Subskrybuj
Psycholog, dr hab., prof. UJ. Zajmuje się historią psychologii, psychopatologii i psychoanalizy, irracjonalizmem oraz sztuką i alternatywnymi ruchami kulturowymi

Szlachetny banita na wygnaniu. Czy jest miejsce dla duszy w psychologii?

Co takiego wydarzyło się w dziejach myśli psychologicznej, że dusza nie tylko przestała być przedmiotem zainteresowania współczesnych nauk empirycznych, ale sama została skazana przy tym na nieodwracalną, jak się zdaje, banicję?

1. Historyk psychologii Ryszard Stachowski, pisze, iż była ona od czasów Arystotelesa – i zgodnie z etymologią swej nazwy – „nauką o duszy jako wzniosłym i godnym podziwu bycie substancjalnym”[1]. Sama nazwa, choć nie jest słowem greckim, pochodzi z greki i składa się z dwóch słów: ψυχή (dusza) i λόγος (nauka), które w rezultacie połączenia dały powszechnie znane określenie ψυχολογία (nauka o duszy). Po raz pierwszy pojawiło się ono stosunkowo późno w dziejach myśli europejskiej, bowiem dopiero w roku 1590 posłużył się nim w tytule swojej rozprawy niemiecki filozof i logik z Marburga Rodolphus Goclenius (vel Rudolf Goeckel)[2]. W starożytnej Grecji Platon i Arystoteles najwyraźniej nie znali tego słowa, a swoje teksty traktujące o zagadnieniach psychologicznych zwykle tytułowali Περί ψυχς („O duszy”). Obecnie jednak, po ponad czterystu latach od wydania traktatu niemieckiego uczonego, sytuacja współczesnej psychologii zmieniła się diametralnie:

Dziś słowo „psychologia” w znaczeniu „nauka o duszy” jest nie tylko anachronizmem, gdyż nie wskazuje już na przedmiot badania współczesnej psychologii, ale i samo słowo „dusza” zniknęło ze współczesnego słownictwa psychologicznego, ustępując miejsca „psychice”, „świadomości”, „jaźni” itp. Wprawdzie ostało się słowo „psychologia”, ale użyte w liczbie pojedynczej nie odzwierciedla już ogromnej rozbieżności poglądów na jej przedmiot badań i wynikającą stąd wielość metod badania, różnorodności zainteresowań naukowych i badawczych psychologów, niejednomyślności w określaniu celu i zadań psychologii, a nawet podziałów w obrębie specjalizacji naukowej i zawodowej, co musiało doprowadzić do przyjętego powszechnie wniosku, że nie ma jednej psychologii[3].

Co takiego wydarzyło się zatem w dziejach myśli psychologicznej, że dusza nie tylko przestała być przedmiotem zainteresowania współczesnych nauk empirycznych, ale sama została skazana przy tym na nieodwracalną, jak się zdaje, banicję? Proces, który doprowadził do tego stanu rzeczy, był długi i złożony, każda więc próba szkicowego jego przedstawienia narażona jest na ryzyko znacznych uproszczeń. Z drugiej jednak strony, takie komiksowe wręcz ujęcie złożonych problemów może mieć istotny walor poznawczy, pozwala bowiem z większą wyrazistością uchwycić najważniejsze prawidłowości i zależności, które w wyczerpującym wykładzie zagubiłyby się pośród mnogości szczegółów – z pewnością istotnych, ale przy tym zaciemniających samą istotę rzeczy.

2. Wszystko wskazuje na to, że idea niematerialnej duszy pojawiła się w pewnym momencie historycznym jako zwieńczenie długotrwałego procesu rozwojowego. Trudno jednoznacznie określić, od kiedy ludzie posiadali koncepcję czynnika odrębnego od ciała – odpowiedzialnego za ciągłość osobowości i tożsamości. Jak wskazują znawcy, wiele obserwacji dokonywanych przez naszych odległych przodków mogło być odpowiedzialnych za powstanie takiego przekonania. Po pierwsze więc, sam fakt życia i śmierci oraz brak wyraźnych (dostrzegalnych gołym okiem) różnic pomiędzy ciałem człowieka żywego a umarłego z przyczyn naturalnych, mógł spowodować przyjęcie hipotezy czynnika ożywiającego, który przebywa na przykład w sercu (bo u żywego człowieka i zwierzęcia ono „pulsuje”, a u martwego nie) i w momencie śmierci opuszcza ciało. Podobną funkcję dowodową w czasach prehistorycznych pełnić musiały marzenia senne. Ludzie z pewnością zastanawiali się nad tym, dlaczego towarzysze nadal widzą ich ciała, podczas kiedy oni we śnie „walczą”, „polują” i „wędrują”. Jako efekt rozbieżności w relacjach ludzi śpiących oraz ich obserwatorów mogła pojawić  się hipoteza istnienia innego, duchowego, „śniącego ciała”, które prowadzi niekiedy niezależne życie. Wreszcie samo funkcjonowanie intelektualne – które mogło doskonalić się do późnych lat (a w tym samym czasie zdolności cielesne systematycznie się pogarszały) – było kolejnym powodem przypuszczenia o koniecznej odrębności pierwiastka psychicznego i fizycznego. Jednak na samym początku odmienność ta nie miała istotowego charakteru. W najwcześniejszych koncepcjach ludzka dusza uznawana była za rodzaj rzeczywistości nadal fizycznej (chociaż subtelnej), jak na przykład mgła, oddech, ciepło, ogień, powietrze, cień, „sobowtór”. Około 3000 lat temu dusza zaczęła być wiązana z różnego rodzaju właściwościami o psychicznym charakterze, najpierw i przede wszystkim z tymi, które podzielamy ze zwierzętami, a więc byciem żywym, posiadaniem emocji oraz pragnień. Nieco później dodano do tego ściśle ludzkie zdolności myślenia i autorefleksji. W miarę rozwoju samowiedzy pojęcie duszy obrastało coraz bardziej wyrafinowanymi cechami i jakościami. Pojawiły się więc takie atrybuty jak wolna wola oraz zdolność do rozumowań logicznych, umiejętność kontemplacji i medytacji, intuicja i doświadczenie mistyczne. W rezultacie niektóre szkoły zaczęły uznawać duszę za byt mający boską naturę – a przynajmniej powiązany ze sferą sacrum[4].

3. Pierwszym starożytnym filozofem, który w całościowy sposób opisał duszę, jej pochodzenie i przeznaczenie oraz poszczególne właściwości, był Platon – i z tej racji należy mu się tytuł „ojca psychologii”. Jednak, co należy podkreślić, grecki filozof zaproponował charakterystykę duszy, której motywem przewodnim była istotowa, a przy tym nieprzezwyciężalna odrębność od ciała. Dało to początek licznym problemom i w konsekwencji doprowadziło do upadku dualizmu. W Fedonie możemy zatem wyczytać, że ciało ma długość, szerokość, głębokość, a dusza nie ma tych właściwości, jest bowiem myślą. Ciało zostało potraktowane przez greckiego myśliciela jako widzialne, wielopostaciowe, ludzkie, śmiertelne, rozpadalne. Z kolei dusza jest rzeczywistością samą w sobie istniejącą, bez postaci, wieczną, boską, nierozkładalną, rozumną. Człowiek jest zatem w istocie duszą, która posiada ciało. I to dusza jest aktywna, a ciało bierne; to dusza kieruje, a ciało jest kierowane; to dusza rządzi, zaś ciało jest rządzone. Ujmując sprawę z być może nadmierną prostotą: z lektury dzieł Platona wynika, iż dusza jest ważna, ba, najważniejsza – a wszystko inne na tym świecie, w tym nasze ciało – zupełnie nieważne i nieistotne. Dusza staje się w jego ujęciu rzeczą (substancją) i ten motyw odnajdziemy u Kartezjusza w jego ontologicznym podziale rzeczywistości na ducha („rzecz myślącą” – res cogitans) oraz materię („rzecz rozciągłą” – res extensa). Równocześnie w nurcie platońskim – aż do Kartezjusza, a nawet do Kanta – pielęgnuje się raczej nieufny stosunek do „poznania zmysłowego”. Platon mówił o „błędzie poznania przez oczy” oraz „błędzie poznania przez uszy” i ostrzegał, że jeśli „dusza ogląda coś za pomocą ciała”, to „ono ją w błąd wprowadza”. Kant dwa tysiąclecia później nie odstąpił od tego poglądu, wręcz utrwalił go, kiedy twierdził, że „noumenów”, a więc rzeczywistości jako takiej, nie poznajemy bezpośrednio. Poznajemy tylko powierzchnię rzeczywistości, zjawiska – fenomeny, a więc świat przekształcony przez nasze – w domyśle: zniekształcające – zmysły i umysły. Czy jest zatem coś co możemy poznawać w sposób pewny? Nikt nie ujął tego dosadniej, niż Kartezjusz:

Skoro bowiem już wiem, że samych ciał nie ujmuję właściwie za pomocą zmysłów albo za pomocą zdolności wyobrażania, lecz za pomocą samego intelektu, i że nie dzięki temu się je ujmuje, że się ich dotyka albo że się je widzi, lecz dzięki temu, że się je rozumowo poznaje (intelligantur), to poznaję w sposób niewątpliwy, że niczego łatwiej lub oczywiściej ująć nie mogę niż mój własny umysł[5].

A zatem to nasza psychika (później świadomość) jest jedyną rzeczą, którą możemy poznać w sposób wiarygodny – cała reszta jest już wątpliwa. Można by rzec, iż psychologia jako potencjalna nauka nie mogła sobie wymarzyć lepszych rekomendacji: oto bowiem pisana jej jest pozycja dyscypliny nie tylko najważniejszej, ale i w dodatku całkowicie pewnej. Jak wiemy, nadzieje te rozwiały się bardzo szybko…

4. Stało się tak, bowiem substancjalne ujęcie duszy – czy to przez Platona, czy też przez Kartezjusza – powodowało konkretne, trudne do przezwyciężenia problemy. Po pierwsze, doświadczenie, które coraz więcej znaczyło w rozwoju społeczeństw Zachodu, zupełnie nie potwierdzało tezy o istotowej odrębności duszy i ciała. Wszystko wskazywało na to, że ciało i dusza są ze sobą ściśle połączone, co było pierwszym krokiem do tezy, iż być może są przejawem tej samej rzeczywistości. Z kolei sama idea substancji, jako że nie była w żaden sposób dana w doświadczeniu – stawała się coraz bardziej mglista i kłopotliwa. Decydujący cios zadał jej już w XVIII wieku wybitny przedstawiciel empiryzmu David Hume, który w przepysznym eseju O nieśmiertelności duszy pisał:

Metafizyka zakłada, że dusza jest niematerialna i że niepodobieństwem jest, by myśl przynależała do substancji niematerialnej. Tyle że prawdziwa metafizyka powiada, że pojęcie substancji jest całkowicie niejasne i niedoskonałe i że jedyną ideą substancji, jaką mamy, jest idea złożenia konkretnych jakości tkwiących w nieznanym czymś. Materia i duch są więc w gruncie rzeczy tak samo niepoznawalne i nie możemy określić, jakie jakości tkwią w jednym bądź drugim[6].

Następnie Hume – a przypomnijmy, iż mamy dopiero rok 1783 – z werwą mnoży przykłady, które na parę stuleci weszły do kanonu argumentów mających uzasadnić pozbycie się substancjalnej, nieśmiertelnej duszy z zakresu najpierw filozofii, a później psychologii:

Słabość ciała i duszy w dzieciństwie są doskonale proporcjonalne, podobnie ich siła w wieku dojrzałym, ich pomieszanie w czasie choroby, ich zanik w czasie starości.

Następny krok jest nieunikniony – ich wspólne unicestwienie w momencie śmierci. Ostatnie symptomy są następujące: nieporządek, słabość, niewrażliwość i głupota – wszystkie one zwiastują rychły rozpad umysłu. Dalsze postępowanie tych samych przyczyn doprowadza do wzmożenia skutków i całkowitego unicestwienia umysłu[7].

A więc okazuje się, że: „Wszystkie bez wyjątku narządy duszy są narządami ciała. Zatem istnienie duszy musi być ściśle zależne od istnienia ciała”[8]. Uogólnienie, które formułuje szkocki myśliciel, zapowiada zmiany w mentalności potocznej i naukowej:

Nic na świecie nie jest wieczne. Każda z rzeczy, choć pozornie wydaje się stała, znajduje się w stanie ciągłego przepływu i zmiany, sam świat okazuje symptomy słabości i rozpadu. Jakże sprzeczne z tym jest wyobrażanie sobie, że pewna pojedyncza forma, z pozoru najbardziej krucha ze wszystkich i podlegająca tylu zaburzeniom, jest nieśmiertelna i niezniszczalna? Jakże śmiała to teoria! Jak lekko, by nie powiedzieć: jak pochopnie się ją głosi![9]5. Tak więc Kartezjusz i Hume zabrali duszy dwa niesłychanie istotne atrybuty. U Platona dusza była bowiem szlachetnym banitą – pełnym życia i mocy. Zesłana przez Demiurga w ciało, aby odpokutować swe winy i odzyskać pamięć swego wzniosłego powołania – pędziła żywot na ziemi, wprawdzie daleko poniżej jej przyrodzonej godności, ale cały…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy mamy jeszcze duszę?