W 1945 r. niewielu zdawało sobie sprawę z rozmiaru Zagłady wschodnioeuropejskich Żydów i ich cywilizacji oraz z konsekwencji, jakie niosła ze sobą dla całego regionu. Wśród tych nielicznych byli ci, którzy ocaleli, a także rosyjscy Żydzi-świadkowie, którzy zetknęli się z masowymi grobami Żydów w Związku Sowieckim i z obozami zagłady na terytorium Polski. Współcześnie Holokaust uważa się za paradygmat europejskiego lieu de mémoire oraz za powszechnie uznany symbol zła. Niedawno podniosły się głosy uznające go za zjawisko paradygmatyczne dla międzynarodowej teorii praw człowieka. Ewolucja znaczenia Zagłady w przeszłości i dziś przebiega wciąż w różnych kierunkach – z jednej strony rośnie zrozumienie skutków Zagłady, z drugiej – rodzą się nieadekwatne porównania i rywalizujące z tym wydarzeniem narodowe martyrologie.
Pomimo ustanowienia w Europie Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu (27 stycznia) pamięć o Zagładzie wciąż rodzi napięcia między Zachodem a państwami postkomunistycznymi. W tych ostatnich temat ten pojawił się w dyskursie publicznym dość późno, towarzyszyła mu przy tym kalejdoskopowa rozpiętość reakcji – począwszy od bolesnej zadumy nad stratą i nostalgii, przez podkreślenie moralnego imperatywu, by pamiętać, aż po strategie instrumentalizacji, relatywizacji, trywializacji i zaprzeczania tej pamięci.
Niebagatelną rolę w określaniu stosunku do Zagłady i jej upamiętniania odgrywa ważna dla tego regionu pamięć o Gułagu oraz niechęć do rozrachunku z mroczną przeszłością, a zwłaszcza z losem lokalnych żydowskich społeczności. Z drugiej strony, na Białorusi, Ukrainie i w Rumunii, gdzie w czasie II wojny światowej miliony Żydów rozstrzelano i pochowano w masowych grobach, pamięć Zagłady powraca dzisiaj w sposób niezwykle namacalny. W pierwszym dziesięcioleciu XXI w., w wioskach i małych miasteczkach regionu, dzięki świadkom, którzy podczas wojny byli jeszcze dziećmi, zaczęto odkrywać masowe groby pomordowanych w czasie wojny Żydów, by po 60 latach od ich tragicznej śmierci doprowadzić do ich godziwego pochówku (mam na myśli projekt realizowany pod przewodnictwem francuskiego duchownego o. Patricka Desbois, we współpracy z żydowskimi organizacjami religijnymi. Projekt ten wzbudza kontrowersje – zarzuca się o. Desbois, że w kontakcie z lokalnymi społecznościami unika trudnych pytań na temat ich kolaboracji z Niemcami i korzyści czerpanych ze skutków Zagłady).
Po roku 1989 – eksplozja pamięci
Po upadku komunizmu w Europie Wschodniej i w Związku Sowieckim rozrachunek z Zagładą stał się jednym z głównych wyzwań politycznych, moralnych i kulturalnych, które państwom postkomunistycznym stały na drodze „powrotnej” do Europy. Chcąc przyjąć europejskie wartości za własne, obywatele bloku postsowieckiego byli zmuszeni dostosować myślenie o Zagładzie do tego, które przeważało w Sztokholmie, Nowym Jorku, Londynie czy Brukseli. Dopóki trwała euforia związana z przemianami politycznymi i wieszczono „koniec historii”, problem pogodzenia narracji prezentowanych przez dwie Europy nie spędzał nikomu snu z powiek. Ale z upływem czasu stało się oczywiste, że przyjęcie zachodniego modelu pamięci o Zagładzie sprawiło krajom postkomunistycznym trudność. Mianowicie, spotkał się on ze znacznym oporem społecznym, który w różnych krajach przybierał często bardzo podobne formy.
Późne lata 80. i początek 90. były na Wschodzie – jak pisze historyk Padraic Kenney – „karnawałem rewolucji” –przebiegającym pokojowo w Europie Środkowej, ale już znacznie bardziej gwałtownie i krwawo na Bałkanach. Nastąpiła wówczas eksplozja różnych pamięci. Ruszyła lawina wspomnień o przeszłości – zarówno komunistycznej, jak i przedwojennej. W konsekwencji, po raz pierwszy od 1945 r. zaczęto odnajdywać trupy w szafie narodowej przeszłości. Przywracanie pamięci okazało się trudnym, bynajmniej niejednoczącym procesem – do dziś niezakończonym.
Można wyróżnić dwie główne fazy procesu odkrywania pamięci o Zagładzie w regionie. Refleksja nad nimi pozwala zrozumieć, w jaki sposób wspólnoty narodowe – elity polityczno-kulturalne, ale również zwykli członkowie społeczeństwa – postrzegali, pamiętali i upamiętniali Zagładę w okresie po upadku komunizmu. Dzięki tej refleksji możemy dostrzec w narracjach o Zagładzie i Żydach kontynuację bądź jej brak, wskazać narracje ukształtowane przed tym okresem i w jego trakcie, a także zobaczyć proces ich ciągłego przekształcania i przystosowywania do szczególnych potrzeb społecznych, kulturalnych czy politycznych.
Pierwsza faza tych przemian miała miejsce bezpośrednio po upadku komunizmu i przybrała barwy etniczno-narodowe. Kosztem zniuansowanej wizji historii podkreślono w niej dychotomię przeciwstawiającą „nas”, czyli naród, „im”, czyli reprezentantom reżimu komunistycznego. Dominowała „etniczna wizja” przeszłości, która wykluczyła pamięć o lokalnych Żydach oraz innych mniejszościach narodowych i etnicznych. Pamięć o Zagładzie w dyskursie publicznym tłumiono, a w opisie trudnych relacji z żydowskimi społecznościami postawy obronne przeważyły nad nowymi narracjami dążącymi do ich rzetelnego zbadania. Powróciły też stare, choć nieco przekształcone, antysemickie uprzedzenia i przesądy. Oskarżono Żydów o zbrodnie przeciwko narodowi w okresie komunizmu – odnowiono mit żydokomuny. W krajach bałtyckich, na Węgrzech, w Rumunii, Polsce i na Ukrainie stereotyp ten, pojawiający się w licznych wariantach, stanowi i dziś główny element repertuaru prawicowych polityków, dziennikarzy i historyków. Służy on usprawiedliwieniu i minimalizowaniu krzywd wyrządzonych Żydom w czasie i po Zagładzie, a także wzmocnieniu narracji o własnej martyrologii podczas wojny i w okresie komunizmu.
Dekonstrukcja czarno-białej przeszłościDrugi etap przywracania pamięci krystalizował się stopniowo w drugiej połowie lat 90. i w pierwszych latach II tysiąclecia. Można go określić jako pluralistyczny i obywatelski. Miał na celu przywrócenie i włączenie do pamięci narodowej bolesnej pamięci o Zagładzie oraz innych niewygodnych wydarzeniach z przeszłości państwa i narodu. Wtedy zaczęto uświadamiać sobie, że przeszłość ma charakter bardziej złożony niż by to wynikało z jej czarno-białego obrazu, który dotąd dominował w walce z komunistyczną historiografią. Kolejną cechą drugiego etapu były zmienność i różnorodność reprezentacji Żydów i Zagłady, współwystępowanie oficjalnych i prywatnych nurtów pamięci, a także wielość uczestników projektów upamiętniających, w tym ocalałych z Zagłady i ich potomków mieszkających w państwach postkomunistycznych, w Izraelu i krajach zachodnich. Na tym etapie wiedza i interpretacje przeszłości nieobecne lub pomijane tak pod rządami komunistycznego reżimu, jak w środowiskach emigrantów wkroczyły stopniowo w przestrzeń dyskursu publicznego. Mroczna, kłopotliwa przeszłość i sposób, w jaki grupa większościowa w poszczególnych państwach traktowała społeczność żydowską w okresie Zagłady, stały się powoli przedmiotem odniesienia dla historiografii, sztuki i dyskursu publicznego na różną – w zależności od państwa – skalę. Rozwój tego etapu pobudzają co najmniej dwa przenikające się czynniki polityczno-kulturowe. Pierwszym jest fakt, że u części członków społeczeństw regionu rodzi się nostalgia za wieloetniczną przeszłością. Towarzyszy jej zainteresowanie „wszystkim, co żydowskie” oraz coś, co dziennikarka Ruth Ellen Gruber określiła mianem „wirtualnej kultury żydowskiej”. W skali lokalnej nierzadko prowadzi to do pojawienia się „samozwańczych dziedziców utraconej cywilizacji wschodnioeuropejskich Żydów”. Przykładem jest Janusz Makuch, dyrektor cieszącego się niezwykłą popularnością międzynarodowego Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, który w maju 2007 r. powiedział: „Należy zdać sobie sprawę z olbrzymich rozmiarów zła, jakie się tutaj dokonało, i zrozumieć, jak ważne jest oczyszczenie. Festiwal stwarza przestrzeń pokuty, która pozwala uprzytomnić sobie, co się w tym miejscu wydarzyło i co utraciliśmy. Koniecznie trzeba zadać pytanie, dlaczego tak się stało, jaka jest nasza wina, na ile my – Polacy – przyczyniliśmy się do tego, że ten żydowski świat nie tylko odszedł, ale też nigdy już nie powróci”. Drugim czynnikiem jest zyskanie świadomości, że refleksja nad Zagładą to – jak trafnie zauważa w Powojniu Tony Judt – współczesny bilet wstępu do Europy. Państwa, które przystąpiły do Unii Europejskiej w maju 2004 r., a nierzadko również te, które wciąż oczekują na przyjęcie do Wspólnoty, zorientowały się, że bardziej opłaca się im upamiętniać Zagładę i celebrować wieloetniczną przeszłość, niż im zaprzeczać. Lokalni politycy zrozumieli, że dzięki wspieraniu idei wielokulturowości zyskają szacunek, rozgłos oraz przyczynią się do poprawy pozycji regionu i kraju na arenie międzynarodowej. Zdają sobie też sprawę, że poparcie idei wielokulturowości jest dobrą okazją, by zdobyć unijne dotacje. Dlatego też nowe ujęcie historii Zagłady przedstawia „zamordowanych Żydów jako dobrych obywateli, a ocalałych i ich mieszkających w krajach zachodnich potomków jako mile widzianych gości”. Niekiedy jednak z ust urzędników państwowych padają oświadczenia, które temu nowemu dyskursowi otwarcie przeczą – tak było w przypadku wielu przemówień przywódców…