„Książka, którą prezentuję, zrodziła się z pasji i stanowi rodzaj manifestu teologicznego na początku mojej teologicznej drogi” – pierwsze zdanie książki ks. Roberta Woźniaka Przyszłość, teologia, społeczeństwobardzo dobrze charakteryzuje całe to dzieło. Widać w tej książce pasję jej autora. Jest też ona rzeczywiście manifestem – prezentacją pewnej wizji. Od razu trzeba powiedzieć, że wizja roztaczana przez Woźniaka jest jedną z ciekawszych propozycji teologicznych, jakie pojawiły się ostatnio w Polsce. Warto nie tylko ją zauważyć, lecz również poświęcić trochę czasu i energii na głębszy nad nią namysł. Zdaniem Roberta Woźniaka, teologia powinna mieć charakter, który umożliwiłby jej wnoszenie znaczącego wkładu w proces otwierania przed współczesnym człowiekiem lepszej przyszłości. Wydaje się, że jest to idea przewodnia całej książki. Bezpośrednie powiązanie teologii i przyszłości powinno być, przekonuje autor, cechą charakterystyczną wszelkiej chrześcijańskiej teologii. Swój sąd uzasadnia on poprzez wskazanie, że takie właśnie powiązanie (teologii i przyszłości) należało do istoty pierwotnej myśli chrześcijańskiej. Podejmowała ona wysiłek zrozumienia osoby Chrystusa, lecz czyniła to w horyzoncie przyszłości. Jak określa to teologicznym językiem Woźniak, teologia pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej była jednocześnie chrystologią i eschatologią: chrystologia stanowiła centrum eschatologii, zaś eschatologia horyzont chrystologii (zob. s. 20nn) – a znaczy to tyle, że myśl chrześcijańska skoncentrowana była na Chrystusie, który pojmowany był jako ostateczna przyszłość chrześcijanina, Kościoła i świata. Przyglądając się pierwotnej, eschatologicznie zorientowanej chrystologii, Woźniak zauważa, iż sam Chrystus jawi się w niej jako wychylony ku przyszłości. Przyszłość ta nie jest jednak abstrakcyjnym „tym, czego jeszcze nie ma, a co dopiero nadejdzie”, lecz posiada rysy osobowe – przyszłością Chrystusa jest Ojciec. To odkrycie prowadzi autora do ścisłego powiązania chrystologii z nauką o Trójcy. Pisze on, że ujawnia się tu pewien paradoks, polegający na tym, że choć „Chrystus jest centrum teologii” to „odwołuje [On] nieustannie (…) poza siebie” (s. 117). Chrystocentryzm chrześcijański nie jest absolutny, lecz funkcjonalny: Chrystus jest, owszem, centrum chrześcijańskiej wiary, ale tylko jako Ten, który w najdoskonalszy, najbardziej bezpośredni sposób prowadzi człowieka poza siebie – ku Ojcu. Chrystus jest zatem rozumiany adekwatnie tylko w horyzoncie Trójcy. Istotnym elementem teologicznej wizji ks. Woźniaka jest postulat, by teologia stanowiła swoistą harmonijną całość, zorganizowaną wokół jednej zasady. Ową zasadą ma być, zdaniem autora, właśnie prawda o Trójcy. Woźniak zdecydowanie krytykuje istniejącą praktykę uprawiania teologii rozczłonkowanej, teologii jako zbioru traktatów, które mogą stanowić autonomiczne całości. Właśnie to rozczłonkowanie uznaje on za jedną z przyczyn kulturowej i duchowej jałowości teologii w czasach nowożytnych. Woźniak postuluje zatem, by nauka o Trójcy stanowiła „gramatykę” całej teologii (s. 109nn), tj. by wszystkie tematy teologiczne były przedstawiane w sposób, który ujawnia ich odniesienie do doktryny trynitarnej. Teologia winna być, twierdzi nasz autor, swoistą syntezą o trynitarnej strukturze. W wizji tej synteza nie przekształca się jednak w zamknięty i raz na zawsze ustalony system. Przed takim systemowym zamknięciem chronić ma teologię jej otwarcie/wrażliwość na historię. Woźniak postuluje, by śladem Bonawentury dokonać integracji wymiaru metafizycznego i historiozbawczego. Chodzi o pokazanie, że metafizyczna struktura rzeczywistości zawiera aspekt historyczny: naturę stworzenia można zrozumieć tylko wówczas, gdy uwzględni się, że jest ono procesem wyjścia od Boga i powrotu do Niego – a proces ten przybiera postać historii. W konsekwencji teologia musi być uważną obserwacją i rozważaniem działania Boga w dziejach. Choć słowo „obserwacja” nie jest tu może najszczęśliwsze, kojarzy się bowiem z dystansem. Woźniak zaś odwołuje się wyraźnie do tych koncepcji rozumu, które zakładają konieczność uczestnictwa w „przedmiocie” rozumienia. Pojęcie rozumienia odsyła nas do kolejnego, zdaniem ks. Woźniaka niezbywalnego, wymiaru dobrej teologii – jej wymiaru hermeneutycznego. Moim zdaniem, fragmenty dotyczące teologii jako hermeneutyki należą do najlepszych partii książki. Robert Woźniak zwraca tu uwagę, że fundamentalną potrzebą człowieka jest potrzeba rozumienia, potrzeba sensu. Człowiek może sensownie budować swoją przyszłość tylko wtedy, gdy rozumie, kim jest. Teologia jawi się tutaj jako objawiona hermeneutyka – pozwala człowiekowi rozumieć siebie w świetle postaci Chrystusa. Aby teologia mogła spełniać swe hermeneutyczne zadanie, musi jednak nie tylko być powtarzaniem raz na zawsze uświęconych formuł. Musi być wrażliwa na aktualny kontekst, musi podejmować wciąż na nowo próby nowych sformułowań wiary, musi być stale otwarta na swój własny rozwój. Teologia hermeneutyczna, wrażliwa na historię, na głos zanurzonych w niej i tworzących ją ludzi jest też, przekonuje Woźniak, teologią ekumeniczną i dokonującą inkulturacji. Postulat inkulturacji wydaje się, w świetle hermeneutycznego nachylenia teologii, oczywisty. Natomiast charakter ekumeniczny wynika zasadniczo stąd, że teologia hermeneutyczna cechuje się dystansem do słownych sformułowań wiary, koncentrując się na człowieku. Tym zaś, co dzieli różne wspólnoty, są przede wszystkim sformułowania – los człowieczy jest w swych podstawach wszystkim wspólny. Podsumujmy zatem: teologia – rozumiana przez Roberta Woźniaka jako „poszukiwanie rozumienia w wierze, które otwiera teraźniejszość dla przyszłości” (s. 49) – winna być historyczną, hermeneutyczną i ekumeniczną syntezą, która powala człowiekowi zrozumieć sens rzeczywistości dzięki temu, że ujawnia we wszystkich podejmowanych tematach trynitarny horyzont otwierający się przed nami w Chrystusie. Jak napisałem na początku niniejszego tekstu, wizja ta warta jest głębszego namysłu. Namysł taki może być inspirujący chyba dla każdego, kto usiłuje coraz głębiej rozumieć siebie i swoją wiarę. Namysł taki ujawnia jednak pewne ograniczenia zaprezentowanej wizji i obecne w niej niedopowiedzenia. Wiele z nich wynika zapewne stąd, że książka ks. Woźniaka jest manifestem. Manifesty rządzą się zaś swoimi prawami. Z reguły wypowiadane są z dużym przekonaniem i na dość wysokim poziomie ogólności. Niebanalne manifesty prowokują jednak do stawiania szczegółowych pytań ich autorom (diabeł bowiem, jak mówi przysłowie, tkwi w szczegółach). Poniżej przedstawię kilka pytań i uwag krytycznych, do których niebanalny manifest Roberta Woźniaka mnie sprowokował. Po pierwsze, chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej na temat samego pojęcia przyszłości. Woźniak definiuje ją jako „dynamiczne stawanie się człowieka zgodnie z jego najbardziej wewnętrzną metafizyczno-historyczną możliwością” (s. 6). Przez takie, a nie inne ujęcie chce podkreślić, że nie chodzi mu o przyszłość jako okres fizycznie mierzonego czasu, który jest jeszcze przed nami. Analizując redukcjonistyczne, laickie eschatologie, stwierdza, iż podstawowym ich błędem było to, że „spełnienia przyszłości człowieka oczekuje się wewnątrz historii” (s. 27). Zauważmy jednak, że zarzut tu postawiony zakłada, iż przyszłość jest czymś,…