O samotności matek mówi się rzadko i niewiele. Bo przecież jak masz dzieci, męża, rodzinę, to nie możesz być samotna” – tymi słowami Matka na swoim blogu zaczęła wpis zatytułowany „Samotność w… matce”. Ułożyła go sobie w głowie tego dnia, kiedy wkurzył ją Bachor. Krzyczał, nie chciał się uspokoić, a Matka miała ochotę trzasnąć czymś o ścianę. Jeszcze Babcia dolała oliwy do ognia, krytykując ją, że nie daje sobie rady z Bachorem. Matka zaczęła ryczeć, bo nawet na tę Babcię nie mogła się nikomu poskarżyć, tylko jej samej. Wieczorem uspokoiła się i opisała na blogu, co boli nowo upieczoną matkę:
• że nie ma kontaktu z dawnymi koleżankami, bo niewiele interesuje ją, kogo tamte poderwały, a i koleżanki mają gdzieś, że Bachor nie lubi marchewki i tańszych pieluch;
• że Babcia ciągle poucza, krytykuje, uczy jak wychowywać dziecko, bo sama wychowała kilkoro, więc wie najlepiej;
• że siostra puszcza mimo uszu narzekania na zmęczenie i zniechęcenie, bo Matka przecież sama chciała dziecko, więc musi teraz to znosić;
• że Chłop, wracając wieczorem do domu, mówi, że jest zmęczony, bo cały dzień był w pracy, a Matka pewnie przed laptopem przesiedziała;
• że właściwie nie ma komu o tym wszystkim powiedzieć, a chciałaby krzyczeć, że dziecko czasem ją wkurza, że nie lubi karmić piersią, że ma ochotę wymknąć się z domu rano i wrócić późnym wieczorem.
Mówi o tym do lustra. I do czytelniczek na blogu.
Marzenia
Jest rok 2010. Matka jeszcze nie jest matką. Jest Asią, studentką filologii polskiej na Uniwersytecie im. Kardynała Wyszyńskiego. Wcześniej skończyła turystykę – tak chcieli rodzice, którzy prowadzą na Mazurach pensjonat. Liczyli, że starsza córka przejmie po nich gospodarstwo. Będzie zarządzała hotelem, usługiwała gościom, oprowadzała wycieczki po okolicach. Ale Asia marzyła o innym życiu.
Gdy zamknęła za sobą drzwi rodzinnego domu i wyprowadziła się na studia do Warszawy, sądziła, że na zawsze. Duże miasto, ogrom perspektyw, wymarzony kierunek na uczelni – świat stawał przed niąotworem. Zawsze chciała żyć z pisania. Myślała o tym, by po polonistyce zatrudnić się w wydawnictwie jako korektor. A może i redaktor. Dlatego już na studiach pisała, redagowała i poprawiała. Na stażach, praktykach i podczas współpracy z mediami. O powrocie do pensjonatu na Mazurach nawet nie myślała.
– Wynajmowaliśmy wtedy mieszkanie w Warszawie. Z Chłopem i dwoma kotami – mówi Asia.
Trzeciego kota Chłop przygarnął później, gdy Aśka leżała na porodówce. Trafiła tam nieprzypadkowo. Rok wcześniej poszła do ginekologa poskarżyć się na problemy z cyklem. Wyszła od niego z werdyktem: możliwa wczesna menopauza. Miała wtedy 26 lat.
– Lekarz powiedział, że jeśli kiedyś chcemy mieć z Chłopem dzieci, to musimy już zacząć się starać. I że wcześniej niż za dwa lata nam się nie uda. Po dwóch miesiącach Asia dowiedziała się, że będą z Chłopem mieli Bachora.
W środku lasu
Z Warszawy na mazurską wieś do Asi jedzie się 6 godzin. Trzeba się przesiadać, bo bezpośredniego autobusu nie ma. Zimą nie ma tu nawet drogi: zasypane śniegiem leśne aleje są szerokim łukiem omijane przez odśnieżarki. Wielu zazdrości Matce lokalizacji: w środku lasu, nad samym brzegiem mazurskiego jeziora. Piękny krajobraz i świeże powietrze – marzenie urlopowiczów, którzy latem tłumnie ściągają w te okolice. Matka ma przy nich zajęcie, coś się dzieje.
Najwięcej pracy jest przed przyjazdem gości do pensjonatu. Trzeba posprzątać łazienki, przygotować pokoje i jeszcze zająć się dzieckiem. Matka nie ma nawet czasu na herbatę – wypija tylko kawę, żeby mieć więcej energii. Ale jak już wczasowicze się zjadą, napięcie opada. Gdy goście czerpią z uroków natury, Matka ma chwilę dla siebie. A jeśli przyjadą małe dzieci, to i Bachor ma towarzystwo do zabawy.
Zimą jest gorzej. Zimą Matka ma obok siebie tylko rodziców – Babcię i Dziadka, syna – Bachora, i partnera – Chłopa. Koleżanek w okolicy nie ma. Te, które były, już dawno wyjechały do miasta albo za granicę za pracą i rozwojem osobistym. Asia do niektórych dzwoni, choć czasem komórka traci zasięg i rozmowę urywa. – Uroki mieszkania w lesie – śmieje się.
Chłop, który po przeprowadzce na Mazury wstąpił do zawodowego wojska, często wyjeżdża na poligon. Wieczorami próbują się zdzwonić: on z pola, ona z lasu.
– Hej, Aśku, co tam?
– Co?
– Co tam?
– Też cię kocham!
Zasięg niknie, rozmowa się rwie. Telefon milczy.
Ale do samotności fizycznej Matka jest przyzwyczajona. Ten, kto wychowywał się na odludziu, zrozumie. Poczucie osamotnienia matek ma inne przyczyny.
– Chodzi o bierność społeczeństwa. O brak empatii w ośrodkach zdrowia albo urzędach – uważa Asia.
Kontra społeczeństwo
Asia poczuła się osamotniona w momencie, gdy przestała mieć mleko. Kiedy jej dwumiesięczne dziecko w mig drastycznie schudło.
– I wtedy, zamiast jakiejś porady czy pomocy, od każdego – położnej, lekarki, dziewczyn w przychodni – usłyszałam, że kłamię. Pamiętam, jak położna ściskała mi brodawki, próbując udowodnić, że mam mleko. A kiedy się przekonała, że jednak nie, zarzuciła, że przed chwilą karmiłam – żali się Matka. – Nikomu wtedy do głowy nie przyszło zapytać, jak się czuję.
Ale i przed porodem nie było kolorowo. Większość ciąży Asia przeleżała zgodnie z zaleceniem lekarza. A jak już miała gdzieś jechać, to tylko w wypadku najwyższej konieczności. Wyprawy te do przyjemnych nie należały.
Bo tłum w komunikacji miejskiej się nie rozstępuje, ciężarnej nie przepuszcza. Usiąść by chciała? Młoda, to postoi.
Bo kolejki w przychodni. Bierze Aśka z rana numerek, a potem siedzi, siedzi, tony czasopism w poczekalni z nudów czyta, a osób dookoła nie ubywa. Na stratę spisany dzień i siły w matczynym ciele.
Bo kiedyś zapytała, czy kolejka do internisty nie przepuści jej pierwszej. Nie przepuściła, a jakaś babcia nawet dodała, że smarkula do liceum powinna lecieć, a nie nogi w środku roku szkolnego rozkładać. Matce wtedy język w gębie kołkiem stanął, cóż że drobna, krótko ścięta, w okularach – podlotkiem już nie jest. Tylko starszy pan za Matką się ujął. „Ona nosi w brzuchu Polaka, drogie panie!” – powiedział.
A potem doszły problemy z właścicielem mieszkania w Warszawie. Gdy już wrócili ze szpitala – Asia z Bachorem, a Chłop z trzecim kotem – poprosili najemcę, by ich zameldował. Odmówił, bał się, że mu zagarną mieszkanie. A bez meldunku Bachor nie ma żłobka, bez żłobka Matka nie pójdzie do pracy, z jednej pensji kierowcy Chłop rodziny nie udźwignie. Musieli się spakować i przeprowadzić.
Tak znaleźli się w rodzinnym domu Asi na Mazurach. Matka, Chłop, Bachor i wszystkie koty.
Blogerka – Mówi się, że pokolenie naszych matek miało gorzej niż my, a wcale nie narzekało na samotność – o macierzyństwie rozmawiamy z Asią mocno…