Kilka lat temu Lee Kuan Yew, etniczny Chińczyk, legendarny przywódca Singapuru i jeden z najbardziej wnikliwych obserwatorów spraw chińskich, został zapytany, czy rzeczywiście zamiarem władz w Pekinie jest zostanie światowym numerem jeden. Odpowiedział z charakterystyczną dla siebie wyrazistością: „Oczywiście, że tak. A dlaczego by nie? (…) Siła rozbudzonego w Chinach poczucia przeznaczenia jest przemożna. (…) Intencją Pekinu jest uzyskanie statusu największej potęgi świata”[1].
Tak jednoznaczne postawienie sprawy umożliwia statystyka, w szczególności ta dotycząca rozwoju gospodarczego. Jeszcze 40 lat temu, u progu okresu reform wewnętrznych i otwarcia Chin na świat, ich produkt krajowy brutto wynosił mniej niż 1/10 amerykańskiego. Dzisiaj ta proporcja wynosi ok. 2/3, a Chiny od dekady są drugą po Stanach Zjednoczonych największą gospodarką globu. W wielu istotnych wskaźnikach Państwo Środka już jest światowym numerem jeden: to największy eksporter, największa gospodarka przy uwzględnieniu siły nabywczej, lider w produkcji samochodów, laptopów czy telefonów komórkowych. Chiny stopniowo zrywają z wizerunkiem społeczeństwa zdolnego tylko do ograniczonej innowacyjności. W kraju funkcjonuje wysokiej klasy przemysł nowoczesnych technologii – począwszy od nagłośnionego ostatnio 5G, przez sztuczną inteligencję, do rozbudzających wyobraźnię kwantowych superkomputerów.
„Strategiczny rywal”Szybkiemu postępowi Chińczyków w obszarach, które oprócz dużych środków finansowych wymagają także…