Marzena Zdanowska: Czy ekologia leży w polu zainteresowań Kościoła katolickiego?
o. Stanisław Jaromi: To jedno z tych pytań, na które trudno krótko i jednoznacznie odpowiedzieć. Wiele osób na podstawie relacji prasowych i wypowiedzi samych ekologów, szczególnie radykalnych, dochodzi do wniosku, że ruch ekologiczny jest daleki od myśli katolickiej. Jednak gdy przyjrzymy się bliżej oficjalnym tekstom Kościoła, zaczniemy czytać encykliki i wypowiedzi ostatnich papieży, wtedy okaże się, że ów temat jest podejmowany wprost, nie pośrednio, w setkach dokumentów.
Zainteresowałem się ekologią, kiedy jeszcze jako student seminarium zostałem poproszony o opracowanie tematu „Co Kościół katolicki mówi o ekologii?”. To była końcówka lat 80. i już wtedy udało mi się znaleźć około setki cytatów, a wśród nich były fragmenty z dokumentów wysokiej rangi, np. z encykliki Redemptor hominis. W Sollicitudo rei socialis poświęcono ekologii cały rozdział. Evangelium vitae rozważa ten problem w kontekście troski o życie. Inspirująca jest także ostatnia encyklika Caritas in veritate, która próbuje adaptować naukę społeczną Kościoła do wyzwań globalizującego się świata w dobie kryzysu. Jest w niej również miejsce na kwestie związane z troską o środowisko oraz na refleksję nad – jak to ujmuje Papież – „stanem zdrowia ekologicznego planety”.
Do tego należy dodać liczne przemówienia kierowane do rolników i do ludzi nauki. Benedykt XVI jest nazywany przez niektórych „zielonym papieżem”, ponieważ wyjątkowo często mówi o ekologii. Jego najobszerniejsza wypowiedź to orędzie na Światowy Dzień Pokoju z 2010 r., które nosi tytuł Jeśli chcesz krzewić pokój, strzeż dzieła stworzenia. Podobnie też najdłuższym tekstem Jana Pawła II poświęconym ekologii jest orędzie na Światowy Dzień Pokoju z 1990 r. Pokój z Bogiem Stwórcą, Pokój z całym stworzeniem. Jest tam wszędzie wprost napisane, że ekologia to ważne zagadnienie moralne.
Można więc odpowiedzieć jednoznacznie, że ekologia jest istotnym tematem w Kościele. Natomiast coś dziwnego dzieje się na poziomie recepcji tego przesłania. Jestem zdumiony tym, że istnieje mnóstwo omówień nauczania społecznego Kościoła czy chociażby encykliki Caritas in veritate, które podejmują wiele wątków, ale kwestie ekologiczne pomijają. Nie krytykują tez tam stawianych, tylko je ignorują. Nie wiem, czy jest to działanie świadome. Być może publicyści i komentatorzy katoliccy nie widzą w tym temacie niczego interesującego.
Dlaczego ekologia pojawia się w tych dokumentach? Jak jest definiowana we wspomnianych przez Ojca tekstach?
Kluczem interpretacyjnym może być Kompendium nauki społecznej Kościoła. Jego druga część wśród siedmiu „klasycznych tematów” nauki społecznej, takich jak solidaryzm społeczny, znacznie rodziny, relacje między pracodawcami a pracownikami czy jakość wspólnoty międzynarodowej, wymienia też troskę o pokój w świecie oraz ekologię. Ta ostatnia jest przez Kościół rozumiana dwojako. Po pierwsze, jako troska o stworzenia, czyli świat przyrody, który został nam ofiarowany przez Boga. Jest to znaczenie, z którym zazwyczaj kojarzymy ten termin. Po drugie, jest to troska o ekologię społeczną, czyli o ten fragment świata, który sami stanowimy. Mówimy więc o ekologii, myśląc o środowisku naturalnym razem z nami, wszystkimi mieszkańcami, również mając na uwadze przyszłe pokolenia. Otrzymaliśmy w darze pewien świat i mamy obowiązek przekazać go w dobrym stanie następnej generacji.
Nie jest to wcale perspektywa oczywista. Mało która filozofia traktuje ten temat tak, jak czyni to nauka społeczna Kościoła. Można przecież walczyć o ekologię, a jednocześnie występować przeciwko ludziom i dobru społecznemu. Katolicy razem z innymi ludźmi wierzącymi szukają dobrych rozwiązań zarówno dla środowiska przyrodniczego, jak i społecznego.
Jakie idee w debatach o ekologii są wkładem katolicyzmu?
Wspomnieliśmy już o odpowiedzialności międzypokoleniowej. Skoro przyroda jest darem Boga dla ludzkości, nie możemy zaanektować jej tylko dla siebie, ponieważ należy też do tych, którzy będą tu żyli po nas. Kolejnym elementem charakterystycznym dla perspektywy katolickiej jest patrzenie na środowisko razem ze wszystkimi mieszkańcami. Innymi słowy – człowiek jest częścią tego środowiska, i to bardzo ważną, nie można więc sprostać wyzwaniom globalnej ekologii bez rozwiązania problemów ludzkich, takich jak nędza i ubóstwo. Możemy o tym przeczytać w encyklice Centesimus annus. Idealnie pokazuje to przykład lasów tropikalnych w Amazonii. Miałem szczęście tam być i dopiero wtedy zrozumiałem, jak to wszystko się zazębia. Nie ma abstrakcyjnej Amazonii, jest tylko taka, gdzie od pokoleń mieszkają różne plemiona. Jest to też dom dla ludzi, którzy przyjechali później w poszukiwaniu pracy, zwłaszcza na przełomie XIX i XX w., i utrzymywali się z produkcji kauczuku. To ich świat. W wielkich debatach o „zielonych płucach Ziemi” aspekt ludzki jest często zupełnie pomijany. Na to Kościół nie może się zgodzić. Sytuacja człowieka powinna być kryterium sprawdzającym jakość rozwiązań ekologicznych. Perspektywa związana z ludźmi, zwłaszcza ubogimi, to jest kolejny wkład Kościoła katolickiego.
Następnym elementem jest perspektywa moralna, czyli w konsekwencji odpowiedzialność. Jan Paweł II w swych analizach społecznych już w latach 80. pisał o zagrożeniach związanych z pewnego rodzaju „nadrozwojem” polegającym na „nadmiernej rozporządzalności wszelkiego typu dobrami materialnymi na korzyść niektórych warstw społecznych”. To rodzi chęć mnożenia dóbr już posiadanych oraz zastępowania rzeczy wciąż użytecznych przez inne, nowe, jeszcze doskonalsze lub aktualnie modne. Anomalia społeczeństwa konsumpcyjnego polega właśnie na tym, że produkcja jest dostosowana nie do obiektywnych potrzeb gospodarczych, ale do możliwości nabywczych konsumentów. Aby zapewnić swoim wyrobom rynki zbytu, producenci wydają gigantyczne sumy na reklamę, wskutek której klienci nabywają mnóstwo towarów niepotrzebnych, a nierzadko wręcz szkodliwych. Koszty takiej rozrzutności są wysokie. Następuje wzrost tempa wydobycia zasobów naturalnych, powstają tony odpadów i „rzeczy do wyrzucenia”. Pogarsza się prawdziwa jakość życia: jakość powietrza, którym oddychamy; żywności, którą spożywamy; środowiska, w którym przebywamy, oraz stosunków społecznych stanowiących ważną tkankę naszego życia. Można nawet mówić o nowym zjawisku kulturowo-społecznym, wyrażającym się kultem komfortu i racjonalizacji życia i prowadzącym do absolutyzacji konsumpcji w świadomości społecznej. Czyż nie tu leży źródło obecnych kryzysów? Kategoria „nadrozwoju” wydaje się oryginalnym wkładem Jana Pawła II. Odpowiada jej pojęcie „niedorozwoju”, wyrażające ogromne zacofanie Południa oraz sytuację, jak pisze Papież, „milionów ludzi, którzy stracili nadzieję”.
Z czego wynika wezwanie do odpowiedzialności w katolicyzmie? Niektórzy zarzucają cywilizacji judeochrześcijańskiej, że słowa: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” z Księgi Rodzaju, zinterpretowała jako „róbcie z nią, co chcecie”.
Nie powinno się interpretować tych słów tak jednoznacznie i radykalnie. Choć rzeczywiście tradycja takiego odczytywania była obecna wśród chrześcijan. Jednak nie jest to jedyny biblijny model relacji między człowiekiem, Bogiem i naturą. Kiedy przyjrzymy się pozostałym księgom biblijnym, wyłaniają się z nich inne obrazy ukazujące te relacje.
Jest model rajski, w którym istnieje doskonała harmonia między wszystkimi stworzeniami. Nie ma drapieżnictwa, zabijania na pokarm, człowiek i zwierzęta żywią się roślinami – jest to stan idealny, archetyp istniejący przed pojawieniem się zła w świecie. Kolejnym obrazem jest nowe przymierze, które Bóg zawiera z istotami żyjącymi po potopie. Tworzy ono nowy porządek. Poprzedni ufny stosunek do Boga i do innych stworzeń się załamał, ale wciąż podkreślana jest troska o różnorodność istot żywych i opiekuńcza rola Boga w przyrodzie. Pobłogosławione jest owo panowanie człowieka nad ziemią, jednak należy je rozpatrywać w sensie troski o właściwą relację ze Stwórcą i Jego stworzeniem. Kolejny model związany jest z biblijnymi prorokami. We fragmencie z Księgi Izajasza czytamy, że pustynia stanie się piękną, kwietną łąką – jest w tym tęsknota za przyjściem Mesjasza mającego pojednać cały świat i zapoczątkować nowe królestwo, nowy Eden, w którym znów będzie pełna harmonia.
Mamy również model ewangeliczny, który pokazał nam Jezus Chrystus. Bóg staje się człowiekiem, staje się częścią naszego świata, częścią stworzenia, żyje w pewnym środowisku społecznym i przyrodniczym. Sam siebie powołuje do bycia nie kim innym jak pasterzem, który opiekuńczym okiem ogarnia stado powierzonych mu owiec. Na koniec ofiarowuje swoim uczniom dar Eucharystii, w którym tajemnicę wiary wyraża poprzez wino i chleb, będące, jak do dziś mówimy, owocem ziemi i pracy rąk ludzkich. Można więc wysunąć tezę o sakramentalnym wymiarze darów ziemi i świata, a przyrodzie nadać godność głosicielki Boga. Człowiek w pewnym sensie zamiast eksploatatora staje się w tych różnych modelach stróżem, gospodarzem bądź wręcz kapłanem stworzenia. Wszystkie te idee są rozwijane teologicznie w pracach, o których wspominałem na początku rozmowy.
Czy te modele są owocem nowych odczytań Biblii czy zawsze były obecne w tradycji Kościoła?
Wszystkie wspomniane obrazy można znaleźć na kartach biblijnych, choć trudno wykazać dokładnie, jak te idee w poszczególnych okresach zyskiwały bądź traciły na znaczeniu. W średniowieczu powszechnie twierdzono, że Boga można poznać przez dwie księgi – Pismo Święte i księgę natury, czyli świat stworzony. To się oczywiście zmieniało, wiek XIII zawiera zarówno tradycję franciszkańską, jak i tradycję tomistyczną, bardziej spekulatywną. Charakterystyczna dla niej hierarchia bytów była interpretacją filozofii greckiej, co pokazuje, że wizja świata i przyrody, jaką w danym momencie przedstawiał Kościół, do pewnego stopnia odzwierciedlała stan wiedzy i wyobrażeń funkcjonujących też poza nim.
W świecie chrześcijańskim bardzo długo panował model teocentryczny, co pokrywało się w czasie z systemem geocentrycznym Ptolemeusza. Wszystko tłumaczono i opisywano w odniesieniu do Boga. Początków przełomu można upatrywać w odkryciach Kopernika, ideach renesansowych, pracy Leonarda da Vinci, później Johannesa Keplera i Newtona. Zmiany zachodziły stopniowo, Newton traktował jeszcze swoją pracę jako służbę Panu Bogu. W międzyczasie powstawała na kontynencie filozofia Kartezjusza, który fascynował się mechanizmami. Przedmiotem jego kontemplacji był zegar, a nie kwiaty i gwiazdy. Mechanicyzm kartezjański stał się bardzo wpływowy w filozofii, umożliwił duży postęp w medycynie, w nauce. Pokazanie nowych możliwości badawczych sprawiło, że bariery mentalne i religijne zostały przełamane. Okazało się, że ludzkie ciało oficjalnie można kroić. Da Vinci robił to jeszcze po kryjomu. Wtedy właśnie następował proces odczarowania przyrody….