Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Po co nam Gross?

Bardzo chętnie robimy rachunki sumienia za innych. Żądamy od Rosjan rozliczenia Katynia. Od Niemców potępienia działalności Eriki Steinbach. Sami zaś mamy problemy z otwartą dyskusją o trudnych momentach naszej przeszłości. Uważamy, że jako naród ponieśliśmy ofiarę, która zamyka dyskusję o winie. Czy bowiem ofiara może być winna? Czy powinna myśleć o oczyszczeniu? Czy może mieć na rękach krew innych ofiar?

„Zgrossa!” – napis takiej oto treści pojawił się niedawno na bramie Wydawnictwa Znak. Także na stronach niektórych prawicowych portali, na przykład www.narodowcy.net, www.prawica.net, a nawet na Facebooku publikowano wezwania do bojkotu Grossa i Znaku z powodu wydania nowej książki Jana Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross pt. Złote żniwa. Nie należy się temu dziwić. Wojna, jaka rozpętuje się przy okazji premier takich książek, towarzyszy także innym kontrowersyjnym wydarzeniom: paradom równości, debatom o in vitro, aborcji czy legalizacji związków partnerskich. Można zatem uznać, że reakcje na tę publikację wpisują się w standard społecznych zachowań, charakterystycznych zresztą nie tylko dla Polski. Z drugiej jednak strony – każą się zastanowić, czy nawoływanie do bojkotu nie jest w gruncie rzeczy jakąś formą cenzury, podobnie jak chęć uniemożliwienia organizowania parady wolności? Inną sprawą jest pytanie, jak wygląda drugi nurt reakcji na Grossa, czyli pogłębiona debata toczona na łamach opiniotwórczych czasopism. To właśnie jakość tej debaty, a nawet sama zdolność do jej prowadzenia obrazuje poziom dojrzałości naszego społeczeństwa.

Tradycje demokracji deliberatywnej, kładącej nacisk na rozmowę jako narzędzie podejmowania wspólnotowych decyzji i szukania społecznych kompromisów, nie jest w Polsce zbyt silna. Nie chodzi tylko o to, że większość debat, również tych prowadzonych przez polityków przed kamerami, nie spełnia podstawowych wymogów racjonalnego dyskursu, w ramach którego racje prezentowane przez uczestników powinny być  formułowane w zrozumiałym, intersubiektywnie komunikowalnym języku i mieć charakter merytoryczny, a nie emocjonalny czy czysto retoryczny. Zasadniczy problem dotyczy raczej kwestii granic dopuszczalnej rozmowy. Wydaje się, że demokracja tym właśnie różni się od innych ustrojów, że nie wyznacza z góry granic dla debaty jako sposobu wypracowywania społecznego kompromisu. Nie zakłada tematów tabu, obszarów wyłączonych z dyskusji, z którymi dojrzałe społeczeństwo nie mogłoby się zmierzyć.

Płaszczyzny debaty

Obecna odsłona dyskusji o Złotych żniwach rozgrywa się na trzech płaszczyznach. Pierwsza z nich to rozmowa o wynikach badań nad trzecią fazą zagłady Żydów. Jak wiadomo, Złote żniwa w części faktograficznej opierają się na materiałach zgromadzonych przez badaczy skupionych wokół Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Są to przede wszystkim ogromne ilości zeznań z przesłuchań, sprawozdań z procesów sądowych, notatek z wizji lokalnych, wypisów z dzienników, wspomnień, spisanych opowieści naocznych świadków tamtych wydarzeń. Trudno owe źródła zignorować. Wyłaniający się z nich obraz ogromu cierpienia, okrucieństwa, strachu, upodlenia, którego doświadczyli Żydzi, jest wstrząsający.

Choć samych faktów nikt już dziś nie neguje, pojawiają się inne pytania: „Dlaczego wracamy do tej sprawy tak późno? Po tak wielu latach? Czy jest jeszcze sens odgrzebywać te sprawy?” (Piotr Semka, Biedny Polak patrzy na Grossa, „Rzeczpospolita”, 26 stycznia 2011, s. A12). „Właściwie dlaczego dopiero 65 lat po wojnie Gross stawia tezę, że Polacy byli współuczestnikami Holokaustu? Obrońcy pisarza wskazują, że najpierw musieliśmy wyjść z zamrażarki komunizmu, aby można było rozpocząć uczciwe badania i naruszyć pewne tabu. Zapewne. Ciekawe tylko, że ten sam okres nie rozbudził jakoś debat skierowanych przeciw innym pomocnikom w czasie innej okupacji. Jakoś nie słychać o próbach otwarcia dyskusji o tym, w jakim stopniu łapankom i deportacjom NKWD towarzyszyła gorliwa pomoc sąsiadów – Białorusinów, Ukraińców, Żydów i Polaków. Nie próbuje się wyliczyć, ilu polskich policjantów, leśników, osadników wojskowych wymordowano, zanim zjawili się Sowieci. Ile dworów splądrowano? Jaka była skala donosów na ukrywających się oficerów czy policjantów? (…) Im dalej od wojny, tym więcej bolesnych rozdziałów współżycia z sąsiadami staraliśmy się raczej zamykać, niż z hukiem otwierać” (tamże).

Mam wątpliwości, czy postulat Piotra Semki dotyczący zamykania trudnych tematów jest prawdziwy. Wszak jeśli chodzi o inne bolesne karty naszej historii, na przykład zbrodnię katyńską, nie szczędzimy sił, by nie zamknąć ich przedwcześnie. Badania nad stosunkami polsko-ukraińskimi, nad rzezią wołyńską wciąż się toczą, organizowane są konferencje z udziałem uczonych polskich i ukraińskich. Argumenty Semki mają więc charakter retoryczny, a nie merytoryczny. Jeśli niektóre ważne tematy historyczne nie są podejmowane, to zapewne z braku chętnych, by się nimi zająć. Czy to powinno odbierać Grossowi prawo głosu? Poza tym co w ocenie roli Polaków w zagładzie Żydów zmienia skala donosów na ukrywających się oficerów? To są różne zjawiska i choć mogą za nimi stać podobne przyczyny, nie zmienia to wydźwięku pytań o relacje polsko-żydowskie.

Druga i w zasadzie najważniejsza płaszczyzna to spory o metodę stosowaną w Złotych żniwach. Książki Grossa nie są pracami historycznymi w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Są to raczej historyczne eseje czerpiące z wielu dziedzin: tradycyjnej historiografii nastawionej na badanie faktów, socjologii, psychologii, literatury, antropologii, etnologii. Fakt ten jest jednak rozmaicie interpretowany. Przez niektórych traktowany jest jako ułomność autora, który nie będąc zawodowym historykiem, jest skazany na „żerowanie” na wynikach badań prowadzonych przez innych, a braki warsztatowe nadrabia oryginalnością wniosków i ich kontrowersyjnością.

Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że w badaniach nad trzecią fazą zagłady Żydów nigdy nie uzyskamy pełnych danych ilościowych. Mimo że zgromadzono bardzo dużo materiału, jest on niepełny. Nie można na jego podstawie budować opisów czysto ilościowych, pokazujących, jaki procent Polaków Żydów ratowało, jaki zachowywało obojętność, jaki zaś brało czynny udział w ich mordowaniu lub wydawaniu Niemcom, jaka była średnia wartość majątku przejmowanego przez Polaków w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Dlatego musimy szukać innych metod budowania wiedzy o tym, co się wydarzyło. Równocześnie warto by postawić pytanie, czy w takich badaniach można w ogóle mówić o pełnym obrazie sytuacji.

Do tego wszystkiego należałoby także dodać pytanie, czy Grossa w ogóle interesują prace czysto historyczne. W Złotych żniwach pisze przecież wprost, że chodzi mu nie tyle o sam opis przypadków mordów, ile o zrozumienie tego, co wydarzyło się pomiędzy Polakami i Żydami mieszkającymi na wsi. Gross opiera swe analizy na opisach zachowań społeczności wiejskich. Jego badania skoncentrowane są na poszukiwaniu sensu. „Rozumienie” i „poszukiwanie sensu” są jednak kategoriami z innego porządku myślenia – hermeneutycznego. Dlatego Gross nieprzypadkowo konstruuje swe analizy, opierając się na metodzie zaczerpniętej z antropologii i socjologii. Gęsty opis – bo o nim mowa – polega na takim opisie zachowania człowieka albo grupy ludzi oraz kontekstu ich zachowań, który pozwala odsłonić uniwersalny wzorzec zachowań badanej społeczności.

Twórcą pojęcia gęstego opisu jest Clifford Geertz, który w znanej książce Interpretacja kultur (The Interpretation of Cultures) pokazał, że większości ludzkich zachowań nie da się analizować czysto funkcjonalnie, gdyż ich znaczenie zmienia się wraz z kontekstem. Gross, analizując materiał źródłowy, stara się zatem uchwycić, w jaki sposób dokonywano mordów na Żydach. Zakłada bowiem, że jeśli poszczególne opowieści o tym, jak ginęli Żydzi, ujawniają cechy wspólne, to uzyskamy podstawę dla zrozumienia tego, co się w ogóle wydarzyło między Żydami i ludnością wiejską. Zrozumienie to jest możliwe, ponieważ – jak zakłada Gross – społeczeństwo posiadające wspólną historię, obyczaje i instytucje ma również pewien stopień wewnętrznej spójności. Można zatem uznać, że jeżeli opisy mordów pochodzące z różnych rejonów dawnej Rzeczypospolitej zdradzają jakieś cechy wspólne, to te właśnie cechy opisują typowe i powszechne zachowania społeczności wiejskich…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Po co nam Gross?