Subskrybuj
Redaktorka miesięcznika „Znak”, socjolożka, absolwentka MISH UJ. Przez rok studiowała na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Stypendystka Fulbrighta, laureatka grantu badawczego Narodowego Centrum Nauki. Napisała rozprawę doktorską Upamiętnianie społeczności żydowskich w byłych sztetlach we współczesnej Polsce....

Polska strona kreatywności

Jestem zdania – mówi w rozmowie ze „Znakiem” Edwin Bendyk – że kreatywność i oparta na niej innowacyjność wymagają istnienia ducha utopii, przekonania, że można świat zmieniać na lepsze. Większość innowatorów tworzy z przeświadczeniem, że ich działanie jakoś zmieni rzeczywistość, choćby w mikroskali. To przekonanie musi jednak podsycać kultura, dominujące w niej wartości i normy. Nie oczekujmy kreatywności i innowacyjności w kulturze bierności, która usypia. Twórcę musi uwierać rzeczywistość, inaczej nie miałby motywacji do działania.

Marta Duch-Dyngosz: Co to znaczy, że ktoś jest kreatywny? Kim jest osoba kreatywna?

Edwin Bendyk: Najbliższa jest mi definicja mówiąca, że kreatywność to umiejętność tworzenia idei i form polegająca na nowym podejściu do istniejących problemów oraz reinterpretowaniu rzeczywistości i poszukiwaniu nowych możliwości. Z tej definicji wynika, że kreatywna może być zarówno jednostka, jak grupa lub społeczność. Najciekawsze są zależności między kreatywnością jednostkową a społeczną.

Otóż potencjał kreatywny społeczeństwa nie jest prostą sumą kreatywności jednostek. Społeczeństwo kreatywne to takie, które pozwala w pełni rozkwitać kreatywności indywidualnej, wymaga to jednak złożonego systemu norm i instytucji. W Polsce panuje dość powszechne przekonanie, że Polacy są kreatywni, czemu dają wyraz w trudnych sytuacjach życiowych, kiedy świetnie radzą sobie z trudnościami aprowizacyjnymi lub gdy potrafią rozwiązywać problemy w niestandardowy sposób. Z dumą także chwalimy się sukcesami twórczych jednostek startujących w międzynarodowych konkursach czy pracujących w najlepszych światowych laboratoriach.

Nie mam podstaw, by kwestionować nasz samozachwyt, jednak nawet jeśli jest on uzasadniony, to musimy zmierzyć się z problemem, dlaczego Polacy bardzo słabo wypadają w ocenach kreatywności jako społeczeństwo. Na Uniwersytecie w Maastricht przeprowadzono badania porównawcze potencjału kreatywnego społeczeństw krajów Unii Europejskiej. W ich wyniku powstał indeks kreatywności i designu (Design and Creativity Index). Złożyły się na niego dwa podindeksy, każdy zbudowany z kilkudziesięciu wskaźników: klimatu dla kreatywności oraz poziomu kreatywności i designu. Według tych obliczeń Polska plasuje się blisko końca rankingu! Najwyraźniej albo nie jesteśmy wcale tacy kreatywni, albo mamy problemy z wykorzystaniem potencjału kreatywnego jednostek. Bliższa jest mi druga hipoteza.

 

W sytuacji gdy podejmujemy ryzyko, inwestując siły i środki w nowy pomysł, musimy mieć zaufanie do rodziny, współpracowników, instytucji. Czy kapitał społeczny, bo o nim mówię, ma wpływ na to, na ile jesteśmy kreatywni? 

Oczywiście, kapitał społeczny jest potrzebny, ale tylko o szczególnej strukturze. Istnienie silnych więzi społecznych sprzyja podtrzymywaniu zaufania i szybkiemu przekazywaniu informacji sobie nawzajem. Natomiast, jak zauważa amerykański socjolog Ronald Burt, więzi nie mogą być zbyt silne, bo wówczas grupa się zamyka, tworzy klikę. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce. Są tu wyspy silnego kapitału społecznego opartego na więziach rodzinnych i słabo komunikujące się z sobą kliki. Ogólny poziom kapitału społecznego jest jednak niski, co wyraża się między innymi w niskiej wartości tak zwanego uogólnionego zaufania, czyli zdolności do ufania osobom obcym.

Kreatywność społeczna wymaga jednak nie tylko wysokiego poziomu zaufania i odpowiedniej struktury więzi społecznych, lecz także złożonej infrastruktury instytucjonalnej.

Zwraca na to uwagę Mihály Csíkszentmihályi, twórca koncepcji systemowego podejścia do kreatywności. Ten amerykański psycholog węgierskiego pochodzenia zauważył, że aby mogła kwitnąć kreatywność, oprócz twórcy potrzebne są dostęp do dziedzictwa osiągnięć cywilizacyjnych oraz zaplecze instytucjonalne wspomagające recepcję nowatorskich rozwiązań. Na przykład w sferze kultury, by rozwijała się twórczość artystyczna, potrzebne są dobra krytyka nadająca ważność nowym dziełom, system nagród stymulujący do twórczej aktywności, galerie i miejsca, gdzie owoce twórczej pracy można przedstawiać publiczności, musi istnieć rynek umożliwiający obrót dziełami o wartości komercyjnej, potrzebni są w końcu odbiorcy.

 

Wynika z tego, że musimy również kształtować kompetencje kulturowe u odbiorców.

Zdecydowanie tak. W pracach eksperckich podczas przygotowywania Strategii Rozwoju Kapitału Społecznego 2011-2020, w której wiele uwagi poświęcono zagadnieniom kreatywności, podkreślaliśmy, że jeśli chcemy rozwijać kreatywność w sferze kultury, to nie można poprzestać na rozwijaniu edukacji artystycznej. Potrzebna jest również edukacja kulturalna, która przygotowuje odbiorców do uczestniczenia w kulturze. Należy przy tym pamiętać, że żyjemy w przełomowym dla kultury i kwestii kreatywności momencie, w okresie szybkiego rozwoju nowych mediów. Ze względu na ich interaktywny i partycypacyjny charakter granica między twórcą a odbiorcą zaciera się. Uczestnictwo w kulturze za pośrednictwem Internetu często oznacza współtworzenie. Dlatego wielu badaczy kultury patrzy z nadzieją na Internet, widząc w nim medium w naturalny sposób stymulujące kreatywność. Chciałbym dzielić ten optymizm, jednak badania Internetu w różnych społeczeństwach pokazują, że ten kreatywny potencjał sieci można skutecznie stłumić. I tak w Polsce zaledwie około 10 procent młodych ludzi przejawia twórczą aktywność w sieci, a w Stanach Zjednoczonych około 60 procent nastolatków publikuje własne utwory w Internecie.

 

Zastanawiam się, czy nie jest to związane z patrzeniem na twórczość artystyczną przez pryzmat kanonu. W szkole jest klucz, według którego interpretujemy dzieła literackie. Nowe technologie problematyzują kategorie takie jak artysta, dzieło sztuki, uczestniczenie w wydarzeniu kulturalnym. Może za bardzo trzymamy się jednej narracji, a nie chcemy się pogodzić z faktem, że tych narracji jest wiele i każda jest inna.

Całkowicie się z tym zgadzam. System edukacyjny charakteryzuje się dużą inercją. Jak pokazują opublikowane niedawno wyniki badań o stanie kultury miejskiej w Polsce, kultura „kanoniczna” już praktycznie nie istnieje, sfera kultury zbudowana jest z kulturowych nisz. Szkoła wciąż jednak żyje w przekonaniu, że może kanonu uczyć. Nie ma w tym nic złego, jeśli próby te polegają na kształtowaniu gustów estetycznych. Gorzej, jeśli w ślad za tym idzie wartościowanie praktyk kulturowych, dyskwalifikacja takich form życia kulturalnego, jakie nie mieszczą się w „kanonie”. W efekcie powstają strefy kulturowego wykluczenia.

Jedną z nich jest Internet, przestrzeń kreatywności i uczestnictwa w kulturze na zasadach, jakich większość osób dorosłych w Polsce nie rozumie i często traktuje je z dezaprobatą. Na młodzież działającą w sieci spogląda się podejrzliwie i z obawą, jakby się zakładało, że muszą to być działania nielegalne. Tymczasem to właśnie w sieci mamy do czynienia z niezwykle ciekawymi formami twórczej ekspresji, takimi jak choćby polska Wikipedia. Polscy wikipedyści, pracując społecznie, stworzyli czwarty zasób językowy w globalnych zasobach Wikipedii, ustępujący tylko zasobowi angielsko-, niemiecko- i francuskojęzycznemu. Warto przy tym zauważyć, że Wikipedia nie jest jedynie przestrzenią twórczości polegającej na tworzeniu haseł encyklopedycznych, lecz również obszarem wielkiego eksperymentu społecznego, gdzie współdziałający z sobą twórcy uczą się norm współpracy, kontroli jakości, sankcji za zachowania naganne, budowy zaufania. Słowem, tworzą wysokiej jakości kapitał społeczny, którego tak bardzo w Polsce brakuje.

 

Pozostając przy kulturze i instytucjach kultury, koncepcja kreatywnego społeczeństwa zakłada, że patrzymy w przyszłość, cenimy nowość, a w Polsce w oficjalnym dyskursie jesteśmy w przeszłości. Czy nie potrzeba nam zmiany perspektywy?

To jest istotny problem. Jestem zdania, że kreatywność i oparta na kreatywności innowacyjność wymagają istnienia ducha utopii, przekonania, że można świat zmieniać na lepsze. Większość innowatorów tworzy z przeświadczeniem, że ich działanie jakoś zmieni rzeczywistość, choćby w mikroskali. To przekonanie musi jednak podsycać kultura, dominujące w niej wartości i normy. Nie oczekujmy kreatywności i innowacyjności w kulturze bierności, która usypia. Twórcę musi uwierać rzeczywistość, inaczej nie miałby motywacji do działania.

 

Richard Florida uważa, że kreatywność rozwija się w specyficznych warunkach, których opis sprowadza do trzech „t” – talentu, tolerancji, technologii. Dużo uwagi poświęca środowisku pracy, w którym pracownik bierze za powierzone mu zadania odpowiedzialność i sam ustala godziny ich wykonywania. Zmienia się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kreatywna Polska?