Subskrybuj

O homoseksualizmie jeszcze inaczej

Homoseksualiści byli, są i będą. Mają pełne prawo protestować przeciwko ich prześladowaniu i upokarzaniu, nie mogą być zmuszani do ukrywania swojej orientacji seksualnej, z którą wielu czuje się bardzo dobrze, orientacji zbyt łatwo nieraz traktowanej po prostu jako wada moralna. Propagowanie jednak homoseksualizmu jako orientacji normalnej (nie mylić z naturalną) uważam za szkodliwe.

Homoseksualizm jest od pewnego czasu w Polsce przedmiotem polemik prasowych, moim zdaniem nie zawsze prowadzonych rzetelnie. W dyskusji tej przemilcza się – lub niedostatecznie bierze pod uwagę – te aspekty homoseksualizmu, które dla polemisty są niewygodne, przez co wypowiedzi bywają jednostronne zarówno w opisie zjawiska, jak i jego ocenie.

Zacznę od biologii, konkretnie od przypomnienia, że płciowość jest bardzo silnie ugruntowaną w ciągu ewolucji organizmów żywych strategią rozrodczą, przynoszącą wymierne korzyści gatunkowi. Wykształcenie się płciowości wiąże się ze znacznym, wzajemnie dopełniającym się, zróżnicowaniem osobników obu płci pod względem anatomicznym i fizjologicznym, optymalizującym realizację tej strategii. Jej elementem są zachowania seksualne, oczywiście „hetero”, bo pojawiające się też zachowania typu „homo” tej strategii służyć nie mogą. U człowieka seksualność ma swoisty charakter, ze względu na wyraźnie rozwinięty instynkt erotyczny, który jest powiązany, ale nie identyczny, z instynktem prokreacyjnym. Stąd też w przypadku homoseksualizmu u człowieka mówi się o orientacji, a nie po prostu o zachowaniach homoseksualnych, które spotyka się też u zwierząt, u nich jednak mają inne znaczenie.

Jakie są przyczyny orientacji homoseksualnej? Środowiska homoseksualne często wysuwają tezę, że jest ona wyłącznie determinowana genetycznie (lub bardziej ogólnie – biologicznie), zaś krytykujący homoseksualizm kładą nacisk na czynniki socjokulturowe, w skrajnych wypadkach mówiąc, że orientacja taka jest wynikiem wolnego wyboru, a więc podlega ocenie moralnej.

Z przeglądowych prac naukowych poświĘconych homoseksualizmowi wyłania się dosyć złożony jego obraz. Nie będąc specjalistą w tej materii, ograniczę się do ustaleń, które wydają się nie budzące wątpliwości. Jednym z takich ustaleń jest to, że na orientację seksualną wpływ mają czynniki biologiczne (genetyczne) ale nie tylko one. Świadczą o tym dobitnie dane z pięciu niezależnych badań nad bliźniętami, najlepszych, jakie dla określenia wpływu czynników genetycznych można zrobić. Otóż, okazało się, że w odniesieniu do bliźniąt jednojajowych, jeśli jedno z nich było homoseksualne, to średnio w 50% przypadków (rozrzut 35-95%) drugie też przejawiało taką orientację. W przypadku bliźniąt dwujajowych procenty te wahały się od 5 do 16 (podaję za: A. Stewart, Conversion therapy, November 1998, s.1-3). Gdyby działały wyłącznie czynniki genetyczne, to w przypadku bliźniąt jednojajowych zgodność orientacji seksualnej powinna wynosić 100%. Za przyczynę orientacji homoseksualnej u mężczyzn podaje się też niedobór testosteronu w pewnej fazie życia płodowego.

Czynników pozabiologicznych, mających wpływ na orientację seksualną, wymienia się sporo, wśród nich dużą rolę przypisuje się środowisku społeczno-kulturowemu. Linda D. Garnets, psycholog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles stwierdza, że „obecnie większość naukowców zgadza się, że zachowanie człowieka jest odbiciem zarówno biologicznych, jak i środowiskowych czynników. Innymi słowy nie jest tak, że jakiś gen lub hormon po prostu uruchamia przełącznik i zmienia orientację z heteroseksualnej na homoseksualną. A więc, jakkolwiek możliwy jest wpływ na rozwinięcie określonej orientacji seksualnej genów lub hormonów, to wpływ ten zawsze jest pośredni i silnie uzależniony od środowiska społecznego”. Co więcej, Garnets zauważa, że „dostępne dane wskazują, iż niezależnie od typu determinacji, skłonności seksualne nie mieszczą się w dychotomicznym podziale męski–żeński. Pociąg do kobiet lub pociąg do mężczyzn stanowią bieguny, między którymi rozpościera się całe spektrum orientacji i zachowań seksualnych z biseksualistami lokującymi się pośrodku”. Nie oznacza to oczywiście, że liczebność osobników na obu biegunach jest identyczna.

Ponieważ środowiska homoseksualne przypisują jednak dominującą, jeśli nie jedyną, rolę czynnikom biologicznym (genetycznym) w określaniu orientacji seksualnej, należy się zastanowić nad klasyfikacją tych czynników, przede wszystkim, czy powodowane przez nie skutki mieszczą się w ramach normy czy też stanowią wadę lub patologię. Tu wkraczamy na śliski grunt, ale nie można tego uniknąć, jeśli chce się rozważać problem nieco głębiej. U człowieka wyróżnia się dziś około 5 tysięcy wad genetycznych, prowadzących lub, w pewnych okolicznościach, mogących prowadzić do patologii, także behawioralnych. Wszystkie te patologie są naturalne, ale oznaczają odejście od stanu określanego jako normalny, który w przypadku różnych cech różnie się określa. Ważną rzeczą, którą dla celów tej dyskusji należy przypomnieć, jest to, że w ramach tak zwanej normy mogą się mieścić rożne warianty tej samej cechy, jak np. kolor oczu, co oznacza występowanie w populacji różnych wariantów genów te cechy determinujących – genetycy nazywają to zjawisko polimorfizmem. W przypadku zmian w genach prowadzących do wad mówią oni o mutacjach (z punktu widzenia biochemicznego są to tego samego typu zmiany w DNA, co w przypadku polimorfizmu, ale zmiany polimorficzne nie mają niepożądanych skutków fizjologicznych). Otóż homoseksualizm jest często przedstawiany, zwłaszcza przez środowiska osób o tej orientacji, jako przejaw właśnie polimorfizmu, a nie patologii (powołują się przy tym na przyjętą na kongresie Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrów w 1973 r – w drodze głosowania(!) – opinię, że homoseksualizm nie jest chorobą): po prostu jedni są heteroseksualni, inni homoseksualni, podobnie jak w populacji mamy blondynów i brunetów czy ludzi niebiesko- i brązowookich (typowe cechy polimorficzne). Takie rozumowanie jest błędne. Homoseksualizm nie jest cechą polimorficzną, ponieważ, gdy jest konsekwentny, prowadzi do bezpłodności. Bezpłodność, gdy powodują ją wszystkie przyczyny inne niż orientacja homoseksualna, traktowana jest jako patologia. Fakt, że homoseksualiści chcą adoptować dzieci, wskazuje, iż działa w nich instynkt rodzicielski, którego nie mogą realizować wskutek swojej orientacji. Świadczy to o sprzeczności między sytuacją, w której się znaleźli, a ich potrzebami psychicznymi. Podejmowane są próby leczenia homoseksualistów w kierunku zmiany orientacji, ale ocena skuteczności tych prób daleka jest od jednoznaczności. Grzegorz Lewicki („Znak” nr 4/2006) przytacza dane wskazujące na skuteczność takich terapii u tysięcy osób, ale polemizujący z nim Michał Godzic słusznie zauważa, że na terapię zgłaszają się osoby, które mają problemy z akceptacją swojej orientacji seksualnej, często bardzo poważne. Ostrzega się też przed poddawaniem osób takiej terapii pod presją. Wspomniany wyżej A. Steward twierdzi, że może ona prowadzić do poczucia winy, depresji, a nawet samobójstwa, gdy terapia okaże się nieskuteczna, lub gdy osoby te mają kłopoty z podtrzymywaniem przez następne lata zmienionej wskutek terapii orientacji. Dodać też trzeba, że duża liczba homoseksualistów dobrze się czuje ze swoją orientacją i ani myśli o jej zmianie. Tak więc, na podstawie dostępnych danych, orientacja homoseksualna jawi się jako zjawisko złożone, o wieloczynnikowej genezie. W grę wchodzą niewątpliwie, obok czynników biologicznych, także środowiskowe (kulturowe), co musi być brane pod uwagę zarówno w opisie samego zjawiska, jak i formowaniu społecznych postaw wobec niego. * * * Homoseksualizm trudno uznać za istotną przyczynę obserwowanego dziś kryzysu demograficznego, jak…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Śmierć i co dalej? Co wiemy o życiu wiecznym