W historycznych źródłach opowiadających o życiu Jezusa z Nazaretu nie ma mowy o tym, że był on zwolennikiem obowiązkowego, dożywotniego celibatu kapłanów. Nic zresztą także nie wskazuje, że popierał on bezżenność kapłanów w jakimkolwiek zakresie i jakiejkolwiek formie. Bardzo możliwe, że kapłaństwo jako sposób służby Bogu w ogóle go nie interesowało. Nie pochodził z rodu kapłańskiego i nigdy nie był związany ze Świątynią w Jerozolimie. Nie stworzył także własnej kapłańskiej wspólnoty, jak współcześni mu pustelnicy z Qumran. Gdy jednak Helmut Schüller (w wywiadzie dla „The Vienna Review” z 1 grudnia 2011 r.) stwierdza, że „Jezus był osobą świecką” – zdanie to z pewnością brzmi dziwnie w uszach współczesnego chrześcijanina.
Sacerdotalis caelibatus
Od prawie dwóch tysięcy lat tradycje po-Jezusowe są zachowywane przez duchowych. Centralną postać głoszonej przez nich religii księża widzą na własny wzór i podobieństwo: „Chrystus, jedyny Syn Boga, przez samo swoje wcielenie stał się Pośrednikiem między niebem a ziemią, między Ojcem a rodzajem ludzkim. Dostosowując się do tego zadania, Chrystus przez cały bieg swego życia zachował stan dziewiczy; oznacza to, że całkowicie się poświęcił służbie Bogu i ludziom. Ten niezwykle ścisły związek między dziewictwem a kapłaństwem, jaki istnieje w Chrystusie, odnosi się również do tych, którym dane jest uczestniczyć w godności i zadaniach Pośrednika i wiecznego Kapłana; uczestnictwo zaś owo tym jest doskonalsze, im bardziej kapłan jest wyzwolony od więzów ciała i krwi (por. DK 16)”.
Powyższy tekst to 21 paragraf z encykliki Pawła VI Sacerdotalis caelibatus. Co ciekawe, w poprzednim paragrafie encykliki, Papież pięć razy powołuje się na wczesnochrześcijańskie pisma. W następnym mamy osiem takich odniesień. Natomiast w paragrafie 21 – tym właśnie, który wiąże działalność Jezusa, kapłaństwo i celibat – Paweł VI powołuje się tylko na własny, wcześniejszy dekret na temat posługi księży. Odniesień do źródeł z czasów Jezusa nie ma tutaj wcale.
Pytania nasuwają się same. Skąd Paweł VI zaczerpnął informację, że Jezus celowo i z rozmysłem pozostał aż do śmierci w stanie bezżennym? Skąd Papieżowi było wiadomo, że Nazarejczyk uważał swoją bezżenność za pomocną Mu w spełnieniu Jego misji? I najbardziej oczywiste pytanie: Skoro w mniej ważnych paragrafach encykliki nie brakuje odwołań bezpośrednio do Nowego Testamentu, dlaczego takich odwołań brak w logicznie najważniejszym paragrafie 21?
Papież pisze o „tym” bardzo silnym „związku między dziewictwem a kapłaństwem, jaki istnieje w Chrystusie”. Czy to znaczy, że ów związek kapłaństwa i dziewictwa został nam już uprzednio wskazany na przykładzie życia Jezusa? Wcześniej była wprawdzie mowa o Jego dziewictwie („Chrystus przez cały bieg swego życia zachował stan dziewiczy”), ale nie o kapłaństwie! Druga część poprzedniego zdania brzmi: „całkowicie się poświęcił służbie Bogu i ludziom”. Trudno to jednak uznać za równoznaczne z kapłaństwem. Jezus równie dobrze mógł poświęcić się służbie Bogu i ludziom jako nauczyciel, prorok albo uzdrowiciel. Te Jego role – w przeciwieństwie do roli kapłana – są doskonale udokumentowane w ewangeliach .
I nic w tym dziwnego. Obraz Jezusa kapłana powstał prawdopodobnie dopiero po Jego śmierci, pod koniec I w.
Wtedy to pierwsi chrześcijanie, myślący wciąż jeszcze w kategoriach religijnych judaizmu, musieli zastąpić czymś kult ze zniszczonej przez Rzymian Świątyni w Jerozolimie. (Dla tych starożytnych chrześcijan Żydów trudne do wyobrażenia było przepraszanie Boga za grzechy i proszenie o Jego łaski bez pomocy kapłanów składających ofiary). Uznano wtedy, że Jezus był w pewnym sensie kapłanem, a Jego śmierć na krzyżu była złożoną przez Niego ofiarą, jak wcześniejsze ofiary ze zwierząt.
W każdym razie w Sacerdotalis caelibatus kapłaństwo Jezusa, a także związek tego kapłaństwa z celibatem pojawiają się trochę jak asy wyciągane z rękawa pokerzysty. Nie bardzo wiadomo, skąd się wzięły.
Co mówią ewangelie?
„»Eunuchy dla Królestwa Niebieskiego«. Szokujące, zdumiewające, a jednak pełne zapierającej dech w piersiach mocy – słynne powiedzenie Jezusa o eunuchach lokuje się u początku jakiejkolwiek refleksji na temat prehistorii wstrzemięźliwości seksualnej duchownych. Według tego, co przekazała nam Ewangelia Mateusza (A.D. 90): »[Jezus rzekł:] A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla Królestwa Niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!« (Mt 19, 9–12)”.
W pracach katolickich biblistów, takich jak zacytowana powyżej Celibacy in the Early Church Stefana Heida (s. 24-25, w Polsce książka ukazała się pod tytułem Celibat w Kościele pierwotnym), znajdziemy lepsze argumenty niż w Sacerdotalis caelibatus. W przywołanym fragmencie Ewangelii Mateusza mamy do czynienia ze słowami przypisywanymi samemu Jezusowi. Określenie „eunuchy” wyraźnie wskazuje na osoby z różnych powodów nieprowadzące życia seksualnego (w Biblii Tysiąclecia są one delikatnie nazwane „bezżennymi”). Jednak także z tej Jezusowej króciutkiej wzmianki o wstrzemięźliwości „dla Królestwa Niebieskiego” trudno wnioskować, że popierałby on katolicki – bardzo rygorystyczny – model celibatu księży. Po pierwsze, znów brakuje jakiegokolwiek powiązania wstrzemięźliwości z kapłaństwem. Po drugie, Jezus nie kładzie na nią żadnego nacisku, wydaje się wręcz sugerować jej dobrowolność: „Kto może pojąć, niech pojmuje!”.
Heid powołuje się także na Ewangelię Łukasza: „On im odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla Królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego” (Łk 19, 29–30).
Wśród uczniów Jezusa – komentuje Heid – „byli ci, którzy nie mieli żon, gdy Go spotkali, i jako Jego uczniowie nie byli już potem zainteresowani małżeństwem. Inni, jak Piotr, zrezygnowali z życia rodzinnego i wtedy w pełni stali się towarzyszami Jezusa. Pozostawili oni nie tylko swe żony (Łk 18, 29, por. 14, 26), ale także dalszą rodzinę” (s. 26). Heid uważa także, że dość drastyczne określenie „eunuchy” wzięło się z obelgi skierowanej pod adresem uczniów Jezusa, którą On wykorzystał, aby przedstawić własne stanowisko. Ponieważ „eunucha” cechuje przede wszystkim niezdolność do seksu, można wnioskować, że to obelżywe określenie było aluzją do wstrzemięźliwości seksualnej. „Uczniowie Jezusa tworzyli zatem trwałą wspólnotę, w której jakiekolwiek stosunki seksualne były tabu” (s. 27).
Heid przyznaje (w tym samym miejscu), że Jezus nie wydaje się szczególnie zainteresowany całą sprawą: „Z pewnością Jezus nie zajmował się tutaj propagowaniem wstrzemięźliwości”. Autor Celibatu w Kościele pierwotnym utrzymuje jednak jednocześnie, że gdy Nazarejczyk mówił o eunuchach, chciał przez to powiedzieć, że „On sam i Jego uczniowie nie prowadzili życia seksualnego”. Co więcej, Heid widzi tutaj „początki tego, co będzie składać się na późniejszą dyscyplinę celibatycznego kleru: żonaci i bezżenni mężczyźni zachowujący wstrzemięźliwość, tzn. nieposiadający dzieci ze względu na Królestwo”.
Czyż nie wolno brać z sobą wierzącej żony?
Jezus nie propagował wstrzemięźliwości, a na dodatek wiemy, że przynajmniej niektórzy z Jego uczniów mieli żony. Heid twierdzi jednak, że w momencie przystąpienia do ruchu Jezusa apostołowie, w tym Piotr, na zawsze rozstali się ze swymi małżonkami. Autor Celibatu… opiera się tutaj przede wszystkim na cytowanych powyżej wersetach 19 rozdziału Ewangelii Łukasza. A tymczasem we wcześniejszej wersji, Mateuszowej, ta sama wypowiedź Jezusa brzmi nieco inaczej: „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 20, 29). U Mateusza Jezus nie wspomina o opuszczaniu żony. To samo dotyczy jeszcze wcześniejszego Marka (zob. Mk 10, 29–30). Wzmianka o żonie wygląda w tej sytuacji na wstawkę redakcyjną Łukasza. Poza tym wersja wcześniejsza doskonale współgra z niezwykle rygorystycznym jak na judaizm okresu Drugiej Świątyni nauczaniem Jezusa na temat małżeństwa: „(…) opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją? Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19, 5–6). Heid nie zwraca żadnej uwagi na ogromną niekonsekwencję, jakiej dopuściłby się Jezus, gdyby kładąc taki nacisk na nierozerwalność małżeństwa, jednocześnie domagał się od apostołów rozstania z ich żonami. W przypadku Piotra mamy inny problem. Heid, sugerując, że Piotr opuścił żonę, wskazuje na werset 19, 27 Ewangelii Mateusza: „Wtedy Piotr rzekł do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”. Kontekst wypowiedzi Piotra pokazuje jednak, że „wszystko” oznacza tutaj posiadany dobytek, a nie rodzinę czy żonę. Pytanie Piotra jest mianowicie reakcją na wymóg rozdania majątku, jaki Jezus postawił bogatemu młodzieńcowi (por. Mt 19, 21). Piotr i inni apostołowie mogli zatem pozbywać się własnego dobytku, ale jednocześnie towarzyszyć Jezusowi wraz z żonami. Obie te możliwości znajdują potwierdzenie w źródłach, opowiadających o losach i obyczajach najwcześniejszych wspólnot po-Jezusowych. Potwierdzenie hipotezy o sprzedaży i rozdawaniu majątków przynoszą nam Dzieje Apostolskie: „Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby” (Dz 2, 44–45). Z kolei w listach Pawła z Tarsu widzimy, że apostołowie – także Piotr – bynajmniej nie rozstali się z żonami, które towarzyszyły im nawet jeszcze po śmierci Jezusa, w czasie podróży misyjnych: „Czyż nie wolno nam brać z sobą niewiasty – siostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (1 Kor 9, 5). Nawet Heid przyznaje, że greckie słowo „gune”, które w Biblii Tysiąclecia brzmi „niewiasta”, tak naprawdę oznaczało kobietę lub żonę . Ponieważ możemy być całkowicie pewni, że Piotr miał żonę, skoro miał teściową (zob. Mk 1, 30–31, Mt 8, 14–15), łatwo odgadniemy, że chodzi tutaj właśnie o nią. W kontekście surowych wymagań Jezusa co do małżeństwa nie sposób wyobrazić sobie, że Piotr nie tylko zostawił żonę w domu, ale jeszcze na…