Subskrybuj

Ortodoksja a tolerancja

W ramach pożądanej samokrytyki warto zapewne przy rozważaniach na temat „obcego Boga w naszym domu” zająć się również aspektem etycznym tego problemu.

Może to być szczególnie pożyteczne przy rozwiązywaniu rozmaitych konfliktów wewnątrzkościelnych. Według wyników badań Instytutu Demografii w Allensbach[1] Kościołowi katolickiemu zarzuca się, że zbyt mało uwagi zwraca na ludzkie oczekiwania, że niedostatecznie uzasadnia swoje stanowisko w różnych kwestiach, że posługuje się językiem częściowo przestarzałym, że nadmiernie trzyma się zdezaktualizowanych norm; w związku z tym wielu ludzi w łonie Kościoła zajmuje wobec niego postawę krytyczną. Ten ostatni problem traktują niektórzy – nie tylko outsiderzy – tak poważnie, że przepowiadają nawet nowy rozłam w Kościele katolickim[2].

1. Sytuacja

Trudny proces odnowy soborowej jeszcze się bynajmniej nie zakończył, a niespokojna sytuacja wewnątrzkościelna została teraz jeszcze zaostrzona przez śmiałe i zdecydowane wstąpienie na arenę postmodernizmu. Nurt ten kontynuuje konsekwentnie główne linie modernizmu, tak że – jak się wydaje – z grecko-rzymsko-żydowsko-chrześcijańskiego fundamentu Europy niewiele już pozostało. Filozoficzny postmodernizm artykułuje w swojej zamianie paradygmatów coraz większą niechęć wobec wyraźnie zarysowanych struktur myślenia, działania i społeczeństwa. Na groźne skutki tego procesu wskazują z troską m.in. niektórzy politycy, jak na przykład czeski prezydent Václav Havel. Opowiada się on publicznie za efektywną moralnością, która jego zdaniem jest raczej niemożliwa bez odniesienia do transcendencji. Podobną opinię wyraził już w roku 1939 Albert Einstein: ludzkości nie wystarczy nauka i technika, ważna jest żydowsko-chrześcijańska formacja religijna z jej tradycjami i obrzędami.

Wydaje się, że postmodernizm zajmuje wobec religii stanowisko bardziej pozytywne niż modernistyczny materializm i ateizm. Czy jednak letnia, rozmyta religijność nie jest w gruncie rzeczy bardziej niebezpieczna, pokaże niedaleka przyszłość. W każdym razie postmodernistyczna duchowa „samoobsługa” stanowi zagrożenie dla każdej religii objawionej. Nie jest tajemnicą, że również pewni teolodzy nie mają nic przeciwko takiemu pojmowaniu religii. „Boga nie należy już rozumieć jako indywidualnej Osoby, która stoi ponad wszystkimi […] lecz raczej jako symbol”[3]. Także w katolickiej teologii moralnej pojawiają się koncepcje, dla których Bóg i Biblia są czymś zupełnie zbędnym.

Magisterium kościelne reaguje na to wyzwanie defensywnie i stara się umacniać swoją pozycję. Powstałe w ten sposób napięcie między Urzędem Nauczycielskim a znaczną częścią katolików, której kompetentnymi rzecznikami są przeważnie teologowie, trwa nadal. Wprawdzie w ostatnim czasie dialog wewnątrzkościelny przyniósł pewne dobre owoce[4], a co najmniej przyczynił się do postępu w dziedzinie ekumenizmu, jednakże w sferze moralności i w stylu kierowania Kościołem ze strony hierarchii w dalszym ciągu niewiele daje się wyczuć ducha odnowy soborowej. Proklamowanym celem „dysydentów” pozostaje nadal demokratyzacja albo nawet protestantyzacja Kościoła.

Główne zadanie Soboru, aggiornamento, ujawniło pewien konkretny problem: napięcie między tożsamością Kościoła a jego przystosowaniem w relacji do świata. Gwałtowne kontrowersje wywołują dwa wynikłe stąd nurty: Progresywna tendencja sekularyzacyjna grozi w przypadku krańcowym utratą tożsamości i zatonięciem Kościoła w morzu coraz to nowych koncepcji antropologicznych. Konserwatywna tendencja zachowawcza skrzydła tradycjonalnego petryfikuje w przypadku granicznym Kościół, czyniąc z niego obce ciało w nieustannie rozwijającej się ludzkiej społeczności, i sprzeniewierza się w ten sposób wyznaczonemu przez Boga zadaniu ewangelizacji.

Jako konkurenci są sobie przeciwstawiane w postaci konkretnej ortodoksja i tolerancja, w sensie eklezjologicznym – Magisterium i teologia. Na głębszym poziomie wchodzą tu w biegunową relację względem siebie takie fundamentalne wartości jak prawda i wolność, w związku z czym wkraczamy na pole etyki. Chciałbym w tym miejscu wyrazić pewne refleksje natury etycznej, związane z przedstawianą tutaj problematyką. Czynię to m.in. na tle najnowszych doświadczeń Kościoła czeskiego. W dyskusji na temat chrześcijańskiej społeczności trzeba niewątpliwie postawić pytanie, jak w sposób etycznie właściwy należy rozwiązywać istniejące problemy. Chodzi tu o kontekstualnie dane wartości i odpowiedź na nie.

2. Ortodoksja

W sferze wiary ortodoksja oznacza głoszoną w sposób wiążący przez kompetentny autorytet „prawdziwą wiarę”. Za istotę autentycznie chrześcijańskiego życia uważa się sumę prawd wiary i ortopraksję, do czego dochodzi również dobry stosunek do kierownictwa Kościoła jako znak wyraźnej przynależności do wspólnoty wierzących. Wszystko to razem można rozumieć jako ortodoksję w szerszym znaczeniu.

Analogicznie do ortodoksji również takie ogólne pojęcia jak tożsamość i lojalność są postrzegane jako podstawowe elementy składowe społeczności. Każda społeczność musi na zewnątrz wyznaczyć sobie pewne granice i zdefiniować się, a wewnątrz stworzyć związany ze swymi celami wyraźny ustrój. Nie tylko wielkie twory społeczne, lecz również mała grupa, a nawet każdy pojedynczy człowiek potrzebuje pewnego rodzaju „ortodoksji” jako mentalnego i moralnego ukierunkowania w życiu.

3. Autorytet

Rozumiany w szerokim sensie autorytet oznacza, że pewien podmiot kieruje społecznością w sposób władczy. Kierowanie bez władzy nad innymi podmiotami w państwie, w przedsiębiorstwie, w rodzinie czy innej grupie byłoby absurdalne[5]. Tym bardziej dotyczy to Kościoła, gdzie chodzi o doniosłe, przez Boga dane wartości, związane ściśle z celem ludzkiego życia. Odpowiedzialne jest za nie kierownictwo Kościoła, które posiada „depositum custodi”[6]. Odpowiedzialność ta zawiera w sobie pewne obowiązki przełożonych: wierność wobec źródeł wiary, ufność w pomoc Ducha Świętego, pokorę wobec prawdy, gotowość uczenia się od specjalistów i ludu Bożego[7].

Już sama tylko przynależność do Kościoła implikuje odpowiedzialność za niego i jego misję: zachowywanie wiary, chrześcijańskie życie, szacunek dla autorytetu i ewentualne kompetentne wspieranie teologów oraz osobiste wspieranie wierzących w rozumieniu „sensus fidei”.
Jak to jest z prawem do zabierania głosu?
Każdy rząd, nawet najbardziej demokratyczny, musi mieć pełną swobodę decyzji, ponieważ ponosi za swoje działania pełną odpowiedzialność. W Kościele istnieją mechanizmy mające chronić przed nadmiernymi szkodami spowodowanymi przez błędne decyzje, które zostają użyte w przypadku herezji czy choroby psychicznej papieża.

Czy my, teolodzy, mielibyśmy pozostawać absolutnie nienaruszalni? We wszystkich świeckich strukturach specjaliści mają wysoką pozycje, ale decyzje podejmuje tylko legalnie ustanowione kierownictwo.

W ten sposób doszedłem do progu ważnego konfliktu między Urzędem Nauczycielskim a nauką teologiczną, w którym spór toczy się o prawdę wiary i obowiązki moralne.

4. Prawda

Prawda jako taka jest jedną z podstawowych ludzkich wartości. Jest ona czymś niezbędnym nie tylko dla życiowej praktyki, ale także ze względu na swoistą godność człowieka. Wynika stąd dla niej odpowiednio wielka odpowiedzialność etyczna. Wartość prawdy objawionej jest zaś o tyle wyższa, że stawia nas ona w relacji do objawiającego Boga, który udziela nam osobiście samego siebie i daje absolutną perspektywę życiową.

Już w Nowym Testamencie spotykamy radykalne stanowiska zajmowane wobec heretyków. Gorzej było w dobie christianitas, kiedy Kościół występował przeciw heretykom, posługując się jednostronnie pojmowanym napomnieniem „compelle intrare”[8], a władcy świeccy, kierując się własnymi interesami, stosowali wobec nich przemoc. Wobec tych przerażających, jeszcze dla dzisiejszego wizerunku Kościoła bardzo szkodliwych wydarzeń należy, jak sądzę, zająć z etycznego punktu widzenia dwojakie stanowisko: (1) nie potępiać anachronistycznie, lecz obok momentu zbrodniczego widzieć w nich coś „arcyludzkiego” i nieprzezwyciężalną ślepotę, a także uznać, że były one wyrazem szczerej troski ówczesnych ludzi o wyższe wartości; (2) zgodzić się z dzisiejszą mentalnością humanistyczną, zdystansować wobec nieludzkiej nietolerancji, jaka w dziejach miała miejsce – i to oficjalnie i raz na zawsze. Takiej pokuty domaga się stanowczo ewangelia miłości. Jak można było zobaczyć w kilku przypadkach precedensowych, może to być tylko z pożytkiem dla misji Kościoła.

Nasuwa się tu pytanie, czy Urząd Nauczycielski Kościoła jest dziś w ogóle konieczny, a nawet czy nie jest czymś szkodliwym. Jedni uważają, że „dorosły” pod względem psychologicznym i socjologicznym człowiek na progu trzeciego tysiąclecia ceni i chroni swoją wolność, i dlatego z trudem przychodzi mu znosić nad sobą jakąś zwierzchność. Inni z kolei obawiają się niebezpieczeństwa anarchii. Obie skrajne postawy – permisywizm i autorytaryzm – są niedobre. Trzeba przyjąć sytuację w jej całości, m.in. również dobre strony dzisiejszego szczebla rozwoju.

5. Wolność

Wolność można zdefiniować jako stan wolny od ograniczeń, podporządkowania czy przymusu. Wolność należy do podstawowych wartości kondycji ludzkiej, jest w naturalny sposób związana z rozumem i wolą i sygnalizowana pozytywnie przez wewnętrzną skłonność. Z teologicznego punktu widzenia dążenie do absolutnej wolności[9] można tłumaczyć tym, że jesteśmy podobieństwem Boga. Ale tylko podobieństwem, nie zaś istotą absolutną. Zasada etyczna brzmi: Tyle wolności, ile to tylko możliwe, i tyle ograniczenia, ile konieczne. Zasada ta była w dziejach stosowana bardzo różnie. Jednostka miała w różnych epokach całkiem odmienny zakres możliwości swobodnego decydowania o sobie; wystarczy porównać epokę kamienną z dzisiejszą w naszym świecie dobrobytu.

Dążenie do większej wolności z pewnością nie jest sprzeczne z zamysłem Stwórcy i Odkupiciela. Zarazem jest też prawdą, że również dawniej, kiedy ludzie przyjmowali strukturę społeczną paternalizmu jako coś naturalnego,  wśród masowo chrzczonych chrześcijan mogły dzięki Duchowi Świętemu rozkwitać prawdziwa miłość Boga i świętość. Już na długo przed Oświeceniem istniało też w chrześcijaństwie ziarno braterstwa i wzajemnego szacunku[10].

6. Wiara dzisiaj

W trakcie gwałtownych dyskusji w przedmiocie wolności wiary kardynał praski Beran wskazywał na Rz 14,23 oraz na gorzkie owoce takich wydarzeń w dziejach religijnych narodu czeskiego, jak spalenia na stosie Jana Husa i dokonywana przemocą rekatolizacja. Pomimo to fundamentaliści apelowali do biskupów, aby protestującym katolikom wskazać drzwi.

Sobór Watykański II postanowił przejść od dawnej formuły „extra Ecclesiam nulla salus” do nowego, głębszego ujęcia prawdy, że dla zbawienia konieczna jest wiara i Kościół[11]. Podstawy do tego dostarczyły współczesne nauki humanistyczne, pozwalające wejrzeć głębiej w ludzką duszę i jej nie-/możliwości. Powinniśmy wierzyć tym, którzy uczciwie przyznają: „Chciałbym wierzyć, ale nie mogę”. Poza tym można dzisiaj lepiej rozumieć z jednej strony to, czego uczy dogmatyka o konieczności łaski Bożej, z drugiej zaś to, co mówi duszpasterstwo o konieczności swobodnego przyjęcia prawdziwej wiary jako pełnej miłości relacji z Bogiem. Wiąże się to również z dzisiejszą wysoką oceną szczerości i odrazą do obłudy.

Etyczne i moralnoteologiczne wnioski brzmią następująco: Naszą wolność respektuje sam Bóg – i tak samo powinien też czynić Kościół. Pod kątem praktycznym ma to związek z surowym, a nawet wrogim potępianiem ludzi inaczej wierzących i niewierzących. Trzeba pozbyć się wyobrażenia, że wszyscy, którzy opuszczają Kościół, zdradzają wiarę i są skazani na piekło; nierzadko znajdują oni gdzie indziej nieprzeczuwaną i nie znalezioną w Kościele duchową głębię.

7. Utożsamienie cząstkowe

Zlaicyzowany świat jest jakby targowiskiem idei o barwnej ofercie. Wskutek dzisiejszej nieufności do autorytetów również dla ludzi wierzących dobrej woli bardzo trudne jest przyjęcie pełnej ortodoksji bez skreśleń. Badania ankietowe pokazują, że jedynie mniejszość akceptuje całe Credo. W średniowieczu[12] zakładano, że raz poznana i przyjęta wiara nie może zostać odrzucona, choćby tylko częściowo, bez zdrady. Ten ciężki i niebezpieczny społecznie grzech musiał podlegać surowej karze. Tych, którzy aż do śmierci obstawali przy swojej „herezji”, uważano za nieprzejednanych wrogów prawdy. Tymczasem oni jako autentyczną ortodoksję postrzegali właśnie swoją prawdę[13].

Laicyzacja i indywidualizacja rozluźniły więź z Kościołem i jego nauką. Z drugiej strony uczyniły one wiarę sprawą bardziej osobistą, co z kolei było bardzo pozytywne. Pytanie, czy Kościół powinien ponownie wprowadzić dawną surową praktykę[14], czy też przeciwnie: zliberalizować treść wiary i moralność, było dylematem fałszywym. Rozwiązanie podsunęły czasy nowożytne.

8. Tolerancja

Wobec zjawisk etycznie złych wskazana jest postawa zdecydowanie negatywna: nie akceptować, nie wspierać, nie przechodzić obojętnie, lecz zwalczać. Ponieważ jednak w każdym człowieku współistnieją ze sobą dobro i zło, należy samego człowieka postrzegać zawsze ambiwalentnie.

Dlatego trzeba starannie rozróżniać i stosownie do tego postępować. Świat całkowicie bezgrzeszny jest utopią. Radykalne kroki wymierzone przeciwko złu mogą spowodować wiele szkody. Szczególnego respektu wymaga to, co stanowi serce osoby – sumienie. Moralnopolityczny fanatyzm nie jest postawą chrześcijańską[15].

Zasadniczym stanowiskiem wobec zła jest więc nietolerancja, ale dodatkowym – tolerancja. Jest ona nieodzowna w sytuacjach, kiedy ludzkie współżycie byłoby bez niej niemożliwe albo narażone na poważne szkody[16]. Znalezienie w życiu i w kierowaniu Kościołem takiej syntezy nietolerancji i tolerancji, stanowiącej drogę pośrednią między rygoryzmem i permisywizmem, jest rzeczą zarówno bardzo ważną, jak i trudną. Czy istnieją jakieś tego reguły?

Trzeba powiedzieć, o co tu głównie chodzi. Otóż w wierze chodzi o człowieka i jego zbawienie. Celem Objawienia, Krzyża, ortodoksji, moralności, kultu, Kościoła jest umiłowany przez Boga człowiek. W tym kontekście stanowi on centralną wartość. To dla niego istnieje Kościół, jego posługa, jego odpowiedzialność. W jego interesie Kościół może i powinien polecać przyjęcie pełnej prawdy i życie zgodnie z objawioną wolą Boga, przy czym jednak winien uwzględniać jego możliwości.

Ultra posse nemo obligatur” – ta stara reguła prawna[17] powinna jako ogólna etyczna norma ramowa towarzyszyć też wszelkim działaniom związanym z kierowaniem, wychowaniem, duszpasterstwem itd. Ograniczoność ludzkiej możności pojmowania tego, co boskie, potwierdza też św. Paweł[18]. Oczywiście, chwilowa niemożność…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy chrześcijanie przegrywają walkę z czasem?