Charakterystyczną, choć może niezbyt oryginalną cechą refleksji Bergoglio jest mocno zindywidualizowany punkt wyjścia do opisywania fenomenu życia religijnego. Doświadczenie religijne wydarza się przede wszystkim w wymiarze indywidualnym. Bergoglio nie rozpoczyna swojej refleksji od liturgii ani tradycji. U podstaw stoją doświadczenia egzystencjalne, które oczywiście nie dokonują się w społecznej próżni, ale też ich wymiar społeczny nie jest w tym wypadku najistotniejszy. Mamy więc raczej słowa o spotkaniu, do którego dochodzi wewnątrz człowieka. Jest ono wynikiem Boskiej inicjatywy i pragnienia złożonego przez Boga w naszym wnętrzu . Spotkanie to wymyka się wszelkim opisom i jest najgłębszą, indywidualną tajemnicą każdego człowieka. Podstawą tego bardzo nowożytnego rozumienia indywidualnego zawierzenia i oddania się Bogu jest niewątpliwie formacja jezuicka, ale otwarciu na wymiar tajemnicy sprzyja także poezja Hölderlina, ulubionego poety Bergoglio.
Metafizyka spotkania
Wśród doświadczeń egzystencjalnych, które na potrzeby refleksji teologicznej przywołuje nowy papież, warto podkreślić tęsknotę za ojczyzną, klasyczne doświadczenie emigrantów. Bergoglio nadaje tej tęsknocie wymiar antropologiczny i czyni rodzajem wewnętrznej energii pozwalającej na poszukiwanie szczęścia i Boga. Nostalgia niesie ze sobą elementy smutku i zawieszenia, lecz może być także źródłem nakierowanej ku przyszłości postawy chrześcijańskiej. Mieści się w tym cała dynamika czekania i spotykania, zagubienia i odnajdywania… Doświadczenie spotkania z kimś, kto czeka, jest jednym ze sposobów, w jaki Bergoglio opisuje relację człowieka z Bogiem. Gdzieś w tle tego ujęcia znajduje się niewątpliwie podróż jego rodziców do Argentyny, by tam spotkać się i połączyć z rodziną. W takim podejściu tkwi niezaprzeczalna siła, gdyż w końcu większość z żyjących współcześnie ludzi doświadcza uczucia wykorzeniania, czy to w wymiarze fizycznym jako emigranci, czy też w wymiarze duchowym lub intelektualnym, jako emigrujący na różne sposoby i w różnych kierunkach. Dla opisania takich ludzkich tęsknot Bergoglio posługuje się pojęciem „kultury rozbitka” . Za jego pomocą opisuje potrzebę budowania przestrzeni bezpieczeństwa w świecie, w którym punkty oparcia uległy zniszczeniu bądź poważnemu zachwianiu. Podobnie jak rozbitek na bezludnej wyspie, człowiek musi na nowo nauczyć się budować stałe punkty odniesienia. To zadanie indywidualne, ale także wyzwanie dla całych społeczeństw i tworzonych przez nie systemów edukacji.
Podkreślana przez Bergoglio konieczność budowania kultury spotkania nie jest więc tylko projektem ściśle socjologicznym, ale ma swoje korzenie w spotkaniu Boga z człowiekiem. Inaczej: spotkanie Boga z człowiekiem jest źródłem tego dynamizmu, który uzdalnia człowieka do spotkania jego braci. Najlepszą ilustracją takiego wydarzenia jest spotkanie Józefa ze swoimi braćmi w Egipcie. Historia biblijna nie pozostaje na kartach Pisma martwa, jeśli potrafi przemieniać rzeczywistość społeczną w konkretnych krajach. Dzięki kulturze spotkania możliwe jest odnalezienie własnego „ja”. To odnalezienie może dokonać się jedynie w ludzkiej społeczności i przez dążenie do coraz większej solidarności między ludźmi. Warto przy tym zauważyć, że Bergoglio bardzo chętnie sięga nie tylko do Biblii, ale też do żydowskiej tradycji mądrościowej, czyniąc już z samego posługiwania się nią ważne narzędzie dialogu międzyreligijnego.
Tym, co pomaga uniknąć izolacji, co otwiera na innego człowieka, jest horyzont transcendencji. Nieodłącznie z nim związany jest horyzont różnorodności ludzkich społeczeństw. Słowem: dostrzeganie różnorodności i zgoda na nią. Jest to różnorodność zorganizowana i zharmonizowana. W końcu pozostaje konieczność planowania i konieczność odrzucenia myślenia ahistorycznego. Wtedy rozpoczyna się duchowo dojrzałe wejście w świat i w społeczeństwo.
Wobec teologii wyzwolenia
Trudno jednoznacznie wyrokować, czy papież Franciszek jest czy nie jest sympatykiem teologii wyzwolenia. Z perspektywy Europy Bergoglio może jawić się jako ktoś bliski temu ruchowi: często mówi na temat ubogich i wykonuje wiele gestów świadczących o potrzebie zamanifestowania solidarności z nimi, jest zdecydowanym przeciwnikiem dzikiego liberalizmu ekonomicznego, piętnuje zjawisko zamkniętych strzeżonych osiedli dla bogaczy, wytyka kapitalizmowi tendencję do oswajania religii i zaprzepaszczania jej potencjału…
Oczywiście, że tego typu poglądy czy gesty skierowane w stronę ubogich nie czynią jeszcze z nikogo teologa wyzwolenia. Zresztą Bergoglio już jako papież powiedział wprost, że chce „Kościoła dla ubogich”, co dla każdego, kto zetknął się z teologią wyzwolenia, brzmi w stosunku do niej polemicznie. Przynajmniej bowiem od czasów słynnej książki Leonarda Boffa pt. Kirche: Charisma und Macht(Kościół: charyzmat i władza) teologia wyzwolenia podkreśla, że nie chodzi o Kościół dla ubogich, ale o Kościół ubogich . Nikt raczej nie podważa faktu, że przez całą swoją historię Kościół w różny sposób troszczył się o ubogich. Nawet gdy przyjmował najbardziej wielkopański i arystokratyczny kształt, zawsze wspierał, pomagał, leczył. Nowością teologii wyzwolenia jest jednak tworzenie Kościoła z ubogich, aby był to ich Kościół, a nie Kościół od czasu do czasu, chociażby nawet bardzo często, pochylający się nad nimi. Bergoglio swoją deklaracją wyraźnie odcina się od idei tak zwanych wspólnot bazowych, które według…