Subskrybuj
Filolog, ateista, prowadzi stronę www.jezushistoryczny.pl, zajmuje się Jezusem historycznym.

Ewangelia zapomniana: od Jakuba Sprawiedliwego do ebionitów

Trudno dłużej mówić o pojedynczej, czytelnej linii tradycji łączącej historycznego Jezusa, jego apostołów, Pawła, ewangelistów, a w końcu sięgającej do wczesnych Ojców Kościoła. Coraz wyraźniejsza staje się natomiast inna tradycja, zaczynająca się już u Jana Chrzciciela, przechodząca następnie do Jezusa, jego uczniów i braci, zwłaszcza Jakuba. To tradycja eschatologiczna, nadal mieszcząca się w obrębie judaizmu.

Czy ewangelista Mateusz obciążył Żydów odpowiedzialnością za śmierć Jezusa? Lisicki napisał m.in.: „Jezus był Synem Człowieczym i »cały lud«, Izrael jako byt metafizyczny, jako lud święty, wybrany, jako osoba, utracił niewinność, dopuścił się grzechu. Nie oznacza to winy poszczególnego Żyda w tym czy innym pokoleniu, lecz jedynie to, że przynależność do Izraela nie usprawiedliwia w oczach Boga. Każdy Żyd, tak jak każdy poganin, musi przystąpić do reszty Izraela, którą ocalił Mesjasz” (1). Zdaniem Connelly’ego, Lisicki próbuje wrócić do dawnego rozumienia winy Żydów, odrzuconego przez II Sobór Watykański. „Jak oddzielić pojedynczego Żyda od narodu żydowskiego? – pyta amerykański profesor. – Jak autor może twierdzić, że naród żydowski żyje w tym grzechu, nie dotykając tym samym każdego Żyda?” (2). Ks. Witczyk ripostuje: „Lisicki nie pisze w tym fragmencie o »porządku historycznym«, o którym mówił kard. Bea na Soborze, ale o porządku teologicznym – w ujęciu św. Mateusza (…). Zaiste, niewinna krew Jezusa nie woła o pomstę i karę, ale »jest pojednaniem«. Ona – właśnie jako »pojednanie« – jest tym nasieniem, z którego rodzi się nowy Lud Chrystusa- –Mesjasza (…). Ewangeliści byli świadomi, że wypowiadane przez bohaterów Ewangelii słowa często nabierają w odniesieniu do osoby i dzieła Jezusa Chrystusa nieoczekiwanie innego znaczenia niż to, które historyczni rozmówcy mieli na myśli( np. Nikodem w J 3). W tym przypadku »cały lud« (rzecz jasna, że nie mógł to być »cały« w sensie historyczno-statystycznym) zebrany na dziedzińcu u Piłata z pewnością nie miał na myśli zbawienia przez krew Jezusa”. Problem polega na tym, że Lisicki – skoro pisał o utracie niewinności tylko przez Izrael – także nie mógł mieć tego na myśli. Ks. Witczyk musiał go mocno przeinterpretować za pomocą cytatów z książek papieża Benedykta XVI, aby z „grzechu Żydów” zrobić „grzech wszystkich ludzi”. Potraktował przy tym II tom papieskiego Jezusa z Nazaretu bardzo selektywnie. Odgadując np., co miał na myśli „cały lud” krzyczący na dziedzińcu u Piłata, ks. Witczyk stanął na stanowisku, że ten okrzyk faktycznie (historycznie) miał miejsce – sprzeciwiając się tym samym opinii Benedykta, który stwierdził jednoznacznie, że Mateusz „nie podaje tu z pewnością faktu historycznego” (3).

Z drugiej strony, w dotychczasowej debacie brak jasnego podziału na ocenę z punktu widzenia teologii dogmatycznej (gdzie pytanie o zgodność z oficjalnym współczesnym nauczaniem Kościoła ma sens) i ocenę historioznawczą, dotyczącą sposobu rekonstrukcji wydarzeń i idei teologicznych z I w. (gdzie takie anachroniczne pytanie żadnego sensu nie ma). „Na tej zasadzie można by mi zarzucić, że nie odniosłem się w ogóle do Tradycji Kościoła, że nie cytowałem Ojców. Dlaczego moi polemiści ograniczają się do Soboru Watykańskiego II? Chyba wiedzą, że przed nim były inne sobory?” (4) – ironizuje nie bez racji Lisicki. Inaczej mówiąc: gdyby Lisicki wykazał, z zachowaniem całego warsztatu historyka czy popularyzatora historii, że w Ewangelii Mateusza mamy teologię unieważnienia Prawa Mojżeszowego, jego praca byłaby poznawczo wartościowa. (Byłaby wręcz rewolucyjna, biorąc pod uwagę stan badań A.D. 2013!) I nauczanie żadnego soboru nie mogłoby tego zmienić.

Czy jednak rzeczywiście wykazał coś takiego? Czy faktycznie mamy u Mateusza tak dramatyczną, jak tego chce Lisicki, degradację żydowskiego prawa i narodu Izraela?

Fałszywe zeznania „w zgodzie z regułami Prawa”?

Lisicki rozumuje tak: „moralnym, metafizycznym bezprawiem” w przypadku Jezusa stały się „legalność prawna i zachowanie reguł”. „Właśnie to, że Jezusa skazano w zgodzie z regułami Prawa, oznacza, iż Izrael utracił dawną czystość i niewinność” (5).

Problem w tym, że ta główna przesłanka (historyczna) głównej tezy (teologicznej) Lisickiego, do której wraca on wielokrotnie, niemal „obsesyjnie”, jak to ujął jeden z recenzentów – w ogóle nie ma pokrycia w tekście Ewangelii. Ktokolwiek pofatyguje się, aby spokojnie i uważnie przeczytać historię skazania Jezusa przez Piłata, bardzo szybko zauważy, że ewangelista rozłożył akcenty zupełnie inaczej. Działaniami mieszkańców Jerozolimy bynajmniej nie kieruje poszanowanie dla Prawa Mojżeszowego, nawet jeśli użycie prawnej formuły świadków biorących odpowiedzialność za krew może coś takiego sugerować. Mateusz bowiem jasno i jednoznacznie określa, z jakiej przyczyny część Żydów domagała się wyroku skazującego: arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa (Mt 27, 20). Lud Izraela odgrywa u Mateusza rolę zaledwie posłusznego narzędzia w rękach przywódców religijnych. Świątynią w tamtym czasie zarządzało ugrupowanie religijne saduceuszów. Jeśli ktokolwiek u Mateusza „dopuścił się moralnego, metafizycznego bezprawia”, jeśli ktokolwiek „utracił niewinność”, jeśli przynależność do jakiejś grupy „nie usprawiedliwia w oczach Boga” – grupą tą z całą pewnością są saduceusze, najczęściej występujący u Mateusza jako „arcykapłani i starsi ludu”. To oni, gdy tylko Jezus kończy ostatnią ze swoich wielkich pięciu mów, spotykają się i naradzają, aby go podstępnie pochwycić i zabić. To im Judasz składa swą ofertę zdrady. Jezusa aresztuje co prawda „wielka zgraja z mieczami i kijami”, przypominająca „cały lud” sprzed siedziby Piłata, ale Mateusz także tutaj natychmiast dodaje, że chodzi o „zgraję od arcykapłanów i starszych ludu”. Gdy dochodzimy do sceny skazania Jezusa przez Sanhedryn, Wysokiej Radzie znów oczywiście towarzyszą arcykapłani. Nie skazują oni jednak Jezusa, jak widzi to Paweł Lisicki, z tego powodu, że dopuścił się on bluźnierstwa. Mateusz pisze: „arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić. Lecz nie znaleźli, jakkolwiek występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęli dwaj”. Relacja ta ma kapitalne znaczenie, gdy pytamy o stosunek ewangelisty do żydowskiego Prawa. Okazuje się, że Jezus u Mateusza wcale nie został skazany zgodnie z Prawem Mojżesza, ale na podstawie fałszywego świadectwa, a zatem poprzez ewidentne złamanie prawa. Ewangelista Mateusz odpowiedzialnością za śmierć Jezusa obciąża nie cały naród Izraela, tylko jego przywódców, którzy namówili lud, aby wystąpił przeciw Mesjaszowi. Wini nie prawo Mojżeszowe, ale sędziów, którzy je z premedytacją naruszyli.

Czy Jezus był chrześcijaninem?

To smutne, że pojedyncze zdanie o odpowiedzialności za krew z wersetu 27, 25 mogło przez wieki historii Kościoła nabrać tyle wagi, że do dziś bywa odnotowywane, a nawet specjalnie eksponowane przez katolicką inteligencję i biblistów. Tak jakby ewangelista, który zapisał chyba najbardziej judaistyczne upomnienia w całej wczesnochrześcijańskiej literaturze, mógł być przeciwny Torze Mojżeszowej: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni” (Mt 5, 17–18). Trudno mi uwierzyć, że biblista taki jak ks. prof. Henryk Witczyk nie zna tych wersetów ani nie zna fabuły Ewangelii! Być może jego pozytywna opinia wiąże się bardziej z intencjami autora Kto zabił Jezusa? niż z wartością jego argumentów? Intencji tych Lisicki wcale nie ukrywa. Związane są one z toczonymi przez prawicę amerykańską, a teraz także polską, wojnami kulturowymi. „Mamy do czynienia z falą politycznej poprawności, która szczególnie na Zachodzie doprowadziła do tego, że całą winę za doprowadzenie do śmierci Jezusa zdejmuje się z władz żydowskich czy z Sanhedrynu i przekłada się ją na Rzymian.

Po drugie zamyka się Jezusa wyłącznie w obrębie judaizmu i odmawia mu prawa do oryginalności. Jezus nie może być założycielem chrześcijaństwa, to zaś traktowane jest jako wypaczenie, pogańska naleciałość” (6). Kwestia przynależności religijnej Jezusa i jego ruchu wydaje mi się jak najbardziej warta uwagi: o nią właśnie od samego początku sporu chodziło.Ks. Witczyk sugeruje, że już w pierwszym pokoleniu uczniów, ba, nawet jeszcze za życia Jezusa (!) można mówić o dwóch odrębnych religiach. Wskazuje na „czas pierwszego wieku, czas działalności Jezusa z Nazaretu, reakcji świata żydowskiego na jego działalność, na jego nauczanie, na jego śmierć i zmartwychwstanie, na działalność apostołów” i dodaje komentarz: „wtedy jeszcze obydwie religie mało się znały”. Co pozwala mu na aż tak wczesne lokowanie początku chrześcijaństwa? Głównie krytyka Prawa Mojżeszowego w listach Pawła z Tarsu. „Prawo nie usprawiedliwia, bo nie ma w nim mocy usprawiedliwiającej (…) śmiertelnika, czyli mocy Ducha, która ożywia umarłych. Ta moc ma swoje źródło w krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” – wnioskuje ks. Witczyk na podstawie listów do Galatów i Rzymian. „Dla jasności dodajmy – zastrzega – że św. Paweł nie zabrania swoim braciom-Żydom, którzy nie uwierzyli w Jezusa z Nazaretu jako ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Mesjasza, żyć dalej według Tory (…)”.

Paweł z Tarsu i ruch pojezusowy

Trudno mi przychodzi wyobrażanie sobie Pawła, który by miał tak silną pozycję, aby łaskawie „nie zabraniać” innym Żydom „żyć dalej według Tory”. Nic nie wydaje się bardziej odległe od prawdy historycznej. Listy Pawła, a także jego burzliwe losy w Dziejach Apostolskich świadczą raczej o jego nieustannych zmaganiach o swoje miejsce nawet w ruchu pojezusowym, nie mówiąc już o jakichkolwiek wpływach na Żydów poza tym ruchem. Jego sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Zaczął jako prześladowca uczniów, samego Jezusa znał tylko z cudzych opowieści i własnych wizji, a nacisk pogańskiego środowiska i opóźnianie się Paruzji wymuszały na nim coraz bardziej radykalne i coraz bardziej kontrowersyjne nowinki teologiczne.

Ks. Witczyk myli chyba wagę dokumentalną listów Pawła z Tarsu, najwcześniejszych zachowanych pism ruchu pojezusowego, a także jego rolę w wytworzeniu idei chrześcijańskiej ortodoksji z historyczną pozycją Pawła i jego nauczania w całości ruchu w okresie przed upadkiem Jerozolimy w roku 70. O ile te dwie pierwsze trudno byłoby przecenić, o tyle co do znaczenia Pawła za jego życia coraz większa liczba biblistów zgłasza wątpliwości. Wystarczy rzucić okiem na defensywną, często autotematyczną retorykę Pawła, aby takich wątpliwości nabrać: „Upominanie zaś nasze nie pochodzi z błędu ani z nieczystej pobudki, ani z podstępu” (Tes 2, 3). „Jeżeli nawet nie jestem apostołem dla innych, dla was na pewno nim jestem” (1 Kor 9, 2–3). „Nie uciekamy się do żadnych podstępów ani nie fałszujemy słowa Bożego” (2 Kor 4, 2). „Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim” (Gal 1, 11). „Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa” (Ef 5, 8). „Ci ostatni [głoszą] z miłości, świadomi tego, że jestem przeznaczony do obrony Ewangelii” (Flp 1, 16). „Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym” (Rz 9, 1). Część z powyższych cytatów można uznać za ślady sporów Pawła z tymi Żydami, którzy nie przystąpili do ruchu Jezusa. Trudno jednak w ten sposób wyjaśnić wersy, gdzie mowa o apostołach, Ewangelii czy Chrystusie. Wygląda na to, że kwestionującymi autorytet i/lub nauczanie Pawła byli niekiedy członkowie ruchu pojezusowego. Przytoczę trochę dłuższy fragment Listu do Galatów: „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Gal 1, 6–8).

Ewangelia obrzezania Ile można wywnioskować z listu Pawła na temat owej tajemniczej „innej” Ewangelii? Oponenci Pawła mogli nakłaniać jego uczniów do przestrzegania jakichś świąt żydowskich (Gal 4, 10). Z pewnością zalecali im obrzezanie (Gal 5, 2). W rozdziale drugim, w ramach relacji Pawła ze spotkania z Jakubem, Piotrem i Janem, znów pojawia się motyw dwóch Ewangelii: „Mnie zostało powierzone głoszenie Ewangelii wśród nieobrzezanych, podobnie jak Piotrowi wśród obrzezanych (Gal 2, 7)”. Tym razem – co ważne – „inna” Ewangelia, „Ewangelia obrzezania” (bo tak brzmi dokładne tłumaczenie) wydaje się według Pawła nie wchodzić w konflikt z łaską Chrystusa. Tym razem Paweł nie rzuca przekleństw. Uczniowie Piotra są już obrzezani: są Żydami, którzy uwierzyli w Jezusa jako Mesjasza. Uczniowie Pawła to poganie, którzy uwierzyli w Jezusa jako Mesjasza – i tylko w ich przypadku obrzezanie zagrażałoby „prawdzie Ewangelii” (Gal 2, 5). Nie samo zresztą obrzezanie, ale całe Prawo Mojżeszowe. „Zerwaliście więzy z Chrystusem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z łaski” – ostrzega Paweł (Gal 5, 4). Najwyraźniej dla Pawła priorytetowa dla tożsamości ruchu była wiara w Jezusa jako Mesjasza. Odrzucenie prawa nie było chyba dla niego kwestią aż tak priorytetową, skoro może sobie tutaj pozwolić na elastyczność: nie protestuje przeciw Piotrowej „Ewangelii obrzezania”. O wiele bardziej intrygujące wydaje się jednak to, co można z Listu do Galatów wywnioskować o priorytetach nie Pawła, ale głosicieli „innej Ewangelii”. W drugiej części rozdziału drugiego mamy sytuację, kiedy w Antiochii – jednej ze wspólnot Pawła – pojawili się Żydzi „z otoczenia Jakuba”. Piotr, Barnaba i inni Żydzi na widok przybyszów opuścili stół, przy którym wcześniej jedli wraz z wierzącymi w Chrystusa poganami. Zrobili to, „bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania”. Paweł ostro krytykuje Piotra za tak demonstracyjne naruszanie zasad jego Ewangelii: „Jeżeli to, że szukamy usprawiedliwienia w Chrystusie, poczytuje się nam za grzech, to i Chrystusa należałoby uznać za sprawcę grzechu. A to…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wojna