Subskrybuj

Życie prawdziwe, nie wymyślone. Maryja świętej Teresy z Lisieux

Teresa z Lisieux - poza kontekstem bożonarodzeniowym - przywołuje w swoich pismach małego Jezusa, a nie o oseska czy niemowlę. Zachował się zresztą obrazek, najwyraźniej z czasów jej wczesnego dzieciństwa, przedstawiający wyobrażenie kilkuletniego chłopczyka z podniesioną do błogosławieństwa rączką podpisany „Jezus Teresy”. Z takim Bogiem-Dzieckiem Teresa Martin wchodzi w głęboką relację.

Dowiadujemy się właśnie, że Watykan podjął inicjatywę do tej pory niespotykaną –sponsoruje musical Maryja z Nazaretu. Sprawa cieszy się ogromnym zainteresowaniem, zaplanowano już  objazd tej inscenizacji po Europie, Ameryce Łacińskiej i Bliskim Wschodzie. Według watykańskiego mariologa ojca Stefana Di Fiores, który sprawował teologiczną opiekę nad utworem,  jest to wyraźna próba „uczłowieczenia” postaci Maryi, w zgodzie z dzisiejszą tendencją, aby nie tyle zajmować się Jej przywilejami, co ukazać Maryję jako „kobietę naszych czasów”, kogoś nam bliskiego.

Ponad sto lat temu myślała tak o Matce Jezusa młoda karmelitanka z klasztoru w Lisieux.

Można bezpiecznie stwierdzić, że współczesne Teresie Martin  praktyki duszpasterskie  wywiedzione z kultu Maryi, duchowy klimat panujący wokół Bożej Rodzicielki nie wzbudzały jej entuzjazmu. Teresa pod koniec życia mówiła wprost, że chciałaby być kapłanem, aby móc głosić kazania o Maryi. I nie jest to zaraz dowodem na jej walkę o święcenia kobiet! Kazania, mówiła,  przedstawiają Maryję tak wysublimowaną, oddaloną poprzez cudowność i wyjątkowość, iż ludziom nie przychodzi w ogóle do głowy, że mogliby Ją naśladować. „Aby kazanie o Maryi mogło mi się spodobać i przynieść mi pożytek, muszę ujrzeć przed sobą Jej życie, jakim było naprawdę, a nie jakieś życie wymyślone. Jestem przekonana, że Jej prawdziwe życie musiało być zupełnie proste. Przedstawia się Ją tak, że nie można się do niej zbliżyć”[1].

Katolicyzm drugiej połowy XIX   Teresa odczuwa jako zbyt oderwany od Pisma Świętego. Warto tu może wyrazić podziw dla wizji teologicznej młodej karmelitanki, której zasługi w tym zakresie w stulecie śmierci przypieczętował  Jan Paweł II, przyznając jej tytuł Doktora Kościoła. Stała na stanowisku, że nie należy opowiadać  „o rzeczach nieprawdopodobnych albo o rzeczach, o których nic nie wiadomo”[2]. Dawała przykłady. Za czysty wymysł uważała na przykład twierdzenie, że Matka Boża nie znała cierpień fizycznych. Nie sądziła, żeby jako trzyletnie dziecko „poszła do świątyni ofiarować się Bogu w uczuciach płonących miłością i nadzwyczajną gorliwością”. Przypuszczała natomiast, że Maryja udała się tam  „po prostu z posłuszeństwa dla swoich rodziców”. Nie przekonywały jej nauki niektórych duchownych, wedle których od momentu wypowiedzenia przez Symeona proroczych słów Najświętsza Dziewica miała bezustannie przed oczami mękę Jezusa. Według Teresy chodziło raczej o przepowiednię przyszłości[3]. Domniemywała, że gdyby prowadzenie zwykłego życia przez Józefa i Maryję nie było zamysłem Bożym, zamiast uciekać do Egiptu zostaliby tam przeniesieni w cudowny sposób. Dowodziła, że Matka Boga narażona była na wszelkie życiowe trudy.

Pojawia się więc u Teresy pragnienie, może nawet poczucie misji „by pokazać, że można Ją (Maryję) naśladować, ukazać jej cnoty, powiedzieć, że żyła z wiary jak my (podkreślenie JPM), przytoczyć na to dowody z Ewangelii. Jeden jedyny raz wystarczyłoby mi, by powiedzieć wszystko, co o niej myślę. Najpierw pokazałabym, jak mało wiemy o Jej życiu”[4].

Teresa kilkakrotnie wspomniała, że utwór Dlaczego kocham Cię, Maryjo  byłby jej kazaniem na temat Matki Bożej. Powstał w maju 1897 roku, na cztery miesiące przed śmiercią, jako ostatni z jej dłuższych wierszy.  Nazywany jest  testamentem Teresy. (Znawcy  tematu uważają, iż od jakiegoś czasu  przeczuwała, że  jej pisma zostaną wydane drukiem.) Zwraca się uwagę, że  autorka, w drodze wyjątku, bo na ogół wierszy się tak nie kończy, podpisała się pod nim „La petite Thérèse”.

Przyjrzyjmy się tekstowi oryginalnemu. Jest to poemat składający się z 25 jednakowych ośmiowierszowych strof napisanych aleksandrynem, dwunastozgłoskowcem znanym z najdawniejszych heroicznych poematów francuskich. W wierszu tym Teresa  przedstawia Maryję w kontekście Ewangelii.

Długi czas pokutowało przekonanie o cukierkowej naiwności „małej Tereni”.  Spotkać się  z nim można nawet i dzisiaj. Jakoś  bardzo powoli upowszechniła się wiedza, że Teresa przyjęła przy imieniu nie tylko patronat Dzieciątka, ale także Najświętszego Oblicza Jezusa Ukrzyżowanego. Warto wspomnieć, że dopiero współczesne polskie wydanie pism Teresy z roku 2004  uwzględniło ten fakt, ale nawet nie na okładce, lecz dopiero na karcie tytułowej. Z uporem nazbyt długo jej imię zakonne podawano w formie okrojonej.

Można zresztą mieć pewne  ogólniejsze wątpliwości na temat pierwszego członu, owego Dzieciątka Jezus. Teresa operuje wyłącznie słowem l’Enfant – Dziecko. To język polski rozróżnia dziecinę, dzieciątko, dziecię, dzidziusia, nie mówiąc już o zdrobnieniach imion. Może emocjonalnie naładowane  formy Jezusek, Jezuniu będą kogoś szczególnie wzruszać, pamiętajmy jednak, że pisząca w języku ojczystym Teresa  dysponuje słowami pozbawionymi zdrobnienia , bez podobnego ładunku emocjonalnego. Trudno nie dostrzec, że jej styl jest znacznie bardziej trzeźwy niż zwykło się powszechnie uważać.

Teresa z Lisieux – poza kontekstem bożonarodzeniowym – przywołuje w swoich pismach małego Jezusa, a nie o oseska czy niemowlę. Zachował  się zresztą obrazek, najwyraźniej  z czasów jej wczesnego dzieciństwa, przedstawiający wyobrażenie kilkuletniego chłopczyka z podniesioną do błogosławieństwa rączką podpisany „Jezus Teresy”. Z takim Bogiem-Dzieckiem Teresa Martin wchodzi w głęboką relację.

Warto zauważyć, że w dziejach duchowości chrześcijańskiej kilkuletni Jezus nie jest częstym obiektem zainteresowania. A już na pewno nim nie jest dorastający kilkunastoletni Jezus. Przykładem kłopotów z tym epizodem niech będzie kuriozalny pierwszy polski międzywojenny przekład Dlaczego kocham Cię, Maryjo, gdzie w strofie 14. cytowane za  Łukaszem 2, 48-50 słowa nauczającego w świątyni  dwunastoletniego „L’Enfant  Dieu” oddane są jako „prosta odpowiedź Jezuska małego”. Forma ta, skorygowana zresztą w późniejszych wydaniach polskich na „odpowiedź Jezusa małego”, dobrze pokazuje „infantylizację” myśli Teresy, poczynając od  warstwy językowej[5].

Teresa natomiast trzyma się konkretu. Nie ma mowy o widzeniach, objawieniach, choć w wierszu  znajdzie się wdzięczne wspomnienie Teresy, która w ciężkiej chorobie, kiedy miała 10 lat, ujrzała uśmiech na twarzy figurki Maryi i zaraz się podźwignęła. Odczuwała to przez całe życie jako znak szczególnej więzi z Matką Bożą, uznaną też za jej własną. W ostatniej strofie Dlaczego kocham Cię, Maryjo umierająca powraca do tego wydarzenia, prosząc Maryję o uśmiech, gdy spotkają się w niebie.

W omawianym wierszu Teresa zawiera swoją refleksję nad maryjnymi fragmentami z czterech Ewangelii, poczynając od zwiastowania (strofy 3-5), poprzez nawiedzenie świętej Elżbiety (6-7), milczenie wobec Józefa (8) narodziny Jezusa w Betlejem (9 –10), ofiarowanie w świątyni (11), ucieczkę do Egiptu (12-13), poszukiwanie i odnalezienie Jezusa, Jego dorastanie  (13-15), ciche życie w Nazarecie (16 –18), cud w Kanie (19), po dramatyczne wydarzenia na Kalwarii (22-24).

Francuskie imię własne Marie, Maria, oddawane po polsku ekskluzywną i archaiczną formą Maryja, powtarza się w tekście wiersza czternaście razy, podobnie jak  Matka. Wynika to pewnie z przekonania Teresy, że „Maryja będąca wprawdzie Królową nieba i ziemi jest jednak bardziej Matką”[6].  Przy  spolszczaniu poematu polskie tłumaczki[7] nie wykazują się w tym względzie  dokładnością i wypełniają przekład wiersza obcymi Teresie wykrzyknikami – wielokrotnie powtarzanymi  Święta, Najświętsza,  Przenajświętsza, Przeczysta.  Tymczasem Teresa preferuje maryjne tytuły ewangeliczne – Matka Boga, Służebnica Pańska,  dopiero  w dalszej kolejności w tekst włącza  pewne metafory,  utrwalone w Litanii Loretańskiej[8]. Tłumaczki i tu wprowadzają zmiany:  w strofie 7.  „Twe słowa miłości to róże duchowe” (roses mystiques), w tłumaczeniu polskim  stają się „tajemną rosą”.

Kiedy Teresa wzywa Maryję jako Matkę, najczęściej dołącza przymiotnik kochana (chérie) czy słodka (douce), a także – godna miłości, wielka. Używa też oryginalnej metafory:…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Co słychać w Radiu Maryja?