Księże Arcybiskupie, mamy wrażenie, że nie ma dziś w Polsce dobrego klimatu dla dialogu chrześcijańsko- żydowskiego. W społeczeństwie, ale i we wspólnocie Kościoła katolickiego, rodzą się − podsycane nieraz przez sceptyków − wątpliwości i zastrzeżenia. Stawiane są pytania: po co w ogóle taki dialog prowadzić?
Przyznaję, że ostatnio nastąpiło wyraźne zaostrzenie postaw, ale – dodałbym – doszło doń przede wszystkim wśród osób patrzących bardzo jednostronnie. Pytają Państwo: po co dialog religijny? W moim przekonaniu, jeśli ktoś przyjmuje Biblię i w nią wierzy, to uznaje, że dialog wpisany jest w samo objawienie. To przesłanka pierwsza: dialog stanowi sposób komunikacji Boga z ludźmi. Podejmując dialog, Bóg wychodzi nam naprzeciw i, jak czytamy w soborowej konstytucji Dei Verbum, „przemawia do nas jak do przyjaciół”. Dialog zatem to – także i dla nas – droga do spotkania. Druga przesłanka ma również charakter teologiczny: bo przecież i Jezus Chrystus dialogował z ludźmi. Nie tylko z tymi, którzy Go słuchali i cenili, ale i z tymi, którzy Go nie akceptowali.
Zgoda, ale może w dialogu idzie przede wszystkim o to, żeby inni ludzie poznali nasz punkt widzenia i zaczęli go podzielać?
Prawdziwy dialog nie jest sposobem przekonywania innych do swoich racji, ale jest otwarciem się na drugiego człowieka. W dialogu, tak jak ja go rozumiem, chodzi o to, że pragnę zrozumieć drugiego, tak jak on sam siebie rozumie, zachowując przy tym własną tożsamość.
Katolików podejmujących dialog oskarża się o to właśnie, że tej tożsamości nie zachowują, że ją rozmywają…
Oskarżenia te mają związek z jakimś lękiem, z poczuciem zagrożenia. Ludzie boją się o swą wiarę: o to, że ktoś im ją odbierze, osłabi, wystawi na niebezpieczeństwo. Są pełni obaw, że dialog z inaczej wierzącymi zachwieje ich tożsamością.
Ale to by znaczyło, że ona jest słaba. Że nie dysponuje mocnymi argumentami, które byłyby w stanie ją obronić.
Pierwszą przyczyną zachwianej tożsamości jest, w moim przekonaniu, wiara powierzchowna. Owszem, nasza wiara jest na swój sposób żywa, praktykowana, ale nie jest zbyt głęboka. Cóż, nie da się ukryć, że żyjemy we wspólnocie w zasadzie jednowyznaniowej. A tam gdzie większość wierzy podobnie i nie ma ścierania się naszych przekonań z przekonaniami osób inaczej myślących, wiara może (choć oczywiście wcale nie musi) stać się jedynie podzielaniem opinii. Bardziej zwyczajem niż osobistym zawierzeniem. Tymczasem – to opinia Karla Rahnera – nie można mówić o wierze świadomej tam, gdzie nie jest ona wystawiona na próbę. Celowo to przejaskrawiam, żeby pokazać problem. Ale jest i drugi powód tej postawy, o którą pytacie… Myślę, że nie mamy pełnej świadomości, do czego zobowiązuje nas życie chrześcijańskie. A przecież ono nie wymaga jedynie obrony tego, cośmy darmo otrzymali, ale dzielenia się skarbami Ewangelii. I jednocześnie otwartości wobec innych. Albowiem w każdej wierze, w każdej postawie jest coś dobrego: coś, z czego można czerpać inspirację. Co nas wzbogaca. I tu wrócę do pierwszego pytania: dlaczego dialog? Jeśli chcemy poznać pełną prawdę, także tę objawioną, jesteśmy na ów dialog poniekąd skazani. Istnieją, oczywiście, warunki dialogu. Z pewnością zalicza się do nich wzajemne zaufanie. Tam gdzie nie ma zaufania, nie ma również dialogu.
Warto na koniec zapytać: czy i jaka jest alternatywa dla dialogu? Tą alternatywą jest, w moim przekonaniu, walka.
Ale może nią być również obojętność, wzajemny brak zainteresowania… Ewentualnie rozmowa o jak najlepszym urządzeniu naszego wspólnego świata. Ale nie dialog o tym, co najważniejsze – o wierze. Bo z tym ostatnim tematem wiąże się nieprzezwyciężalna trudność: osoba Jezusa.
No tak, ale On z jednej strony nas dzieli, a z drugiej – łączy. Jest takie sławne powiedzenie Szaloma Ben Chorina, że Jezus „jako brat nas łączy, a w wierze nas dzieli”…
W nieco innej wersji brzmi to tak: „Wiara w Jezusa nas dzieli, wiara Jezusa nas łączy”.
A my musimy szukać tego, co łączy, oczywiście nie pomijając tego, co dzieli. To jeden z warunków uczciwego dialogu. Wierząc Jezusowi – i wcale tej mojej wiary nie ukrywając – nie widzę powodu, dla którego miałbym odmawiać komuś prawa do własnego rozumienia Jego osoby. Tych zaś, którzy widzą w tym zagrożenie, zapytałbym: czy ktokolwiek z was obawiał się, że Jan Paweł II, idąc do wyznawców islamu, zostanie muzułmaninem?
Na pewno spotkał Ksiądz Arcybiskup ludzi, którzy widząc Jana Pawła II całującego Koran, twierdzili, że było to bałwochwalstwo. Albo też katolików gwałtownie protestujących przeciwko spotkaniu w Asyżu.
Mam wrażenie, że ludzie ci nie potrafią poddać weryfikacji własnych przekonań i są zdolni wyłącznie do ich obrony. A przecież naszym głównym zadaniem jest dawanie świadectwa.
Dla niektórych dawanie chrześcijańskiego świadectwa jest równoznaczne z waleniem pięścią w stół i ciągłym powtarzaniem: Non possumus.
Oczywiście, w pewnych sytuacjach obrona jest obowiązkiem każdego z nas, nie jest jednak zadaniem pierwszorzędnym. Sprawą pierwszorzędną natomiast jest, powtórzę to, bycie świadkiem. Oto wyzwanie, które stoi dziś przed chrześcijanami: pogłębienie wiary, tak aby − po pierwsze − być zdolnymi do dialogu, a po wtóre− do złożenia pełnego świadectwa wobec wszystkich. A współczesny świat jest coraz bardziej pluralistyczny…
Wróćmy zatem do dialogu z Żydami. On ma dla chrześcijaństwa znaczenie szczególne, prawda? I jest bardzo trudny…
Jest trudny, bo przez wieki ze sobą walczyliśmy, znaliśmy jedynie naszą inność, odmienność, przez co i po jednej, i po drugiej stronie nagromadziło się ogromnie wiele uprzedzeń, które nie zostały jeszcze przezwyciężone. Bogu dzięki, po wielowiekowej konfrontacji pielęgnujemy dziś postawę dialogu. Najpierw dlatego że nasz związek z judaizmem jest jedyny w swoim rodzaju. Biblia hebrajska jest częścią objawienia – i my bez niej obyć się nie możemy. Mocno podkreślał to papież Jan Paweł II w czasie pamiętnej wizyty w rzymskiej synagodze w roku 1986: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii rzeczywistością zewnętrzną, lecz czymś wewnętrznym. Stosunek do niej jest inny aniżeli do jakiejkolwiek innej religii”.
Tak o judaizmie może powiedzieć chrześcijanin – trudno jednak oczekiwać, by podobne słowa na temat chrześcijaństwa wypowiedział Żyd. Bo przecież dialog religijny z Żydami naznaczony jest szczególną asymetrią. My, chcąc zrozumieć chrześcijaństwo, musimy poznawać judaizm, zaś judaizm dla samorozumienia wcale nie potrzebuje chrześcijaństwa…
Zgoda. Nie ma judaistycznej teologii chrześcijaństwa. My natomiast mamy chrześcijańską teologię judaizmu, która pomaga nam zrozumieć judaizm…
A poprzez niego − zrozumieć samych siebie, prawda? Wciąż warto przypominać soborową deklarację Nostra aetate: „Zgłębiając tajemnicę Kościoła, (…) pamiętamy o więzi, jaką został duchowo złączony lud Nowego Przymierza z potomstwem Abrahama”. Świadomość tej więzi jest konieczna do tego, żeby rozumieć Kościół.
Amen.
Ale my wcześniej, przez blisko 19 wieków, takiej teologii judaizmu nie znaliśmy. Wśród niektórych katolików pojawiają się w związku z tym opinie, iż za sprawą Nostra aetate doszło do zerwania tradycji.
Nie zgadzam się z tezą o zerwaniu. Sądzę, że papież Benedykt XVI, który sporo pisał o „hermeneutyce zerwania”, też by się z nią nie zgodził. Hermeneutyka wiary, którą promuje Papież, zakłada jedność i ciągłość Bożej ekonomii zbawienia. Jest natomiast faktem, że z fazy konfrontacji przeszliśmy do fazy dialogu…
… I bicia się w piersi, ciągłego przepraszania.
Tak. II Sobór Watykański wytyczył drogę, którą poszli kolejni papieże – drogę uznania naszych win wobec Żydów.
Przeciwnicy dialogu tu także widzą rażącą asymetrię. My przepraszamy, a druga strona…
Przepraszamy, bo mamy za co przepraszać. Wielkoduszna inicjatywa papieża Jana Pawła II przepraszającego za błędy, za grzechy ludzi Kościoła popełnione wobec Żydów otwiera nową przestrzeń.
A co do żydowskiej odpowiedzi na dialogiczną postawę Kościoła… Cóż, pozostaje nam jedynie czekać na odzew. Jestem przekonany, że dobro rodzi dobro. Zresztą ten odzew w jakimś stopniu już jest. Kilka lat temu grupa rabinów ogłosiła przecież niezwykłą w swej wymowie deklarację Dabru emet. Na płaszczyźnie instytucjonalnej natomiast godzien odnotowania jest fakt, iż jakiś czas temu powstał zespól rabinów, którzy prowadzą dialog religijny, społeczny i polityczny ze Stolicą Apostolską.
Niektórzy powiedzą, że to za mało. U nas: papież i cały Kościół, tam: grupa rabinów, którzy reprezentują jedynie samych siebie.
Chrześcijaństwo nie polega na odpłacaniu, wystawianiu sobie wzajemnych rachunków Ono zobowiązuje nas do tego, abyśmy na krańce świata nieśli przesłanie nadziei i miłości, która sięga poza grób. Również miłości wobec człowieka inaczej myślącego, inaczej wierzącego.
Ale przecież nie ma prawdziwego dialogu tam, gdzie nie pojawia się wzajemność.
Owszem, jeśli po drugiej stronie nie ma gotowości do dialogu, to rzeczywiście trudno wówczas mówić o dialogu. Wiele lat temu, kiedy tu, w Polsce, zaczynałem angażować się w dialog religijny, faktycznie doświadczyłem braku partnerów. Musiałem ich szukać za granicą. Ale to było kiedyś. Dziś sytuacja w Polsce jest już radykalnie inna – po stronie żydowskiej jest coraz więcej ludzi gotowych do prowadzenia dialogu religijnego. Swoją drogą szkoda, że ci, którzy twierdzą, iż dialog chrześcijańsko-żydowski stanął w miejscu, nie byli w czerwcu tego roku w Brzezince i nie widzieli ludzi modlących się – nie wspólnie, ale jednak razem…
Myśli Ksiądz Arcybiskup o polskiej premierze symfonii Cierpienie niewinnych? Kto tam był, widział katolickich biskupów śpiewających Szema Israel…
… i wielu rabinów uczestniczących w chrześcijańskiej modlitwie I jedni, i drudzy byli w tym autentyczni. To jest dowód na to, jak daleko zaszliśmy.
Dlaczego właściwie Ksiądz Arcybiskup zaangażował się w dialog chrześcijańsko-żydowski?
Bo uświadomiłem sobie, że naszym zadaniem jest budowa nienowej, pogłębionej świadomości religijnej, również w stosunku do Żydów.
Proszę zwrócić uwagę, jak wiele nas łączy: jedna wiara w tego samego Boga, jedno objawienie, jeden plan Boży i jeden cel – zbawienie. Oczywiście, trzeba również pamiętać o tym, co nas dzieli. Dla nas pełnią objawienia jest Jezus, który jest „żywą Torą”, jak pięknie powiedział o Nim papież Benedykt.
To On, Jezus Chrystus, idąc do Emaus, wyjaśniał uczniom, co o Nim mówią Mojżesz (czyli Tora), Prorocy i Pisma. A zatem to On sam ukazał nam chrystocentryczną interpretację Starego Zakonu. Dawniej przez długi czas powtarzałem, że judaizm i chrześcijaństwo są religiami Księgi. Dziś widzę to inaczej. Owszem, ta pierwsza jest religią Księgi, niemniej chrześcijaństwo to religia…