W 2011 r. w eseju pt. Paradoksy nowego autorytaryzmu Iwan Krastew zastanawiał się nad istotą rosyjskiego reżimu ery Putina[1]. Choć bułgarski myśliciel twierdził wtedy, że Rosja nie jest ani trendsetterem, jeśli chodzi o wzrost tendencji autorytarnych, ani też „intelektualną zagadką”, to swoje rozważania poświęcił temu „umiarkowanie represyjnemu”, jak pisał, państwu (choć było to już po śmierci Politkowskiej, Litwinienki, Magnitskiego). Odrzucając dychotomiczny, zero-jedynkowy podział na demokrację – niedemokrację, stawiał tezę, że to właśnie Rosja uosabia „konkurencyjny autorytaryzm”, a więc ustrój mający zarówno cechy demokracji, jak i autorytaryzmu. Odrzucał tym samym proceduralną czy też minimalistyczną definicję demokracji w duchu Schumpetera zakładającą, że jedynym czynnikiem legitymizującym władzę jest akt wyborczy. Rozważania Krastewa wpisywały się w coraz bardziej ożywioną debatę o tendencjach „dedemokratyzacyjnych”na świecie, przeczących tezie o „końcu historii” i zwycięstwie liberalnej demokracji.
Dziś to Turcja coraz częściej wskazywana…