Subskrybuj

Populizm i Radio Maryja

Rodzina Radia Maryja staje się niekiedy przykładem ruchu obywatelskiego. Z drugiej strony sukces Radia oparty jest na jego politycznym zaangażowaniu, a niektóre cele są osiągane niekoniecznie zgodnie z wartościami chrześcijańskimi. Wspólnym elementem dla Radia i populizmu jest bowiem tworzenie wroga politycznego.

Ks. Józef Tischner pisał, iż populizm polega na tym, że ten, kto pochodzi z „ludu”, znaczy więcej niż inni i jest przeznaczony do odegrania szczególnej roli w historii. Dzieje się tak z dwojakiego powodu: najpierw z racji nieomylności w sprawach społecznych („instynkt klasy robotniczej jest nieomylny”), po wtóre – z powodu cierpień, które oczyszczają z wszelkich win („nie ma już grzechu, są tylko głodni”). Uciśnionym wszystko wolno. Ponieważ uciśnieni – „lud” – zajmują uprzywilejowane miejsce w organizmie społecznym, każdy uczciwy człowiek powinien wczuwać się w sytuację uciśnionego ludu i walczyć o jego wyzwolenie. A co będzie, gdy „ludu” zabraknie? „Lud” będzie istniał zawsze („ubogich zawsze macie między sobą”), w razie czego jednak należy go stworzyć dla dobra „wczuwających się”[1].

Radio Maryja jest uznawane za patriotyczne i wierne tradycji, ale jest ono również krytykowane w wielu wymiarach. Zarzuca mu się, że jest nacjonalistyczne, fundamentalistyczne, tradycjonalistyczne, antydemokratyczne czy wreszcie populistyczne. Poniższe rozważania dotyczą jedynie tego ostatniego elementu – populizmu. Chcąc zrozumieć złożoność zjawiska, należy najpierw wyjaśnić, czym jest populizm, a następnie jaki jest jego związek z religią. Rozważania teoretyczne pomogą nam odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje powiązanie między populizmem i Radiem Maryja.

Zdanie Ludwiga Wittgensteina, iż znaczenie słowa leży w sposobie posługiwania się nim, można odnieść także do populizmu. Pojęcie to używane jest między innymi do określenia strategii i stylu rządzenia, dyskursu, kultury, ideologii czy doktryny, jak również ruchu społecznego czy partii politycznej. Występuje ono zarówno w znaczeniu pozytywnym, jak i negatywnym. Współcześnie korzysta się zeń bardzo często, mówi się wręcz o karierze tego słowa[2]. Powszechność jego użycia powoduje jednak, że zaciera się jego znaczenie. Podsumowując liczne dyskusje na ten temat: główny spór toczy się wokół pytania o formę populizmu,  panuje natomiast jednomyślność co do jego cech wspólnych.

Populizm: próba definicji

Populizm pochodzi od łacińskiego słowa populus, które w języku polskim znaczy „lud” (wszelkie nazwy pokrewne wiążą się z różnymi znaczeniami słowa „lud”, który stanowi rdzeń omawianego tu zjawiska[3]). W zależności od kontekstu lud może oznaczać obywateli, większość, masy, tłum, ale też i „komunistycznych despotów”, którzy „lubili powtarzać, że ciągle trzeba uczyć się od mas”[4]. Warto też pamiętać o wprowadzonym przez Paula Taggarta  pojęciu „centrum” (the heartland), które oznacza w rzeczywistości wszystkich odrzuconych, prześladowanych, pokrzywdzonych i zmarginalizowanych. Populiści idealizują tę wspólnotę, nadają nowe oblicze odrzuconym, umieszczają ich w centrum zainteresowania. Co więcej, przedstawiają koncepcję idealnie skonstruowanego świata, w którym to właśnie wiara w jego nadrzędność jednoczy odrzucony lud[5]. Ta gloryfikacja ludu i tworzenie wyidealizowanego monolitu idzie jeszcze dalej, bowiem lud uważa (czy też populiści go do tego przekonują), że jest lepszy niż rządzące nim elity. Dzieje się tak dlatego, że elity polityczne (lub też – w zależności od sytuacji – elity ekonomiczne, intelektualne, instytucje, grupy społeczne etc.) są utożsamiane z korupcją, żyją kosztem ludu i działają wbrew ludowi, a przecież „prawdziwa mądrość i czystość tkwi jednoznacznie w ludzie”[6].

Odnosi się więc populizm do pewnej szczególnej, w swej istocie manichejskiej, relacji między ludem a elitą, relacji „my” i „oni”, którą trafnie zdefiniował Cas Mudde. Przedstawił on populizm jako ideologię, która „uważa, że społeczeństwo jest ostatecznie podzielone na dwie homogeniczne i antagonistyczne grupy: na »prostych ludzi« i »skorumpowane elity«, z czego ma wynikać, że polityka powinna być wyrazem woli ludu”[7]. Można polemizować z autorem, czy populizm jest rzeczywiście ideologią: on sam podkreśla, że należy traktować go jako słabą/ogólną (thin) ideologię, co ułatwia mniej lub bardziej oportunistyczne łączenie populizmu z innymi ideologiami[8]. Tak scharakteryzowany populizm staje się raczej strategią w ramach ideologii. Wartość powyższej definicji polega głównie na tym, że wskazuje ona na istotę fenomenu, który w swym założeniu opiera się na szczególnym rozłamie pomiędzy ludem o wyjątkowym, wręcz nadprzyrodzonym znaczeniu a zdeprawowanymi elitami, w oczach populistów utożsamianymi poniekąd z nieczystymi siłami. Ten dychotomiczny podział pomiędzy dobrem a złem, który stanowi ideologiczny kręgosłup populizmu, ma bardzo konkretne polityczne implikacje. Populizm potrzebuje wroga, ażeby istnieć.

Jeśli chcemy pokusić się o pełniejsze wyjaśnienie populizmu, a w szczególności jeśli chcemy zrozumieć jego konkretne przejawy, należy rozszerzyć analizę o dwa ważne aspekty, bez których populizm nie ma racji bytu. Chodzi tu o populistyczną retorykę jako główne narzędzie przekazu społecznego i o rolę populistycznego przywódcy, który wyśmienicie posługuje się taką retoryką na drodze do osiągnięcia politycznych celów.

Główny wątek populistycznych ataków skierowanych przeciwko elitom politycznym to nieodzowne oskarżanie elit o nadużywanie uprzywilejowanej pozycji zamiast odpowiedzialnego występowania w interesie wyborców. Sformułowania tego rodzaju budowane są na przekonaniu o konspiracji elit przeciwko ludowi[9]. Populistom pomaga w tym odwoływanie się do prostych reguł pochodzących z powszechnych mądrości ludowych. Ich retoryka często odnosi się do lokalnych tradycji i kultur, stając tym samym w opozycji do kosmopolitycznej kultury elit, co z kolei kreuje symbiotyczną relację pomiędzy populizmem a nacjonalizmem. W takiej postaci populizm często ulega radykalizacji, co w pewnych okolicznościach może prowadzić do fundamentalizmu.

Warto zauważyć, iż charakterystyczny dla populistów element retoryki, polegający na schlebianiu ludowi i składaniu pustych obietnic w celu uzyskania popularności, jest współcześnie częstą praktyką gry politycznej wielu partii. Nie oznacza to jednak, że wszystkie te partie są populistyczne[10]. Nie chodzi bowiem w populizmie jedynie o puste obietnice, ale o ten szczególny obraz świata kreowanego przez populistów, gdzie prości ludzie są krzywdzeni przez dominujące elity. Zręczne wychwytywanie obaw ludu i ich stronnicza werbalizacja toruje populistom drogę do składania obietnic pomocy. Populista jest tym, który niesie ratunek przed niebezpieczeństwem, niekoniecznie jednak jest to niebezpieczeństwo realne.

Tak jak nie każda partia, tak i nie każdy polityk, który stara się przypodobać ludowi, jest populistą. Nie zawsze też populistą musi być charyzmatyczny przywódca. Jednak populizm charyzmatycznego przywódcy nieodzownie potrzebuje[11]. Populistyczny lider posiada autorytarne i paternalistyczne predyspozycje, komunikuje się bezpośrednio z ludem, bez pomocy pośredników. Często jego wiarygodność budowana jest na deklaracjach (bo niekoniecznie tak jest naprawdę), że pochodzi on z ludu, stąd też jego więź i zrozumienie problemów ludu ma charakter szczególny. Populista używa demagogicznych słów, artykułuje urazy, obawy, ale przede wszystkim manipuluje strachem.

Populizm pojawia się wtedy, gdy nastroje społeczno-ekonomiczne są złe. To wówczas pewne grupy społeczne uważają, iż nie mają swoich reprezentantów, przez co czują się wyalienowane czy wręcz odrzucone – wyrzucone za burtę rzeczywistości politycznej. Wykorzystując emocje i oczekiwania takich grup społecznych, populizm miesza lewicowo-prawicowe postulaty, przedstawia rewolucyjne dążenie do wyidealizowanego świata, nawołuje do stosowania zasad demokracji bezpośredniej, której przeciwstawia wrogą ludowi demokrację liberalną[12]. Niebezpieczeństwo populizmu polega na tym, że wykorzystując demokratyczne środki, chce odrzucenia istniejących instytucji, które – zdaniem populistów – działają wbrew woli ludu (to znaczy przeciwko tym wspomnianym wyżej grupom społecznym). Jest on jednak w swoich apelach obłudny, bo – jak się często okazuje – populista nie potrafi rządzić. Kiedy dochodzi do władzy, traci swą moc, bo nie ma już elit, z którymi można walczyć – to on sam staje się elitą. Jeśli zaś na ,,polu walki” wciąż pozostaje jakiś wróg – w postaci innych instytucji, niejasnych układów itp. – wówczas okazuje się, że „walka” z nim nie rozwiązuje problemów ludu. Składane obietnice wyborcze okazują się niemożliwe do zrealizowania. Lud rozliczy populistów w kolejnych wyborach. Dlatego też czas populistów to czas walki o władzę, a nie okres samej władzy.

Związki z religią

W pewnym szerszym kontekście populizm i religia są ze sobą powiązane. Nie chodzi tu o aspekt ideologiczny, ale o występowanie pewnych cech wspólnych. Jak zauważa Juraj Buzalka, populizm i religię katolicką łączą trzy główne cechy społeczne: przewaga i obrona patriarchalnej rodziny i surowego porządku moralnego, skomplikowana „obsesja” dotycząca narodu albo innej grupy „elementarnej”, i wreszcie rola ludu i jego tradycji[13]. Jednocześnie autor ten pisze, że w krajach postkomunistycznych – w wielu przypadkach dzięki przemianom instytucjonalnym – Kościół katolicki uzyskał „szczególną pozycję w ramach państwa”. We współczesnym świecie widoczne są tendencje do odseparowania religii od polityki, pozostawiające religię w sferze prywatnej. Niekoniecznie oznacza to marginalizację religii. Z drugiej strony dla wielu osób religia wciąż pozostaje bardzo ważna[14]. W tak złożonej sytuacji religia (nie tylko katolicka) stara się o utrzymanie swojej pozycji w państwie i tu pojawia się miejsce dla związku między populizmem i religią, który – zdaniem Buzalki – można nazwać „religijnym populizmem”[15].

Nie podzielam zastosowanej przez tego autora koncepcji religijnego populizmu z trzech  powodów. Po pierwsze, oznaczałoby to bowiem, że populizm jest religijny, a to nieprawda. Jego związek z religią ma charakter czysto instrumentalny[16]. Po drugie, opierając się na opisanych powyżej cechach populizmu, można wskazać pewne podobieństwa pomiędzy nim a religią. Jednak samo ich istnienie nie upoważnia do tworzenia relacji zależności między omawianymi zjawiskami, na jaką wskazywałoby określenie „religijny populizm”. Wreszcie uważam, że to polityka jest spoiwem łączącym religię i populizm. Pytaniem otwartym pozostaje, czy to populizm potrzebuje religii, czy też religia potrzebuje populizmu, a nie: czy mamy do czynienia z religijnym populizmem czy z populistyczną religią.

Przyjrzyjmy się jednak bliżej zaproponowanemu przez Buzalkę porównaniu populizmu i religii w kontekście cech wspólnych. W obu przypadkach mamy apel do ludu. Rolą Kościoła jest występowanie w obronie ludzi cierpiących – także tych, którzy nie radzą sobie z reformami przeprowadzanymi przez rządzących. Przeciwko rządzącym i w obronie prostych ludzi występują również populiści. Stają więc populiści i Kościół, w różnym natężeniu, po stronie przeciwnej niż ci, którzy myślą o modernizacji. W czasie kryzysów państwowych  Kościół opowiada się zwykle po stronie cierpiących; także i populiści występują w imieniu potrzebujących, czyli tych, którzy tracą w okresie transformacji. Yannis Stavrakakis, który opisuje religię i populizm we współczesnej Grecji, wskazuje, iż – ignorując grecką tradycję – „modernizujący rząd zachowuje dystans do ludzi”, co – zdaniem hierarchów tamtejszego Kościoła – oznacza, że politycy izolują się od codziennego życia, od ducha i serc zwykłych ludzi[17]. Buduje więc zarówno religia, jak i populizm szczególny rodzaj wspólnoty z ludem, w imieniu którego przemawiają. Księża i populiści mówią w imieniu zwykłych ludzi – są ludem. Jednocześnie po drugiej stronie jest zło, przeciw któremu występują. Następują więc podziały na „my” i „oni”, gdzie to ,,oni” są winni nieszczęściu, jakie dosięga lud. „Oni” mogą być często nieokreślonymi wrogami, ich kontury rozpływają się w ogólności przekazu i stąd, często nie posiadając konkretnej formy, wróg może przybierać postać konspiracyjną.

Charakterystyczną cechą zarówno religii, jak i populizmu, jest pewna forma martyrologii. Historia religii to historia roli Kościoła w społeczeństwie, roli polegającej przede wszystkim na obronie przed zaborcami, żądnymi władzy i posłuszeństwa ludu władcami czy też dyktatorskimi reżimami. Religijni obrońcy podkreślają, że – występując w obronie wartości religijnych – byli atakowani zarówno w przeszłości, jak i dzisiaj. Również populiści przedstawiają się jako ofiary niekończących się ataków ze strony ludzi władzy. Zdaniem populistów, rządzący występują tym samym przeciwko tym, których reprezentują – czyli przeciwko ludowi.

Kolejnym elementem wspólnym jest tradycja. Zarówno populizm, jak i religia obawiają się utraty silnej tożsamości, związanych z tradycją wartości ich narodowej wspólnoty. Tradycja staje się szczególnie ważna w okresie kryzysów społecznych, wówczas to odwołują się do niej zarówno Kościół, jak i populiści.

W powyższym rozumowaniu tkwi jednak niebezpieczeństwo ogólności, które może prowadzić do oskarżeń o relatywizm. Wymieniając cechy wspólne, nie wspomina się w ogóle o misyjności religii, opartej na pomocy biednym, pokrzywdzonym i odrzuconym – i zrównuje ją z cynicznym populizmem, który wykorzystuje lud do swoich celów politycznych. Jednocześnie, w pewnych sytuacjach, cechy wspólne nabierają znaczenia, kiedy spotykają się w wymiarze politycznym. Często bywa tak, że religia jest związana z polityką i stanowi silne spoiwo legitymizujące władzę; ów związek między religią i polityką może jednak stać się również podstawą populizmu. Jak już wspomniano, warto się zastanowić, czy to populizm szuka oparcia w religii, czy raczej religia chce się oprzeć na populizmie. Nie chodzi tu zatem o samo uczestnictwo w polityce, ale o okoliczności i logikę relacji pomiędzy religią i populizmem. Przyjrzyjmy się temu na konkretnym przykładzie.

Radio Maryja

Opisane powyżej cechy – wspólne dla populizmu i religii – zostaną teraz przeanalizowane na przykładzie Radia Maryja. Będziemy się zastanawiać nad relacjami łączącymi to Radio z  polityką, przyjrzymy się również postaci ojca Tadeusza Rydzyka – przywódcy charyzmatycznego, ale czy tym samym populistycznego?[18]

Należy zauważyć, że od początku swego istnienia Radio było związane z polityką. Taka relacja sama w sobie nie musi być dowodem na populizm. Czy tak jest również w przypadku Radia Maryja? Od lat 90. popierało ono prawicowe partie i ich kandydatów zarówno w wyborch prezydenckich, jak i parlamentarnych. W roku 1997 ok. 30 polityków rekomendowanych przez Radio Maryja i działających w ramach Akcji Wyborczej Solidarność (AWS) weszło  do parlamentu[19]. W 2001 roku Radio udzieliło znaczącego poparcia powstałej wówczas Lidze Polskich Rodzin (LPR); uważa się, że zawdzięcza ona swój sukces (wejście do parlamentu zaledwie cztery miesiące po powstaniu) przede wszystkim poparciu Radia i ojca Rydzyka. Kolejną popieraną partią jest Prawo i Sprawiedliwość (PiS). Mamy więc w historii Radia Maryja pewnego rodzaju flirt z partiami prawicowymi. Wydaje się, że nie powinien on dziwić, bo czymś naturalnym jest poparcie radia katolickiego dla partii o zbliżonej ideologii. Należy jednak zauważyć,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Co słychać w Radiu Maryja?