Radykalna ortodoksja to tak złożony nurt myślowy, że każda próba zajęcia wobec niej stanowiska musi stanowić uproszczenie. Pomimo to chciałbym odnieść się do kilku myśli, przedstawionych w ostatnim numerze „Znaku”. Ponieważ jednak nie przeczytałem „szafy z książkami”, stanowiącej zaplecze dla przedstawicieli radykalnej ortodoksji, będą to raczej luźne spostrzeżenia, a nie ostateczne tezy.
Radykalna ortodoksja a Benedykt XVI i Jan Paweł II
Na podobieństwa pomiędzy myślą obecnego papieża a radykalną ortodoksją, o których wspomina w „Znaku” Sebastian Duda, zwraca uwagę także Tracey Rowland, autorka najlepszej jak dotąd analizy poglądów teologicznych i filozoficznych Benedykta XVI: Ratzinger’s Faith (książka ta, którą przywołuje w swoim tekście John Milbank, wkrótce ukaże się po polsku). Powiada ona, że zarówno Papież, jak i brytyjscy filozofowie w podobny sposób diagnozują przyczynę obecnego kryzysu cywilizacyjnego, który przejawia się tym, że rozum – zamiast wprowadzić nas do świetlanej przyszłości – wywiódł nas w wielu wypadkach na manowce nihilizmu. Winą za to obarczają oni rozdzielenie wiary i rozumu, dokonane przez interpretatorów myśli Tomasza z Akwinu1.
Poglądy przedstawicieli radykalnej ortodoksji zbieżne są z opinią Benedykta XVI również wtedy, gdy wskazują oni, że neutralne co do wartości państwo świeckie jest mitem2. Jeśli chodzi o Papieża, przedstawia on swój punkt widzenia, wypowiadając się między innymi na temat soborowej Deklaracji o wolności religijnej. Zgadzając się z podstawowymi założeniami tego dokumentu,iż nikogo nie wolno przymuszać do religii, Benedykt XVI twierdzi, iż państwo musi mieć świadomość, że podstawowa struktura wartości (taka właśnie, która jest fundamentem chrześcijaństwa) stanowi warunek istnienia samego państwa, zaś prawda nie jest wynikiem konsensusu, lecz poprzedza ów konsensus i czyni go możliwym. Rowland zwraca uwagę także i na to, że obie przedstawiane tu strony zgadzają się co do tego, iż świeckie państwo i sama nowoczesność nie stanowią radykalnego historycznego novum,lecz należy je widzieć jako mutacje myśli chrześcijańskiej3.
Kolejnym elementem łączącym radykalnych ortodoksów z Papieżem jest ich stosunek do liturgii. Bez wątpienia istotne znaczenie ma tu anglikański charakter radykalnej ortodoksji, sięganie przezeń do przywołanego ruchu oksfordzkiego, który zaowocował wykrystalizowaniem się High Church jako gałęzi anglikanizmu bliskiego katolicyzmowi, gdzie istotną rolę odgrywała uroczysta w formie liturgia. Sposób przedstawiania liturgii przez Catherine Pickstock w pracy After Writing i jej słowa, że
prawdziwa reforma liturgiczna będzie musiała albo wyrzucić za burtę naszą wrogą rytuałom nowoczesność, albo – zważywszy, że to niemożliwe – stworzyć liturgię, która sprzeciwiałaby sięjej inkulturacji do naszych współczesnych sposobów myślenia i mówienia4
doskonale wpisują się w sposób myślenia obecnego papieża.
Nie należy jednak zapominać, że oprócz podobieństw w poglądach twórców radykalnej ortodoksji i Benedykta XVI dostrzegamy tu także różnice. Należą do nich – co zauważa również Tracey Rowland – stosunek do ordynacji kobiet i do ludzkiej seksualności w ogóle. Przywoływana już Pickstock z jednej strony broni prawdziwości transsubstancjacji w katolickiej liturgii, z drugiej jednak nie ma nic przeciwko ordynacji kobiet.
Sebastian Duda mówi też o niejednoznacznym stosunku Milbanka do Jana Pawła II. Rzeczywiście, opisując relację Kościoła ze światem współczesnym, moglibyśmy powiedzieć – posługując się metaforą piłkarską, boć mamy jeszcze w pamięci mundial 2010 – że chodzi o to, na jakich warunkach zawodnicy będą kopać piłkę w meczu Kościół – świat. Ową piłkę można bowiem kopać na różne sposoby, zależnie od tego, jak umówią się gracze. Wystarczy przypomnieć modlitewne spotkanie Jana Pawła II z przedstawicielami innych religii w Asyżu, jego pocałunek złożony na Koranie czy tańce w strojach etnicznych w czasie Eucharystii, żeby sobie uświadomić, iż Jan Paweł II (jeśli już pozostajemy przy metaforze futbolowej) niejednokrotnie dopuszczał się nietypowych „zagrywek”. Radykalna ortodoksja i Benedykt XVI zajmują w tej kwestii stanowisko zgoła odmienne. To oni przedstawiają światu warunki gry – i tylko na takich warunkach są gotowi grać w przekonaniu, że wyraźniej należy zaznaczyć granicę samodefiniowania się chrześcijaństwa i Kościoła, za którą to granicą zaczyna się jego amorficzność i utrata tożsamości.
Radykalna ortodoksja: diagnoza czy recepta?
Radykalna ortodoksja, przedstawiając szeroko zakrojoną i konsekwentną rewizję interpretacji myśli religijnej i politycznej w zachodniej cywilizacji (a zwłaszcza zasadniczą rolę rozumu w myśli chrześcijańskiej), stanowić może remedium na zwulgaryzowane rozumienie miejsca chrześcijaństwa w kulturze zachodniej, początków nowożytności i roli oświecenia, z jakim często spotykamy się w popularnej publicystyce i na którym bazują zazwyczaj żarliwi w misjonarskim zapale neoateiści, tacy jak Dawkins i Hitchens.
Oczywiście, radykalna ortodoksja nie pierwsza dowodzi, że chrześcijaństwo nie jest zbiorem prymitywnych i bezrozumnych wierzeń5, a i dzisiaj głosy rozsądku dochodzą także od strony myślicieli nieidentyfikujących się z radykalną ortodoksją (takich na przykład jak David Bentley Hart, autor doskonałej książki Atheist Delusions). Jednak siłą radykalnej ortodoksji jest, jak wspomniano w omawianym numerze „Znaku”, jej medialność i umiejętność zaistnienia w świadomości publicznej. Nie zmienia to faktu, że rehabilitująca chrześcijaństwo reinterpretacja historii myśli zachodniej, dokonana przez radykalną ortodoksję, to dopiero diagnoza, a nie recepta – i to diagnoza niewolna od uproszczeń. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że Tomaszowa synteza wiary i rozumu, o której mówią jej admiratorzy, może rodzić wątpliwości. Ten, kto ich nie ma, najwyraźniej nie doczytał Sumy teologicznej do końca. W twierdzeniach Tomasza o świętych w niebie, czerpiących radość z cierpień bezbożnych, czy w rozważaniach poświęconych stworzeniu kobiety, opartych na biologii Arystotelesa, widać, że nawet rozum kierujący się objawieniem nie jest wolny od mentalności swojej epoki. Można zaryzykować twierdzenie, że wiele dawnych postaw i opinii chrześcijan, a także tez nauczania Kościoła (dotyczących na przykład niewolnictwa czy demokracji), które dziś zdecydowanie odrzucamy, to wynik choregorozumowania opartego na Objawieniu. Co zatem powinno być przewodnikiem dla rozumu, jeśli – podążając za wiarą – także on może zbłądzić?
Co zaś do recepty radykalnej ortodoksji, jaką jest konieczność podporządkowania na powrót rozumu transcendencji, to jest ona słuszna i obiecująca jako manifest, musi zostać jednak przeniesiona na poziom konkretnych działań. Jeśli radykalna ortodoksja chce uczynić naszą cywilizację na powrót chrześcijańską, należy przedstawić transcendencję za pomocą chrześcijańskich form wyrazu – i tu właśnie pojawia się problem wyobraźni religijnej.
Stare bukłaki i nowe wino John Milbank w tekście opublikowanym w „Znaku” dwadzieścia bitych stron poświęca na to, by dowieść, że rozum nakierowuje nas na transcendencję i powinien być jej podporządkowany. Jest to w moim mniemaniu wysiłek częściowo…