Kα ἀγαπήσεις κύριον τὸν θεόν σου ἐξ ὅλης τῆς καρδίας σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς ψυχῆς σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς διανοίας σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς ἰσχύος σου.
I będziesz miłował Adonai, Boga swego, całym swym sercem, całą swą duszą, całym swym zrozumieniem i całą swą siłą (Mk 12, 30).
Wybór cytatu z Ewangelii św. Marka, którego rozważaniem rozpoczynam na łamach „Znaku” cykl filologicznych glos biblijnych, fragmentu tak dobrze znanego i opatrzonego niezliczonymi komentarzami biblistów, teologów, historyków idei, a także filozofów, może wydawać się wielu czytelnikom (pomijając już ekspertów) ewidentnym naruszeniem decorum – niestosownością powielanego w nieskończoność cliché, patetycznym ozdobnikiem, użytym dla bliżej nieokreślonego celu. Przecież sam XX w. (wraz z początkiem następnego stulecia) przyniósł łącznie 27 tłumaczeń Nowego Testamentu na język polski. Czy można przydać do nich cokolwiek ważnego, nowego, inspirującego? Myślę i wierzę, że tak.
Wydaje się, iż jedną z największych i najczęstszych pokus dotykających biblijne egzegezy jest dzisiaj pragnienie bardziej udzielenia adekwatnej, w miarę pełnej, satysfakcjonującej (zarówno badacza, jak i potencjalnego odbiorcę) odpowiedzi i wykładni, niż zadanie pytania i pozostawienie przestrzeni otwartej, wolnej, lecz siłą rzeczy – dramatycznej, w sensie, w jakim tego słowa używali Urs von Balthasar i Józef Tischner. „Teologia” odpowiedzi przytłoczyła i zagłuszyła pytania filologii. A przecież to sztuka pytania, a nie udzielania odpowiedzi ostatecznej i arbitralnej, jest punktem wyjścia w badaniach biblijnych Paula Ricouera i Andre Lacoque’a. Co więcej, cytując słynne słowa św. Grzegorza Wielkiego: „Pismo św. wzrasta wraz ze swoimi czytelnikami”, autor Egzegezy i hermeneutyki przypomina, iż: „Znaczenie tekstu jest każdorazowo wydarzeniem (…). Współczesną egzegezę, pomimo jej ogromnych zasług, w znacznej mierze psuje koncepcja tekstu raz na zawsze ustalonego i ograniczonego do zamkniętego zapisu. Uprawiana ostatnio egzegeza „kanoniczna” przyczynia się – prawda, że jakby wbrew sobie samej – do utrzymywania takiego błędnego pojęcia świętego tekstu. Tym bardziej metoda historyczno-krytyczna po większej części popada w tę samą skłonność. W sposób sztuczny uważała ona, że wraz z ustaleniem ostatniej redakcji tekstu jego rozwój został zakończony”.
W świetle powyższego niebezpodstawne staje się pytanie o skalę wrażliwości, jaka daje się zauważyć i odczytać przy lekturze konkretnych przekładów biblijnych, zarówno tych, które zapisały się na trwałe zarówno w kulturze staropolskiej, jak i w ciągu minionego stulecia. W istocie, z punktu widzenia tzw. humanizmu biblijnego, pytanie o sens i cel kolejnych przekładów ksiąg Starego i Nowego (a może lepiej: Pierwszego i Drugiego?) Testamentu jest pytaniem trojakim: odniesionym do troski o bliźniego, o siebie samego oraz o osobistą, najbardziej intymną relację z Bogiem – jeśli tłumacz uznaje przestrzeń wartości biblijnych, wybitne przekłady Biblii były jednak również udziałem osób, które deklarowały się jako niewierzące, np. La Bible Bayard: nouvelle traduction, red. F. Boyer, J. P. Prevost, M. Sevin, Paris-Montreal 2001. Przez humanizm biblijny rozumiem, za Martinem Buberem i Paulem Ricoeurem, świadome i autentyczne zwrócenie się konkretnej jednostki ku przestrzeni wartości, które z Biblii wynikają i które w wyniku jej lektury – tzn. z otwarcia się na nią, ustawicznego studiowania, komentowania czy też translacji, z permanentnego zmagania się z płynącym w niej pokojem i niepokojem, pytaniem i odpowiedzią – prowadzą jako dar zarówno do możliwości przemieniania, kształtowania i ubogacania życia człowieka w jego mowie, czynach i myślach, jak i do dialogicznego dzielenia się tym darem z bliźnim.
Po cóż jednak przywoływać tak znany fragment Ewangelii Marka? Przede wszystkim cytowany werset – odpowiedź Chrystusa na zadane pytanie – poprzedza narracja Ewangelisty: „Podszedł jeden z nauczycieli Tory i usłyszał, jak toczą tę dysputę. Widząc, że Jeszua dobrze im odpowiada, zapytał Go: »Jaka micwa jest najważniejsza spośród nich wszystkich?«” (Mk 12, 28; DHS). Przypomina się tu fundamentalna myśl Roberta Altera, iż przestrzeń narracyjności pism starotestamentowych często jest przeniknięta na wskroś dramatycznym napięciem między opowiedzeniem a dialogiem (lub monologiem, który wyniknął z pytania) . Tezę Altera można w niektórych przypadkach odnieść z powodzeniem również do ksiąg Nowego Testamentu, a szczególnie do Ewangelii. Szkoda, że większość polskich przekładów konstrukcję καλῶς αὐτοῖς ἀπεκρίθη oddaje jako „trafnie im odpowiedział”. Można zaryzykować stwierdzenie, że nowotestamentowe καλῶς oznacza tu coś więcej niż tylko „trafność” i nie bez powodu autor Ewangelii posłużył się tym właśnie słowem. Wystarczy przyjrzeć się całej gamie pola semantycznego kalÒς i καλῶς w konkretnych perykopach (zwłaszcza) Ewangelii synoptycznych oraz Listach Pawłowych, aby dostrzec przenikanie się znaczeń „dobra” (w sensie etycznym), „szlachetności”, „nieskazitelności” oraz „odpowiedniości”, „słuszności” i „piękna” (por. Mt 26, 10; Mk 14, 6; Łk 6, 27; J 4, 17; 10, 11; 2 Kor 8, 21; Ga 5, 7; 2 Tm 2, 3; Flp 4, 14; Jk 2, 3; 2 P 1, 19). Podobne spostrzeżenie daje się odnieść do Septuaginty, która nie tylko posługuje się kalÒς, aby oddać leksem hebrajski טוֹב w Rdz 2, 9, lecz również tak jak pisma NT używa przysłówka καλῶς w sensie etycznym, i to w różnych kontekstach (por. np. Rdz 26, 29; 32, 13; Jr 1, 12).
Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy Ewangelii św. Marka.
καὶ περιβλεψάμενος αὐτοὺς μετ’ ὀργῆς συλλυπούμενος ἐπὶ τῇ πωρώσει τῆς καρδίας αὐτῶν… (Mk 3, 5).
Pomijając kwestię gniewu czy wzburzenia Chrystusa, na uwagę zasługuje participium passivi czasownika συλλυπέομαι – hapax legomenon nie tylko Ewangelii Markowej, ale i całego Nowego Testamentu, gdyż poza cytowanym fragmentem nie spotykamy go w żadnym innym miejscu. Polski słownik biblijny notuje przy nim znaczenia: „być zasmuconym”, „smucić się”, „martwić się (z powodu czegoś)”, tymczasem dosłownie oznacza on „współsmucić się” , dlatego Zerwick pojmuje go jako „contristor cum alquo”, „commoveor malo alcs”, a więc jako wyraz emocji, która łączy w sobie głębokie poruszenie, smutek i współczucie. Nie zawodzi jak zwykle André Chouraqui, po którego przekład Biblii sięgam zawsze na samym początku, kiedy kwestie filologiczne nie dają mi spokoju: „Il les regarde à la ronde et il brûle, blessé pur la dureté de leur coeur”. Zresztą z wagi problemu zdawali sobie sprawę już renesansowi humaniści – zarówno Lorenzo Valla, jak i Erazm z Rotterdamu, który w swoim przekładzie Nowego Testamentu werset Markowy przełożył następująco: „Et cum circumspexissent eos cum iracundia condolescens super caecitate cordis eorum”.
A jak radziły i radzą z nim sobie polskie przekłady?
„Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc” (Biblia Tysiąclecia, wyd. 5 popr.)
„I spojrzał na nich z gniewem, zasmucił się z powodu zatwardziałości ich serca” (Biblia Warszawska)
„Wtedy spojrzawszy na nich gniewnie, zasmucił sięz powodu zatwardziałości ich serca”…