Rok 2017 był dla władzy nadzwyczaj niespokojny. W lutym wybuchł konflikt w Achacachi, gdzie ludność zażądała usunięcia skorumpowanego wójta wywodzącego się z partii rządzącej. Spalono budynek gminy, było kilkunastu rannych. Rząd centralny stanął w obronie swojego człowieka i użył siły. Protesty ciągnęły się jednak przez cały rok, a konfliktu nie rozwiązano. Ostatni kwartał doprowadził do kumulacji politycznych wydarzeń w całej Boliwii. W głównych miastach co chwilę odbywały się manifestacje przeciw reelekcji prezydenta. Jego partia organizowała natomiast wiece poparcia, mobilizując wierne organizacje społeczne. Przeciwnicy protestowali też przeciw grudniowym wyborom do sądów. W Boliwii kandydatów do władz sądowniczych wyłania się bowiem w wyborach powszechnych, ale muszą przejść preselekcję w kongresie, więc prawie wszyscy kojarzeni są z władzą. Opozycja pragnęła zamienić grudniowe wybory w antyrządowy plebiscyt, nawołując do oddawania nieważnych głosów jako wyrazu dezaprobaty dla prezydenta i pomysłu jego reelekcji. Na początku nowego roku antyrządowe protesty tylko eskalowały, paraliżując cały kraj.
Evo Morales to najdłużej urzędujący prezydent w historii Boliwii. I choć od objęcia urzędu w styczniu 2006 r. jego notowania spadły, to wciąż są imponująco wysokie.
Nie jest to poparcie 70-procentowe, jak w pierwszej kadencji, ale 57% aprobaty w ostatnich badaniach sondażowych po latach urzędowania wciąż robi wrażenie. Morales wygrał wybory w 2005 r.,…