Taka wizja wczesnej a skutecznej separacji religii i magii ma jednak mało wspólnego z realnym i długotrwałym procesem chrystianizacji, w którym stare i nowe wchodziło w znacznie bardziej złożone interakcje niż poranne wypieranie nocy przez dzień. Dlatego też i konsekwencje owego przenikania wzajemnego religijnych kultur – w głowach zwykłych wyznawców – były doniosłe i dalekosiężne. Siły i trwałości tych następstw nie można mierzyć jedynie treścią i zasięgiem przesądów, jakie przetrwały najdłużej w myśleniu i praktyce – czytelnych w religijności zwykłych ludzi.
Tę można zwać ludową, o ile rozumie się przez to jej masowy charakter w sensie porządku mentalnego, nie zaś stanowego ongiś, a folklorystycznego dziś. Od potocznego sposobu pojmowania wiary i jej wymagań nie można bowiem wyłączać także większości przedstawicieli elit społecznych i kościelnych, gdyż w ciągu wieków tylko jakaś ich część uczestniczyła w pełni w kulturze wysokiej jako jej odbiorcy i niekiedy twórcy.
Prośba kierowana do Boga ze czcią i uległością charakteryzuje religię, zaś wymuszanie czegoś na siłach nadprzyrodzonych poprzez spełnienie odpowiedniego obrzędu, wykonanie należnego gestu, wypowiedzenie stosownej formuły, czyli dążenie do osiągnięcia celu automatycznie i manipulacyjnie – jest magią. Tak pojmowane rozróżnienie pochodzi z XVI wieku, gdy protestanci zarzucali katolikom uprawianie magii. Antropologowie przyjęli je na przełomie XIX i XX wieku, a dziś dostrzegają jego ograniczoność.
Modelowe i realne (jakże bogate w swej złożoności i niekonsekwencji) postawy ludzi różniły się zawsze, a relacje magii i religii w każdej epoce mierzyć trzeba ówczesnym jej pojmowaniem. Pamiętając przy tym, że subtelnościami definicji zajmowali się intelektualiści, masy zaś mało się nimi interesowały, uznając przesądy, stosując zaklęcia, wierząc we wróżby. A zabranianie praktyk magicznych przez władze duchowne czy świeckie samo stawało się rytuałem, którego skuteczność była nikła, niezależnie od częstotliwości ponawianych zakazów. Także granice między magią naturalną, będącą przedpolem nauki, a magią demoniczną, rodzajem zniekształconej postaci religii, ulegały w ciągu wieków przesunięciom. Zacierało się też nieraz rozróżnienie między magią białą a czarną. Pierwsza miała być dobroczynna, przynosić pożytek i chronić od nieszczęść, druga miała niszczyć i powodować szkody.
Uprawiających bałwochwalstwo, gusła i czary Nowy Testament stawia w towarzystwie ulegających nienawiści, zabójców i rozpustników, zapowiadając, że zamiast wstępu do Królestwa Bożego czeka ich wszystkich gorejące jezioro ognia i siarki (por. Ga 5, 20-21; Ap 21, 8). Podobne katalogi występków opisują grzechy szerzące się nie tylko wśród pogan (por. Rz 1, 21-32), ale i wśród chrześcijan (por. Rz 13, 13-14; 1 Kor 5, 11; 6, 6-9; 2 Kor 12, 20-21).
Postrzeganie całej populacji młodych gmin chrześcijańskich jedynie jako gotowego na męczeństwo orszaku istot w których nic już nie pozostało z przedchrzcielnego myślenia i postaw, kłóci się zarówno z poczuciem realizmu, jak i ze świadectwem św. Pawła. Starotestamentowe zakazy uprawiania magii i wróżb nie stanowiły instrumentu wychowawczego dla pokoleń zdecydowanej większości przodków pierwszych chrześcijan. Ku ogromnemu bowiem zdziwieniu i rozczarowaniu garstki wyznawców judaizmu, którzy uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Jego nauka zyskiwała zwolenników głównie wśród pogan. Dla nich zaś religia i magia uzupełniały się i upodabniały do siebie. Politeistyczne kultury Bliskiego Wschodu, Egiptu, Grecji czy Rzymu obrzędy kultowe przeplatały formułami, gestami, zaklęciami, które miały zapewniać pożądany skutek. Przyzywanie kompetentnych bóstw, noszenie właściwych amuletów, wypijanie odpowiednio sporządzonych mikstur zapewniać miały pomyślność, bezpieczeństwo czy miłość.
Dlaczego zatem wyznawcami ,,zgubnego zabobonu” Tacyt zwał prześladowanych przez Nerona chrześcijan? A w II wieku Pliniusz Młodszy, cesarski namiestnik Bitynii, skazywał ludzi dotkniętych ,,szaleństwem” chrześcijańskiej zatwardziałości i przesądu. Określenie ,,zabobon” (superstitio) w ustach Rzymian oznaczało wierzenia, jakich nie sposób uznać za religię z powodu ich niebezpiecznego charakteru i obcego pochodzenia. Wstręt patrioty wzmocniony został spojrzeniem tradycjonalisty. Przypisanie wierzeniom chrześcijańskim zgubnego (u Swetoniusza: ,,nowego i zbrodniczego”) charakteru dotyczyło kojarzenia ich z magią, która fascynuje i budzi jednocześnie odrazę. Praktyki magiczne, z których wiele odwoływało się do pomocy duchów, świat antyczny znał od dawna jako wysoce skuteczne, ale i niebezpieczne, aplikowane wedle uznania maga lub czarownicy, by pomagać albo szkodzić.
Przypisywanie pobożności chrześcijan magicznego charakteru brało się także stąd, że separując się od otoczenia, kult swój sprawowali potajemnie. Towarzyszące ich spotkaniom i nabożeństwom entuzjazm i ekstaza kontrastowały z oschłymi rytami religijnymi pogan, dla których taka ekspresja więzi uczuciowych z Bogiem i współwyznawcami postrzegana była jako niestosowność, zabobon i szaleństwo. Odmowa zaś uczestniczenia w publicznym kulcie oficjalnych bóstw powodowała oskarżanie chrześcijan o ateizm. Przerażone wojną czy klęską żywiołową społeczeństwo uznawało nieraz, że jest to kara bogów za odmawianie im przez wyznawców Chrystusa należnej czci. Władze zaś, aby uspokoić wzburzone nastroje mas, wszczynały kolejne prześladowania obwinianych. Ci czcili swoich męczenników jako heroicznych świadków, którym Bóg dał wytrwanie. Odwaga wobec tortur i śmierci, troska chrześcijan o uwięzionych, budziły u wielu pogan szacunek i współczucie, sprzyjając niejednemu nawróceniu. Ale inni uważali, że źródłem takich zachowań jest fanatyzm i zabobon.
Ojcowie Kościoła, polemizując ze swoimi przeciwnikami, ostrza ich zarzutów i epitetów obrócą przeciw pogańskim religiom: to one, nie Ewangelia, są owym superstitio! Ale wahadło przebywało ciągle tę samą drogę. Pomiędzy religijnością chrześcijańską a pogańską istniały jednocześnie sprzeczności niemożliwe do pogodzenia i rzeczywiste pokrewieństwa (…) Chrześcijanie i poganie żyją w świecie zaludnionym przez moce nadnaturalne, które dają o sobie znać poprzez cuda. Żadna ze stron, biorąc ogólnie, nie przeczy prawdziwości cudów, do jakich rości sobie prawo druga strona. Krytyka dotyczy tylko ich źródła i jakości. Jeśli można się tak wyrazić, każdy opatruje znakiem ujemnym cuda i uzdrowienia strony przeciwnej, przypisując je demonom i praktykom magicznym. W ten sposób relatywizacji ulega samo pojęcie cudu[1].
Gdy do jego dokonywania pretendują obie antagonistyczne grupy, walor cudu zależy wyłącznie od ustalenia jego pochodzenia: boskie ono czy demoniczne, nasze czy obce? Pogański pisarz Celsus (II w.) twierdził, że cuda Chrystusa to sztuczki magiczne, jakich nauczył się w Egipcie. Chrześcijanie odpowiadali: to poganie uprawiają magię, zasługującą na potępienie, bo jest dziełem demonów, a Chrystus czynił potwierdzające Jego posłannictwo i naukę cuda pochodzące od Boga. Pojmowanie istoty magii stanowiło oś konfliktu chrześcijan i pogan. Przy czym demon dla jednych to diabeł, dla drugich – neutralne duchy, pośredniczące między bogami a ludźmi.
Wczesnochrześcijańscy pisarze odznaczali się skłonnością przypisywania nawet całkiem nieszkodliwej postaci magii inspiracji demonicznej, gdyż to trafiało do ogółu chrześcijańskich współwyznawców. Ten argument miał bowiem równocześnie właściwości wytrycha i obucha. Tłumaczył wiele i uderzał mocno. A użytkowników integrował. Zdaniem Tacjana (druga połowa II w.), bogowie pogan to właściwie demony, sprawcy mnogich sztuczek, uzdrowień, zwodniczych snów i wizji. W tymże czasie Ireneusz z Lyonu stwierdzał: Chrystus nas odkupił, ale diabeł aktywny jest nadal, nakłaniając do pogańskich praktyk, herezji, czarów. Augustyn, wielki autorytet dla przyszłych teologów, poszerzył światowładcze możliwości szatana w ramach przyznanych mu przez Boga koncesji. Swą rolę odegrała tu nie tylko manichejska przeszłość tego Ojca Kościoła.
Warto wiedzieć, że wywodzące się z Mezopotamii i Persji dualistyczne koncepcje świata nie wywarły wielkiego wpływu na autorów Starego Testamentu. Przeciwieństwa współistnieją tam bez większych zmagań, a diabeł nie jest uwikłany w walkę z Bogiem. To w apokaliptycznej literaturze międzytestamentowej świat widzialny i cały kosmos rozdwoił się wyraźnie na sferę Boga z poddanymi Mu duchami i ludźmi oraz sferę diabła i pozostałych stworzeń zbuntowanych przeciw Najwyższemu. Wpływ tych tendencji na Nowy Testament hamuje jego chrystologia. Jednak w kolejnych stuleciach chrześcijanie będą niejeden fragment Biblii eksponować kosztem pozostałych, uzupełniających się wszak wzajemnie. Jedne postaci będą ich fascynować, inne pozostawią w cieniu. Tak będzie z apostołami, świętymi, aniołami. Te upadłe będą postrzeganie częściej jako zbiorowy antybóg niż negatyw anioła. Demon dualizmu kusił ciągle.
Chrześcijanie, patrząc przez trzy wieki na potęgę pogaństwa (na początku liczyli, że położy mu kres rychła paruzja), obrzydzali je sobie, przypisując jego kultom i magii diabelskie pochodzenie oraz takież kierownictwo. Przekonanie o skali czartowskich możliwości nie słabło i po upadku oficjalnego pogaństwa w chrześcijańskim już cesarstwie IV-V wieku, gdy okazywało się, że przesądy i magia kwitną nadal także wśród rosnącej rzeszy wyznawców Chrystusa. Ale im częściej egzorcyzmowano katechumenów i opętanych, tym więcej miejsca w zatrwożonych umysłach chrześcijan zajmował Książę ciemności. Demaskowanie jego perfidii i walka z jego adherentami będzie długo a mocno absorbować teologów, władze kościelne i kaznodziejów. Kto jednak, oprócz rzeszy zwykłych grzeszników, będzie przez duchownych napominany i uznawany za winnego kary: ci, którzy uwierzą w moc sprawczą czarów, magii i zaklęć, czy ci, co będą w ich skuteczność wątpić, a to w imię zwycięstwa, jakie Chrystus nad diabłem już odniósł? Odpowiedź na to pytanie, dawana przez kościelne autorytety, podlegała w ciągu wieków tragicznej w skutkach ewolucji.
Odbyty w 314 r. synod w Ancyrze (dzisiejsza Ankara) postanowił: ,,Ci, którzy zasięgają rady wróżbitów i postępują zgodnie ze zwyczajami pogańskimi, albo wprowadzają do swych domów ludzi do rzucania czarów lub dokonania oczyszczeń, zgodnie z kanonem winni odbyć pokutę pięcioletnią”, bez prawa uczestniczenia w Eucharystii[2]. Taka więc mocna sankcja kościelna spotkać ma chrześcijan, którzy szukać będą własnej korzyści lub szkody cudzej, zamawiając magiczne usługi pogańskiego pochodzenia.
Na postanowienie z Ancyry powołuje się Canon Episcopi, opublikowany w 906 roku przez opata z Trewiru, Reginona z Prüm. Dokument ten cieszył się w Kościele wielkim autorytetem, a w XII wieku został włączony przez Gracjana do norm prawa kanonicznego. Jego stanowisko wobec czarów było następujące: działania czarownic to powstałe w sennych marzeniach złudzenia, więc wiara w te iluzje ma pogański charakter, zatem jest herezją. Pryncypialnej ocenie towarzyszyły łagodne wnioski praktyczne i perswazja: kobiety te pociągają innych do odstępstw swymi fałszywymi poglądami. Zatem księża z całym uporem winni podczas kazań wyjaśniać wszystkim wiernym, tak aby się przekonali, że jest to fałsz w każdym calu, a wszelkie podobne przywidzenia zsyła diabeł, który mami ich podczas snu (…) Któż z nas nie wychodzi poza siebie w czasie snów i majaków nocnych i śniąc, nie widzi wielu rzeczy, których nigdy nie zdarzyło mu się ujrzeć na jawie. Któż może być na tyle tępy i głupi, by sądzić, że wszystko to, co rozegrało się jedynie w duszy, przytrafiło się także ciału, skoro nawet prorok Ezechiel oglądał wizję Boga oczami duszy (…) Należy przeto obwieścić publicznie, że ktokolwiek wierzy w to, traci wiarę, a ten zaś, który nie ma prawdziwej wiary w Boga, nie jest Boga, lecz tego, w którego wierzy, to jest diabła[3].
Gdybyż tylko tak kończyły się podejrzenia o czary w XV-XVIII wieku!
Podobnie trzeźwe i trzymające się zdrowej tradycji kościelnej stanowisko reprezentował inny twórca zbioru prawa kanonicznego i ksiąg pokutnych (penitencjały), w których sporo miejsca poświęcił praktykom magicznym – Burchard, biskup Wormacji (zmarł w 1025 r.). Wspominając o wierzeniach w chmary czarownic jadących na rozmaitych zwierzętach na sabaty, pisał:
Niezliczone mnóstwo ludzi zwiedzionych ich fałszywymi urojeniami, przekonane o prawdziwości tego wszystkiego i wierząc w to, odchodzi od prawdziwej wiary i popada w błędy pogańskie, sądząc, że istnieją jakieś inne bóstwa i wyższe siły ponad Boga jedynego.
Biskup Burchard uwzględnił w tym procederze rolę diabła. Jakże jednak inaczej, niż czynić to będą w przyszłości krwawi sędziowie czarownic: ,,Ale któż jest tak głupi i bezrozumny, by przyjmować widzenie senne za istniejące nie tylko w duszy, ale i ucieleśnione?”. Niektórzy wierzą także, iż czarownica może zamienić niemowlę w wilkołaka. ,,Jeśliś wierzył – a przecież nie będzie tego nigdy i być nie może – że ktoś, oprócz wszechmogącego Pana, jest zdolny zamienić obraz Boży w inną postać lub istotę, powinieneś pościć o chlebie i wodzie przez dziesięć dni”[4] .
Kościół więc i w tak kryzysowych dla siebie czasach saeculum obscurumuznawał ciągle przekonania o związkach mniemanej czarownicy z siłą nieczystą za przesąd prostaków, a urojenie kobiet przypisujących sobie takie właściwości, wywołane nie przez diabła, lecz przez ich wyobrażenia czy oczekiwania otoczenia. Germańskie prawo współbrzmiało z tą nauką Kościoła. Kodeks salicki przewidywał odszkodowanie za pomawianie kobiety o to, że jest czarownicą. Filozofowie i teologowie XIII wieku, stulecia powstających miast i uniwersytetów, usiłowali wykreślić granice między magią naturalną a demoniczną. Niektórzy, jak Roger Bacon, uznawali wielką moc sił natury działających bez szatańskiej interwencji. Inni przeciwnie: dociekali, czy i za niewinnie wyglądającym rodzajem magii nie kryje się aby jej diabelska postać. Tomasz z Akwinu powołał magię przed trybunał swego potężnego intelektu i jego żelaznej logiki (ta kazała mu uznać słuszność karania heretyków śmiercią, skoro skazuje się na nią zabójców i fałszerzy monet, życie zaś duchowe znaczy więcej niecielesne, a potrzebna do zbawienia wiara jest cenniejsza niż pieniądze). Magię naturalną uznawał pozornie, skoro stwierdzał: w towarzyszących magicznym praktykom formułach, zaklęciach, przepowiadaniu przyszłości mieści się wszak kierowanie ich do rozumnych sił sprawczych, zatem do szatana. Temu zaś, wraz z innymi teologami, przyznawał możliwość przyoblekania się w ciało (formowane z elementów powietrza), dzięki czemu demon jest w stanie, za Boskim przyzwoleniem,…