Subskrybuj

Zdaniem lekarza rodzinnego

Lekarz rodzinny w konfrontacji z opiniami embriologów, etyków, filozofów, publicystów, i z rodzicami podejmującymi decyzje o zapłodnieniu in vitro.

Każdy człowiek troszczy się o zdrowie swoje i swoich najbliższych. Od początku towarzyszy mu w tym lekarz. Dawniej i obecnie, lekarze stawiają sobie jeden cel: zrobić wszystko, aby pomóc choremu najbardziej właściwie. Fundamentem naszego powołania była i jest rzetelna wiedza, akumulujące się doświadczenie naszych mistrzów, rosnące własne doświadczenie wynikające z relacji z chorymi, i wreszcie nieustanna otwartość na nowe badania. Wymienione czynniki kształtują nasz zawód i uczą pokory.

Od zarania historii człowieka, lekarze dostrzegali jak bardzo skomplikowany jest organizm człowieka. Ostatnie 50 lat tej historii, w sposób niespotykany w przeszłości, przyniosło niepoliczalną ilość nowych odkryć, obserwacji i doświadczeń. Pomimo dostępności elektronicznych bibliotek, nie wszystkie wyniki są zauważane. Z roku na rok, paradoksalnie, u niektórych z nas horyzont informacji zmniejsza się. Jest także ważne podkreślenia, iż wiele odkryć w naukach medycznych nie jest nacelowane tylko dla zdrowia człowieka. Wielu badaczy, mówiąc w uproszczeniu, dąży do udowodnienia swojej hipotezy, ale nie kieruje się lekarską zasadą: primum non nocere. Z wielkim zdziwieniem i zażenowaniem czytam opinie autorytetów na temat sposobów prokreacji. Nie rzadko zawierają one sformułowania niezgodne z faktami medycznymi. Stosunkowo często próbują wytłumaczyć nam zamiary Stwórcy. I przyznaje, że nie jest łatwo w gabinecie lekarza rodzinnego przedstawić rodzicom diagnozę, która dotyczy przyczyn niepłodności i jej leczenia, gdy rodzice przychodzą z teczką wycinków prasowych i własnych nadziei.

Powstanie nowego życia i narodziny człowieka nie oparły się rewolucji biomedycznej. Pierwsza ingerencja w proces narodzin człowieka dokonała się przed ponad 40 laty, kiedy to chemik zsyntetyzował tabletkę zapobiegającą poczęciu. Tabletka znalazła się w aptekach całego świata wtedy, gdy uznano, że obserwacja ewentualnych objawów ubocznych, trwająca 1 rok w grupie mniejszej niż 200 kobiet, jest wystarczająca. Odkrywca, z racji niedawnego jubileuszu z niefrasobliwością przyznał, że w ten sposób chciał zrobić finansowa fortunę, czego dokonał. W tym roku, w lipcu minie 30 lat od urodzin Luise Brown, pierwszego dziecka poczętego poza łonem matki. Ta młoda kobieta, uśmiechnięta na wielu fotografiach, zmaga się z chorobami, które sprawiają trudności lekarzom w ich opanowaniu. Stosunkowo nieliczne są publikowane prace naukowe podające dane, co do zdrowia i chorobowości innych dzieci i dorosłych, których życie poczęło się poza organizmem matki, jeśli porównać je z doniesieniami, co do liczby wykonanych zapłodnień in vitro.

Lekarz, do którego zgłasza się dwoje ludzi, którzy pragną mieć dziecko, powinien im pomóc. Szczególnie ten lekarz, który ich zna dobrze. Po wysłuchaniu „historii starań o dziecko” należy zadać sobie pierwsze pytanie: Jaka jest przyczyna niepłodności?

Przeglądając literaturę naukową, dość łatwo dochodzimy do wniosku, że większość przyczyn niepłodności leży w zmianach metaboliczno-hormonalnych, które są konsekwencją niewłaściwego trybu życia małżonków. Poszczególne czynniki wywołujące te zaburzenia są obecnie dość dobrze określone i nawet mamy już dowody na to, że ich leczenie usuwa czynnik sprawczy niepłodności. Leczenie nie jest kosztowne, ale wymaga systematyczności, czasem krótkiej rezygnacji z innych celów życiowych. Systematyczność w obecnie zabieganym świecie jest trudna do osiągnięcia. Rodzice w sposób celowy odkładają decyzje o narodzinach potomka. Wydajemy nie małe pieniądze na zapobieganie ciąży w niewłaściwym momencie, i na wydłużenie okresu „dochodzenia” rodziców do „świadomego macierzyństwa”. Biologia komórki czy natura, jakoś wyraźnie nie nadążają za naszymi pragnieniami. Niechętnie wydłużają okres, w którym może dojść do poczęcia nowego człowieka. I tutaj ze swoją pomocą przychodzą metody prokreacji kontrolowanej, w tym zapłodnienie metodą in vitro. Wspierane są przez wielu myślicieli zatroskanych o dzietność i przyszłość ludzkiego gatunku.

Wbrew temu co stanowczo twierdzi wielu dyskutantów, zabierających głos na temat metody in vitro, fizjologia rozrodu, fizjologia łączenia się i pierwszych podziałów komórek rozrodczych człowieka  – jest dziś w bardzo niewielkim stopniu poznana naukowo.

Owszem, korzystamy z doświadczeń na zwierzętach, ale jednocześnie stale dostajemy dowody na różnice między ssakami i człowiekiem. Aczkolwiek badania hormonów bezpośrednio dotyczących rozrodu człowieka toczą się dynamicznie od 40 lat, to dopiero ostatnio pojawiają się udokumentowane badania wskazujące na udział innych hormonów, wcześniej nie kojarzonych z tworzeniem fizjologicznych warunków do prawidłowego rozrodu. Takim przykładem, nie jedynym, jest insulina, która była odkryta jako pierwszy hormon w organizmie człowieka. Insulina jest tworzona w trzustce i jest głównym czynnikiem regulującym poziom glukozy w naszym ustroju. U kobiet, u których stwierdza się zaburzenia rytmiczności posiłków (np. jedzenie pierwszego posiłku około południa, pierwszy posiłek zawierający niezbędne produkty energetyczne dopiero ok. 17-tej), niewłaściwą jakość posiłków, zmniejszenie aktywności fizycznej, pojawia się oporność tkanek na insulinę, to zaś zwiększa ilość insuliny w ustroju. Stosunkowy nadmiar insuliny (nie powoduje jawnych objawów chorobowych) zmienia w sposób wybitny nie tylko cykliczne funkcje jajnika, ale także zmienia komórkową morfologię jajników, co w konsekwencji prowadzi do istotnego upośledzenia płodności.

Małgorzatę* poznałam w jej klasie maturalnej. To wesoła, wrażliwa na los chorych wolontariuszka, pełna planów na przyszłość młoda kobieta. Jej pasją stała się praca w mediach, którą podjęła po maturze i gdzie pracuje nadal. Szybko rozpoczęła życie intymne, kontrolowane przez środki antykoncepcyjne. Po kilku latach wyszła za mąż, z którym podzielają pasje zwiedzania świata. Kiedy badałam ja pierwszy raz z powodu przeziębienia (miała wtedy 23 lata), była w jej przekonaniu zdrową kobietą. Ja już wtedy zauważyłam, że miała wyraźne, dające się zmierzyć, cechy zaburzeń hormonalnych. Małgorzata zgodziła się ze mną, że to tryb życia miał wpływ na ewidentne zmiany w jej narządach rodnych, ponieważ podjęte próby zmiany sposobu odżywiania „naprawiały” wysokie stężenia hormonów. Jednakże, właściwe leczenie odkładała na później. Wreszcie nadszedł rok, kiedy pod naporem próśb męża i rodziny, powiedziała mi, że teraz dojrzała do tego, aby mieć dziecko. Jej zaburzenia metaboliczne były dość jednoznacznie przyczyną braku sukcesu w naturalnym poczęciu. Nie udało się wdrożyć na kilka miesięcy leczenia, które dawało możliwość pełnego ustąpienia zaburzeń (jedzenie więcej niż 2 posiłków dziennie zawierających zwykłe produkty odżywcze, codzienny spacer – były nie do zastosowania). Upływający czas „zmusił” w końcu małżonków do wykonania zapłodnienia in vitro. Po kilku kosztownych próbach, urodziła chłopca. Ze wzruszeniem przytuliłam go i ja. Po sześciu miesiącach, Małgorzata wróciła do pracy zawodowej, po ośmiu wyjechała z mężem do Afryki, bo zawsze chciała zobaczyć safari. Chłopiec zaś ma już trzecią nianię, która jest troskliwsza niż poprzednie.

Z lekarskiego punktu widzenia, diagnoza została ustalona, potwierdzona, jednakże proponowanego leczenia pacjentka nie zastosowała. Stanęłam przed faktem, że po prawidłowo postawionej diagnozie niepłodności, inna metoda jej leczenia aniżeli leczenie przyczynowe może być zastosowane. Problem w tym, iż to „inne leczenie” dotyczy już nie jednej osoby, ale dwojga osób, a może nawet dotyczyć będzie także ich potomstwa.

Zadaję sobie pytanie – czy Małgorzata dojrzała, aby być matką? Czy tylko dojrzała do tego, aby mieć dziecko? Czy jeśli nie znalazła w sobie cierpliwości na kilka miesięcy, aby usunąć, insulinooporność (która powoduje w jej organizmie zmiany metaboliczne), i która była przyczyną jej niepłodności – znajdzie w sobie cierpliwość i poświęcenie, aby zadbać o zdrowie i wychowanie jej syna?

            Jeśli zapada decyzja zabiegu in vitro to należy zapytać: czy wiemy jak to robić?

W publikacjach czytamy: połączenie komórki jajowej z plemnikiem, w większości metod in vitro zachodzi w sposób naturalny, tak w jajowodzie jak i w próbówce, i tak twierdzi wielu uczestników toczącej się dyskusji. Czy to prawda? Lekarz śledzący literaturę z tej dziedziny, nie może się z tym twierdzeniem zgodzić. Poniżej tylko kilka przykładów czynników zmieniających proces zapłodnienia, które zwróciły moją uwagę. Wymieniam te konkretne przykłady tylko dlatego, że natknęłam się na nie podczas śledzenia prac w mojej dziedzinie medycyny, chorobach wewnętrznych, bez specjalnego szukania. Integralną częścią wstępną zapłodnienia in vitro jest stymulacja hormonalna jajników, także przez duże dawki estrogenów, celem uzyskania komórek jajowych. Dawki tych hormonów są stale zmieniane, ponieważ wywołują u części kobiet, bezpośrednio po podaniu, określone objawy niepożądane. Jak zdecydować, która mega-dawka jest właściwa i bezpieczna? Który embriolog stosuje tę właściwą? W tym miejscu warto przypomnieć prace (publikowane przed ok. 20 laty), w których oceniano konsekwencje wysokich stężeń estrogenów podawanych kobietom na początku ery stosowania hormonów żeńskich, ponieważ dawki mogą być porównywalne. Wyniki były zatrważające. U potomków kobiet leczonych estrogenami na przykład celem regulacji miesiączkowania (także w stosunkowo krótkim przedziale czasowym), zarówno u córek jak i u synów tych kobiet, stwierdza się anatomiczne zmiany w narządach rodnych. Zmiany anatomiczne najczęściej uniemożliwiające posiadanie własnych dzieci. Co ciekawe, bioetycy pewnie pamiętają, że wyjątkowo podobne zmiany anatomiczne obserwowano u zwierząt po ekspozycji do estrogenów (nie tylko u ssaków), przy czym nie zawsze były to duże dawki. Drugie pokolenie zwierząt w większości stawało się bezpłodne, co doprowadziło do wyginięcia większości tych zwierząt w danym ekosystemie. Jeśli mega-dawki mają wpływ na organizm kobiety je otrzymującej, to czy nie mają na pewno wpływu na rozwój embrionu i rozwój jej dziecka? – tego nie wiemy, na razie nie badamy. Na razie, wiemy o kilku związkach (jak istotne cytokiny), których stężenie zmienia się podczas stymulacji i ma wpływ na inne niż jajnik narządy kobiety, u której wykonuje się stymulację. Kliniki wykonujące in vitro zwracają uwagę na czynniki, które wpływają na łączenie się obu komórek. Zmieniany jest skład „medium”(płynu) na szkiełku, w którym umieszczone są obie komórki. Niektóre protokóły zalecają dodanie albumin, inne kwasu hialuronowego, jeszcze inne leków, które wydają się zwiększać pozytywny rezultat. A pozytywny rezultat to żywo urodzone dziecko, ale już bez oceny czy to dziecko jest zdrowe i nie rozwija chorób przewlekłych, chociażby w dzieciństwie. Nawet tak prosta farmakoterapia, jak podawanie aspiryny…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: O cierpieniu zwierząt