Subskrybuj
Teolog, filozof, tłumacz, autor Bliżej niż się wydaje. O końcu świata, milenaryzmie i chrześcijańskiej nadziei (2010)

Oblicza religii sekularyzacji

To nie od obecności i żywotności instytucji religijnych zależy, czy świat jest bardziej Boży. Być może prawdziwe jest więc hasło: im mniej religii, tym więcej miłości, więcej Ewangelii!

Religia świeckości

Gdzie przebiega linia podziału pomiędzy wiarą i niewiarą? Sprawa nigdy nie była oczywista, a w naszych czasach, w obliczu powszechnego zjawiska sekularyzacji, zagadnienie to staje się szczególnie interesujące. Czy współczesna oficjalna „wiara” wyrażająca się w dyskusjach na temat rozwodów, antykoncepcji, zapłodnienia in vitro, homoseksualizmu, prerogatyw papiestwa, celibatu czy znaczenia kościelnych instytucji jest jeszcze choć trochę religijna? Czy ewentualne granice oddzielające wierzących od niewierzących mają jeszcze w ogóle charakter religijny? Niewiara staje się przecież często swoistą religią. Z punktu widzenia strażników tradycyjnych podziałów to najgroźniejsza forma sekularyzacji, bo jest czymś więcej niż tylko negacją religii, jest prawdziwą „religią świeckości”, współczesną gnozą stawiającą się ponad religią i zastępującą ją w jej rolach społecznych.

Stosunkowo łatwo wskazać na religijny charakter wszelkich walczących z religią form sekularyzacji, które traktują świeckość jako historiozbawczą konieczność. Wpisują się one w tradycyjny religijny dyskurs na temat etapów historii, nowych er, kolejnych epok. Od czasów dwunastowiecznego mnicha Joachima z Fiore i inspirowanych przez niego ruchów głoszących w różnej formie ziemską i czasową realizację idei Królestwa Bożego – Tysiącletniego Panowania Syna Bożego – ruchy millenarystyczne znajdują się na marginesie głównego nurtu chrześcijaństwa. Koncepcje te przyjmują w czasach nowożytnych zsekularyzowane, a często jawnie antyreligijne postaci: systemów filozoficznych, utopii, rewolucji. Tworzy się tak zwana teologia sekularyzacji. Tak jak Hegel pojmował historię świata w jej całości i jedności jako postęp w świadomości wolności, tak też teologia sekularyzacji widzi proces oświecenia, sekularyzacji i emancypacji jako kierunek pożądany i potrzebujący teologicznej afirmacji. Sekularyzacja dokonuje się w świecie niezależnie od tego, czy religijne autorytety tego chcą, czy nie. Jest – dla zwolenników takiego myślenia – dziejową koniecznością, ale też może wymagać dla swej realizacji wsparcia. W każdym razie warto się w ten sekularyzujący kierunek włączyć, jeśli chce się być „na fali”, rozumieć przemiany i uczestniczyć w nich.

Refleksja na temat religii ma tym procesom towarzyszyć, co więcej – być może powinna nawet kroczyć w awangardzie przemian. Wobec tego wierzący powinien nieść pochodnię sekularyzacji i w ten sposób prowadzić świat ku szczęściu na miarę czasów i aktualnych możliwości.

Świat dąży do oświecenia, sekularyzacji i emancypacji i jest to – jak zdają się mniej lub bardziej świadomie mówić zwolennicy sekularyzacji – kierunek zamierzony i chciany przez Boga. Skoro tak, to świeckość należy promować, a nawet o nią walczyć. Religia niewiary staje się czymś wpisanym w nadrzędny, opatrznościowy, jedynie słuszny plan rozwoju świata z wszystkimi tego konsekwencjami dla jej wyznawców i oponentów.

To często denuncjowany kierunek rozwoju niereligijnych i ateistycznych prądów, który przynajmniej od czasów rewolucji francuskiej nieustannie powraca w mniej lub bardziej mesjanistycznych i zinstytucjonalizowanych formach. Walka o tak rozumianą świeckość może przybrać formę fanatycznej gorliwości, która bywa raczej karykaturą religijności niż prawdziwą wiarą w świecki cel historii świata.

Religijność wewnętrzna

Współcześnie jednak najczęściej wyzwolenie z religijnych form, które dokonuje się poprzez sekularyzację, postrzegane jest jako na wskroś pozytywny proces, szczególnie w wymiarze indywidualnym. Postawa życia zgodnie z zasadą „etsi Deus non daretur” (jakby Bóg nie istniał) przyjmuje także inne formy – „jakby Bóg milczał”, „jakby Bóg odszedł” lub „jakby Bóg umarł”. Stąd już niedaleko do głębszej formy życia religijnego, której świadectwem w chrześcijańskiej tradycji jest teologia negatywna czy postawa wielu świętych. Świeckość można przecież opisać językiem religijnym – czy „noc ciemna” mistyków nie jest swoistym wskazaniem na niewiarę jako na przestrzeń religijności?

Już od czasów starotestamentalnych proroków słyszy się o wyższości prawdziwej, wewnętrznej religijności nad zewnętrznymi formami wyrażającymi się w kulcie. Biblia od pierwszych kart głosi, że świat i to, co jest na tym świecie, nie jest Bogiem, a to już bardzo poważny krok w kierunku desakralizacji świata. Nie można dłużej oddawać czci bożkom – ani tym obecnym w naturze, ani tym wymyślonym przez człowieka. Takie radykalne wezwanie Biblii jest kontynuowane przez wielkie monoteistyczne religie. Nowożytne procesy sekularyzacji mogą być zatem odczytywane jako rozwijanie dzieła zapoczątkowanego przez Boże objawienie. Paradoksalnie fakt, że religii jest coraz mniej w życiu indywidualnym i społecznym, to, według takiego spojrzenia, pozytywny wpływ samej religii.

W chrześcijaństwie tak ujęta świeckość ma długą tradycję teologicznego uzasadniania, niezależną od wyżej zarysowanej teorii ukierunkowanego historycznego rozwoju. Dzięki Dobrej Nowinie o Wcieleniu chrześcijaństwo z jednej strony łączy niebo z ziemią, czyli oprócz transcendencji Boga (oddzielenia od tego świata) podkreśla Jego immanencję (obecność w tym świecie). Z drugiej zaś strony głosi ostateczne zerwanie z podziałem na sacrum i profanum, co może stać się dodatkowym argumentem dla wszelkich sekularyzacyjnych prądów. Świat wraz ze wszystkim, co go stanowi, jest Boży, nie tylko dlatego, że został przez Boga stworzony, ale także dlatego, że został odkupiony w Jezusie Chrystusie. Nie ma więc potrzeby się od niego odróżniać czy to sposobem życia, czy też wyglądem lub zwyczajem – jak świadczy o tym najstarsza chrześcijańska tradycja wyrażona w Liście do Diogeneta z II wieku. Nie należy również szukać jakichś form oddawania czci Bogu, które odwoływałyby się do symboliczno-rytualnych czynności. Oto w skrajnym ujęciu podejście chrześcijanina zsekularyzowanego. Jego postawa to niekoniecznie efekt decyzji podyktowanej egoizmem, wygodą, konformizmem – może to być świadomy wybór teologicznej opcji, radykalne pójście za Bożym objawieniem, dzięki któremu rozpoznajemy, że zbawienie dokonuje się w tym świecie, a nie w oderwaniu od niego. Zjednoczenie boskiej i ludzkiej natury w Jezusie Chrystusie może być w tym kontekście odczytane jako ostateczna afirmacja tego, co ludzkie, co światowe, co świeckie. Pewne religijno-prawne formy są na razie koniecznością ze względu na zniszczoną przez grzech naturę człowieka, ale są też jedynie czymś przejściowym i tymczasowym, a ich zanikanie jest w gruncie rzeczy zjawiskiem pożądanym. Takie myślenie – radykalne spojrzenie na Biblię, relatywizacja nauki o sakramentach i o widzialnych strukturach wspólnoty wierzących – może odpowiadać…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ciało, duch, rynek