Subskrybuj
Dr hab., profesor Uniwersytetu Gdańskiego, kierownik Zakładu Komunikacji Kulturowej i Aksjologii Dziennikarstwa.

Watykańska strażniczka ortodoksji a teologia

W posoborowej historii Kościoła fale krytyki teologów pod adresem Kongregacji Nauki Wiary, i w ogóle Kurii Rzymskiej, przyjmowały kształt w miarę regularnie ogłaszanych deklaracji, będących odpowiedzią na konkretne wydarzenia. Ostatnio dołączyła do nich jeszcze jedna, jak się zdaje, równie ważna, tyle że internetowa: „Władza w Kościele katolickim. Deklaracja katolickich uczonych w sprawie władzy”.

Kongregacja Nauki Wiary (KNW) jest nie tylko najstarszą, ale i najważniejszą kongregacją w Kurii Rzymskiej. O jej wadze w życiu Kościoła na przełomie XX i XXI w. świadczy fakt, że jej prefekt Joseph Ratzinger został papieżem. Jakby tego było mało, w tym samym czasie dała ona Kościołowi również szefa Sekretariatu Stanu, czyli drugą po papieżu osobistość państwa kościelnego – Tarcisio Bertone, wcześniej sekretarza kard. Ratzingera. Znaczenie i siłę KNW jasno ukazuje także jedna z kurialnych praktyk, ukształtowana za pontyfikatu Jana Pawła II: wszystkie tamtejsze dykasterie, włącznie z pozostałymi ośmioma kongregacjami, zobowiązane są przed oficjalną publikacją przekładać KNW swoje dokumenty do doktrynalnej oceny.

Znaczenie watykańskiej strażniczki ortodoksji na co dzień ujawnia się przede wszystkim w jej doktrynalnych badaniach, decyzjach, ocenach i wyrokach co do rozlicznych spraw i wydarzeń, a w wyjątkowy sposób w odniesieniu do teologicznych koncepcji proponowanych przez teologów. Jeśli „właściwym obowiązkiem” KNW „jest promocja i ochrona doktryny wiary i moralności w całym świecie katolickim”, to w tym dziele szczególnej trosce powierzona została twórczość przedstawicielek i przedstawicieli sacra scientia, czyli badanie ortodoksyjności treści „książek i innych pism dotyczących wiary i moralności, publikowanych przez wiernych (…), które wydają się sprzeczne z prawdziwą wiarą lub dla niej niebezpieczne” (Jan Paweł II, Pastor Bonus). Kogo jednak mamy na myśli, wypowiadając słowo „kongregacja” w nazwie KNW? Otóż, z formalnego punktu widzenia „odnosi się [ono] nie do pracowników i asystentów, którzy dla niego [prefekta – J.M.] pracują, ale do grupy dwudziestu kardynałów, arcybiskupów i biskupów (…), którzy stanowią najwyższy organ decyzyjny, swego rodzaju zarząd Kongregacji Nauki Wiary. Każda kongregacja watykańska kierowana jest przez podobną grupę biskupów, na której czele stoi kardynał prefekt (…). Ciało składające się z wszystkich biskupów, którzy zarządzają kongregacją, zwane Plenaria, zbiera się tylko raz na pół roku, a i to tylko po to, by dokonać ogólnej oceny pracy urzędu”. Z kolei codzienne funkcjonowanie KNW spoczywa w rękach pracowników prefekta, których za kard. Ratzingera było trzydziestu ośmiu (1).

Rozliczne interwencje KNW, jej głos w dyskusjach i sporach teologicznych oraz publikowane dokumenty niewątpliwie w znaczącym stopniu określają doktrynalne i duszpasterskie kierunki, w których zmierza życie Kościoła w różnych zakątkach świata, mają realny wpływ na losy katolików. Jeśli – ograniczmy się do trzech przykładów – katolicy, którzy się rozwiedli, a zawarli kolejny związek cywilny, nie mogą przystępować do komunii św., to dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że takie właśnie jest stanowisko KNW. W 1994 r. „potępiła” ona trzech biskupów niemieckich za to, że w swoich diecezjach, powołując się na zasadę miłosierdzia, dopuścili tych wiernych – pod pewnymi warunkami – do komunii św. Jeśli w niektórych regionach ziemskiego globu katolicy musieli odstąpić od spowiedzi generalnej (bez indywidualnego wyznawania grzechów wobec duchownego, a z rozgrzeszeniem), to również w decydującej mierze z powodu stanowiska KNW. I jeszcze przykład z Azji: chyba żadna inna enuncjacja tej kongregacji nie spotkała się tam z tak ostrą krytyką ze strony katolików, teologów, świeckich, ale i biskupów, nawet tych w kardynalskich purpurach, jak osławiona Deklaracja Dominus Iesus: o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła (2000 r.). Padały i takie słowa, że dokument ubliża wszystkim zaangażowanym w dialog międzyreligijny, który dla tamtejszego Kościoła jest sprawą życia i śmierci, i to jak najbardziej dosłownie. Po opublikowaniu deklaracji zdarzały się fizyczne ataki na wyznawców Chrystusa. Twierdzono, że Dominus Iesus nie wyrasta z żywego doświadczenia Kościoła w Azji, ale z zachodniego doświadczenia zza biurka.

W aktywności KNW do głosu dochodzi zarówno obligatoryjna (w danym czasie) wykładania wiary i konkretnych doktryn, jak też teologiczno-doktrynalne obawy i troski rzymskiego centrum Kościoła, jego wizja zagrożeń i niebezpieczeństw, widzenie spraw i wydarzeń, ważenie szans i zagrożeń, pojmowanie radości i smutków w życiu wiernych i świata. Konkretne rozstrzygnięcia KNW końcowy swój kształt przyjmują w publikowanych dokumentach – a pod względem produkcji dokumentów nie ma ona sobie równych wśród wszystkich dykasterii Kurii Rzymskiej.

Czas sporów

Po II Soborze Watykańskim (1962–1965) KNW wydała przynajmniej 150 dokumentów (wszystkie można znaleźć – w kilku językach europejskich – na oficjalnej internetowej stronie Watykanu). Mówię tu o dokumentach podstawowych, którym towarzyszy wiele innych, niewymagających udostępnienia w Sieci. Są to – publikowane w Internecie, ale też na papierze – rozliczne pisma mniejszej wagi, bardziej lub mniej oficjalne komentarze do tych pierwszych, wyjaśnienia, dopowiedzenia, sprostowania. Łącznie sporych rozmiarów biblioteczka – kilka setek dokumentów od zakończenia II Soboru Watykańskiego. W obliczu tego mnóstwa teologiczno-doktrynalnych enuncjacji niektórzy zarzucają KNW nadprodukcję wypowiedzi, nadmierny interwencjonizm, doktrynalną nadwrażliwość, dewaluację swego słowa, rozmywanie hierarchii prawd wiary i doktryn, komplikowanie wiernym, szczególnie teologom z istoty rzeczy poddanych jej kurateli, życia. Dziesięć lat temu wręcz o „papierolatrii” KNW, i w ogóle całej Kurii Rzymskiej, pisał znany włoski publicysta Vittorio Messori (2). Nieco później na łamach miesięcznika „30 Giorni” wtórował mu kard. Godfried Danneels, prymas Belgii. Hierarcha mówił o „nieustającym potoku papieru”, który płynie z kurialnej góry. Sugerował „moratorium” w tej dziedzinie. Nie wydaje się, by apel prymasa Belgii dotarł do drukarni Watykanu, chociaż – jak się zdaje – zmniejszyły one produkcję, gdy papieżem został Franciszek.

Jakkolwiek oceniać dokumentarną aktywność KNW, w jakiejś mierze trudno się jej dziwić, zważywszy na rozmiary ożywienia teologicznego i doktrynalnego po II Soborze Watykańskim. Zresztą on sam okazał się wielkim trzęsieniem teologiczno-kościelnej ziemi, stając się polem wielu gorących dyskusji i sporów. Ożywienie, które z Soboru przeniosło się na Kościół, było i jest źródłem wielu problemów doktrynalnych, nawet dogmatycznych, nowych ujęć starych prawd, kwestionowania tych czy innych tradycyjnych doktryn itp. Tu pierwsze skrzypce grali i grają przedstawicielki i przedstawiciele sacra scientia, co rusz wywołujący spory i debaty, czemu jednak także nie sposób się dziwić, gdy uwzględni się choćby fakt, że muszą oni zajmować się sprawami, które Vaticanum II doprowadziło zaledwie do połowy drogi, odłożyło na później, mając je za nazbyt drażliwe, wciąż niedojrzałe, rodzące zbyt głębokie podziały, domagające się czasu, by się nimi zająć. To było trudne dziedzictwo, jakie zostawił po sobie katolicyzm przedsoborowy, który przecież „był Kościołem obumierającym i w dodatku wielce antypatycznym. (…) przypominał (…) muzeum, które żyło przede wszystkim swoim własnym życiem wewnętrznym” (ks. Józef Tischner), narcystycznie kręcącym się wokół osi swojej nieposzlakowanej doskonałości, pielęgnującym „herezję” papieżolatrii, okopującym się przed światem demokratycznym, teologicznie i doktrynalnie skostniałym i zuniformizowanym, poddanym dyktatowi wszystkowiedzącego i nieomylnego watykańskiego centrum, z prześladującym teologów Świętym Oficjum na czele, z którego wyrosła KNW.

Po II Soborze Watykańskim spierano się zatem o liczne nowe i stare sprawy. Było ich naprawdę wiele. Oto tylko niektóre z nich: relacja między Objawieniem a Pismem Świętym, rozwój dogmatów, reforma liturgii, kolegialność biskupów, zasada pomocniczości w Kościele, papieska nieomylność, kapłaństwo kobiet, koncepcja zmartwychwstania w śmierci, wolność poszukiwań teologicznych, teologia wyzwolenia, cierpienie Boga, ludzka świadomość Jezusa Chrystusa, grzech pierworodny, nadzieja zbawienia dla wszystkich, dziewictwo Maryi, Kościół a demokracja, świeccy w Kościele, ekumenizm, Kościół jako communio, relacja chrześcijaństwa do innych religii, odnowa rozumienia ewangelizacyjnej misji Kościoła, „reforma reformy liturgicznej”, komunia św. dla katolików rozwiedzionych pozostających w nowych cywilnych związkach małżeńskich, antykoncepcja, etyka seksualna – przykłady można mnożyć…

Debatom i sporom, ale też niezgodzie i podziałom nie było końca. By opisać tę sytuację, Joseph Ratzinger – już jako Benedykt XVI – w 2005 r. sięgnął po słowa św. Bazylego, który tak mówił o Kościele po soborze nicejskim (325 r.): „Ochrypłe wrzaski tych, którzy skłóceni występują przeciw sobie; niezrozumiała gadanina, bezładny zgiełk krzyczących bez ustanku wypełnił już cały Kościół, zniekształcając – przez nadgorliwość lub uchybienia – prawdziwą naukę wiary”. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że interwencje KNW w konkretne debaty i spory nierzadko przypominały dolewanie oliwy do ognia, zamiast wyciszać i osłabiać, wzmagały ich impet, podnosiły temperaturę, a do tego przyciągały uwagę mediów.

Powrót centralizmu

Nawałnica i gorączka sporów, zamieszanie, kłótnie i podziały, rodzące się niejasności i dwuznaczności doktrynalno-dogmatyczne często były tak wielkie, że domagały się szybkich interwencji ze strony Magisterium Kościoła, czyli biskupów. Tymczasem część z nich, by nie powiedzieć: wielu, nie dysponując właściwym przygotowaniem teologicznym i odpowiednimi narzędziami, nie mając do pomocy ekspertów (3), jak też, siłą rzeczy, nie nadążając za dynamicznymi zmianami, odpowiedzialność za rozwiązywanie piętrzących się a trudnych teologiczno-doktrynalnych problemów zaczęła cedować – i w lwiej części scedowała – na KNW. Kongregacja, szczególnie pod rządami kard. Josepha Ratzingera, jednego z najwybitniejszych teologów katolickich tamtych dni, okazała się swoistą deską ratunku dla części biskupów, którzy, mając na głowie wiele innych codziennych praktycznych czy duszpasterskich problemów, mieli poczucie, że trudne sprawy doktrynalne oddają w jak najbardziej kompetentne a bezpieczne ręce. W rezultacie – i wbrew intencjom II Soboru Watykańskiego, któremu na sercu leżała decentralizacja Kościoła i wzmocnienie Kościołów lokalnych – rosło teologiczno-doktrynalne znaczenie KNW i w ogóle rzymskiego centrum, gdzie z kolei – jak przekonywali choćby kardynałowie Walter Kasper, Godfried Danneels, Franz König czy Carlo Maria Martini – zaczęły odradzać się przedsoborowe centralistyczne ambicje i tendencje.

O tych tendencjach coraz częściej i głośniej mówiono i dyskutowano podczas synodów biskupów dla poszczególnych kontynentów, które na przełomie XX i XXI w. odbywały się w Rzymie. Według niektórych biskupów o odradzaniu się rzymskiego centralizmu świadczył już fakt, że synody, podczas których większość uczestników z założenia stanowili biskupi spoza Europy, odbywały się w Watykanie, pod bacznym okiem kurialnych „strażników”, nade wszystko z KNW. Na synodzie biskupów w 2001 r. armeński patriarcha Nerses Bedros przekonywał: „Kościół Rzymu nie jest jakimś super-Kościołem, a Kościoły lokalne nie są wikariatami Rzymu. Nadmierna rzymska centralizacja mogłaby zdusić rozliczne bogactwa Kościołów lokalnych”.

W 1999 r. kard. Franz König z Wiednia na łamach poczytnego angielskiego tygodnika katolickiego „The Tablet” zarzucił kongregacjom Kurii Rzymskiej, szczególnie zaś KNW, „grzech” – z doktrynalnego punktu widzenia – wręcz „śmiertelny”, bo zupełnie nieuzasadnioną teologicznie praktyczną rekonfigurację struktury Magisterium Kościoła, tj. przypisywanie sobie roli „trzeciej siły”, między papieżem, czyli biskupem Rzymu, a pozostałymi biskupami, „siły” przejmującej istotne kompetencje – nade wszystko w dziedzinie nauczania wiary – samych biskupów, kompetencje przywrócone biskupom przez II Sobór Watykański. Hierarcha pisał na łamach brytyjskiego katolickiego tygodnika „The Tablet”: „W rzeczywistości, de facto, a nie de iure, świadomie czy nieświadomie, przedstawiciele Kurii Rzymskiej, pracując w łączności z papieżem, przywłaszczają sobie zadania kolegium biskupiego. Obecnie to oni realizują większość z tych zadań” (4). Austriacki kardynał nie był w tym sądzie odosobniony (5).

Protesty teologów

Krytyczne głosy hierarchów pod adresem KNW nierzadko współbrzmią z krytyką prezentowaną przez środowiska teologów i teolożek, ostrzegających przed swoistą teologiczno-doktrynalną hegemonią watykańskiej strażniczki ortodoksji, co – jak się twierdzi – zagraża wolności poszukiwań i badań teologicznych, które są niezbędne dla właściwego funkcjonowania Kościoła. W posoborowej historii Kościoła fale krytyki teologów pod adresem KNW, i w ogóle Kurii Rzymskiej, przyjmowały kształt – co charakterystyczne – w miarę regularnie ogłaszanych deklaracji, będących odpowiedzią na konkretne wydarzenia. Najbardziej spektakularne, ale też – jak sądzę – najważniejsze z tych deklaracji, i to nie tylko z historycznego punktu widzenia, są dwie: „Deklaracja z Nijmegen” (Holandia) i „Deklaracja kolońska” (Niemcy). Ostatnio dołączyła do nich jeszcze jedna, jak się zdaje, równie ważna, tyle że internetowa: „Władza w Kościele katolickim. Deklaracja katolickich uczonych w sprawie władzy” (http://www.churchauthority. org/index.asp).

„Deklaracja z Nijmegen” powstała już trzy lata po zakończeniu Vaticanum II – w 1968 r. Jej autorzy stanęli w obronie przede wszystkim wolności poszukiwań i badań teologicznych – ich zdaniem zagrożonych ze strony władz Kościoła. Dokument ostatecznie podpisało 1360 teologów z ponad 53 krajów, w tym teologowie, którzy odegrali zasadniczą rolę na II Soborze Watykańskim jako periti, doradcy biskupów – wśród nich najwięksi tytani ówczesnej sacra scientia: Karl Rahner, Edward Schillebeeckx, Yves Congar, Johann B. Metz, Roland Murphy czy Hans Küng. Naprawdę mówimy o tytanach teologii: „Historia ostatniego soboru odsłania wielkie zapotrzebowanie na mądrość teologów. »Żywe magisterium Kościoła«, biskupi i kardynałowie, wypełniło sale, by uczyć się od E. Schillebeeckxa, K. Rahnera, Y. Congara, H. Künga i innych teologów, którzy stali się nauczycielami oficjalnych nauczycieli w Kościele, prawdziwymi charyzmatycznymi m a g i s t r a m a g i s t e r i i. Najwięcej na soborze mieli do powiedzenia biskupi, którym udało się zdobyć najlepszych teologów-ekspertów” (6).

Co ważne, „[Joseph] Ratzinger [również soborowy peritus] przyłączył się do swoich przyjaciół i współpracowników zapewniających, że »wolność teologów i teologii w służbie Kościoła odzyskana przez Sobór Watykański II nie może zostać ponownie zagrożona«” (7).

Autorzy „Deklaracji z Nijmegen” pisali: „Każda forma dochodzenia [rzymskie procedury badania ortodoksyjności], bez względu na to jak delikatna, nie tylko szkodzi rozwojowi silnej teologii, ale też wyrządza nieodwracalną szkodę wiarygodności Kościoła jako społeczności we współczesnym świecie”. I w innym miejscu: „Chcielibyśmy wypełnić swój obowiązek, którym jest poszukiwanie prawdy, nie będąc narażonymi na środki i sankcje administracyjne. Oczekujemy, że nasza wolność będzie respektowana zawsze, gdy wypowiemy lub opublikujemy, w najlepszej wierze i zgodnie z sumieniem, nasze dobrze uzasadnione przekonania teologiczne”. Autorom deklaracji nie chodziło o to, że teologowie są nietykalni i że KNW nie powinna mieć do nich dostępu, ale o to, by jej, i całej Kurii Rzymskiej, struktury, procedury i skład osobowy wyrażały „uprawnioną różnorodność współczesnych szkół teologicznych i innych form umysłowego oglądu”.

W podobnym tonie zredagowano „Deklarację kolońską” w 1989 r., która była reakcją na decyzję Jana Pawła II o mianowaniu na stanowisko arcybiskupa Kolonii – wbrew lokalnym protestom – konserwatywnego hierarchy Joachima Meisnera (8). Dokument podpisało 163 teologów z Austrii, Holandii, Niemiec i Szwajcarii, a potem dołączyli do nich inni: 52 z Belgii, 130 z Francji, 23 z Hiszpanii i 63 z Włoch. Ostatecznie deklarację podpisem poparło 485 teologów i teolożek, jak też 16000 katolików świeckich. Wśród sygnatariuszy znowu znaleźli się teologiczni tytani: Edward Schillebeeckx, Johann B. Metz, Joseph Fuchs czy Bernard Häring.

„Deklaracja kolońska” zwróciła się przeciwko – jak to zostało w niej ujęte – „nowemu rzymskiemu centralizmowi”. „Jeśli papież – czytamy – czyni to, co nie należy do jego urzędu, to nie może domagać się posłuszeństwa w imię katolicyzmu. W takim wypadku musi spodziewać się odstępstwa”. Dokument mówi o watykańskim osłabianiu – wbrew II Soborowi Watykańskiemu – kolegialności biskupów i autorytetu biskupów lokalnych. Przywołuje sprawę teologów, którym zakazano wykładania w seminariach i na wydziałach teologicznych. Autorzy deklaracji za jedną z przyczyn współczesnych trudności z niesieniem Ewangelii światu uznali fakt, że Watykan odmawia przyznania uprawnień teologom, których poglądów nie akceptuje, eliminując w ten sposób pluralizm opinii i poglądów teologicznych, co jest „niebezpiecznym naruszaniem wolności badań naukowych i nauczania”.

Tym razem – inaczej niż w wypadku „Deklaracji z Nijmegen” – Joseph Ratzinger, który od nieco ponad siedmiu lat kierował watykańską strażniczką ortodoksji, stanął po przeciwnej stronie teologicznej „barykady”. Na dokument z Kolonii zareagował krytycznie i ostro. Podkreślił, że w Kościele „nie ma prawa do odstępstwa”, i zasugerował, że autorzy deklaracji mają ambicje uczestniczyć w „politycznym wyścigu o władzę”. W 1990 r. KNW opublikowała specjalny dokument poświęcony powołaniu teologa Donum veritatis. Kard. Ratzinger, wskazując na przyczynę konieczności dokumentu, (chyba) nie bez ironii oświadczył: „Teologowie mają coraz silniejsze poczucie, że są prawdziwymi nauczycielami Kościoła, a nawet biskupów. Co więcej, od soboru zostali odkryci przez środki masowego przekazu i przyciągnęli ich zainteresowanie”.

W październiku 2012 r. w Internecie pojawiła się deklaracja katolickich uczonych w sprawie władzy w Kościele, podpisana przez 213 teologów i przedstawicieli innych nauk badających zjawisko religijności z 30 krajów. Dokument nietrudno powiązać z głośnym w ostatnich latach sporem o znaczenie II Soboru Watykańskiego i losy zaczętych na nim reform. Spór z nową siłą wybuchł po słynnym przemówieniu Benedykta XVI do Kurii Rzymskiej w grudniu 2005 r., za którym poszła jego decyzja o uwolnieniu Mszy „trydenckiej” i przywróceniu do Kościoła lefebrystów, do dziś odrzucających Vaticanum II i oskarżających go o różne herezje.

Wśród sygnatariuszy deklaracji w sprawie władzy w Kościele znalazło się – w odróżnieniu od Nijmegen i Kolonii – również siedmiu biskupów. Jeden z nich – William Morris z Australii – w 2011 r. został pozbawiony urzędu, w przyspieszonym trybie przez Benedykta XVI, m.in. za promowanie, zamiast spowiedzi indywidualnej, „rozgrzeszenia ogólnego”, święceń kapłańskich dla żonatych mężczyzn, a nawet kapłaństwa kobiet. Dwóch biskupów sygnatariuszy z Brazylii to znani obrońcy praw ludzkich, szczególnie praw Indian Amazonii, i teologii wyzwolenia: Pedro Maria Casaldáliga Plá i Heriberto Hermes. Pośród pozostałych sygnatariuszy znajdziemy postacie i wybitne, i uznane, i głośne, i kontrowersyjne. Są tam choćby teologowie, którzy od lat widnieją na „czarnej liście” KNW, jak Hans Küng, kwestionujący oficjalną wykładnię nieomylności Kościoła, i Leonardo Boff, jeden z ojców założycieli teologii wyzwolenia. Są tam wybitne teolożki feministyczne, jak Elizabeth Schüssler Fiorenza i zakonnica Sandra Schneiders ze Zgromadzenia Niepokalanego Serca Maryi, znakomici bibliści, choćby duchowni Othmar Keel i Xabier Pikaza, czołówka teologii religii, jak Paul Knitter i jezuita Michael Amaladoss. Dokument podpisali także polscy księża profesorowie – Wacław Hryniewicz czy Michał Czajkowski (9).

Według „Deklaracji katolickich uczonych…” zasadniczym źródłem współczesnej stagnacji Kościoła są „złe rozumienie i nadużycia, które mają wpływ na sprawowanie władzy w Kościele”. Dokument formułuje siedem postulatów służących uzdrowieniu sytuacji. Dwa z nich bezpośrednio dotyczą kwestii, o których mowa w niniejszym artykule: „Kuria Rzymska wymaga radykalniejszej reformy, zgodnie ze wskazaniami i wizją Drugiego Soboru Watykańskiego. (…) Kongregację Nauki Wiary winny wspomagać międzynarodowe komisje ekspertów, wybieranych niezależnie na podstawie ich kompetencji zawodowych”.

Wrażliwość strażniczki Dla życia Kościoła współczesnego istotne znaczenie ma to, w których obszarach teologiczno-doktrynalnych na przełomie XX i XXI w. KNW lokuje swoje obawy i widzi najważniejsze zagrożenia dla ortodoksji – a szczególnie: w które stanowiska teologiczne w tym czasie kierowała krytyczne ostrze swoich interwencji. Jeśli przyjmiemy, że przełom ubiegłego i obecnego stulecia obejmuje ostatnie 20 lat (1993–2013), to w tym czasie KNW opublikowała łącznie 50 dokumentów, z których – podając w przybliżeniu – 20 można uznać za wycelowane bezpośrednio w konkretne koncepcje teologiczne. Najliczniejsze z nich dotyczą problematyki moralno-etycznej (bioetyka, aborcja czy etyka seksualna) – 18% z 50 dokumentów; teologiczno- -religijnej (relacja chrześcijaństwa do innych tradycji religijnych) – 14%; sakramentalnej – 14%; antropologiczno- kobiecej (tzw. kwestia kobieca – rola i miejsce kobiety w Kościele) – 12%; eklezjologicznej (różne aspekty tajemnicy Kościoła) – 12%, i związanej z instytucjonalnymi narzędziami obrony ortodoksji wiary i obyczajów – 10%. Gdyby przyjąć – a nic nie stoi chyba ku temu na przeszkodzie – że część enuncjacji sakramentalnych i dokumenty o instrumentach obrony wiary i obyczajów dotyczą istotnych elementów funkcjonowania instytucji…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Władza w Kościele