Subskrybuj
Redaktorka miesięcznika „Znak”, socjolożka, absolwentka MISH UJ. Przez rok studiowała na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Stypendystka Fulbrighta, laureatka grantu badawczego Narodowego Centrum Nauki. Napisała rozprawę doktorską Upamiętnianie społeczności żydowskich w byłych sztetlach we współczesnej Polsce....

Nie zmarnujmy tej szansy

Co zrobić, by inicjatywy, w myśl których różne grupy upamiętniają przeszłość, nie przebiegały niezależnie i obok siebie, lecz by odmienne perspektywy wzajemnie się uwzględniały? Dotyczy to nie tylko pamięci polskiej i żydowskiej, ale także pamięci polskiej i ukraińskiej, polskiej i litewskiej, polskiej i niemieckiej.

Zainteresowanie kulturą żydowską we współczesnej Polsce jest faktem. W miastach takich jak Warszawa czy Kraków organizuje się festiwale poświęcone filmowi, literaturze, muzyce czy po prostu dziedzictwu żydowskiemu. Coraz więcej wydarzeń tego typu pokazuje różnorodność i aktualność tej kultury – w krajach Europy Wschodniej, w zachodnich diasporach czy Izraelu. Jednak wciąż zbyt wiele inicjatyw przedstawia ją niczym kulturę Majów – bez spadkobierców, w szklanej gablocie. Już na początku lat 90. amerykańska dziennikarka Ruth Ellen Gruber, obserwując zainteresowanie kulturą żydowską nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, pytała, kim są jej twórcy, kto jest jej odbiorcą, jakie są motywy uczestniczenia w żydowskich wydarzeniach kulturalnych i czy prezentowana żydowskość nie jest wirtualna, skoro tworzą ją głównie nie-Żydzi.

 

Głód inności

Dziś trzeba spojrzeć na zainteresowanie kulturą żydowską w szerszym kontekście. W małopolskiej Dąbrowie Tarnowskiej trwają prace nad odnowieniem synagogi, w dawnej bożnicy w Chmielniku otworzono Muzeum Świętokrzyski Sztetl, Fundacja Forum Dialogu Między Narodami prowadzi Szkołę Dialogu, podczas której młodzi ludzie poznają historię społeczności żydowskich z ich własnych miejscowości. Po wielu dziesięcioleciach zapomnienia na mapy miast – od najmniejszych do największych – ponownie wpisuje się lub próbuje się wpisać miejsca związane z wielowiekową kulturą i historią polskich Żydów. W rodzimej przestrzeni miasteczek zaznaczone zostają (czasem tylko symbolicznie) nie tylko dawne miejsca modlitwy, cmentarze, ale także domy, sklepy, warsztaty. To, o czym przez tyle lat od czasów wojny nie mówiło się poza domem, zagościło w oficjalnym dyskursie – na stronach internetowych, w książkach, podczas uroczystości państwowych. Przywracaniu pamięci towarzyszy słuszne przekonanie, że dopiero poznanie tego, co było, pozwoli zrozumieć, co zostało utracone, ale też co możemy próbować odzyskać.

Upamiętnianie jest też szansą na przepracowanie relacji polsko-żydowskich. Badania nad Zagładą przeniosły się również do lokalnych przestrzeni. Historycy i badacze społeczni poznają wojenne losy Żydów, studiując przypadki konkretnych miejsc. Wystarczy wymienić kilka z nich: powiat Dąbrowa Tarnowska, podkarpacka Gniewczyna czy Markowa. To przywołanie zbrodni w Jedwabnem stało się przyczynkiem do pierwszej tak dużej debaty o postawach Polaków wobec Żydów podczas wojny i potrzebie rozliczenia się z trudną przeszłością. Badacze społeczni zwracają też uwagę na konsekwencje tego, że w mniejszych miejscowościach nieżydowscy mieszkańcy byli świadkami Zagłady swoich sąsiadów. W wielu miejscach Niemcy mordowali Żydów na oczach ludności – na rynku, w pobliskich uliczkach, w niedalekich lasach. Dopiero od niedawna studiowanie zachowanych materiałów daje nam większą wiedzę na temat rozgrywających się wówczas zdarzeń. Często przełamuje ona schematy naszego myślenia. Czy pamięć o takich wydarzeniach również jest przywracana?

Co wspólnego ma badanie Zagłady z upamiętnianiem historii i kultury Żydów? Okazuje się, że wcale niemało. Przywracanie pamięci może stać się nowym otwarciem w stosunkach polsko-żydowskich, ale też i przeciwnie – pogłębić brak wzajemnego zrozumienia. Czy jesteśmy w stanie stworzyć warunki, by wrócił dawno niewidziany Inny?

 

Wietrzenie szaf narodowej pamięci

Wydarzeniem, wokół którego konstruuje się dziś pamięć społeczna Polaków, jest II wojna światowa. Nie tylko ze względu na rodzinne wspomnienia, lecz chyba przede wszystkim z powodu prowadzonej od roku 1989 polityki historycznej. Czasy komunizmu skazały na zapomnienie wiele wydarzeń z narodowej przeszłości. To jak daleko sięgała zasłona milczenia, zależało od przyjętej strategii porozumiewania się władzy ze społeczeństwem. Nie był to jednak czas sprzyjający rozliczeniom z trudną przeszłością.

Relacje między pamięcią nieoficjalną, przekazywaną z ust do ust, a tą kształtowaną przez politykę historyczną opisała Annamaria Orla-Bukowska w swoim tekście New Threads on an Old Loom. National Memory and Social Identity in Postwar and Post-Communist Poland (w: The Politics of Memory in Postwar Europe, red. R.N. Lebow, W. Kansteiner, C. Fugo, Durham–Londyn 2006). Antropolożka wyróżniła w nim cztery okresy. Pierwszy rozpoczął się tuż po wojnie i trwał do 1950 r. Dominowała wtedy przeładowana emocjami pamięć świadków. Dla wielu będzie sporą niespodzianką, że w tym czasie przetoczyła się przez polską prasę pierwsza debata o antysemityzmie (Przeciw antysemityzmowi 1936–2009, t. 1–3, red. A. Michnik, Kraków 2010). Impulsem stały się wiadomości o pogromach ocalałych Żydów, m.in. w Kielcach i Krakowie, dokonywane po wojnie przez Polaków. Po tym okresie władze zamknęły przestrzeń publiczną dla każdego dyskursu, który nie wpisywał się w ramy oficjalnej propagandy. Alternatywną w stosunku do państwowej wersję przeszłości przekazywano jedynie w domowym zaciszu. Były to lata 1950–1980. Kolejny okres przypadł na lata 1980–1989, przywoływane często we wspomnieniach jako czas poszukiwania korzeni, ale też odkrywania na własną rękę przeszłości miast, regionów. Widoczne są pierwsze przebłyski krytycznej postawy wobec przeszłości własnego narodu (esej Jana Błońskiego Biedni Polacy patrzą na getto). O doświadczeniach odkrywania żydowskiej przeszłości Polski w tamtym czasie opowiadają w tym numerze dwaj rozmówcy „Znaku” – Joachim Russek i Janusz Makuch. Mniej więcej na ten okres przypadło założenie Żydowskiego Uniwersytetu Latającego (ŻUL). Jego pomysłodawcy, Konstanty Gebert i Stanisław Krajewski, zastanawiali się, jaka jest i jaka może być tożsamość żydowska w państwie „bez Żydów”. Czwarty okres Orla-Bukowska wyznacza od przełomu 1989 r. aż po współczesność. Od tego czasu mamy do czynienia z otwarciem się przestrzeni publicznej – w tym sensie, że każdy dostał prawo do wyrażenia swojej pamięci. Entuzjastycznie konstruowanej polityce historycznej towarzyszyć zaczęły inne sposoby rozumienia pamięci pozostające w konflikcie z wykładnią oficjalną i ze sobą nawzajem. Pamięć narodowa Polaków zaczęła dzielić się na fragmenty – pamięć regionu, miasta, rodziny, jednostki. Zmieniło się też pojmowanie naszej tożsamości.

Coraz częściej przynależność do narodu przestaje być jej centralnym punktem. Lepiej zaczęły nas określać grupy: zawodowe, regionalne, wspólnych zainteresowań. Dziś w myśleniu o naszej wspólnocie coraz częściej odwołujemy się do wizji społeczeństwa obywatelskiego zamiast do pojęcia wspólnoty narodowej. W związku z tym częściej zastanawiamy się, w jaki sposób budować pamięć otwartą na mniejszościowe, do tej pory wykluczane sposoby jej postrzegania. Od kilku lat próbujemy rozliczyć się z trudną przeszłością. Większość z nas wciąż nie jest w stanie jej zaakceptować.

Obszarem, który należałoby przepracować, jest niewątpliwie Zagłada. O historii włączania do ogólnego dyskursu pamięci o Zagładzie i Żydach pisze w tym numerze „Znaku” Joanna B. Michlic. Patrząc na dzisiejszy pęd ku upamiętnianiu społeczności żydowskich, trzeba być świadomym jego kontekstu. Postawy Polaków wobec Żydów w czasie wojny i po jej zakończeniu stosunkowo niedawno stały się przedmiotem szerokiej debaty publicznej. Zdecydowana większość Polaków wciąż tę wiedzę próbuje zracjonalizować bądź ją po prostu odrzuca (II wojna światowa w pamięci społeczeństwa polskiego – raport dostępny na stronie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku). Kolejną kwestią, wciąż nierozpoznaną, jest trauma świadków Zagłady, o której mówił historyk Dariusz Stola podczas konferencji Genealogie pamięci w Środkowej i Wschodniej Europie: Teorie i metody w Warszawie w 2011 r. Jan Tomasz Gross w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” określił ową traumę doświadczeniem zbiorowym wojennego pokolenia: „Wszyscy, którzy tutaj mieszkają, widzieli to albo sami, albo ich rodzice czy dziadkowie. To są sprawy siedzące w tym kraju pod podszewką” (Żydzi wracajcie. Cudowne z 20 czerwca 2011). Wypowiedzenie tego, w jaki sposób zginęli Żydzi w konkretnej miejscowości, może być szansą na uporanie się z koszmarami wojny, a w konsekwencji może się przyczynić do przepracowania postawy wobec Żydów. W tym samym wywiadzie Gross mówi: „Mnie się wydaje, że polskiemu społeczeństwu brakuje wyrażenia żalu z powodu tragicznego losu żydowskich sąsiadów. W tych powojennych pokoleniach nikt już za nic nie jest odpowiedzialny. No więc wydaje mi się, że to się zmieni, kiedy ludzie dowiedzą się, co się wówczas wydarzyło”. Nie bez znaczenia dla ciężaru tej pamięci pozostaje przejęcie przez Polaków opustoszałych przestrzeni społecznych – żydowskich domów, sklepów, zakładów rzemieślniczych, zawodów. A przecież przypominanie historii danego miasteczka i upamiętnianie kultury mieszkających w nim przed wojną Żydów uświadamia lub może uświadamiać źródła awansu wielu Polaków w czasie wojny i po jej zakończeniu. Również w tym względzie przywracanie pamięci może być działaniem wywrotowym. Na te trzy kwestie problematyzujące upamiętnianie Żydów nakłada się szerszy problem, sięgający daleko poza konkretne punkty na mapie Polski. Polacy i Żydzi stali się „nierównymi ofiarami” nazistowskich i sowieckich zbrodni, jak pisze kanadyjska antropolożka Erica Lehrer. W swoim artykule Can there be a Conciliatory Heritage? („International Journal of Heritage Studies” 2010, nr 4–5) opisuje, jak różne doświadczenia wojny zrodziły odmienne pamięci: polską i żydowską. Z racji tego, że były to doświadczenia graniczne, stały się one…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak pamiętamy o Żydach?