Subskrybuj

EURO 2012 – ćwiczenie ze zmiany społecznej

Przygotowania do Mistrzostw pokazały, że brak refleksji nad wieloaspektowym charakterem tej ogromnej imprezy sportowej utrudnia wykorzystanie jej społecznego potencjału. W przypadku Polski zaspano gruszki w popiele: tak konsekwentnie odsuwano i wyłączano ludzi z przygotowań, że dla większości z nich Euro 2012 stało się li tylko pretekstem do przyśpieszenia budowy dróg.

UEFA EURO to trzecie pod względem oglądalności wydarzenie sportowe na świecie. Za jego organizację odpowiada UEFA (Union of European Football Associations – Europejska Unia Związków Piłkarskich), hybrydowa organizacja międzynarodowa łącząca cechy organizacji pozarządowej i korporacji transnarodowej. Od początku lat 90. UEFA przywiązuje coraz większą wagę do finansowego aspektu swoich działań oraz relacji biznesowych z innymi korporacjami. Wraz ze wzrostem roli globalnych mediów organizowane przez nią rozgrywki narodowe oraz w obrębie Ligi Mistrzów nabierały znaczenia i przynosiły coraz większe zyski. W rezultacie UEFA zaczęła stawiać rygorystyczne warunki państwom, które chciały gościć mistrzostwa Europy. W 2004 r. po raz ostatni podzieliła się z gospodarzem – Portugalią – dochodami z imprezy. Regułą jest, że państwo organizator ma przygotować scenę, a UEFA przywozi przedstawienie. Istnieje zatem jasny podział kompetencji państw gospodarzy i rzeczywistego organizatora imprezy. Każde kandydujące państwo musi przedstawić listę podpisanych przez instytucje publiczne i główne siły polityczne gwarancji, które zabezpieczają interesy UEFA i powiązanych z nią sponsorów.

EURO 2012 jako powód do szczęścia

Co zatem skłania państwa do stawania w szranki o prawo goszczenia tej imprezy? Głównym powodem jest jej potencjał medialny. Wymogi zglobalizowanej gospodarki skłaniają poszczególne kraje do traktowania swojego wizerunku jako atrakcyjnego produktu, marketingowej marki, jaką można zaprezentować nie tylko kibicom, którzy przyjadą oglądać rozgrywki, ale również widzom – potencjalnym turystom i inwestorom – z całego świata. Ocenia się, że UEFA EURO 2008 w Szwajcarii i Austrii przyciągnęło przed ekrany telewizorów co najmniej 800 mln ludzi. Często podkreśla się również pozytywny wpływ imprezy na gospodarkę państwa organizatora, zwłaszcza na sektor turystyczny. Jednak przywoływany w tym kontekście efekt barceloński, wyrażający się we wzroście atrakcyjności turystycznej miasta lub regionu, wprawdzie niezaprzeczalnie wystąpił w Barcelonie goszczącej igrzyska olimpijskie w 1992 r., ale w innych przypadkach wpływ imprezy był nieistotny lub – jak w przypadku mundialu w 1998 r. we Francji – raczej negatywny, gdyż obawa przed tłokiem i hałasem zniechęciła zamożniejszych turystów do przyjazdu. Badacze wielkich imprez sportowych nadal spierają się na temat ich długofalowego efektu gospodarczego, jednak najczęstsze stanowisko głosi, że jest on w istocie niewielki.

Wszystkie badania pokazują jednak, że w ogromnej większości przypadków występuje jedno niepodważalnie pozytywne zjawisko: wzrost dobrego samopoczucia (feel good effect) w społeczeństwie goszczącym imprezę, czy wręcz poziomu szczęścia, zwłaszcza wśród fanów piłki nożnej. Można to było zaobserwować w czasie Mundialu w Niemczech w 2006 r. czy w RPA w 2010 r. Tymczasem w polskim społeczeństwie dobrego samopoczucia związanego z Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej jest jak na lekarstwo. Większość Polaków przygląda się przygotowaniom z mieszaniną goryczy i rozczarowania, a przede wszystkim – z dystansu. Media ścigają się w czarnowidztwie i opisywaniu kolejnych afer związanych z budową dróg i stadionów.

Skąd takie negatywne nastawienie? Może ono wynikać z rozminięcia się rozbuchanych oczekiwań ze skrzeczącą rzeczywistością. Na UEFA EURO 2012, niby na choince bożonarodzeniowej, zawieszono zbyt wiele nadziei politycznych i ekonomicznych. Przyznanie Polsce praw do organizacji tej imprezy potraktowano jak laurkę wystawioną dotychczasowym dokonaniom transformującego się kraju, a zarazem jak zewnętrzny impuls do modernizacji. Ówczesny prezydent Lech Kaczyński stwierdził: „To jest takie dobre wymuszenie. Trzeba będzie to zrobić i ja się niezmiernie cieszę, że trzeba będzie – i tutaj nie jest tak, że może być pół roku wcześniej, albo pół roku później, tylko musi być właśnie wtedy”.

W rezultacie Euro utraciło swój pierwotny status wielkiej imprezy sportowej, stając się czymś w rodzaju sprawdzianu mierzącego naszą dojrzałość i osiągnięcia. Od początku też w dyskursie publicznym dominowały kwestie infrastrukturalne: budowa nowych dróg, autostrad i stadionów, okraszone obawą: „czy zdążymy?”. W miarę jak okazywało się, że jednak w wielu obszarach „nie zdążymy”, amplituda społecznego nastawienia wobec Euro zaczęła przeskakiwać od dziecinnego entuzjazmu do głębokiego rozczarowania i zniechęcenia. Atmosfery nie poprawiała polityka informacyjna rządu – a raczej jej brak. Badania jakościowe i ilościowe przeprowadzone w 2011 r. przez Projekt Społeczny 2012 pokazały, że mieszkańcy miast gospodarzy nie wiedzą na temat Euro niemal nic: kto jest organizatorem, kto płaci za przygotowania, jak mogą się w nie zaangażować. W rezultacie ogromna większość badanych stwierdzała, że Mistrzostwa to „nieludzka impreza”, nie dla zwykłych ludzi, których odsunięto od uczestnictwa, możliwości decydowania, i którzy najczęściej nie będą mogli sobie pozwolić na kupno biletów. Z perspektywy zwykłego Polaka oglądającego Mistrzostwa w telewizji mogłyby się one rozgrywać w dowolnym państwie świata – skoro i tak lokują się poza jego bezpośrednim doświadczeniem. Zaniedbanie społecznego aspektu przygotowań do Euro 2012 utrudnia budowanie dobrego samopoczucia Polaków w związku z tą imprezą.

Pretekst do stymulowania zmiany społecznejNadzieje na to, że dzięki komercyjnej imprezie UEFA Euro 2012 Polska jak za dotknięciem magicznej różdżki przemieni się z brzydkiego kaczątka Europy w pięknego łabędzia, były na wyrost. Jednak oprócz dziedzictwa politycznego i gospodarczego wielkie wydarzenie sportowe może również wytworzyć impuls do szeroko zakrojonej zmiany społecznej. Z takiego założenia wyszła grupa młodych socjologów z Instytutu Socjologii UW, kierowana przez prof. Annę Gizę-Poleszczuk, która w 2008 r. założyła Projekt Społeczny 2012. Opowieść o próbach wspierania społecznych aspektów Euro 2012 warto przefiltrować przez pryzmat ewolucji funkcjonowania Projektu Społecznego 2012. Początkowo zakładał on ambitne cele, takie jak wykorzystanie Euro 2012 do mobilizacji i umacniania społeczeństwa obywatelskiego; tworzenie podstawy praktyk partycypacyjnych w różnych obszarach życia społecznego; inspirowanie działania, które symbolizowałoby „przejęcie” Euro przez zwykłych ludzi, oraz wykreowanie impulsu do zmiany międzynarodowego wizerunku Polski. W październiku 2009 r. Projekt we współpracy z Uniwersytetem Stanforda przeprowadził pierwszy w Polsce sondaż deliberatywny, będący połączeniem badań socjologicznych z konsultacjami społecznymi. Przedmiotem sondażu były możliwości wykorzystania Stadionu Miejskiego w Poznaniu po zakończeniu Mistrzostw. Stroną partnerską sondażu były władze miejskie Poznania, które obiecały wziąć jego wyniki pod uwagę. Współpraca z władzami Poznania nie należała do najłatwiejszych; kontrowersje wzbudzało m.in. polityczne zawłaszczenie przez nie całego przedsięwzięcia. Jednak należy zaznaczyć, że jako jedyne w Polsce zdecydowały one się włączyć mieszkańców w decydowanie o kwestiach związanych z przygotowaniami do Euro 2012. W przypadku pozostałych miast gospodarzy (oraz Krakowa, który również objęty był działaniami Projektu) spotykaliśmy się z niezrozumieniem samej idei partycypacji lub bezpośrednią niechęcią. Instytucje publiczne traktowały zwykłych ludzi raczej jako czynnik przeszkadzający w sprawnym wykonaniu planów związanych z Mistrzostwami. I tak np., mimo długich negocjacji nie udało nam się przekonać Narodowego Centrum Sportu do przeprowadzenia konsultacji społecznych z mieszkańcami dzielnic otaczających powstający Stadion Narodowy. Powoli i boleśnie przekonywaliśmy się, że społeczne aspekty Euro interesują głównie nas i niektóre lokalne organizacje pozarządowe, natomiast instytucje publiczne nie znajdowały dla nich ani czasu, ani też większych zastosowań, opędzając się od wszelkich propozycji współpracy jak od nieznośnych much utrudniających im osiągnięcie podstawowego celu, jakim miała być infrastrukturalna modernizacja kraju. Uspołecznianie Euro 2012, zwłaszcza włączenie obywateli w przygotowania, traktowano jak czynnik spowalniający i rozpraszający. Na początku 2010 r. zorientowaliśmy się, że uspołecznianie Euro trzeba realizować w sposób miękki i pośredni, za pomocą nieoczywistych działań. Projekt Społeczny konsekwentnie zaczął się skupiać na działaniach oddolnych, zwłaszcza na tworzeniu sieci współpracy między instytucjami rozmaitego rzędu. Głównym przedmiotem naszego zainteresowania stał się rozwój sportu – nasze wstępne analizy pokazywały, że kapitał sportowy jest istotnym, a niedocenianym aspektem kapitału społecznego, czyli skłonności ludzi do współpracy, komunikowania się i kontaktowania się ze sobą. Na pierwszy ogień poszły kwestie wolontariatu sportowego. Słabość polskiego społeczeństwa obywatelskiego w niemałej mierze wynika z braku zaangażowania ludzi w dobrowolne działania na rzecz organizacji społecznych. Jeśli już Polacy któreś z nich wspierają, są to związki zawodowe lub stowarzyszenia kościelne. Tymczasem organizacje sportowe stanowią najliczniejszą grupę wśród organizacji trzeciego sektora w Polsce. W marcu 2010 r. Projekt przeprowadził badania nad wolontariatem sportowym, które pokazały niemal zupełny brak zrozumienia idei wolontariatu wśród działaczy organizacji sportowych; większość twierdziła, że „wolontariusze pętają się tylko pod nogami”, sam zaś wolontariat definiowano jako pracę poniżej wartości, coś w rodzaju wymuszonego czynu społecznego. Badania ujawniły również, że niemała część organizacji sportowych nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości i kurczowo trzyma się starych, wypróbowanych sposobów działania, opierających się na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak pamiętamy o Żydach?