Autorzy recenzji od początku nie byli zbyt chętni, aby na serio zmierzyć się z tym zagadnieniem. „Historyczność Jezusa nie stanowi dziś problemu – zapewniał pospiesznie ks. Grzegorz Ryś. – Nikt poważny jej nie kwestionuje: nie słychać pomysłów, by sprowadzać dzieje Jezusa do poziomu np. mitu astralnego”. (2) Kwestia Jezusa historycznego miałaby zatem ograniczać się do pytania, czy Jeshua z Nazaretu w ogóle chodził kiedyś po Ziemi. Skoro badacze obecnie w zasadzie nie kwestionują jego historycznego istnienia – nie ma powodu do jakichkolwiek obaw.
Wydaje się, że doszło do zupełnego przeoczenia wskazówek odautorskich. Na tylnej stronie okładki polskiego wydania trafiamy na takie oto wyjaśnienie Josepha Ratzingera: „Chciałem podjąć się próby ukazania Jezusa Ewangelii, jako autentycznego Jezusa, jako Jezusa historycznego we właściwym znaczeniu tego określenia”. W „Przedmowie” autor przyznaje się do swego zaniepokojenia stanem współczesnych badań historyczno-krytycznych nad postacią Jezusa: <począwszy od lat pięćdziesiątych, rysa dzieląca „historycznego Jezusa” od „Chrystusa wiary” stawała się coraz głębsza i te dwie rzeczywistości coraz bardziej oddalały się od siebie.> (JzN, s.5) W efekcie powstało <wrażenie, że o Jezusie mamy niewiele pewnych wiadomości i że Jego obraz dopiero później ukształtowała wiara w jego boskość. Tymczasem wrażenie to przeniknęło w znacznym stopniu do świadomości chrześcijan. Sytuacja ta jest dramatyczna dla wiary (…)> (JzN, s.6)
„Co może (…) znaczyć wiara w Jezusa Chrystusa, w Jezusa Syna Boga żywego, jeżeli Człowiek Jezus zupełnie się różnił od tego, którego ukazują ewangeliści i na podstawie Ewangelii głosi Kościół?” (JzN, s.5) – tak w gruncie rzeczy brzmi wyjściowe, prowokacyjne pytanie Josepha Ratzingera w „Jezusie z Nazaretu”. Nie chodzi już chyba tylko o sam katolicyzm i raczej nie przypadkiem Papież, wieloletni prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, gotów jest w pewnym momencie powoływać się na prawosławne ikony! W drugiej połowie minionego wieku, gdzieś pomiędzy „Jezusem Żydem” Gezy Vermesa (1973) a „Jezusem pamiętanym” Jamesa Dunna (2003) narodziło się coś, czego nie mogli przewidzieć Ojcowie Kościoła. Tym razem nie wchodzi w grę jeszcze jedna nowa herezja, jakiej można przeciwstawić własną doktrynę. Nie wchodzą w grę także jednostronne dociekania naukowe części wyznań chrześcijańskich – jak było z wcześniejszymi etapami badań historyczno-krytycznych, zdominowanymi przez niemieckich protestantów. Dzisiejsze pytania o postać Jezusa padają jednocześnie z wszystkich stron. Z tym samym uporem pytają: filolog Helmut Koestler, religioznawca Michael White, teolog James Robinson. Z równą dociekliwością prowadzą badania: Żyd Geza Vermes, ewangelik James Dunn, katolik John Meier, agnostyk Bart Ehrman, ateista Joseph Hoffmann. (3)
*
Jak formułowane są owe współczesne pytania? Czy rzeczywiście szukając na nie odpowiedzi można dojść aż do konkluzji, że Nauczyciel z Nazaretu był „zupełnie inny”, niż Chrystus Kościoła?
Przyjrzyjmy się bliżej wspomnianemu, dość zaskakującemu nawiązaniu do teologii ikony. Znajduje się ono w pierwszym rozdziale, poświęconym zagadnieniu chrztu Jezusa. Udzielany przez Jana „(…) chrzest był wyznaniem własnych win i próbą porzucenia starego, nieudanego życia i otrzymania nowego. Czy Jezus mógł to uczynić? Jak mógł On wyznać grzechy? Jak zerwać z dotychczasowym życiem, z myślą o nowym?” (JzN, s 29). Czyżby – zapytajmy wprost – Jezus-Chrystus-Bóg mógł grzeszyć?
Szukając odpowiedzi, Joseph Ratzinger sięga do Ewangelii Mateusza, gdzie Jezus, reagując na zdziwienie Jana Chrzciciela, tłumaczy swą chęć przyjęcia chrztu jako „wypełnienie wszystkiego, co sprawiedliwe” (Mt 3:15). Nie wydaje się to całkowicie jasne. „W świecie, w którym żyje Jezus, sprawiedliwość sprowadza się do odpowiedzi człowieka na Torę”, a przecież „Tora nie przewiduje chrztu Jana” (JzN, 29). Innymi słowy, każdy ze starożytnych Żydów, słyszących jezusowe słowa o „wypełnianiu sprawiedliwości”, rozumiałby je jako wezwanie do przestrzegania przepisów, zawartych w Torze (Tora, czyli Prawo Mojżeszowe, była ówczesną miarą sprawiedliwości). W tym momencie wypowiedź Jezusa okazuje się nielogiczna, gdyż działalność Jana Chrzciciela miała charakter w zasadzie konkurencyjny wobec tradycji Tory.
Papież szuka więc bardziej przekonującego argumentu, a w końcu dochodzi do wniosku, że „pełne znaczenie tego obrzędu wyjaśniły dopiero Krzyż i Zmartwychwstanie” (JzN, 29). Co jednak krzyż i zmartwychwstanie mają wspólnego z mateuszową „sprawiedliwością”? Jak te dwie rzeczy powiązać ze sobą? <Całe znaczenie chrztu Jezusa, niesienie przez niego „całej sprawiedliwości” ukaże się dopiero na Krzyżu: chrzest ten jest zgodą na śmierć za grzechy ludzkości, a głos rozlegający się podczas chrztu: „To jest mój Syn umiłowany” (Mk 3:17), jest znakiem zapowiadającym zmartwychwstanie> (JzN, 30).
Niestety, zaproponowane powiązania pomiędzy chrztem a zbawczą śmiercią, a także pomiędzy wskazaniem Jezusa jako Syna Jahwe a momentem zmartwychwstania – wydają się równie arbitralne, jak tłumaczenie chrztu jako „wypełnienia sprawiedliwości”. Joseph Ratzinger na różne sposoby rozwija te myśli, ale bez jakichkolwiek odsyłaczy do tekstów ewangelii. Czytamy zapewnienia, że „udzielany przez Jana chrzest wodą wypełnia się w chrzcie życia i śmierci Jezusa”, że „tylko w tym kontekście staje się zrozumiały chrzest chrześcijański”, ale Papież może powołać się tylko na rozdział 6. Listu do Rzymian Pawła. A nawet i u Pawła chodzi raczej o ogólną teologię chrztu, „bez wyraźnej aluzji do chrztu Jezusa w Jordanie” (JzN, 30).
Joseph Ratzinger właśnie w tym momencie, nie znajdując przekonujących argumentów w analizowanych tekstach, sięga do pojęć i obrazów wypracowanych przez prawosławie. Twórcy Ikony Chrztu Chrystusa uznają słowa Jezusa, wypowiedziane podczas chrztu: „Godzi nam się wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3:15) za „antycypację” jego przedśmiertnej modlitwy w Getsemani: „Ojcze, nie jak ja chcę, ale jak Ty” (Mt 26: 39). Uzyskane w ten sposób skojarzenie sytuacji chrztu z sytuacją śmierci Jezusa pozwala im umieścić na Ikonie Chrztu napełniony wodą grób. Grobowi temu nadają kształt jaskini, będącej z kolei „ikonograficznym znakiem Hadesu, podziemi, piekła”.
Wykorzystując powyższy szereg skojarzeń i malarskich symboli, Papież pisze:
<„Zejście Jezusa do tego pełnego wody grobu, do tego otaczającego go ze wszystkich stron Inferna, stanowi znak zapowiadający Jego zstąpienie do Otchłani. „Wszedłszy do wody, związał Mocnego” (zob. Łk 11:22) – mówi Cyryl Jerozolimski.> (JzN, s. 30-31)
*
Chrystus, przyjmując chrzest, nie oczyszczał się z grzechów, przywoływał natomiast moment swego przyszłego zstąpienia do piekieł i zwycięstwa nad Szatanem, będący „punktem zwrotnym całego bytu” (JzN, s. 31). Joseph Ratzinger zdaje sobie sprawę, że to „rozwiązanie”, zapożyczone z teologii ikony, ma charakter bardziej metaforyczny, artystyczny – niż biblistyczny, oparty o rzetelną, historioznawczą interpretację tekstów ewangelii (nie mówiąc już o interpretacji krytycznej!). Papież pyta samego siebie i czytelników: „Czy w tym Kościelnym wykładzie i zastosowaniach wydarzenia chrztu Jezusa zbyt daleko odeszliśmy od Biblii?” (JzN, 31).
„W tym kontekście – pisze dalej – dobrze będzie posłuchać słów Czwartej Ewangelii, według której Jan Chrzciciel, gdy zobaczył Jezusa, wypowiedział te słowa: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata (J 1:29)”. Joseph Ratzinger zestawia to nowe określenie Jezusa z Księgą Izajasza, rozdział 53, gdzie pojawiają się motyw baranka ofiarnego i postać Sługi Boga:
(7) Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich.
(11) Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.
Werset 1:29 z Ewangelii Jana, odczytany w kontekście wersetu 53:7 Księgi Izajasza pozwala postawić znak równości między Jezusem a barankiem ofiarnym. Z kolei wzmianka o „Słudze”, który „usprawiedliwi wielu”, „dźwigając ich nieprawości” (Iz 53:11) pozwala na nadanie sensu jezusowej śmierci na krzyżu, jako „zgładzeniu grzechów świata”. Uzyskujemy tą drogą nową, znacznie lepiej powiązaną z tekstem Nowego Testamentu, interpretację wydarzenia chrztu Jezusa:
„(…) możliwe jest, że słowa Chrzciciela wskazywały przede wszystkim na Sługę Bożego, który przez swą zastępczą pokutę „niesie” grzechy świata, jednocześnie jednak pozwalały uznać Jezusa za prawdziwego Baranka paschalnego, który przez swe cierpienie gładzi grzechy świata” (JzN, 32).
Nie grzechów Jezusa, ale grzechów ludzkich dotyczył chrzest w Jordanie. Grzechy – jak podpowiada nam w końcu Jan Ewangelista – były jedynie „niesione” przez Chrystusa.
*
Dzięki sięgnięciu po Ewangelię Jana Papież uzyskał wreszcie udokumentowane tekstowo przesłanki dla swych interpretacji, którego brakowało jego wcześniejszym rozważaniom, opartym na swobodnych, poetyckich skojarzeniach twórców ikon. Z teologicznego punktu widzenia – tzn. gdy czytamy wszystkie księgi Biblii jako jedną całość, jako jeden wielki tekst, którego autorem jest Duch św. – możemy już w tym momencie uznać zagadkę chrztu Chrystusa za rozwiązaną.
Z historioznawczego punktu widzenia rzecz ma się zupełnie inaczej. We wstępie do swej książki Papież przyznaje, że dla metody historyczno-krytycznej „właściwym przedmiotem pozostaje ludzkie słowo, jako ludzkie” (JzN, s. 9). A tymczasem – według papieskiej interpretacji wydarzenia chrztu w Jordanie – słowa Jana Chrzciciela z Czwartej Ewangelii miałyby uwzględniać przyszłą śmierć Jezusa, a zatem funkcjonować w sposób cudowny, niejako poza czy ponad „ludzką” historią. Co gorsza, Papież zdaje sobie sprawę, że uczniowie Jezusa najprawdopodobniej wypracowali ideę „zastępczej pokuty” dopiero po śmierci ich mistrza. („Po Krzyżu i Zmartwychwstaniu dla chrześcijan stało się jasne, co się wydarzyło” – JzN, s. 29). Mimo to Ratzinger widzi tą ideę już w owych słowach Jana Chrzciciela, wypowiedzianych dobrych kilka lat wcześniej nad Jordanem („słowa Chrzciciela wskazywały przede wszystkim na Sługę Bożego, który przez swą zastępczą pokutę „niesie” grzechy świata – JzN, s. 32). Cudowny dar prorokowania Jana obejmuje zatem nie tylko przyszłe wydarzenia, ale nawet przyszłe sposoby interpretowania tych wydarzeń!
Mamy tu oczywiście do czynienia z wnioskowaniem z ukrytych założeń teologicznych, a nie z badaniem historii. <Ratzinger zarówno nazywa, jak i opisuje swoją pracę nietrafnie, o ile nie myląco – tak brzmi pierwszy z szeregu zarzutów Gerda Ludemanna w jego krytycznej odpowiedzi na „Jezusa z Nazaretu” – Zamiar sugerowany przez tytuł i wyrażony we wstępie, czyli odkrycie poprzez lekturę ewangelii Jezusa historycznego, w gruncie rzeczy nie jest realizowany. Co więcej książka, daleka od zagadnień czysto historycznych, pełna jest doktrynalnie uzasadnionych wywodów i osobistych medytacji>.(4)
*
Trudno zaprzeczyć, że Papież w niektórych partiach swych wywodów posługuje się pewnymi wybranymi narzędziami analitycznymi, wypracowanymi przez badaczy historyczno-krytycznych. Odnosząc się do mateuszowej wersji chrztu Jezusa, analizował wypowiedź „godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” w oryginalnym kontekście religijno-kulturowym. Zwróćmy jednak uwagę także na dalszy komentarz Josepha Ratzingera:
„Tora nie przewiduje chrztu Jana, w swej odpowiedzi Jezus uznaje w nim jednak przejaw nieograniczonego „tak” wobec woli Boga i posłusznego przyjęcia Jego jarzma. Ponieważ chrzest przez to zanurzenie się zawiera w sobie wyznanie winy i prośbę o przebaczenie, z myślą o nowym początku, owo „tak”, będące przylgnięciem do woli Bożej w świecie naznaczonym grzechem, stanowi także wyraz solidarności z ludźmi wprawdzie obciążonymi winą, jednak pragnącymi sprawiedliwości” (JzN, s. 29).
Papież stara się tutaj odtworzyć linię rozumowania Jezusa, nie podając jakichkolwiek dowodów tekstowych (lub kontekstowych) na poparcie tej rekonstrukcji. Całkowicie dowolne wydaje się przejście od kategorii „wyznania winy i prośby o przebaczenie”, faktycznie związanych z obrzędem chrztu u Jana –do kategorii „solidarności z ludźmi (…) pragnącymi sprawiedliwości”. Między tymi dwoma pojęciami ma co prawda pośredniczyć kontekst „przylgnięcia do woli Bożej w świecie naznaczonym grzechem”, kontekst ten jednak także jest nie tyle wskazany w analizowanym tekście, co wprowadzony przez samego Papieża.
Jeśli już koniecznie chcielibybyśmy w słowach „godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” znaleźć coś więcej niż zupełnie ogólnikowe powołanie się na autorytet Tory – łatwiejsza byłaby interpretacja zmierzająca w przeciwną stronę, niż robi to Papież. Skoro Jezus nie mówi w najprostszy sposób o wypełnianiu tego, co sprawiedliwe, mówi natomiast o wypełnianiu wszystkiego, co sprawiedliwe – być może zajmuje stanowisko legalistyczne, chce bardzo ścisłego trzymania się wszelkich przepisów Prawa? Taka argumentacja ma przynajmniej swój konkretny punkt zaczepienia w analizowanym tekście.
W każdym razie, napięcie między Jezusowym wezwaniem do zachowania Prawa a poza-Prawnym charakterem chrztu, udzielanego przez Jana, wydaje się nie do usunięcia. Zresztą, celem badania historycznego bynajmniej nie jest usuwanie za wszelką cenę zaobserwowanych niejasności. „Słowo ludzkie” nie musi być nieomylne. Z historycznego punktu widzenia możemy bez problemu przyjąć do wiadomości, że wypowiedź Jezusa z Ewangeli Mateusza jest nielogiczna w ówczesnym kontekście kulturowym. Pojawia się wtedy oczywiście nowe pytanie: o przyczynę tej nielogiczności.
*
Zauważmy najpierw, że sam Joseph Ratzinger w ogóle nie wziął takiego kierunku analizy pod uwagę. Jego pełne nadinterpretacji, ciągłe dążenie do nadania jakiegoś sensu wersetowi Mt 3:15 świadczy raczej o tym, że Papież ani na chwilę nie przestał traktować analizowanego tekstu jako nieomylnego “Słowa Bożego”. Teoretycznie opowiada się on za dociekaniem, „co autor w danym momencie czasu, w kontekście swego myślenia i ówczesnych zdarzeń, mógł i chciał powiedzieć”. (JzN, s. 9). W momencie jednak, gdy zupełnie naturalne wydaje się zapytanie o horyzont myślowy autora ewangelii, którego bohater ma problem z jedną z elementarnych ówczesnych kategorii kulturowych (sprawiedliwością) – Joseph Ratzinger jakby tego nie zauważał. Po przyznaniu, że fakt chrztu Jezusa prawdopodobnie był kłopotliwy już dla wczesnych chrześcijan, autor „Jezusa z Nazaretu” komentuje:
„Zanotowana przez Mateusza wymiana zdań pomiędzy Chrzcicielem i Jezusem wyrażała również ich własne pytanie kierowane do Jezusa: „To ja potrzebuję chrztu od ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (3:14). (JzN, s.29)
Papież zamienia tu podmiot wypowiedzi: zamiast Jana Chrzciciela, podmiotem pełnego zdziwienia pytania stają się uczniowie Jezusa. Autor „Jezusa z Nazaretu” z jednej strony potwierdza tutaj intuicję badaczy, sugerujących, że ewangelie są nie tyle neutralną relacją z życia i nauk Jezusa w latach 30., co ekspresją problemów, trapiących wspólnoty chrześcijańskie w latach 70-120 (5). Z drugiej strony, nie pada tutaj kolejne oczywiste pytanie: czy przypadkiem grekojęzyczny autor Ewangelii, starający się wyjść naprzeciw pytaniom swych czytelników, najzwyczajniej nie wykreował tej dziwnej odpowiedzi Jezusa, nie za bardzo orientując się w relacjach pomiędzy chrztem Jana a Torą.
Co ciekawe, z podobną operacją zamiany podmiotów wypowiedzi i jednoczesnego przenoszenia analizy na poziom uogólnionej, religijnej refleksji mamy w „Jezusie z Nazaretu” do czynienia także w przypadkach innych zapisów z Nowego Testamentu, szczególnie niewygodnych z punktu widzenia doktryny rzymsko-katolickiej. Popatrzmy na ostrą krytykę osoby Piotra przez Jezusa, zapisaną min. w Ewangelii Marka:
Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie (Mk 8:33)
Ratzinger tutaj również nie podchodzi do tekstu jak historyk: nie dokonuje systematycznego zestawienia starszych i młodszych tradycji, nie zauważa specyfiki założeń i celów teologicznych autorów poszczególnych ewangelii, z których każdy nieco inaczej podchodzi do opisywanego wydarzenia. (6) Zamiast tego komentuje tonem kaznodziejskiego pouczenia, przenosząc się jednocześnie w teraźniejszość: <(…) i nam Pan musi od czasu do czasu powtarzać: Zejdź mi z oczu, Szatanie (Mk 8:33). I w ten sposób cała ta scena nie przestaje być niepokojąco aktualna”.>
Odniesienia do współczesności, choć z pewnością cenne dla chrześcijan, nie były jednak tym, co Papież obiecywał nam we wstępie do swej książki, w swym opisie metody historycznej. Mieliśmy szukać „Jezusa historycznego we właściwym znaczeniu tego określenia”, pozostawiając poszczególne teksty w ich przeszłości, „w ich historycznym momencie czasowym” (JzN, s. 9).
*
Mateuszowy Jezus, jakby nie rozumiejący co znaczy “zachowanie tego, co sprawiedliwe”, zmusza prawdziwie krytycznych badaczy do dokonania następującego wyboru: czy źródłem powstałego zamieszania mógł faktycznie być historyczny Jezus, czy to raczej autor Ewangelii czegoś tu nie rozumiał lub coś celowo zmienił we wcześniejszych tradycjach? Z faktów, że Jezus został obrzezany, a jeden z jego braci, Jakub, miał wręcz przydomek „Sprawiedliwy” (7) – możemy wnioskować, że Jezus został wychowany w tradycji mojżeszowej i dobrze orientował się, czym jest Prawo. Mało prawdopodobne wydaje się zatem, że Jezus nie wiedział, że działalność Jana Chrzciciela, jego bliskiego krewnego, nie opiera się na tradycjach Tory.
Z autorem Ewangelii sprawa jest bardziej skomplikowana. Przede wszystkim, tak jak podejrzewaliśmy, mamy tu do czynienia z modyfikacją wcześniejszej tradycji (8), utrwalonej w Ewangelii Marka:
„(9) W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. (10) W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. (11) A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.” (Mk 1:9-11)
W relacji Marka nie ma jeszcze żadnej wymiany zdań między Jezusem a Janem Chrzcicielem. Mateusz wprowadził nowy dialog. Pierwsze pytanie, które pozwala nam ocenić wiarygodność takiej nowej informacji, brzmi z reguły: czy wprowadzona zmiana była na rękę autorowi tekstu? Jeśli tak, rozsądek nakazuje nam podejrzewać wytworzenie tej informacji przez samego autora. (9) Ewangelie zresztą jako gatunek literatury religijnej – jak to ujmuje Joseph Hoffmann – „są przede wszystkim rodzajem ćwiczeń duchowych, napisanych przez osoby już przywiązane do poglądu, że Jezus był Chrystusem i Synem Bożym, i kierowane zamiarem nakłonienia innych do tych właśnie wierzeń.” (10)
Trudno w tej sytuacji nie przypuszczać, że dodana w Ewangelii Mateusza dziwna wymiana zdań to faktycznie nie tyle wydarzenie historyczne, co pochodząca od autora tekstu, nieco niezręczna próba odpowiedzi na rozterki jego czytelników.
*
Gdybybyśmy mieli do dyspozycji jedno tylko słowo, mające wskazać na najdotkliwszy brak papieskiej próby opisania Jezusa historycznego, najtrafniejszym ze słów byłoby datowanie. Na przykładzie „Jezusa z Nazaretu” dobitnie widać słuszność ostrzeżenia, sformułowanego przez Johna Dominica Crossana w kontekście historii archeologii: „Bez naukowej stratygrafii, czyli bez skrupulatnego ulokowania każdego znaleziska w jego własnej warstwie chronologicznej, na temat nieomal każdego znaleziska możemy wyciągnąć nieomal dowolne wnioski”. (11) Dopiero powiązanie danego znaleziska lub tekstu z jakąś datą i miejscem, z jakimś znanym nam otoczeniem kulturowym – zmusza nas do bardziej systematycznego wyjaśniania poszczególnych cech znaleziska lub znaczeń tekstu w powiązaniu ze stanem języka, kultury materialnej i duchowej, wydarzeniami i postaciami historycznymi z tego konkretnego okresu.
Jak zatem z historioznawczego punktu widzenia odnieść się do analiz, które „jednym tchem” odwołują się do pawłowego Listu do Rzymian (lata 50.), Ewangelii Jana (przełom I i II wieku), katechezy „O chrzcie” Cyryla z Jerozolimy (druga połowa IV wieku), a nawet do teologiii ikony, stworzonej dopiero przez Jana z Damaszku (VIII wiek)? Crossan – nadal w kontekście znalezisk archeologicznych – nazywa tego rodzaju anachroniczne i chaotyczne rozważania „plądrowaniem tekstualnym” (tekstual looting). (12)
Co gorsza, pewne sformułowania mogą wprowadzać w błąd nawet takiego czytelnika, który posiada dość wiedzy, aby na własną rękę datować wskazywane mu tradycje. Weźmy pod uwagę podsumowujące zdanie refleksji o chrzcie jako zstąpieniu do piekieł i metafizycznym zwycięstwie nad Szatanem: < „Wszedłszy do wody, związał Mocnego” (zob. Łk 11:22) – mówi Cyryl Jerozolimski.> Wygląda w pierwszej chwili na to, że wypowiedź ta jest w trzech punktach czasu zakotwiczona w realnej historii: Joseph Ratzinger (współcześnie) przytacza słowa Cyryla Jerozolimskiego (pochodzące z połowy IV wieku), jakie ten ostatni wypowiedział na podstawie Ewangelii Łukasza (pochodzącej z końca I wieku). Wygląda na to, że trzej chrześcijanie, oddzieleni od siebie całymi stuleciami, przekazują sobie coś ważnego o Jezusie: bezcenny metafizyczny klucz do zagadki chrztu Chrystusa ocalał mimo upływu styleci.
Tak naprawdę mamy jednak do czynienia z inną sytuacją: Joseph Ratzinger przytacza nam słowa Cyryla Jezrozolimskiego, wiążąc je zarazem z pewnymi słowami Łukasza. Cyryl Jerozolimski w ogóle nie powołuje się na to miejsce w Trzeciej Ewangelii. (Zacytowane zdanie odnajdujemy w katechezie „O chrzcie”, cz. 12). Dopiero Joseph Ratzinger – dzisiaj – opatrzył pewną wypowiedź z VI wieku odnośnikiem do pewnej wypowiedzi z wieku I. Tym samym cofnął jakby swoje źródło w czasie: metafora jednego z Ojców Kościoła stała się metaforą ewangeliczną.
A tymczasem u Łukasza mamy jedynie sam motyw „Mocniejszego”. Nie znajdziemy tam natomiast żadnej aluzji do chrztu Jezusa, o którym pisze autor „Jezusa z Nazaretu”. Wskazany fragment ewangelii mówi o egzorcyzmowaniu, nie o chrzcie (por. Łk 22:14-22).
Wraz z badaniami historyczno-krytycznymi narodziło się niepokojące pytanie: czy zademonstrowana tutaj „prawomocność sięgająca wstecz” nie należy przypadkiem do samej istoty teologii Kościoła, jako zasadniczy styl interpretacji historycznych źródeł o jego własnych początkach? (13) Trudno byłoby się w tej sytuacji dziwić „powstaniu wrażenia”, że tak naprawdę – powtórzmy – „niewiele mamy o Nim pewnych wiadomości i że Jego obraz dopiero później ukształtowała wiara w jego boskość”. Okazuje się bowiem, że wiara także dzisiaj odgrywa decydującą rolę, natomiast pamięć o przeszłości traktowana jest instrumentalnie.
*
O chrzcie Jezusa czytamy w zupełnie innym miejscu Ewangelii Łukasza. Tam, gdzie mowa o nauczaniu Jana Chrzciciela, w rozdziale trzecim:
„ tetrarcha Herod, karcony przez niego z powodu Herodiady, żony swego brata, i z powodu innych zbrodni, które popełnił, (20) dodał do wszystkiego i to, że zamknął Jana w więzieniu. (21) Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo (22) i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (23) Sam zaś Jezus rozpoczynając swoją działalność miał lat około trzydziestu (…)” (Łk 3:19-23)
James Robinson zauważa, z jakim pośpiechem Łukasz prześlizguje się tutaj nad tematem chrztu. „Dla kogoś, kto znałby tylko samego Łukasza, niełatwym byłoby zauważenie, że to Jan był osobą, która ochrzciła Jezusa” (14). Nasuwa się nam to samo pytanie, co przy Ewangelii Mateusza: czy to jedynie pewna niezręczność ewangelisty, potknięcie – tym razem – kompozycyjne? Czy raczej powinniśmy podejrzewać, że autor Trzeciej Ewangelii także pisze „pod zapotrzebowanie” czytelników, którzy nie radzili sobie z grzesznością Syna Bożego, implikowaną przez chrzest janowy? Jak pamiętamy, wcześniejszy Marek mówi nam bardzo precyzyjnie: „przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie” (Mk 1:9). Łukasz natomiast <(…) wstawia zapis o uwięzieniu Jana przez Heroda Antypasa w sam środek swej opowieści o Janie (Łk 3:16-20). W efekcie usuwa on Jana ze sceny przed chrztem Jezusa, informację o samym akcie chrztu przekazując w jednym słowie (baptisyentov, przyjął chrzest, 3:21)> (15)* Powróćmy do miejsca, gdzie przerwaliśmy śledzenie papieskich analiz – do zaczerpniętej z Ewangelii Jana idei teologicznej Jezusa-Baranka-cierpiącego Sługi. W Czwartej Ewangelii opis spotkania Jezusa z Janem zajmuje aż piętnaście wersetów! (19) Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, (20) on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. (21) Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! (22) Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? (23) Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. (24) A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. (25) I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? (26) Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, (27) który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. (28) Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. (29) Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. (30) To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. (31) Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w…