Napoleon Bonaparte zapewne przekręciłby się w sześciu trumnach w Kościele Inwalidów na wieść o tym, jak prezentuje się dziś francuskie prawo rodzinne. Kontrowersyjne nowelizacje dokonywane są w – ongiś noszącym jego imię – kodeksie cywilnym z 1804 r. Co więcej, to cesarzowi Francuzów częściowo przypisuje się „zasługi” w ukształtowaniu drastycznie konserwatywnego modelu patriarchalnej rodziny francuskiej. Ów ideał rodziny właśnie w tym roku ulega ostatecznej dekompozycji w ustawodawstwie. Oto na początku lutego Zgromadzenie Narodowe (izba niższa parlamentu) przegłosowało nowy kształt artykułu 143 kodeksu cywilnego o następującym brzmieniu: „Małżeństwo jest umową dwóch osób różnej lub tej samej płci”. Ta niewielka zmiana wywołuje nie tylko polityczny zamęt, ale również efekt jurydycznego domina. W rezultacie słowa „matka” oraz „ojciec” miały zostać odpowiednio zastąpione przez termin „rodzic”, sformułowanie „mąż i żona” – na „małżonków” itd. Wobec wagi zmian w prasie codziennej odnotowano nawet godzinę głosowania. W kwietniu Zgromadzenie Narodowe ostatecznie przyjęło ustawę, zachowując jednak słowa „ojciec” i „matka”, i dodając termin „rodzice tej samej płci”. Nowe prawo wprowadza nie tylko możliwość zawierania małżeństw cywilnych przez pary jednopłciowe, ale także pozwala im adoptować dzieci na tych samych zasadach, co pary dwupłciowe. Jeśli Rada Konstytucyjna nie zgłosi zastrzeżeń, ustawa wejdzie w życie w czerwcu.
Biorąc pod uwagę, że przemiany obyczajowe czy rozwój techniczny już od wielu dziesięcioleci de facto modyfikują kształt rodziny i świat jej wartości – może warto zastanowić się, dlaczego dopiero teraz pojawiła się fala protestów nie tyle może bezprecedensowa co do samej skali, ile co do egzotycznego sojuszu przeciwników tzw. małżeństwa dla wszystkich (le mariage pour tous). Czy nadal można wyrażać przekonanie, że Francja to kraj, „który ukrywał konserwatyzm pod maską przejściowych upodobań”?
Francja na wulkanie
Jedno jest pewne: w niedzielę 24 marca tego roku odbyła się w Paryżu kolejna demonstracja przeciwników zmian w prawie rodzinnym („La Manif pour tous”) – i była to demonstracja jak dotąd największa. Zdaniem organizatorów na ulice wyszło 1,4 mln osób. Policja ostrożnie oszacowała kolorowy tłum na około 300 tys. Nie zmienia to faktu, iż porównywalnego protestu nie zorganizowano od blisko trzech dekad. Do stolicy przybywano całymi rodzinami. Rzucało się w oczy mnóstwo młodych twarzy. Krzyczano: „Hollande dyktator!”, śpiewano Marsyliankę, a nawet doszło do przepychanek z policją. W okolicach Łuku Tryumfalnego użyto gazu łzawiącego wobec demonstrantów, usiłujących przedostać się poza wyznaczony dla demonstracji teren.
Dotychczasowego modelu małżeństwa broniono z najróżniejszych pobudek. Doszło do „egzotycznego” sojuszu ponad dotychczasowymi podziałami politycznymi czy religijnymi. Sprzeciw wobec projektu partii socjalistycznej wyrażają nie tylko katolicy, ale także prawosławni, muzułmanie, przedstawiciele protestantów i Żydów (jak wielki rabin Francji Gilles Bernheim). Nie tylko, odwołująca się do dziedzictwa Charles’a de Gaulle’a, centroprawica, ale również skrajna prawica rodziny Le Pen. W jednym tłumie z działaczami Frontu Narodowego maszerowali imigranci. Wśród przeciwników „małżeństwa dla wszystkich” od kilku tygodni wyróżnia się także, co warto podkreślić, działacz… gejowski Xavier Bongibault.
Pewien młody człowiek w tłumie żądał zaś pracy, a nie tematów zastępczych. Tu pojawia się rzeczywiście zasadnicze (i powracające w debatach) pytanie: czy projekt małżeństwa dla par jednopłciowych może być uznany jedynie za „temat zastępczy” wobec innych problemów?
Istotnie, recepty lewicowego rządu w ogóle nie się sprawdzają, a „Francja tańczy na wulkanie” – jak to określił niedawno tygodnik „Le Point”. Sami obywatele mają wrażenie, że kraj zmierza ku katastrofie, i okrutnie karzą François Hollande w sondażach popularności (dziś przegrywa on nawet ze znienawidzonym ex-prezydentem Nicolasem Sarkozym!). Jednocześnie zupełnie aktualny prezydent V Republiki, niczym wolterowski Pangloss, snuje opowieść o tym, że „wszystko jest najlepsze na tym najlepszym z możliwych światów”.
Co trapi dziś Francję? Niestety, problemy można wyliczać niemal bez końca: wzrost gospodarczy bliski zeru, rekordowe bezrobocie, kolosalny dług publiczny, fatalne nastroje społeczne itd. . Do tego trzeba dodać wizerunkową kompromitację rządu Jean-Marca Ayraulta z osławionym podatkiem 75%. Najbogatszych obywateli do solidarności społecznej chciano po prostu zmusić. W efekcie nie tylko celebryci pouciekali z kraju, o czym w związku ze sprawą Gérarda Depardieu trąbiły media na całym świecie, ale jeszcze samą ustawę utrąciła Rada Konstytucyjna (odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego).
Pomysł drastycznego opodatkowania osób majętnych nadal wisi w powietrzu, jednak polityczny radykalizm lewicowego rządu objawia się nie tylko w sferze fiskalnej. W trakcie ostatniej kampanii wyborczej na stanowisko głowy państwa hasłami podszytymi niechęcią wobec „obcych” posługiwała się nie tylko Marine Le Pen, ale chętnie podchwycił je również Nicolas Sarkozy. Tym samym znalazły się one w głównym nurcie francuskiej polityki. Aby było ciekawiej – już po wygranych wyborach – populistyczne hasła przechwycił rząd lewicy, a konkretnie: minister spraw wewnętrznych. Manuel Valls, bo o nim mowa, w stylu kojarzonym raczej z poprzednią ekipą doprowadził do likwidacji obozów Romów na przedmieściach dużych miast. Organizacja „Human Rights Watch” biła na alarm, jednak z przeprowadzonych wówczas sondaży wynikało jasno, że 80% Francuzów popierało działania Vallsa. Podkreślmy, że oznacza to alians ponad podziałem na zwolenników Hollande’a i Sarkozy’ego . Jak widać, dotychczasowe podziały „prawica – lewica” nie tylko nie opisują francuskiej rzeczywistości, ale wręcz utrudniają należytą ocenę prowadzonej polityki. Podobnie rzecz ma się z „małżeństwem dla wszystkich”.
Zatem nieporozumieniem byłoby traktowanie małżeństw jednopłciowych wyłącznie jako tematu zastępczego na czas politycznych niepowodzeń lewicy. Tym bardziej że, z jednej strony, rząd dotrzymuje złożonej wcześniej przez François Hollande’a obietnicy wyborczej nr 31. Z drugiej zaś strony, rodzina francuska już uległa głębokim przemianom. To, co kiedyś stanowiło obyczajowy wyjątek, staje się powszechnie akceptowaną normą – granice „małżeństwa” nie pokrywają się z granicami „rodziny” (dość wspomnieć, że dziś większość dzieci rodzi się poza małżeństwami). Kathleen Kiernan na podstawie danych zebranych przez różnych badaczy stanowczo stwierdza, że na Zachodzie złoty wiek małżeństwa należy uznać za zamknięty na dobre. W XX w. w obrębie małżeństwa najpierw nastąpiło faktyczne przejście od modelu „małżeństwa jako instytucji” do „małżeństwa jako bycia razem”, aż po następny etap – „małżeństwa zindywidualizowanego”. Stąd już był tylko krok do nowych instytucji prawa cywilnego . Nikt nie powinien być zatem zaskoczony. A zaskoczeni wydają się… niemal wszyscy.
Na początku był PACS…
W chwili gdy my oswajaliśmy się ze smakiem wolności i wynikami wyborów do sejmu kontraktowego, 7 czerwca 1989 r. w Danii przegłosowano zupełnie nową regulację prawną: związki partnerskie dla par homoseksualnych. Nie tylko dla społeczeństw Europy Środkowo-Wschodniej takie rozwiązania mogły wydawać się czymś osobliwym. W Europie Zachodniej nowe rozwiązania także wzbudziły gwałtowne dyskusje. Po 15 latach kilkanaście państw przyjęło mniej lub bardziej podobne do duńskich rozwiązania, wkrótce dołączyła do nich Kanada. Nic dziwnego, że zaczęto badać globalizację idei związków jednopłciowych .
Jak było nad Sekwaną? Jesienią 1998 r. lewica mająca większość w parlamencie… przegrała głosowanie w sprawie związków partnerskich. Zaczęło się zatem od spektakularnej porażki, a przecież dziś pakt cywilny solidarności (pacte civil de solidarité– w skrócie: PACS) powszechnie uważa się za ogromny sukces. Prawica, protestująca także w latach 90. i podobnie jak dziś zasypująca lewicę setkami poprawek, w ciągu dekady de facto pogodziła się z nowym rozwiązaniem. Pomysł jest prosty: pakt cywilny solidarności to umowa zawarta pomiędzy dwiema dorosłymi osobami różnej lub tej samej płci celem urządzenia wspólnego życia (zgodnie z art. 515–1 kodeksu cywilnego). Wprowadzono ograniczenia co do tego, kto może zawrzeć PACS. Umowa nie może zostać zawarta pomiędzy krewnymi (do określonego stopnia pokrewieństwa), osobami, które już pozostają związane paktem cywilnym solidarności ani też osobami, które pozostają w związku małżeńskim. Powyższe ograniczenia Katarzyna Sójka-Zielińska odczytuje w ten sposób, iż w intencjach ustawodawcy PACS obejmuje nie tylko zwykłą wspólnotę interesów czy zamieszkania, ale także pożycie płciowe . PACS zawiera się w uproszczonej formie przed urzędnikiem sądowym. Ulega rozwiązaniu, w różnych sytuacjach, np. gdy partnerzy razem wstąpią w związek małżeński (lub tylko jeden z nich). Do rozwiązania umowy wystarczy także, że jeden z partnerów zawiadomi pisemnie drugiego partnera o swojej decyzji, jednocześnie kierując kopię zawiadomienia do kancelarii właściwego sądu. PACS ulega także rozwiązaniu, gdy partnerzy podejmą taką decyzję i złożą oświadczenie woli w stosownej formie. Pakt cywilny solidarności wprowadził szereg praktycznych ułatwień dla partnerów: umożliwił korzystanie z zasiłku pogrzebowego na wypadek śmierci jednego z nich czy z ubezpieczenia społecznego partnera na wypadek choroby. Ustawodawca wyraźnie premiował związki długotrwałe – z upływem określonego w ustawie czasu partnerzy zyskiwali w ramach PACS większe uprawnienia, np. ulgi w podatku od spadków i darowizn czy możliwość wspólnego opodatkowania dochodów. Jak widać, PACS próbował promować pewną trwałość relacji, jednak, co do zasady, bez imitowania małżeństwa. Brak regulacji pozycji prawnej dziecka, zrodzonego w związku PACS, może tu wystarczyć za dowód . Statystycznie rzecz biorąc, PACS to rozwiązanie, z którego w przytłaczającej większości korzystają pary heteroseksualne. W 2011 r. pary jednopłciowe zawarły jedynie 4,4% wszystkich umów! Podkreślmy: zatem nowe rozwiązanie przede wszystkim zmieniło życie par, których w gorącym, politycznym sporze w latach 90. w zasadzie nie brano pod uwagę. Dyskutowano przecież o tym, czy pary jednopłciowe należy z wyboru życia seksualnego…