Subskrybuj
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Sekret Księdza Andrzeja

Ksiądz Andrzej Bardecki miał swoją tajemnicę. Darmo jednak szukać jej śladów w archiwach IPN, choć funkcjonariusze SB sporo się natrudzili, żeby Bardeckiego (a za jego pośrednictwem również i papieża Jana Pawła II, z którym się przyjaźnił) obrzucić błotem i skompromitować.

Przyznaję: ta esbecka prowokacja to w biografii Księdza Andrzeja wątek fascynujący i dosyć mroczny[1], niemniej prawdziwy sekret tego „wyprostowanego jak struna” księdza z „Tygodnika Powszechnego” polegał na czymś zupełnie innym. Najbliższy jego odsłonięcia był, w moim przekonaniu, Jerzy Pilch (notabene protestant), kiedy o swoim koledze redakcyjnym (w dodatku: rzymskokatolickim duchownym) napisał, że „gdyby przyszła zawierucha, apokalipsa, gdyby sprzysięgły się żywioły, wyprowadziłby nas na bezpieczne miejsce nie kto inny, a Andrzej Bardecki”. I dalej: „Może to bluźnierstwo, ale (…) odnoszę wrażenie, że jego nie tylko Pan Bóg lubi. Do niego musi mieć słabość całe niebiańskie podziemie, muszą go lubić jakieś dawno zdegradowane pogańskie bóstwa i dobre duszki. On musi mieć z tym światem rozległe, dobre i poufne kontakty, gdyby tak było trzeba, drapieżne zwierzęta do stóp by mu się łasiły”. Po prostu: Gandalf. Tyle że w sutannie, i z tytułem kanonika, członka dostojnej kapituły wawelskiej. Wśród wielu pasji ks. Bardeckiego szczególne miejsce zajmowało różdżkarstwo. Andrzej − inaczej niż wielu adeptów teologii, karmionych lękiem przed tym, co ma w ich oczach znamiona magii (na przykład przed homeopatią) − nie traktował radiestezji jako domeny diabła. Przeciwnie: widział w niej niezbadany jeszcze do końca dar Stwórcy. Trzeba przyznać, że był pod tym względem hojnie obdarowany. Miał w sobie to „coś”, co niektórzy nazywają „szóstym zmysłem”. I choć te swoje zdolności odkrył stosunkowo późno – bo dopiero w wieku lat 45, to potem, właściwie już do końca życia, z różdżką się nie rozstawał. Pamiętam, że nosił ją przy sobie nawet w Rzymie….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Piękni dwudziestoletni idą po władzę