Subskrybuj
Dr teologii. Autor artykułów i recenzji o tematyce teologicznej oraz książkiKażdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii. Twórca bloga teologicznego „Kleofas”.

Leczenie nadzieją

Od wielu lat ksiądz Wacław Hryniewicz, znany polski teolog, ekumenista, zajmuje się głównie nadzieją powszechnego zbawienia, o czym najlepiej świadczy fakt wydawania przez Verbinum przynajmniej jednej jego książki rocznie poświęconej temu problemowi. Czy jest to jednak temat na tyle rozległy, by wymagał aż takiej uwagi? Czy po trzydziestu latach zajmowania się nim można napisać jeszcze coś nowego?

W swojej ostatniej książce Nadzieja leczy autor przyznaje, że jest raczej teologiem koncentrującym się na jednym problemie niż takim, który zajmuje się wieloma zagadnieniami. Można przypuszczać, że w historii polskiej teologii Wacław Hryniewicz zapisze się jako głosiciel nadziei powszechnego zbawienia, mimo niewątpliwych dokonań na polu ekumenizmu i próby stworzenia teologii paschalnej. Tyle że dla jego zażartych krytyków ta koncentracja na jednym temacie oznacza – co autor konstatuje z pewną goryczą – że pisze ciągle to samo, więc nie warto go czytać. On sam z tym się nie zgadza, stwierdza, że problem nadziei ujmuje z różnych stron i go pogłębia. Bez wątpienia tak jest, bo na przykład w książce Świadkowie wielkiej nadziei obszernie przedstawił nauczanie Ojców Kościoła na temat nadziei, czego nie dokonał w żadnym swoim poprzednim dziele. Zarzuty krytyków Wacława Hryniewicza nie są jednak zupełnie bezpodstawne, bo podczas lektury jego książek można natrafić na wręcz dosłowne powtórzenia z pierwszej książki o nadziei Nadzieja zbawienia dla wszystkich. Niekiedy zdaje się brakować w nich wskazania jakichś zupełnie nowych źródeł nadziei, jakiejś istotnie nowej argumentacji. Nie musi to jednak oznaczać, że nie następuje rozwój myślenia o nadziei, ewolucja i doprecyzowywanie poglądów, jeśli zaś dzieło rozumieć po Ricoeurowsku jako zaproszenie czytelnika do zamieszkania w proponowanym przez autora świecie, to zaproszenie to, mimo że dotyczące tego samego świata, może za każdym razem wyglądać inaczej, a i ten świat może zyskiwać nowe wymiary. Widać to wyraźnie w Nadzieja leczy. Na dodatek autor założył, że ma to być książka inna niż dotychczasowe, to znaczy skierowana bardziej do niefachowców niż fachowych teologów. I rzeczywiście, przypisów i odwołań do innych autorów jest w niej znacznie mniej niż w poprzednich pracach, a częstokroć Wacław Hryniewicz tylko wskazuje, że o danym problemie mówił już gdzie indziej. Dużo mniej jest w niej również fachowej terminologii teologicznej, a gdy się pojawia, jest wyjaśniana. Jest to więc lektura dla niefachowców, co nie znaczy, że mogą ją pominąć ci, którzy są bardziej zaznajomieni z problemami teologicznymi. Jej inność bierze się również z tego, że została ona napisana po doświadczeniu przez autora w 2008 roku ciężkiej choroby i śmierci klinicznej. Wacław Hryniewicz znalazł się wówczas blisko tego momentu, w którym wiarygodność głoszonej nadziei zostałaby ostatecznie zweryfikowana. W książce opisuje swoje doświadczenie. Tak bardzo osobisty wątek jest czymś, czego do tej pory nie było w jego pracach i co nieczęsto się zdarza w twórczości teologicznej. Tym bardziej, że nie jest to żadne spektakularne doświadczenie. Autor swoje odchodzenie ze świata opisuje jako spokojne zapadanie się w życzliwą ciemność, która ma w sobie coś z rozjaśnienia. Co byłoby dalej? Tego się nie dowiemy, bo podczas tego zstępowania w ciemność autor, jak mówi, został zawrócony, wręcz zatęsknił do świata żyjących. Była to tęsknota, by wrócić i coś jeszcze zrobić. I znowu nie były to jakieś wielkie pragnienia. Autor mówi szczerze o tym, że chciał dokończyć pisanie książki Świadkowie wielkiej nadziei, może napisać coś jeszcze. To doświadczenie i doświadczenie towarzyszące zmaganiom z rakiem skłoniły go jednak do mocniejszego skoncentrowania się na poszukiwaniu takiego rozumienia Ewangelii, które dawałoby ludziom więcej nadziei. Autor jest przekonany, że to ona powinna przenikać nasze myślenie religijne i towarzyszyć nam od początku do końca, bo bez nadziei nie sposób zmagać się z przeciwnościami, żyć z pogodą ducha i ufnością. Uważa wręcz, że nadzieja leczy. I Wacław Hryniewicz podejmuje się roli lekarza nadzieją leczącego nasze myślenie religijne. Skład proponowanego lekarstwa jest ten sam od lat: to nadzieja, że wszyscy zostaną zbawieni, wynikająca z przekonania, że Bóg chce zbawienia człowieka. Diagnoza też jest znana: choroba to rozprzestrzeniony w chrześcijaństwie lęk przed Bogiem surowym sędzią i strasznym końcem świata będący skutkiem powszechnej w chrześcijaństwie eschatologii strachu; to koncentrowanie się na własnym zbawieniu i wysyłanie mas grzeszników do piekła; to ucieczka przed Bogiem w zwątpienie i beznadzieję; to strach w obliczu zbliżającej się śmierci zamiast ufnego oczekiwania na spotkanie ze zbawiającym Bogiem; to zarzuty wobec Boga, że pozwala, by na ziemi ludzie przygotowywali piekło innym ludziom. A w jaki sposób nadzieja leczy tę chorobę? Przede wszystkim przez zmianę ukształtowanego w naszych umysłach obrazu Boga. Wacław Hryniewicz roztacza wizję Boga, który pozwala ludziom dojrzeć przez wiarę i nadzieję, choćby niejasno, to, co kiedyś, gdy Bóg będzie „wszystkim we wszystkich”, wszystkim dla wszystkich i ze wszystkimi, ukaże się bez osłony ich przemienionemu wzrokowi w bezpośredniej intensywności. To Bóg, co do którego można mieć nadzieję, że swoją dobrocią i swoim pięknem potrafi pociągnąć ku sobie i ocalić wszystkich, pojednać w końcu ze sobą nawet najbardziej grzesznych i opornych ludzi, nie zadając gwałtu ich wolności, gdyż Jego łaska i dobroć nie przymuszają, lecz pociągają, uzdrawiają i uzdalniają do zmiany myślenia, a tym samym do wewnętrznej przemiany. Wacław Hryniewicz mówi o Bogu, który potrafi zaskakiwać, zjawia się niespodziewanie, aby zajaśnieć w ciemnościach umysłu i serca, co sprawia, że dramat wolności kończy się inaczej, niż gdyby nie był Bogiem, który „ożywia umarłych i powołuje do istnienia to, co nie istnieje” (Rz 4,17). To Bóg mający wielką nadzieję na powrót wszystkich zagubionych (do takiego wniosku prowadzą opowieści biblijne o zagubionej owcy i zagubionej drachmie). Jego pragnienie jest Jego boską, wszechogarniającą i twórczą nadzieją, a taka nadzieja Stwórcy zawieść nie może, zatem dramat zagubienia kryje w sobie nadzieję na odnalezienie. Bóg przedstawiany przez Wacława Hryniewicza to także Bóg towarzyszący człowiekowi w cierpieniu, będący przy nim blisko, to Bóg cierpiących i współcierpiący, nie zaś zsyłający cierpienie. Autor sugestywnie – i nie bez racji – pokazuje, że taki obraz Boga jest źródłem wielkiej nadziei, która leczy nasze życiowe lęki, nasz ekskluzywizm, nasze myśli i uczucia, naszą ciasną religijność, że przynosi on powiew optymizmu w sytuacjach, które wydają się beznadziejne, bo dzieje ludzkie nie kończą się, zanim Bóg nie wypowie ostatniego słowa, a jest to słowo, które ocala i odmienia bieg spraw. Wacław Hryniewicz mówi wręcz o kształtowaniu się duchowości nadziei, która jest bardziej twórcza niż pedagogia strachu przed wieczną karą i bardziej godna dobrego Boga, od którego uczymy się tej nadziei. W czasach, gdy wolność wyniesiona jest na piedestał, zaskakujące mogą wydawać się pytania Wacława Hryniewicza o jej istotę. Rzecz jasna nie chodzi tu o zakwestionowanie wolności człowieka…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Koniec religii czy różne ścieżki wiary? Debata z Charlesem Taylorem