Subskrybuj
b. redaktor miesięcznika „Znak”, współautorka książki Świat według Janki.

Casting na ojca i syna

Robert Klark Graham założył tzw. bank spermy noblistów. Pierwotnie jedynie laureaci Nagrody Nobla mieli być dawcami nasienia, ale ze względu na duży popyt i małą podaż Graham był zmuszony rozszerzyć ofertę o odnoszących sukcesy sportowców, akademików i artystów.

Giovanni Aldini dostarczał mieszkańcom zachodnioeuropejskich miast początku XIX w. specyficznej rozrywki. Uczeń i siostrzeniec Luigiego Galvaniego, znanego z eksperymentów, w których martwe żabie udka ruszały się pod wpływem prądu, był kontynuatorem dzieła swojego wuja, badaczem elektryczności i jej wpływu na ciała ludzkie i zwierzęce. W ramach popularyzowania nauki Aldini prowadził publiczne wykłady w Bolonii, Paryżu i Londynie, a odczyty łączył z pokazami, podczas których ciała martwych osób raził prądem elektrycznym. Zwłoki ruszały nogami, podnosiły ręce, zaciskały pięści i otwierały oczy. Ponoć Aldini wierzył, że kiedyś będzie możliwe przywracanie martwych do życia za pomocą prądu.

Choć opisy jego wystąpień mogą i dziś budzić oburzenie, to trzeba przyznać, że w pewnym sensie udało mu się przewidzieć przyszłość. Nikogo nie dziwią przecież defibrylatory wiszące na ścianach dworców, lotnisk czy centrów handlowych, które w razie potrzeby za pomocą prądu przywracają normalną pracę serca i ratują życie. Jednak dwa wieki temu prognozy Aldiniego budziły głównie grozę, czego wyrazistym dowodem stałasię najsłynniejsza powieść Mary Shelley – Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz. Książka to wprawdzie tylko fikcyjna historia, ale źródła z tamtego okresu pokazują, że Shelley świetnie uchwyciła ówczesne obawy związane z rozwojem nauki, który odwieczne prawa natury wydawał się mieć za nic. Autorce – mimo że pisała swą powieść głównie ku rozrywce czytelników – udało się tak sugestywnie uchwycić lęk przed przekraczaniem granic związanych z nadawaniem życia, że nawet w dzisiejszych debatach o wspomaganej prokreacji zaplącze się tu i ówdzie odniesienie do tego klasycznego utworu.

Podobnie jak wtedy, tak i dziś monstrum stworzone przez powieściowego doktora jest symbolem wielkich naukowych przełomów związanych z życiem człowieka i ogromnego lęku, jaki się z nimi wiąże. A doniesienia docierające do nas nieustannie z naukowych laboratoriów usprawiedliwiają niepokój spowodowany ciągłą przemianą technicznych możliwości.

Wybrańcy

Jeszcze kilka lat temu mogło się wydawać, że los ludzkich zarodków traconych podczas procedury zapłodnienia in vitro rysuje się jako poważny problem, który z czasem uda się rozwiązać. Wiele osób wyrażało nadzieję na to, że udoskonalenie metody wytrąci sceptykom z rąk argument dotyczący poświęcania życia jednej istoty ludzkiej dla powołania do życia innej. I mimo że technicznie możliwe jest przeprowadzenie zapłodnienia pozaustrojowego i doprowadzenie do ciąży bez tworzenia nadliczbowych embrionów, to praktyka pokazuje, że w wielu przypadkach „jakość” dziecka, które ma się narodzić, stawiana jest wyżej niż postulowane niekiedy prawo zarodków do niebycia niszczonymi. Aby otrzymać możliwość wyboru najzdrowszego embrionu, tworzy się ich kilka, a później wybiera te najlepiej rokujące. Zwolennicy metody in vitro przypominają zresztą, że także w wypadku naturalnego poczęcia dochodzi do swoistej selekcji zarodków – te, które mają poważne wady, są samoistnie wydalane z organizmu, często jeszcze zanim kobieta dowie się, że jest w ciąży.

Diagnostyka preimplantacyjna stosowana przy metodzie in vitro ma najczęściej na celu wybranie ze wszystkich stworzonych zarodków tych, które są w najlepszej kondycji, co powinno zwiększyć prawdopodobieństwo donoszenia ciąży i narodzenia się zdrowego dziecka. Jednych martwić będzie już sam fakt selekcji, wybieranie tych, z których narodzi się człowiek, przy jednoczesnym odrzuceniu pozostałych. Ale jest jeszcze inny aspekt budzący kontrowersje, a mianowicie dobór cech zarodka. W większości przypadków genetyczna diagnostyka preimplantacyjna podyktowana jest względami zdrowotnymi, jednak możliwości techniczne są o wiele szersze i nie są to możliwości tylko teoretyczne. Joanna Bątkiewicz-Brożek w artykule Egzamin z in vitro („Znak” nr 667, grudzień 2010) pisze np.: „wskaźnik selekcji zarodków ze względu na płeć tylko w USA w 2005 r. przekraczał 9%, a w poszczególnych ośrodkach sięgał do 49% (np. w Centrum Płodności na Uniwersytecie Illinois w Chicago)”. Cech niechcianych przez niektórych rodziców może być, niestety, więcej.

Pewne jak w banku? Trzeba podkreślić, że te dwa kontrowersyjne działania – selekcja cech przyszłego dziecka i niszczenie niewykorzystanych zarodków – nie muszą iść w parze. Można stwierdzić, że ludzie od wieków oceniali atrakcyjność osób przeciwnej płci jako potencjalnych rodziców, którzy mogą dzieciom przekazać swe talenty. Zdani byli co prawda na przypadek i nie mogli przewidzieć, które cechy dziecko odziedziczy po ojcu, które po matce i czy w ogóle będzie widać jakieś między nimi podobieństwo, jednak ten tok myślenia przetrwał do dziś, czego dowodem są strony banków spermy, z których dowiedzieć się możemy, jakie cechy ma dawca. Np. na stronach duńskiego oddziału banku nasienia Cryos poza kolorem skóry, oczu, włosów, wzrostem, wagą i rozmiarem buta możemy poznać poziom inte-ligencji emocjonalnej dawcy, usłyszeć jego głos, zobaczyć zdjęcie z dzieciństwa, dowiedzieć się, czy jest asertywny, czy potrafi kontrolować emocje, co motywuje go w pracy, co lubi jeść, jakiej muzyki słucha, czym zajmują się jego rodzice i jaki ma charakter pisma. W ankiecie dostępnej dla klientów banku dawcy informują również o stanie zdrowia swoim, rodzeństwa i przodków – czy dziadkowie chorowali na serce albo cierpieli na choroby genetyczne, czy rodzice nosili okulary, itd. Znane są również przypadki banków spermy, które same dokonywały selekcji cech dawców, żeby zaoferować klientom „produkt” najwyższej jakości. Robert Klark Graham założył w 1980 r. Repository for Germinal Choice, który przez media okrzyknięty został „bankiem spermy noblistów”. Pierwotne założenie rzeczywiście było takie, żeby jedynie laureaci Nagrody Nobla byli dawcami nasienia, ale ze względu na duży popyt i małą podaż Graham był zmuszony rozszerzyć ofertę o odnoszących sukcesy sportowców, akademików i artystów. Bank działał przez dwie dekady, został zamknięty niedługo po śmierci założyciela. Przyczynił się do narodzin 229 dzieci. Kilkoro z nich po latach zgodziło się porozmawiać z dziennikarzami. Rzeczywiście robili wrażenie osób, którym sukces przychodzi łatwo. Nie wiadomo jednak, ani czy ich historie są reprezentatywne dla całej grupy, ani w jakim stopniu ich kariera była wynikiem genów, a w jakim wychowania. Można przecież założyć, że rodzice, wiedząc, że ich potomstwo ma geny geniusza, będą dokładać wielu starań, żeby zapewnić najlepsze warunki do…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Narodziny: scenariusz i reżyseria