Subskrybuj
Socjolog i publicysta, autor książek, m.in. Od foliowych czapeczek do seksualnej recesji (2020)

Mało amerykański papież

Po raz pierwszy w historii przywódca Kościoła pochodzi z USA. Czy papież Leon XIV będzie anty-Trumpem?

W chwili wyboru na papieża Lenny Belardo miał 47 lat, odpalał jednego papierosa od drugiego, uwielbiał watykański przepych, ekstrawagancję i twarde polityczne wojny personalne w Kurii Rzymskiej. Był skrajnym, radykalnym konserwatystą – do granic prowokacyjności. Rozdarty wewnętrznie, poruszał się między manipulacją i aktorstwem a prawdziwym mistycyzmem i głębokim współczuciem dla cierpiących.

Tak było w serialu Młody papież w reżyserii Paola Sorrentina, który przewidział papieża z USA. Ten jednak – Leon XIV, czyli Robert Prevost – wydaje się zupełnie inny niż Belardo. Papież Sorrentina byłby łatwym łupem dla dziennikarzy. Pisanie o Leonie XIV to trudne zadanie: w pierwszej chwili wydaje się on tak bardzo zbalansowany, że nie ma się czego uchwycić.

Oto pojawia się papież spokojny, pokojowy, papież jedności, „trzeciej drogi”, łączący ogień i wodę, słuchający, empatyczny, ale chroniący tradycję. Jan Paweł II zaczął swój pontyfikat oficjalnie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Benedykt XVI – prosto: „Drodzy bracia i siostry…”. Franciszek – kontrowersyjnie (dla niektórych): „Bracia i siostry, dobry wieczór”. Leon XIV zaczął od słów: „Niech pokój będzie z wami wszystkimi” – a więc ani nadmiernie tradycyjnie, ani nadmiernie nowocześnie. Jeśli pierwsze słowa, jakie wypowiada papież na balkonie Bazyliki Świętego Piotra, uznamy za zapowiedź charakteru pontyfikatu, to można się spodziewać papieża środka. To powoduje frustrację u kogoś, kto chciałby Leona XIV zaszufladkować, sklasyfikować, zaliczyć do którejś z frakcji. Współczesny dziennikarz, który zamierzałby za wszelką cenę w swoim artykule umieścić ostre, wyraziste tezy, wskazać jednoznacznie polityczne powiązania swojego bohatera, wypunktować jego słabości lub chwalić pod niebiosa jego heroiczne i nadludzkie czyny, z Leonem XIV będzie miał spory kłopot.

Bez zapędów reformatorskich

Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że Leon XIV jest bliżej Kościoła otwartej ortodoksji, jednoznacznym kontynuatorem linii Franciszka, że pragnie Kościoła synodalnego, a więc odejścia od sztywnej hierarchii. O. Wiesław Dawidowski, augustianin, który zna Roberta Prevosta od 26 lat, zapewnia o tym w wywiadzie rzece Papież na niespokojne czasy z Damianem Jankowskim: „Leon będzie szedł drogą synodalności, z całą pewnością (…) nie ma przypadku w tym, że Leon tak chętnie powołuje się na swego poprzednika”. Współtworzył projekty ekologiczne w Watykanie. Podtrzymuje nurt myślenia wyrażony w Laudato si’. Do przedstawicieli uniwersytetów wysłał wiadomość wideo, w której wyraził radość z ich zaangażowania w „synodalną pracę rozeznania w przygotowaniu do COP30 [konferencji ONZ dotyczącej zmian klimatu – przyp. JP]”. Docenił także wysiłki uczelni podejmujących refleksję nad „zrównoważeniem długu publicznego i długu ekologicznego” – czyli szukaniem rozwiązań prowadzących do tego, by polityka finansowa państw (np. spłata lub umorzenie długów) uwzględniała także ich wysiłki na rzecz ochrony środowiska.

Krytykował wiceprezydenta USA J.D. Vance’a za przywoływanie zasady ordo amoris jako uzasadnienie surowej polityki imigracyjnej.

Vance powiedział w wywiadzie dla Fox News: „Jest taka chrześcijańska koncepcja, że najpierw kocha się swoją rodzinę, potem swojego sąsiada, potem swoją społeczność, potem swoich współobywateli, a dopiero później – resztę świata”. Prevost zacytował w mediach społecznościowych tekst Kat Armas z „National Catholic Reporter”, którego tytuł dobrze odzwierciedla treść: „J.D. Vance myli się: Jezus nie każe nam ustalać hierarchii miłości do innych”.

Jednak kiedy już jesteśmy niemal pewni co do „otwartego” oblicza nowego papieża, okazuje się, że to nie takie proste. Leon XIV nie ma zapędów reformatorskich, a trzeba przyznać, że Franciszek eksplorował granice dotychczasowego nauczania – można nawet powiedzieć, że próbował je poszerzyć. Dlatego po Amoris laetitia czterech kardynałów – Raymond Burke, Carlo Caffarra, Walter Brandmüller i Joachim Meisner – złożyło dubia, prosząc o wyjaśnienie, czy dokument nie narusza dotychczasowego nauczania o małżeństwie i dostępu do sakramentów dla osób po rozwodzie żyjących w nowych związkach.

Robert Prevost, jeśli radykalnie nie zmieni swojej linii, nie może raczej spodziewać się dubiów. Dotąd, zwłaszcza w sprawach obyczajowych, silnie trzymał się tradycyjnej wykładni nauczania Kościoła.

W konserwatywnych środowiskach krążą „obiecujące” cytaty papieża, choćby to z przemówienia do biskupów z 2012 r.: „Zachodnie media masowe są niezwykle skuteczne w budzeniu ogromnej sympatii dla przekonań i praktyk sprzecznych z Ewangelią, takich jak aborcja, homoseksualny styl życia, eutanazja”.

Siła spokoju

Z pytaniem, kim właściwie jest Robert Prevost, zwracam się do ludzi, którzy znają go osobiście. O. Anthony Pizzo OSA jest prowincjałem augustianów w Chicago. Roberta Prevosta zna od ponad 50 lat, studiowali razem na uniwersytecie Villanova w Filadelfii. Dzielę się szczerze z o. Pizzem swoimi wątpliwościami: po 80 dniach pontyfikatu nadal nie wiem, kim właściwie jest Leon XIV. Co wyróżnia go na tle poprzednich papieży? „Jest przede wszystkim augustianinem” – mówi Pizzo. Augustianie to zgromadzenie zakonne powstałe w XIII w. i żyjące według reguły św. Augustyna. Dzisiaj charakteryzuje się z jednej strony działalnością naukową (prowadzenie uczelni), a z drugiej – zaangażowaniem społecznym i misyjnym. „Jego augustiańskie korzenie sięgają aż do szkoły średniej – kontynuuje Pizzo. – Oznacza to w praktyce, że stara się wcielać w życie augustiańskie wartości: poszukiwanie prawdy, dążenie do jedności i oczywiście, w praktyczny sposób, wprowadzanie miłości w czyn poprzez miłosierdzie. Unitas, veritas i caritas”. No dobrze – pytam – ale czy to nie oznacza po prostu bycia chrześcijaninem? Czy to nie są zasady, którymi powinien kierować się każdy papież? „On nimi po prostu żyje. A jeśli pyta pan o jego osobiste cechy – jest bardzo otwarty. Potrafi być łagodny, ale nie jest uległy. I nie jest nadmiernie elastyczny, co dla mnie oznacza, że jest bardzo zakorzeniony w przesłaniu Ewangelii”. To nadal nie odróżnia go od innych papieży – mówię. „Myślę, że cechuje go szczególny pragmatyzm” – odpowiada o. Pizzo. – Stoi twardo na ziemi. Ma zdolność integrowania swojego zmysłu teologicznego z praktyką”. Jak prowincjał z Chicago wspomina Roberta Prevosta z czasów studenckich? „Mieszkaliśmy razem w akademiku. Świetnie odnajdywał się w życiu akademickim, podczas gdy niektórzy z nas musieli się z tym zmagać. Nie był jednak typem akademika-mola książkowego. Nie wypowiadał się w górnolotny sposób, mówił o bardzo przyziemnych sprawach”.

To samo pytanie o szczególne cechy Roberta Prevosta zadaję o. Wiesławowi Dawidowskiemu. „Zabrzmi to może pretensjonalnie, ale to jest coś, co wyróżniało Tadeusza Mazowieckiego, czyli siła spokoju. I myślę, że to rzeczywiście jest jego naczelna cecha – mówi Dawidowski. – Tak, wyróżniają go bardzo duży spokój i opanowanie. Stawia wymagania, ale w ostateczności nie podejmuje za nikogo decyzji. Jeżeli jakaś grupa zakonników będzie chciała reorganizować swoje życie w ramach zakonu, to nie będzie im stawiał przeszkód”.

Zarazem w wywiadzie rzece z Damianem Jankowskim o. Dawidowski opowiada o konflikcie podczas kapituły augustianów: „Pamiętam, jak na pewnej kapitule jeden z naszych współbraci nie zgadzał się z o. Prevostem, wówczas generałem. (…) »Nie myśl, że ci ustąpię, ani mi się śni!« – mówił. Prevost zapytał tylko: »No dobrze, powiedz mi: jaka jest twoja koncepcja posłuszeństwa?«. Zapadła grobowa cisza, tamten uznał, że generał jednak jako przełożony ma rację”.

Podzielona Ameryka, podzielony Kościół

Pokojowy, demokratyczny i słuchający Leon XIV ma więc jednak w sobie także surowość i jednoznaczność serialowego Lenny’ego Belarda. Podobnie jak „młody papież”, nie stroni też od przyjemności popkultury. Wszyscy wiedzą, że kibicuje baseballowej drużynie Chicago White Sox. Odkopano fragmenty transmisji telewizyjnej z 2005 r. z Robertem Prevostem oglądającym swoją ulubioną drużynę z trybun. Leon pojawił się nawet w czarnej czapce z emblematem Sox, kontrastującej z białą sutanną. Uproszczeniem byłoby zarazem wnioskowanie z tego, że jest „wyluzowanym papieżem” – na pierwszą przemowę włożył czerwony mucet i stułę, podkreślając tradycję silniej niż Franciszek. Jednak kibicem jest z całą pewnością.

Jest też obywatelem USA i zna realia Kościoła amerykańskiego – wie, z jakimi wyzwaniami zmaga się tamtejsza wspólnota. Może dzięki temu sprawniej komunikować się z amerykańskimi wiernymi i hierarchią. A będzie to potrzebne – bo Ameryka jest w trakcie intensywnych przemian politycznych i religijnych.

Choć katolicy stanowią dziś ok. 20% amerykańskiego społeczeństwa, ich historia w USA nie była łatwa.

Historyczne uprzedzenia wobec katolików w USA sięgają początków republiki, kiedy protestanccy osadnicy postrzegali ich jako potencjalne zagrożenie – zarzucając im lojalność wobec „obcego papieża”. Konserwatywna i silnie protestancka partia Nic Niewiedzących (Know Nothing movement) w latach 40. XIX w. głosiła, że oto „rzymscy” szpiedzy próbują podważyć amerykański ład. W 1854 r. i kolejnych latach wybuchały antykatolickie zamieszki (włącznie z podpalaniem kościołów), których kulminację stanowił „Bloody Monday” w Louisville, gdzie zabito ponad 20 osób, głównie katolików irlandzkiego i niemieckiego pochodzenia. Antykatolicyzm był jedną z motywacji działań Ku Klux Klanu. Przełomowym momentem okazał się wybór Johna F. Kennedy’ego na prezydenta w 1960 r. – pierwszego katolika na tym stanowisku. Przed kampanią musiał on wielokrotnie zapewniać, że jego lojalność względem konstytucji ma priorytet nad wszelkimi przysięgami religijnymi.

Dzisiejsze środowisko amerykańskich katolików jest różnorodne i wieloetniczne. Rośnie udział Latynosów, którzy stanowią już ok. 36% wiernych (wobec 29% w 2007 r.), a także Azjatów. W archidiecezji Chicago liczba księży o latynoamerykańskich korzeniach bardzo wzrosła – z mniej niż 1% w 1995 r. do aż 14% dziś. To pokazuje, że etniczna i kulturowa różnorodność amerykańskiego katolicyzmu nie jest tylko statystycznym faktem, ale realnym procesem przemian duszpasterskich i strukturalnych.

Jednocześnie można zaobserwować głębokie napięcie między pragnieniem autentycznej duchowości a rynkowymi i politycznymi mechanizmami religijności. Jeszcze bardziej upolitycznionymi po drugiej elekcji Donalda Trumpa. Wiele pisze się o tym, jak bliscy współpracownicy Trumpa – od wspomnianego Vance’a do Pete’a Hegsetha – uzasadniają swoimi religijnymi przekonaniami działania silnie konserwatywne, a nieraz nieewangeliczne. Do tego dochodzi głęboka polaryzacja: z jednej strony liberalno-centrowi katolicy, reprezentowani przez Joe Bidena, z drugiej – konserwatywni intelektualiści i politycy tacy jak J.D. Vance, któremu zarzuca się forsowanie ultrakonserwatywnego kursu, również w relacji z biskupami. W tle toczy się spór o komunię dla polityków popierających prawo do aborcji, który podzielił episkopat – część hierarchii popiera podejście restrykcyjne, część uważa, że nie należy „bronić” sakramentu w kontekście politycznym.

Leon XIV zdecydowanie nie jest „człowiekiem Trumpa”. „Sam fakt, że przyjął imię Leon, wskazuje na jego zaangażowanie w sprawiedliwość społeczną, podobnie jak Leona XIII, twórcy pierwszej encykliki poświęconej sprawom społecznym. Wierzę, że Robert chce kontynuować ten impet. To stawia go, jako Amerykanina, w bardzo interesującej pozycji. Jest bowiem obywatelem kraju, którego obecna władza budzi wątpliwości moralnie i który prowadzi politykę zagrażającą egzystencji i godności wielu ludzi, zwłaszcza imigrantów. A pierwszą zasadą katolickiej nauki społecznej jest to, że każda istota ludzka powinna być traktowana z godnością. I to jest punkt wyjścia dla Boba” – mówi mi o. Pizzo.

O. Dawidowski zauważa w naszej rozmowie, że Leon XIV znacznie różni się od wielu typowych przedstawicieli amerykańskiego episkopatu, takich jak medialny biskup Robert Barron, Timothy Dolan czy Blaise Cupich.

Dawidowski określa nowego papieża jako „kosmopolitę i obywatela świata”, który „patrzy na rzeczywistość globalnie”. Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny „Więzi”, podkreśla jego „panamerykańskość”: „Jest akceptowalny zarówno dla Ameryki Północnej, jak i Południowej. Inni kandydaci z USA byli zbyt północnoamerykańscy. Prevost pokazał, że może być także południowoamerykański” – zaznacza Nosowski.

Jednak da się dostrzec w Robercie Prevoście typowo północnoamerykańskie cechy. Przede wszystkim wspomniany już wielokrotnie pragmatyzm organizacyjny i kulturę działania. Jak przystało na Amerykanina, nie boi się wyzwań zarządczych, dąży do konkretnych rezultatów (było tak np., gdy skutecznie zarządzał w Peru kryzysami humanitarnymi). Nie lęka się nowinek technicznych: prowadził profil na Twitterze/X (choć niezbyt aktywnie – głównie retweetował), a jego starszy brat opowiada, że „Rob” lubi grać na smartfonie w „Wordle” i „Words with Friends” (gry słowne podobne do scrabble’a). Amerykańskość Leona XIV może przyciągnąć uwagę Zachodu. Media i młodzież w USA już okazały spore zainteresowanie – na portalach społecznościowych konklawe śledzili nawet ludzie młodzi i zeświecczeni, dla których było to – zwłaszcza po sukcesie thrillera Konklawe z Ralphem Fiennesem – wydarzenie niczym galowy show. Być może siła Leona XIV tkwi w tym, że umie być jednocześnie poważnym autorytetem moralnym i „swoim facetem” z sąsiedztwa – co w dzisiejszej kulturze masowej jest bezcenne.

Nie ma w sobie natomiast skłonności do „biznesowego” traktowania religii – przeciwnie, cechuje go duchowość zakonnika i prostota misjonarza. „Ważne jest również, aby nigdy nie zapominać o duchowym wymiarze naszego powołania. Inaczej ryzykujemy, że staniemy się menedżerami i zaczniemy myśleć jak menedżerowie” – mówił w 2023 r. w wywiadzie dla mediów watykańskich.

Serce i umysł

Jeśli baseballowe szaleństwo utwierdziłoby nas w przekonaniu o silnie amerykańskim charakterze Leona XIV, to po chwili znów okaże się on nieuchwytny. Jego tożsamość kulturowa jest złożona. Patrząc na zdjęcie Prevosta z młodości, można przypuszczać, że ma latynoskie pochodzenie. W rzeczywistości jego rodzina wywodzi się z wielu tradycji. Ciemna karnacja i wyraziste rysy są spuścizną po matce, Mildred Agnes Prevost…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności