Subskrybuj
b. redaktor miesięcznika „Znak”, współautorka książki Świat według Janki.

Dach, nie fundament

Plany zniesienia celibatu są projektem utopijnym, nie odpowiadają na trudności, z jakimi boryka się Kościół. Gdyby problem polegał tylko na celibacie, w Kościołach protestanckich nie byłoby kryzysu.

Pełni Ksiądz funkcję ojca duchownego dla kleryków. Jakie osoby zgłaszają się do seminarium?

Swoje kandydatury składają ludzie bardzo różni, pochodzący ze wszystkich środowisk, więc trudno o uogólnienia. Natomiast pewne tendencje można zaobserwować w perspektywie pokoleniowej. Kiedy ja sam studiowałem 30 lat temu, klerykami zostawały osoby już zdecydowane, które dokonały wyboru stanu kapłańskiego. Dziś wielu młodych przychodzi, żeby w seminarium rozeznać, czy jest to ich droga, a decyzja zapada po 2–3 latach. W tym czasie część z nich rezygnuje. Do świeceń pozostaje mniej więcej połowa z tych, którzy rozpoczęli formację.

Czy celibat jest ważnym czynnikiem w podejmowaniu decyzji o odejściu z seminarium?

Nie sądzę. Każdy wie, że kapłaństwo wiąże się z celibatem, i rozważa to na wcześniejszym etapie. Chociaż rozumienie celibatu może być niewłaściwe. W ramach formacji pokazujemy bardzo wyraźnie, że nie można go traktować jako skutku ubocznego decyzji o zostaniu księdzem. Nie chodzi o to, żeby bezżenność jakoś wytrzymać, bo jest obowiązkiem, ale żeby odkryć jej wewnętrzną wartość.

Kiedy Pan Jezus powoływał uczniów, mówił, że „są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla Królestwa Niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!”. Nie tłumaczy tego dalej. To oznacza, że jeśli Bóg komuś ofiarowuje dar powołania, pozwoli mu też zrozumieć sens tej drogi.

Jak należy rozumieć wartość celibatu?

Ma on niepowtarzalne znaczenie dla wszystkich we wspólnocie wiernych. Sięgając po metaforykę biblijną – jest zaczynem albo solą, której nie musi być dużo, ale która nadaje smak.
Celibat to charyzmat, którego znaczenie możemy odczytać tylko w kontekście całej tradycji Kościoła. Kiedy rozpatrujemy go jedynie w świetle naszych czasów, akcentowana jest jego problematyczność, podkreślany wymiar seksualny, a to bardzo redukcjonistyczna perspektywa. Ważniejsze powinno być zrozumienie, po co on istnieje.

Najlepiej można to wyjaśnić przez odniesienie do małżeństwa i pokazanie, w czym te powołania się różnią i dopełniają. W życiu małżeńskim relacja z Chrystusem przebiega przez drugą osobę, to ona jest dla nas znakiem, który pozwala nam lepiej widzieć i rozumieć swoje życie. To osoba, która najbardziej pomaga mi wzrastać. Ale jednocześnie ta relacja może się okazać najbardziej dramatyczna. Inne mogą być nam obojętne, ale ta nie. W związku małżeńskim odkrywamy wszystkie braki – własne i drugiej osoby. Mamy swoje pragnienia, oczekiwania, dążymy do miłości i pełni, życia autentycznego, jednak w wielu przypadkach pojawia się rozczarowanie. Pragnienia są tak wielkie, że mąż czy żona już nie wystarczają, szukamy kogoś innego. Wydaje się, że następna osoba odpowie na wszystkie nasze oczekiwania. Rozstajemy się, wchodzimy w następny związek i okazuje się, że historia się powtarza. Dlatego właśnie potrzeba celibatu – kapłan jest dla małżonków znakiem, że Chrystus wystarczy.

Kapłan przeżywa swoją relację z Chrystusem bezpośrednio. Małżonkowie przeżywają ją przez siebie nawzajem, ale jeśli zatrzymają się w tej relacji na sobie, wtedy ona nie zaspokoi pragnień ich serca, będą się w niej dusić. Miłość małżeńska musi mieć oddech, który jest nieskończony.

W Kościele celibat (albo dziewictwo) ma różne oblicza, ale zawsze jest deklaratywny, czyli opiera się na decyzji osoby, która sama go wybiera. Nie udziela go Kościół. Każdy sam rozpoznaje, że Chrystus mu wystarczy, bo Jego miłość jest tak wielka, że go całkowicie wypełnia. Nie wystarczy mechaniczne, formalne przyjęcie celibatu „w pakiecie” z kapłaństwem. Jeśli ktoś z takim podejściem decyduje się na stan kapłański, będzie się w nim męczyć. Jeśli jednak odnajdzie wewnętrzną wartość celibatu, będzie umiał przeżywać Królestwo Boże już teraz.

W jaki sposób seminarium przygotowuje do zrozumienia sensu bezżenności?

Formacja seminaryjna jest wielowymiarowa, staramy się całościowo przygotować młode osoby do życia kapłańskiego. Można wyróżnić trzy podstawowe poziomy. Pierwszy to poziom intelektualny, uniwersytecki obejmujący wiedzę z wielu dziedzin, m.in. antropologii, filozofii, psychologii, etyki, teologii. Ma on dać całościowe spojrzenie na człowieka w różnych aspektach życia. Drugi poziom dotyczy dojrzałości w wymiarze ludzkim i obejmuje pracę poszczególnych roczników z ojcami duchownymi. Chodzi tu m.in. o gotowość do podejmowania decyzji, brania odpowiedzialności. Wydaje się, że taka dojrzałość – nie tylko w seminarium, ale w świecie w ogóle – pojawia się dziś później niż kiedyś. Ludzie odwlekają decyzje o małżeństwie, o rodzicielstwie. Zdarza się, że klerycy też nie są gotowi na podejmowanie różnych zobowiązań. Zaleca się im wtedy przedłużenie formacji o rok albo dwa dodatkowych praktyk, żeby się sprawdzili w danej roli, przemyśleli, czy bycie kapłanem jest ich powołaniem. Święcenia to bardzo poważny krok. Nie należy się na niego decydować pochopnie. Trzeba być dojrzałym emocjonalnie mężczyzną, mieć poczucie własnej wartości, być zintegrowanym seksualnie, a niestety niewiele mamy dziś dobrych wzorców. Komunikaty, jakie płyną do młodego człowieka, nie pomagają w rozwoju, w dotrzymywaniu wierności, wiele osób – duchownych i świeckich – się w tym gubi.

Formacja seminaryjna to jednak przede wszystkim formacja duchowa, modlitewna, kształtowanie sumienia. Dom musi mieć fundament, nie zaczyna się budowy od dachu. Można powiedzieć, że celibat jest tym dachem. Zanim do niego dojdziemy, trzeba odkryć wartość i sens swojego życia. Odnaleźć siebie w relacji z Panem Bogiem, z Chrystusem. W praktyce to polega na pracy indywidualnej z kierownikiem duchowym, ze spowiednikiem.
Naturalnie, człowiek dojrzewa, kiedy potrafi stawiać pytania i szuka odpowiedzi. Jeśli jest w tym szczery, odpowiedzi przychodzą, a wraz z nimi gotowość, żeby dokonywać wyborów, które wcześniej były nie do pomyślenia. Obawy pojawiają się niezależnie od rodzaju decyzji. Kiedy ktoś decyduje się na małżeństwo, jest podobnie.

Mimo tak wielowymiarowej formacji zdarzają się księża, którzy nie potrafią wytrwać w celibacie albo nie widzą takiej potrzeby. Czy to znaczy, że takie przygotowanie jest niewystarczające?

Tego typu sytuacje zawsze trzeba oceniać indywidualnie, to są dramaty poszczególnych osób. Istnieje „ryzyko wychowawcze”, które rozumie każdy rodzic – robimy wszystko, żeby przekazać dziecku to, co najcenniejsze, ale ono w końcu musi wybrać samo, co z tym zrobi. Nikt nie ma władzy nad wolnością drugiej osoby i nad jej przyszłością.
Myślę, że każde odejście z kapłaństwa jest bardzo bolesne i dla księdza, i dla wspólnoty wiernych. Jednak trzeba zaznaczyć, że w porównaniu z liczbą małżeństw, które się rozpadają, odsetek wystąpień ze stanu kapłańskiego jest o wiele mniejszy. To prawdopodobnie oznacza, że przygotowanie w wypadku kapłaństwa można uznać za rzetelniejsze.

Nie wszyscy w Kościele zgadzają się z tym, że celibat jest jednoznacznie wartością. Pojawia się coraz więcej głosów nawołujących do jego zniesienia. Czy sądzi Ksiądz, że w Polsce duchowni czekają na takie zmiany? Ten problem wywoływał żywe dyskusje już w czasach II Soboru Watykańskiego. Debaty zakończyły się autorytatywnym rozstrzygnięciem – Paweł VI napisał encyklikę, która przecięła dalsze spekulacje. Stwierdził w niej, że celibat jest obowiązujący. Oczywiście wiele grup kontestuje tę decyzję, m.in. w Austrii, w Niemczech, w Szwajcarii. Ale plany zniesienia celibatu są projektem utopijnym, dlatego że to nie rozwiąże problemów Kościoła – wyzwań związanych z kryzysem wiary i tożsamości. Gdyby problem polegał tylko na celibacie, w Kościołach protestanckich nie byłoby kryzysu, a okazuje się, że on jest tam jeszcze głębszy niż w katolicyzmie. Niektórzy twierdzą, że to celibat może być odpowiedzialny za niską liczbę powołań, ale problem leży gdzie indziej. Największym zmartwieniem Kościoła jest dziś to, że nie rozumie się wiary, jej głębi. Widzę tu silny wpływ tzw. kultury pozytywistycznej. To z nią polemizuje Benedykt XVI, kiedy mówi, że świat stał się bunkrem bez okien. W kulturze pozytywistycznej, racjonalistycznej, jeśli rozum czegoś nie widzi, to zakładamy, że tego nie ma, nie kierujemy się wiarą. Nie istnieje to, czego nie można zmierzyć. Natomiast Papież postuluje inną postawę – otwartość na rzeczywistość, odkrywanie wartości. To jest podstawowe zadanie, jakie podejmuje seminarium – pomóc odkryć wartość celibatu, a to jest możliwe tylko na poziomie wiary. Brakuje dziś też integralnego spojrzenia na człowieka. Z seksualności robi się najważniejszy problem. Zapominamy, że to jest dopiero szóste przykazanie. Przed nim mamy jeszcze pięć innych, choć w naszej mentalności ono stoi na pierwszym miejscu. Świat…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wszyscy jesteśmy chłopami