Mimo że to najbardziej powszechna forma organizacji życia jednostek, trudno jest dokładnie zdefiniować rodzinę. Klasyczna jej odmiana zakłada obecność obojga rodziców i ich potomstwa. Jednak istnieją również rodziny, w których brakuje ojca albo matki, bądź wychowują się też dzieci z poprzednich związków. Niekiedy przy wspólnym stole zasiada rozwiedzione małżeństwo wraz z nowymi partnerami oraz wszystkimi ich synami i córkami. Nie należy zapominać o pokoleniu babć i dziadków, którzy często pełnią funkcję opiekunów wnucząt bądź sami potrzebują pomocy ze strony swoich potomków. Niektórzy socjologowie (np. Bella DePaulo) sugerują, że przyjaciele rodziców zaczynają odgrywać dla ich dzieci taką rolę, jaką kiedyś mieli wujkowie i ciocie. Ponieważ kształt i liczebność rodziny wymykają się generalizacjom, najczęściej określa się ją przez typ relacji zachodzących między tworzącymi ją ludźmi, a opierają się one dziś na pokrewieństwie oraz więziach uczuciowych, wzajemnym wsparciu i zaufaniu.
W tradycyjnym, wielopokoleniowym modelu rodziny, który znamy ze społeczeństwa agrarnego, większą wagę przywiązywano do bezpieczeństwa ekonomicznego niż emocjonalnego. Z tego powodu wyżej ceniono liczne potomstwo, które wcześnie zaczynało pracę na roli, ciągłość pokoleniową i przedkładano dążenia rodziny nad samorealizację jednostki. Jak pisze Krystyna Slany w artykule Modele życia rodzinnego: „Ziemia stanowi podstawę jej utrzymania, co powoduje, że rodzina jest wspólnotą ekonomiczną i wspólnotą życia. Funkcja ekonomiczno-produkcyjna to funkcja centralna stanowiąca jej czynnik integracyjny” („Znak” 2005, nr 597).
W przypadku wszystkich modeli można założyć, że celem istnienia rodziny jest zapewnienie jej członkom poczucia bezpieczeństwa i warunków potrzebnych do optymalnego rozwoju. Od epoki, w której funkcjonował dany wzorzec wspólnego życia, zależy, jak rozumiane będą rozwój i bezpieczeństwo. Ciekawym przykładem ewolucji postaw jest opublikowany w 1978 r. artykuł ks. Kazimierza Bełcha analizujący praktyki religijne w rodzinach katolickich w zależności od miejsca zamieszkania. Z przedstawionych w nim badań wynika, że za zaniedbanie przez dziecko niedzielnej Mszy świętej 14,1% rodziców mieszkających na wsi wymierzało kary cielesne, a za opuszczenie spowiedzi nawet 17,8%. W miastach wyniki wynosiły odpowiednio 2,6% i 3,2%. Tam też jako środek perswazji o wiele częściej wybierano tłumaczenie dziecku, dlaczego powinno postąpić inaczej. Ks. Bełch nie ocenia jednoznacznie tych różnic, jednak jego komentarz sugeruje, że nieco ponad 30 lat temu bicie dziecka nie szokowało, za to martwiło jego zanikanie. Pisze on: „Złagodzenie form nacisku na dziecko w środowiskach miejskich wydaje się efektem upowszechniania się pod wpływem urbanizacji bardziej egalitarnych stosunków między rodzicami a dziećmi. Trudno natomiast powiedzieć, czy i na ile świadczy ono o zmniejszaniu się troski rodziców odnośnie religijnego wychowania dzieci” („Znak”1978, nr 289-290, ). Można z tego wywnioskować, że momenty, kiedy przeformułowaniu ulegały społeczne wyobrażenia o warunkach potrzebnych do optymalnego rozwoju, zawsze budziły niepokój. Podobnie jest też dziś, kiedy od trwałości małżeństwa ważniejsza staje się jego jakość.
CZARNE SCENARIUSZE
Przez wieki nierozerwalność małżeństwa była jednym z ważniejszych czynników pozwalających zapewnić bezpieczeństwo partnerom i potomstwu, zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak i emocjonalnym. Nienaruszalność związku była nie tylko narzędziem mającym zagwarantować spokojne warunki do wychowania dzieci i godną starość, ale stała się też celem, który stawiano sobie mimo gwałtownych domowych konfliktów, zdrad lub braku jakiejkolwiek relacji między mężczyzną i kobietą. Wiara w głęboki sens nierozerwalności małżeństwa jest silna również dziś i dlatego wysoka liczba rozwodów prowadzi do przekonania o kryzysie wartości rodzinnych.
Socjologowie wskazują, że jednym z powodów wzrostu liczby rozwodów była emancypacja kobiet. Ich nowo zdobyta niezależność finansowa i przemiany obyczajowe sprawiły, że trwanie w małżeństwie przestało być koniecznością, a stało się jedną z opcji. Potwierdzają to statystyki – w Polsce 75% pozwów o rozwód składają kobiety. Nie musi to jednak oznaczać, że nie zależy im na tworzeniu bezpiecznego środowiska dla siebie i swoich dzieci. Sondaże CBOS-u z 2009 r. na temat przemocy w rodzinie ujawniają, że osoby rozwiedzione siedem razy częściej niż ludzie pozostający w związku małżeńskim odpowiadają twierdząco na pytanie, czy partner je bił (odpowiednio 35% i 5%). Inną częstą przyczyną rozwodu jest alkoholizm małżonka. Jeśli więc głównym celem istnienia rodziny zawsze były bezpieczeństwo i warunki konieczne do optymalnego rozwoju jej członków, to można zaryzykować stwierdzenie, że wiele kobiet składających pozwy rozwodowe kieruje się dokładnie tymi wartościami. Chcą one stworzyć dla siebie i swoich dzieci dom bez przemocy i alkoholu, spokojną przystań, w której będą mogły być otoczone miłością i wsparciem. Jeśli zastanowimy się nad tym, jak destrukcyjne mogą być dla psychiki młodego człowieka powtarzające się regularnie sceny agresji i nienawiści albo wrogiego chłodu emocjonalnego między rodzicami, wtedy rozstania zaczynają nabierać głębszego znaczenia.
Kolejnym przykładem mającym przemawiać za kryzysem wartości rodzinnych jest niska dzietność Polek. Masowa emigracja młodych osób, m.in. do Wielkiej Brytanii, i zakładanie tam rodzin pokazują, że Polacy potrafią wiele poświęcić, żeby zostać rodzicami. Niestety, nie każde państwo stwarza im warunki, w których mogliby zapewnić najbliższym minimalne poczucie bezpieczeństwa. Niezbędne są do tego rozwiązania pozwalające łączyć wychowanie dzieci z pracą zawodową, podobnie jak we Francji, Szwecji czy wspomnianej już Wielkiej Brytanii. Warto odnotować, że na Wyspach w 2010 r. dzietność Polek była dwa razy wyższa niż w kraju.
Niewątpliwie przemiany życia rodzinnego, które zaszły w ostatnim stuleciu, dowiodły, że wcześniejszy model nie do końca sprawdza się w społeczeństwie dobrowolnych wyborów. Jednocześnie wiele argumentów wskazuje na to, że rodzina nadal jest cenioną wartością i mnóstwo osób nie tylko wybiera ją jako swoją drogę życia, ale potrafi też o nią walczyć. Z jednej strony łatwiej jest dziś uzyskać rozwód, ale z drugiej, ogromna oferta poradników psychologicznych, warsztatów komunikacji, terapii dla par i rekolekcji pokazuje, jak wielu ludzi chce przezwyciężyć stojące przed nimi trudności albo po prostu rozwijać własny związek. Rodzina nie jest już skazana przez konwenanse społeczne na własne ograniczone umiejętności przezwyciężania kryzysów. Coraz więcej jest możliwości otrzymania pomocy z zewnątrz.
RODZINA WEDŁUG PAŃSTWAProblemem może się okazać pozyskanie wsparcia płynącego do obywateli z instytucji państwowych, które wciąż wykazują duże przywiązanie do tradycyjnego modelu. Podczas gdy Polacy wybierają coraz częściej związek partnerski, dający im możliwość spełniania się w relacji, albo żaden, oficjalna polityka stoi na straży wartości patriarchalnych. Można to zaobserwować już w podręcznikach szkolnych, które ignorują różnorodność form…