Subskrybuj

Gasną latarnie… pozostają pomniki

Miejsce, z którego Gavrilo Princip strzelał do arcyksięcia Ferdynanda i jego żony Zofii, upamiętnia w Sarajewie tablica. Jest szara, nijaka, napis prosty, dwujęzyczny: po serbsku i po angielsku – żeby obcy wiedzieli, co fotografują. 

Można przejść i tablicy nie zauważyć. Leży – nie, w zasadzie stoi, wciska się w miejsce, z którego rozpętała się Wielka Wojna. Nie narzuca się. Po prostu sobie jest. Jak tysiące krzyży, pamiątkowych tablic, mauzoleów, głazów i pomników, które po I wojnie światowej pokryły Europę.

Pomnik odsłonięto jeszcze w Marggrabowej. Był jedenasty września 1927 roku. Nazwa miasta wydawała się jednak zbyt słowiańska, zwłaszcza wobec faktu, że w czasie plebiscytu w 1920 roku, dotyczącego przynależności Prus Wschodnich, z 28 627 głosów oddanych w całym powiecie tylko dwa padły za Polską. W 1928 roku zdecydowano więc przechrzcić miejscowość na Treuburg, co znaczyło Wierne Miasto i brzmiało znacznie lepiej, dumniej, germańsko. Pomnik świetnie pasował do nowej nazwy. Niedługo. Po 1945 roku miasto przemianowano na Olecko. Poniemiecki monument zaczął kłuć w oczy. Oglądano go ze wszystkich stron. Materiał: głaz narzutowy. Forma: półrotunda z arkadowymi otworami; na bokach i pośrodku wieżyczki, ozdobione kamiennymi mieczami. Chyba to go uratowało. Potrzebne było miejsce na akademie i występy. 

Silne Niemcy i dziewczyna marzeń

Na starych, niemieckich pocztówkach widać, że pośrodku stał tam cokół, a na nim znicz. Ponad arkadami biegł napis: „Boże, usłysz nasze błagania i spraw, ażeby znowu powstały silne Niemcy”. Na widokówkach ledwo go widać.  A w rzeczywistości trzeba porządnie wytężyć wzrok, by dostrzec resztki prętów, do których były przymocowane litery. Za czasów Marggrabowej i Treuburga pomnik nazywano Kreiskriegerdenkmal lub krócej Kriegerdenkmal. Gdy nastała Polska, zaczął figurować jako mauzoleum poległych w czasie I wojny światowej lub Pomnik Wojownika. Wznoszono go od 1925 roku, dwa lata, i chwalono się, że jest drugi co do wielkości w całych Prusach Wschodnich (największym było Mauzoleum Hindenburga, które upamiętniało bitwę pod Tannenbergiem z 1914 roku[1]. Pod pomnik zjeżdżały wycieczki młodzieży niemieckiej. Miejsce idealnie nadawało się do wtłaczania do głów idei „Deutchland über alles”. Pocztówki mają wygląd dramatyczny. Czarne chmury, surowy kamień, ogromne miecze, podobno krzyżackie. Odwet wisi w powietrzu.

Marggrabowa leżała około dziesięciu kilometrów od granicy. Rosjanie pojawili się w okolicy już na początku sierpnia 1914 roku. We wrześniu odeszli, w listopadzie znów wrócili. W całym powiecie doszło do krwawych walk. W mieście zniszczeniu uległ most, ucierpiał młyn, uszczerbek poniósł szpital, częściowo zawalił się budynek, w którym sklep miał F. Skorsinski, szkoła żeńska straciła dach. Rosjanie dali się we znaki cywilom. W pruskich drukarniach pojawiły się ironiczne kartki pocztowe: „Wie die Russe in Ostpreussen hausten. Die gute Stube einses Bauernhauses in Mirunsken als russischer Pferdestall”. Na wojennej widokówce, w dość przytulnym i do niedawna pewnie zadbanym pokoju z piecem, ścianą we wzorki i szafką wnękową, stoją dwa konie, jedzą z żeliwnych miednic, na podłodze rozrzucone jest siano. Niewychowane konie są rosyjskie, dom należał do porządnego gospodarza z Mirunksen/Mieruniszek, oddalonych o kilka kilometrów od Marggrabowej. Znajdowała się tam pruska komora celna. Z granic powiatu oleckiego Rosjanie zostali wyparci w lutym 1915 roku. Dziesięć lat później przystąpiono do budowy Kreikriegerdenkmal. A zaraz za nim, nad Gross Oletzken See (jeziorem Olecko Wielkie), olbrzymiego kompleksu sportowego: ze skocznią, hipodromem, kortami tenisowymi. Z lotu ptaka wyglądało to imponująco. Siła oręża, cześć poległym, kult tężyzny fizycznej, nie zapomnimy, pozostaniemy wierni, duch Vaterlandu. Trenowali tam sportowcy przed Igrzyskami w Berlinie w 1933 roku. Po II wojnie światowej Treuburg wraz z częścią Prus Wschodnich przypadł Polsce.

Wokół pomnika zawsze coś się działo. Na początku trzeba było z nim powalczyć i dostosować do nowych oczekiwań. Rozebrano cokół, usunięto znicz, poleciały w dół „silne Niemcy”.  Rotunda naturalnie przekształciła się w scenę. „Bądź dziewczyną moich marzeń” – śpiewał tam Jacek Lech. Wydarzenie kultowe, chociaż młodzi uśmiechają się pod nosem na te wspominki. Im w to graj. Ustronnie jest, usiąść gdzie jest, spożywać gdzie jest, graffiti robić po czym jest i tak dalej.  Same korzyści płyną z posiadania takiego pomnika. Na pruskim stadionie grają Czarni Olecko, a niemieckie korty tenisowe nadal trzymają się świetnie i wszyscy wolą je od polskich, wybudowanych zaledwie parę lat temu. Jest inaczej, chociaż podobnie. Drzewa wyrosły, z pomnika nie ma już widoku na jezioro. 

Pierwsza Kadrowa na Moskala rusza 

„Rodaku! Zapamiętaj na zawsze, zatrzymując się w tym miejscu, że tutaj, w Michałowicach”… Ciekawe ile osób się zatrzymuje? Ruch jest bardzo duży.  Przebiega tutaj krajowa „siódemka”. Kierowcy nie bardzo zwracają uwagę, że to teren zabudowany. Fotoradaru akurat tutaj nie ma. Po obu stronach drogi ciągnie się szpaler drzew. Między nimi na olbrzymich tablicach widać reklamy informujące, że do kupienia są jeszcze apartamenty na nowo wybudowanych osiedlach domków bliźniaczych. Ostatnio w Michałowicach nastał boombudowlany. Jest stąd tylko dwanaście kilometrów do Krakowa, a okolica spokojna. Dziewięćdziesiąt lat temu przebiegała tutaj granica. Pozostały po niej wyraźne ślady: ulica Galicyjska (mimo iż Michałowice leżały po stronie rosyjskiej, próżno szukać tam jednak ulicy Królestwa Kongresowego), Graniczna i określenie, że coś znajduje się „na Komorze”, chociaż po budynku celnym nic nie zostało. Z bardziej namacalnych „pamiątek” zachował się tylko obelisk. Stoi na poboczu „siódemki”. Mało który kierowca wie, że przejeżdżając obok niego z dawnych rubieży monarchii austro-węgierskiej trafia na byłe krańce Rosji lub odwrotnie (zależy, od której strony jedzie). 5 sierpnia 1914 roku te dwa państwa zaborcze wypowiedziały sobie wojnę. Polska zyskała szansę na odzyskanie niepodległości. Dwa dni wcześniej na krakowskich Oleandrach Józef Piłsudski utworzył ze Związków Strzeleckich i Polskich Drużyn Strzeleckich I Kompanię Kadrową. Jej dowódcą mianował Tadeusza Kasprzyckiego „Zbigniewa”. 6 sierpnia Marszałek nakazał I Kadrowej wymarsz w kierunku Królestwa Polskiego. Żołnierze wystartowali o 3 rano. Rozległ się śpiew: „Raduje się serce, raduje się dusza, gdy Pierwsza Kadrowa na Moskala rusza!”. O 9.45 dotarli na komorę celną w Michałowicach. Pierwszy dzień wojny u wrót Kongresówki „tchnął spokojem – nie było ani Rosjan, ani Austriaków. Kraj wydawał się bezpański…” – jak opowiadał później Michał Tadeusz „Brzęk” Osiński, najdłużej żyjący żołnierz Kadrówki (zm. 1983). I Kadrowa obaliła słupy graniczne państw zaborczych, zrzuciła carskie portrety i rosyjskie orły ze ścian. Następnie pomaszerowała dalej, na Kielce. Był to pierwszy od czasów powstania styczniowego regularny oddział Wojska Polskiego. Poprzedzał go patrol Władysława „Beliny” Prażmowskiego, tak zwana „dziewiątka” (trzy dni wcześniej „Belina” z innym patrolem, „siódemką”, przekroczył granicę rosyjską w okolicach Kocmyrzowa). Obelisk odsłonięto w Michałowicach w 1936 roku. Jako materiału do budowy użyto kamienia pińczowskiego. Forma pomnika jest bardzo prosta:…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: I wojna światowa. Koniec czy początek Europy?