W rozdziale osiemnastym Księgi Mądrości, od wersetu czternastego do szesnastego, czytamy:
Gdy głęboka cisza zalegała wszystko,
a noc w swoim biegu dosięgała połowy,
wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy,
jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz,
jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi.
I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią:
nieba sięgało i stało na ziemi.
Oczywiście powinienem zacząć od wyjaśnienia, dlaczego wybrałem tak osobliwy tekst jako początek kazania adwentowego. Księga Mądrości rozpoczyna się rozważaniem na temat wiedzy o świecie rządzonym przez Boga, która jest udziałem mędrca. W dalszych jednak częściach księgi mądrość ukazywana jest coraz bardziej jako coś egzystencjalnego, coś, co działa i wpływa na historię, nadając jej zazwyczaj rewolucyjny kierunek. Przedstawiona tu koncepcja mądrości, podobnie jak w innych księgach mądrościowych należących do tradycji hebrajskiej, zmienia swą postać: pierwotnie ukazana jako Sophia przechodzi w Logos, rozumienie obiektywnej rzeczywistości zmienia się w doświadczenie boskiej siły wkraczającej w świat i przemieniającej go. Dalsza część księgi jest alegorycznym komentarzem do wyjścia z Egiptu – z punktu widzenia autora kluczowego zdarzenia w historii. Tekst odnosi się do faktów ściśle z nim powiązanych: święta Paschy, śmierci pierworodnych w rodzinach egipskich i ostatecznego pożegnania Izraela z Egiptem. Ewangelie również przedstawiają życie Chrystusa w nawiązaniu do tej historii: Jego narodziny odzwierciedlają narodziny Mojżesza, Jego chrzest – przejście przez Morze Czerwone, etc. Dlatego też cytowany tekst ze wszystkich poprzedzających Nowy Testament najbliższy jest słynnemu fragmentowi Ewangelii według świętego Łukasza o narodzeniu Jezusa: „W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą” (Łk 2,8).
Oczywiście łagodny, idylliczny, sielankowy opis Łukasza, który zdobył naszą wyobraźnię i podbił nasze serca, pobrzmiewa zupełnie innym tonem, niż tekst, który właśnie odczytałem. Chrześcijańscy poeci – tak bardzo ceniący czas pokoju pod panowaniem Oktawiana Augusta, kiedy bramy świątyni Janusa były zamknięte, oznajmiając zawieszenie działań wojennych w chwili narodzin Księcia Pokoju – poszli w ślady świętego Łukasza otaczając narodziny Chrystusa atmosferą cichej spokojności. Istnieją też jednak inne wersje opisu narodzenia Chrystusa, które przypominają, że Słowo Boże jest mieczem tak samo, jak narzędziem pokoju, że dzieli rodziny i niszczy królestwa. W Nowym Testamencie znajdujemy trzy opisy narodzenia Mesjasza. Pierwszy – u świętego Mateusza, który pisze o mędrcach ze Wschodu, drugi – u świętego Łukasza, który wprowadza postaci pasterzy i trzeci, być może najwcześniejszy ze wszystkich, znajdujący się w dwunastym rozdziale Apokalipsy świętego Jana, który przedstawia przerażoną Niewiastę rodzącą Mesjasza na pustyni i Smoka stojącego obok, gotowego pożreć dziecko, kiedy tylko przyjdzie na świat.
Prawdziwe Boże Narodzenie
Chrześcijańscy malarze pozostawili nam wspaniałe obrazy, na których królowie otoczeni liczną świtą żołnierzy, niewolników i służących niosą hojne dary Dzieciątku. Tyle że święty Mateusz nie wspomina nic o królach. Pisze jedynie o pewnych mędrcach, którzy przybyli do Betlejem zapytać o narodziny Bożego Dziecięcia i powrócili do swojej ojczyzny inną drogą, by uniknąć śmierci z rąk Heroda (Mt 2, 1–12). Podczas panowania tego władcy powszechne były morderstwa i masakry. Jedna z nich miała miejsce w czasie narodzin Chrystusa i przeszła do historii jako „rzeź niewiniątek”. Według jednego z przekazów zginął w niej również syn Heroda. Kiedy ta wiadomość dotarła do cesarza Augusta, zauważył on (nawiązując do tego, że namiestnik Galilei, choć nie był Żydem, przestrzegał żydowskich praw dotyczących koszerności), że bezpieczniej jest być wieprzem Heroda niż jego synem.
Wracając zaś do samego Augusta, nawet jeśli w czasie jego panowania na moment nastał pokój, był to jedynie pokój spowodowany wyczerpaniem po ciągu wyniszczających wojen domowych, z których każda kończyła się czystką wśród przegranych. Kilka lat po narodzeniu Chrystusa rzymskie legiony zostały zdziesiątkowane w germańskim lesie, co pokazało, że plemiona spoza granic Cesarstwa cały czas obserwowały sytuację, czekając, aż nadejdzie ich czas. Nawet jeśli, technicznie rzecz ujmując, okresowo panował pokój, to jest nie prowadzono działań wojennych, nie oznaczało to nawet chwilowej poprawy sytuacji ubogiej części społeczeństwa. Kiedy święty Łukasz zaczyna swój opis Bożego narodzenia wzmianką o podatku nałożonym na wszystkich przez Augusta, powinniśmy sobie uświadomić, że dla ubogich taki dekret był miażdżącym obciążeniem, które trudno sobie nawet dziś wyobrazić, niezależnie od tego, jak bardzo narzekamy na nasze podatki. Ogromna część niewolników w Cesarstwie Rzymskim wywodziła się z obywateli nie mogących spłacić kolosalnych podatków, podobnie jak pożyczek obciążonych oprocentowaniem wahającym się między jedną trzecią a połową pożyczanej sumy. Krew, przerażenie, nędza i upokorzenie były nieodłącznymi elementami tego pierwszego Bożego Narodzenia tak samo, jak Bangladesz i Kambodża są częścią dzisiejszego obrazu świąt.
Boży gniew
To dlatego w kalendarzu liturgicznym Boże Narodzenie poprzedzone jest adwentem, ponurym, złowieszczym czasem niosącym ze sobą poczucie niepokoju i zagrożenia życia. Jak uczy nas większość tragedii, powodzenie i dobrobyt częściej są źródłem ułudy niż prawdy, a w Biblii pokój i wolność są zwykle ukazywane albo jako stan z przeszłości, jak w Księdze Hioba (29), którą dziś czytaliśmy, albo jako wizja przyszłości, jak naucza święty Paweł w Liście do Kolosan (3). Miejsce naznaczone krwią i przerażeniem nie jest jedynym miejscem, gdzie można znaleźć Boga, ale tylko w takim miejscu Bóg może się narodzić. Bóg może się bowiem narodzić tylko w kontekście Bożego gniewu. Gniew Boży nie polega na tym, że jakiś zniedołężniały duch miewa napady złości; gniew Boży to objawienie człowiekowi piekła, jakie uczynił ze swojego ziemskiego życia. Kiedy mówimy o śmierci Chrystusa, która ma złagodzić gniew Ojca, chodzi o śmierć na krzyżu, która pozwoliła człowiekowi ujrzeć parę innych spraw poza piekłem. Jednak normalną reakcją na narodziny Boga jest strach, jak ujął to William Blake:
Lecz kiedy znajdą srogie Dziecko,
Wtedy uciekną szybko w Każdą stronę
Przestrach porazi cały wielki region
I krzykną: Dziecko! Dziecko jest zrodzone!
Po adwencie zawsze nadchodzi jednak Boże Narodzenie, co prowadzi nas do pytania o to, jak stało się ono częścią chrześcijaństwa. Jest to wciąż zagadkowa i niewyjaśniona kwestia. Po pierwsze, relacje ewangeliczne o narodzeniu są stosunkowo późne. Najwcześniejsze ewangelie – Marka i Jana – rozpoczynają się od opisów chrztu dorosłego już Jezusa. Poza tym, w przeciwieństwie do Męki Pańskiej, której data jest dokładnie określona przez to, że zbiega się z żydowskim świętem Paschy, w Nowym Testamencie nie odnajdujemy wzmianek o dacie fizycznego narodzenia Chrystusa. Wydaje się, że chrześcijaństwo zadowoliło się przejęciem od innych religii święta przesilenia zimowego, takich jak narodziny słońca obchodzone w mitraizmie i im podobne. Jeśli tak to odczytywać, Boże Narodzenie jest jedynym spośród ważniejszych elementów chrześcijaństwa zaczerpniętym spoza tradycji biblijnej. Można tu dostrzec jednocześnie negatywny i pozytywny wymiar. Pozytywne jest to, że Boże Narodzenie stanowi punkt styczny reprezentujący spotkanie chrześcijaństwa i innych wierzeń. Za negatywny można uznać aspekt, który znacznie bardziej rzuca się w oczy: Boże Narodzenie było zawsze w gruncie rzeczy świętem świeckim, do którego chrześcijaństwo nie nabyło praw innych niż prawa, by tak rzec, dzikiego lokatora. Na obecnym poziomie rozwoju społeczeństwa pierwotny lęk przed narastającą ciemnością i tym, że światło słoneczne zgaśnie być może już na zawsze, co było prawdopodobnie kluczowym elementem święta przesilenia w jego początkowym kształcie, oczywiście zniknął. Zastąpiła go histeryczna obawa społeczeństwa produkującego dobra w nadmiarze, które zastanawia się, czy przedświąteczne zakupy będą wystarczającym bodźcem napędzającym sprzedaż detaliczną także i w tym roku. W takich warunkach trudno odnaleźć atmosferę pierwotnego świętowania, nawet w…