które specjalnie do tego celu przystosowywano. Ich właściciele robili to przede wszystkim dla pieniędzy. Samo w sobie nie byłoby to jeszcze niczym złym – gorzej, że nie byli w ogóle przygotowani do przyjęcia uchodźców. Nie rozumieli ich problemów, nie znali języka ani zwyczajów, na przykład tego, że muzułmanie nie jedzą wieprzowiny.
MAŁGORZATA GEBERT.: W 1991 roku Polska przystąpiła do konwencji genewskiej, a w Warszawie rozpoczęło działalność Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR). Był to moment, w którym uchodźctwo zaistniało „na serio”. Pierwsze dokumenty potwierdzające status uchodźcy wydawał UNHCR. Kiedy Polska sama rozpoczęła przyznawanie własnych dokumentów, niektórzy uchodźcy poczuli się dotknięci. Uznali, że „polski status” będzie gorszy od tego, który wcześniej mogli dostać od ONZ.
MICHAŁ BARDEL: Praktyka wyprzedziła legislację? M.G.: W kwestiach działań humanitarnych zawsze tak jest. Do 1998 roku, kiedy zaczęła obowiązywać ustawa o cudzoziemcach, uchodźcom udzielano pomocy w oparciu o przepisy z 1963 roku, które przewidywały głównie możliwość ubiegania się o azyl. Dziś…