Subskrybuj

Kalendarze dni ostatnich. Idee apokaliptyczne we współczesnych ruchach religijnych

Tylko nieliczne wspólnoty religijne reagują na niespełnienie się przepowiedni dotyczących daty końca świata tak, jak członkowie południowokoreańskiego Kościoła Misyjnego Dami, którzy, pozbywszy się wszelkich dóbr, w przewidzianym przez siebie dniu zasiedli wspólnie w oczekiwaniu na koniec świata, a kiedy ten nie nadszedł, po prostu rozeszli się i rozwiązali Kościół.

Gdy skonała, siostra Koleta, siostra jej rodzona, uwierzyć nie chciała, że to śmierć naprawdę; myślała, że to tylko omdlenie; takie bowiem miała wówczas przekonanie, że nadszedł już czas, o którym mówi Apokalipsa: „i śmierci więcej nie będzie”* .

Założyciel adwentyzmu William Miller, studiując Biblię, zwrócił uwagę na naukę o powtórnym przyjściu Chrystusa. Szczególne zainteresowała go liczba „2300 wieczorów i poranków” z wizji proroka Daniela. Przyjmując, iż opisywane w tekście biblijnym wydarzenia interpretować należy zgodnie z zasadą „dzień za rok”, na podstawie misternych wyliczeń doszedł do przekonania, że powtórne przyjście Chrystusa nastąpi 22 października 1844 r. Ruch zapoczątkowany wystąpieniem Millera z 1831 r. w dniu zapowiedzianego końca świata liczył już około 100 tys. wyznawców. Gdy przepowiednia się nie spełniła, niektórzy z nich uznali Millera za fałszywego proroka, inni jednak ogłosili, że nie pomylił się w swoich obliczeniach, gdyż w 1844 r. rzeczywiście dokonało się powtórne przyjście Chrystusa, tyle że nie fizyczne, lecz duchowe. Uznali ponadto, że wyznaczona przez Millera data dotyczyła nie końca, lecz początku sądu nad światem, odbywającego się obecnie w sposób niewidzialny.

Podobny pogląd głoszą również Świadkowie Jehowy przyjmujący, iż drugie przyjście Chrystusa na ziemię dokonało się w sposób niewidzialny w 1874 r. Od tego momentu rozpocząć się miał okres sądu Bożego, który zakończy się bitwą Armagedonu, czyli ostateczną walką Chrystusa z Szatanem. Także ówczesny zwierzchnik Kościoła Mariawickiego abp Kowalski w 1924 r. zapowiadał, iż „zbliża się wielka katastrofa świata. Ziemia cała ogniem spalona będzie. Pozostaną na niej tylko sprawiedliwi, a grzesznicy będą wytraceni” , a zaledwie trzy lata później pisał: „Sąd Boży, zapowiadany przez proroków i Chrystusa Pana, Sąd Ostateczny, nie będzie to jakieś zgromadzenie winowajców i sprawiedliwych na Józafata dolinie. (…) Ten sąd już się odbywa, choć wielu może go nie spostrzega, ale on jest. (…) Innego sądu nie będzie” . W tym samym tekście dodawał również, iż powtórne przyjście Chrystusa na ziemię w formie widzialnej nie jest konieczne, jako że jest już na niej obecny pod postacią Najświętszego Sakramentu.

Kody Antychrysta

Przedstawione powyżej reinterpretacje nie są niczym szczególnym. Tylko nieliczne wspólnoty religijne reagują na niespełnienie się przepowiedni dotyczących daty końca świata tak, jak członkowie południowokoreańskiego Kościoła Misyjnego Dami, którzy, pozbywszy się wszelkich dóbr, w przewidzianym przez siebie dniu zasiedli wspólnie w oczekiwaniu na koniec świata, a kiedy ten nie nadszedł, po prostu rozeszli się i rozwiązali Kościół. Inne grupy wyznaczają wciąż kolejne daty. Świadkowie Jehowy zapowiadali już koniec świata, m.in. na lata 1925, 1945, 1956 oraz 1975. Założyciel sekty Dzieci Boga David Berg po kilku nieudanych próbach ustalenia końca świata, zapowiadając ustanowienie rządów Antychrysta na „około 1984 r.”, zaznaczał już przezornie: „Tylko, proszę, nie opowiadajcie wszystkim dookoła, że przepowiedziałem te daty, ponieważ nie zrobiłem tego. Zrobił to Bóg! A jeśli nie spełni się to, co mówię, nie obwiniajcie Jego – ale obwiniajcie nas za niewłaściwą interpretację Jego przepowiedni… Jeśli jest jakiś błąd, leży on w słabości naszego ludzkiego zrozumienia, a nie jest zawiniony przez Boga!” .

O zbliżającym się końcu świata świadczyć mają nie tylko wyliczenia dotyczące jego daty, lecz także spełnianie się zapowiedzianych w Apokalipsie znaków końca czasów. Założyciel Kościoła Zjednoczeniowego Sun Myung Moon utożsamiał apokaliptycznego Antychrysta z komunizmem, dlatego też polityczne zaangażowanie w obalenie komunizmu miało dla niego wymiar religijny. Wiele sekt dostrzega znaki Antychrysta również w zachodzącej technicyzacji życia, głosząc m.in., że zapowiedzianym w Apokalipsie znamieniem Antychrysta są stosowane już kody kreskowe lub staną się nim wkrótce elektroniczne chipy wszczepiane pod skórę, zawierające dane osobowe i używane także w charakterze kart kredytowych. W 2001 r. zwierzchnik Kościoła Katolickiego Mariawitów w Polsce abp Rafael Wojciechowski jako jeden ze znaków końca świata przywoływał atak terrorystyczny na World Trade Center. Wspominany już David Berg zapowiadał zniszczenie świata m.in. na 7 marca 1973 r., wiążąc to wydarzenie z nadciągającą kometą Kohoutka.

Na ostateczny kształt nauczania Berga dotyczącego końca świata – co upodabnia go do przywódców wielu innych nowych ruchów religijnych – złożyły się zarówno próby odczytania tekstu biblijnego, jego własne objawienia, jak i wpływy kulturowe, w szczególności powszechne w latach 70. ubiegłego stulecia zainteresowanie tematyką niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO). Ukazując Jezusa jako przywódcę kosmicznego mocarstwa, Berg utożsamił chrześcijańskie niebo, apokaliptyczne Miasto Niebieskie, Nowe Jeruzalem z rodzajem wielkiego statku kosmicznego nadciągającego już w stronę Ziemi. Jak zapowiadał: „Lojalni zostaną teleportowani poza Ziemię i wielki atomowy ogień zostanie zesłany przez Najeźdźców (…) Ten ogień będzie największym kataklizmem, jaki kiedykolwiek spadł na Ziemię. Cała atmosfera zapłonie i wybuchnie w niewiarygodnej nuklearnej reakcji, która spowoduje, że powierzchnia Ziemi stopi się! Najwyższe góry zostaną zrównane, a oceany wyparują, tak że cała powierzchnia Ziemi stanie się stopioną kulą! Wtedy rozpocznie się największe zdziwienie, ponieważ wszystkie siły życia i stworzenia zostaną wypuszczone z Super-Statku i powierzchnia Ziemi zostanie cudownie odnowiona jako całkowicie Nowa Ziemia!”.

Podobne w charakterze połączenia chrześcijańskich wizji apokaliptycznych z wiarą w interwencję sił kosmicznych znajdujemy także w wielu innych ruchach religijnych. Dla niektórych z nich zbliżająca się przewidywana data końca świata staje się impulsem do samozagłady. Celem dokonanego w październiku 1994 r. zbiorowego samobójstwa 53 członków Zakonu Świątyni Słońca było przeniesienie się poza Ziemię, aby stamtąd mogli kierować jej zagładą, zapowiedzianą na 1995 r. Według jednego z przywódców sekty, Luca Joureta, miejscem przeznaczonym dla wybranych miała być odległa planeta w kosmosie, w dotarciu do której przeszkadzały im jedynie ich ziemskie ciała.
W Kosmosie lokowała Królestwo Boże również sekta Wrota Niebios (Heaven’s Gate). Zbiorowe samobójstwo jej członków związane było z ukazaniem się komety Hale-Boppa, za którą – jak wierzyli – miał podążać przybywający po nich statek kosmiczny. Przy ich martwych ciałach odnaleziono bagaże podróżne. W podróż w kosmos chcieli wybrać się też zwolennicy Niemki Heide Fittkau-Garthe, która przepowiedziała koniec świata na początek 1998 r. W tym celu grupa ta zamierzała popełnić zbiorowe samobójstwo na najwyższym szczycie hiszpańskiej Teneryfy, skąd ich dusze miało zabrać UFO. Do tragedii jednak nie doszło na skutek interwencji policji.

Jeźdźcy apokalipsy i ich królestwa

Podczas gdy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy wierzymy w koniec świata?