Subskrybuj

Zobaczyć Kościół żywy – zobaczyć dobro

Kryzys Kościoła w Polsce? Raczej wyzwania, jakie stawia przed Kościołem i każdym z nas codzienne życie. Pytanie, czy chcemy i potrafimy je rozpoznać i na nie odpowiedzieć.

Każda wspólnota ma tendencję do zamykania się we własnej strukturze, która daje poczucie bezpieczeństwa. To, co było na początku świeże i nowe, staje się powoli skostniałe – i życie zanika. Na szczęście w Kościele Duch Święty nie śpi. To właśnie dlatego jest on od dwóch tysięcy ,,w kryzysie” – i żyje! To, co stare i skostniałe, dogorywa. I rodzi się nowe.

Mogę pisać jedynie o tym, co znam z doświadczenia. Mieszkam w małej wiosce. Żyję wśród najbiedniejszych, wychowuję dzieci. Uczestniczę w spotkaniach młodzieżowych w wielu diecezjach. Rozmawiam z młodymi, w tym z księżmi. Czytam gazety. Telewizji raczej nie oglądam.

Po pierwsze zatem: młodzież. Przepaść pomiędzy duszpasterstwem w miastach (szczególnie duszpasterstwem akademickim, z reguły prowadzonym przez zakony) a troską o młodzież na wsi jest ogromna. Katechizacja szkolna, niepoparta duszpasterską pracą w parafii, prowadzi do tego, że nie buduje się więzi ze wspólnotą parafialną. Ale jak ją budować? Dzieci dowożone są do szkół wiejskich z kilku różnych parafii – po lekcjach kontakt się urywa. Proboszczowie, nie mając z nimi styczności na co dzień, po prostu ich nie znają. Przy kościele nic się nie dzieje, pustka.

Oto konkretny przykład: dziecko w trzeciej klasie ma obowiązek uczestnictwa w Drodze krzyżowej w kościele przy szkole. Ale ono jest z innej parafii. Do szkoły na godzinę 16 nie ma jak dojechać; odległość między kościołem parafialnym a domem wynosi 6 kilometrów – po południu brak komunikacji. Rezultat: obniżona ocena z religii i wielkie rozgoryczenie…

Jakie jest nasze podejście do duszpasterstwa? Jaką Ewangelię głosimy dzieciom? Kolejny przykład: Pierwsza Komunia w drugiej klasie. Przerażona Marysia próbuje wykuć na pamięć dziesiątki katechizmowych formułek. Jak nie będzie umiała, nie przystąpi do Komunii – tak powiedziała pani katechetka. Jadę do szkoły i próbuję negocjować: może wystarczy tylko to, co podstawowe, a reszta w dalszym życiu? Pytam, czy płynna recytacja dziesiątków definicji jest rzeczywiście miarą przygotowania dziecka do spotkania z Jezusem w Eucharystii. Kościół naucza, że dziecko może przyjąć Komunię, jeśli potrafi odróżnić chleb zwykły od eucharystycznego i (na swoim poziomie) ma świadomość grzechu, tego, co jest dobre, a co złe. Chyba że ja się mylę… Pytam jeszcze, czy na katechizacji rozmawiano o tym, co to znaczy przyjąć Pana Jezusa. Że to znaczy być dobrym dla drugiego człowieka, dla kolegi, mamy, babci… Czy dzieci przygotowały coś dobrego dla młodszych, dla pierwszaków? I słyszę odpowiedź: tego nie przewiduje program.

Ta sama, dziś już trzecia, klasa. Lekko upośledzony dzieciak jest od szeregu miesięcy obiektem zbiorowej agresji w klasie. Zrozpaczona i bezradna matka, nauczycielka, która zrobiła wszystko – bez skutku. Dzieciak jest kopany, wyszydzany, poniżany. Jedna z dziewczynek ogłosiła, że będzie chodzić w rękawiczkach, żeby się nim nie pobrudzić. Katecheta milczy. Dzieci znają przecież wszystkie wymagane formułki. Wyjątek? Nie: reguła.

Nie mamy odwagi głosić dzieciom Jezusa i nie chce się nam stawiać wymagań. Dlatego nas olewają. Bo oni mają swoje pytania i problemy. Oni szukają, nawet ci najgorsi. A my im formułki. ,,Nie przystąpisz do bierzmowania bez kilkunastu zaliczonych nabożeństw”. ,,I masz to udowodnić – na karteczce!” Mamy więc handel karteczkami. Sakrament jest wymagany do małżeństwa, każdy więc chce otrzymać stosowny papierek. Proboszcz ma problem z głowy: przygotował młodzież do sakramentu dojrzałości.

Liceum świeckie we Francji: uczniowie postanowili przez miesiąc ograniczyć swoje drugie śniadanie w szkolnej stołówce do chleba i jabłka, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na pomoc uczniowi z Polski. 400 euro pozwoli na stypendium dla jednego ucznia przez 10 miesięcy. Inicjatorzy tej akcji nie są wierzący!

*Parafia wiejska. Księża. Samotni proboszczowie. Msza święta odprawiana czasami – tylko wtedy, kiedy jest intencja. Samotność i zasada (zastrzegam, że nie ogólna, ale mam przecież pisać o problemach): Eucharystia i… wolność. Zatem po Mszy: w samochód i w Polskę. No, jeszcze śluby i pogrzeby, czasem chrzty. Rozmawiam z klerykami, z młodymi księżmi. Ideały na ogół przechodzą im po trzecim roku semianrium. Skoszarowani, nie nauczeni samodzielności i odpowiedzialności (w takich warunkach zawsze pojawia się tendencja do gaszenia indywidualności w imię porządku). A potem rzuceni w świat, który stawia im pytania. Ludzie w ich wieku albo studiują (i bardzo często sami się utrzymują), albo pracują i mają już rodziny. A oni z głową pełną wiedzy, ale bez życiowych doświadczeń, bez oparcia wspólnoty, bez więzów – rzuceni w obce środowisko, stają wobec…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kościół po zawale