Najwspanialszej i najbardziej ujmującej gościnności doznałem w swoim nieco włóczęgowskim życiu, kiedy w głębokim jeszcze komunizmie – dzięki mojemu przyjacielowi, początkującemu rosyjskiemu poecie – znalazłem się w małej kołchozowej wiosce zagubionej w lasach kilkadziesiąt kilometrów od Moskwy. Kołchoz – jak to w tamtych czasach bywało – grzecznie wykonywał polecenia naczalstwa, pisał nakazane sprawozdania, ale ruski mużyk wie swoje, czego dowodem były wybudowane zgodnie z nakazem piękne szklarnie, w których wyrosły leśne drzewa, przebiły dach i zdrowo pobujały ku słoneczku. Tamtejszy ruski mużyk zajmował się bowiem głównie wynajmowaniem swojej chaty rodzinom moskiewskich urzędników niższej rangi (wyższa miała własne dacze w lepszych miejscach), pędzeniem samogonu, zbieraniem grzybów i łowieniem ryb w rzece. Skromne dochody z wynajmu wystarczały na życie, ziemniaki i inne warzywa baba wyhodowała na działce,…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.