Czy w 10 tygodni można przetłumaczyć Nowy Testament?
Dzisiaj pewnie nikt by się na to nie porwał i osobiście nie wydaje mi się to możliwe. Przekaz o przetłumaczeniu Nowego Testamentu przez Lutra jest zaskakująco zbieżny z historią powstania Septuaginty. Myślę, że w ten sposób próbowano uwiarygodnić nowo powstałe tłumaczenie. Musimy także pamiętać, że sam Luter tłumaczył obszerne fragmenty Pisma Świętego już wcześniej. Dokonanie Lutra polega też na konwersji autorytetu – w miejsce klasycznych wartości, takich jak autorytet rodzica, przełożonego, Kościoła i tradycji, mnich z Wittenbergi postawił Pismo Święte jako nadrzędny imperatyw chrześcijanina.
Mimo upływu wieków w krajach niemieckojęzycznych przekład ten wciąż uznawany jest za dobry. Jak to możliwe?
Tłumaczenie, o którym mówimy, to z jednej strony przekład, a z drugiej strony jego kulturowe umiejscowienie w społeczeństwie. Luter nie chciał stworzyć odpowiednika łaciny, ale tłumaczenie zrozumiałe dla przeciętnego człowieka. Szukając właściwych słów, mówił, że „trzeba pytać dookoła siebie, matkę w domu, dzieci na ulicy, patrzeć, jak mówią, i według tego tłumaczyć”, należy, dosłownie, patrzeć człowiekowi „na gębę”. Dlatego zaproponowane przez Lutra zwroty były świadectwem żywego języka, który nie występował jeszcze w tamtym czasie w literaturze, a za sprawą przekładu został wprowadzony w obieg. Tłumaczenie objęło swym zasięgiem cały obszar językowy i w zależności od regionu kształtowało kulturę językową jeszcze przez kolejne 200, a nawet 300 lat. Zachowane egzemplarze Biblii z czasów Lutra są całkowicie „sczytane”, mają poobrywane kartki, zużyte okładki – przez wieki służyły w protestanckich domach jako elementarze do nauki czytania.
Wprawdzie Testament wrześniowy z 1522 r., jak nazwano wydanie Lutra, nie był pierwszą edycją Biblii w języku niemieckim, ale pierwszą kompletną, czyli zawierającą cały Nowy Testament, ogłoszoną drukiem i szeroko rozpowszechnianą. A to wszystko działo się poza kościelną hierarchią, finansowane ze świeckich środków księcia Filipa.
W XVI w. Biblia nie była jeszcze powszechnie dostępna. Wiemy, że Luter pierwszy egzemplarz Pisma Świętego otrzymał dopiero w zakonie augustianów. Po Wulgatę mogli sięgać jedynie patres, czyli ojcowie, a i ci w trakcie studiów nad Pismem posługiwali się wypróbowanymi, uznanymi komentarzami. Bracia, fratres, w ogóle nie korzystali z kompletnych wydań Pisma Świętego. Jeśli chodzi o lud, było jeszcze gorzej. Szerzej dostępne były jedynie wyjątki z ewangelii i z listów apostolskich. Nie posiadano wydań całościowych. A te przełożone na niemiecki spisane zostały w ówczesnym odpowiedniku łaciny, czyli w języku wysokoniemieckim. Luter uznawał Słowo Boże za rzecz o znaczeniu fundamentalnym dla każdego chrześcijanina, ponieważ to właśnie ono jest rzeczywistością, za pomocą której możemy doświadczyć zmartwychwstałego Jezusa. Dlatego dobry, tzn. bliski człowiekowi, posługujący się językiem codziennej egzystencji przekład był dla niego tak ważny. W jednym z pism Luter mówi nawet o sakramentalnym znaczeniu Słowa Bożego. Nie możemy też zapominać, że celem Lutra nie była reformacja rozumiana jako przewrót, rozłam czy rewolta w Kościele, lecz reforma poprzez dialog oparty na fundamencie Pisma Świętego. Wynalazek druku stwarzał nowe możliwości osiągania tego celu. Pierwszą wydaną drukiem książką była Wulgata. W roku 1516, a zatem kilka lat przed wydaniem Testamentu wrześniowego, ukazało się drukiem greckie wydanie Nowego Testamentu przygotowane przez Erazma z Rotterdamu. Testament wrześniowy jest zatem owocem dynamicznego stulecia druku i naturalną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń.
Erazm z Rotterdamu potrzebował „aż” 10 miesięcy na przygotowanie greckiego wydania Nowego Testamentu. Jak to możliwe, że Marcinowi Lutrowi wystarczyło zaledwie 10 tygodni na przełożenie całego Nowego Testamentu z greki na niemiecki?
Część tekstów Luter tłumaczył już wcześniej, np. do Postylli domowej i kościelnej oraz komentarza do Magnificat. Przez wiele lat prowadził wykłady z Pisma Świętego, a jednocześnie studiował grekę i hebrajski. Na rok przed przystąpieniem do przekładu Nowego Testamentu zanotował: „Przez cały dzień siedzę tutaj jak człek próżniaczy i godzien litości, czytam grecką i hebrajską Biblię”. Nad samym przekładem pracował w dość osobliwych okolicznościach, w całkowitym odosobnieniu, odcięty od świata w zamku Wartburg, gdzie spędził niecały rok. Jest to czas, gdy Luter przebywa pod opieką księcia Fryderyka, w Niemczech trwają rozruchy, a sam reformator jest banitą. Widzimy tu mnicha w przebraniu szlachcica, przemykającego zamkowymi korytarzami. Bez wątpienia to najtrudniejszy okres w życiu Lutra. Dlatego ucieka od rzeczywistości w świat Objawienia, próbując zrozumieć otaczający go świat i skomunikować te dwie rzeczywistości za pomocą języka. Pobyt na Wartburgu spowodowany był wystąpieniem Lutra na sejmie w Wormacji, gdzie zamiast odwołać swe nauki, żądał otwartej dysputy teologicznej. Skoro nie doszło do dialogu, podejmuje on dialog wewnętrzny ze Słowem Bożym przez studia nad językiem hebrajskim i greckim, przekłada psalmy, pisze traktaty i pracuje nad wspomnianym już tłumaczeniem. Skoro Kościół nie rozumie Lutra, to Luter postanawia zrozumieć siebie za pomocą Objawienia. W przyszłości zasada ta stanie się podstawą współczesnej hermeneutyki Wilhelma Diltheya, Martina Heideggera, Hansa- -Georga Gadamera i Paula Ricoeura. Wracając do Lutra na Wartburgu, to 10 tygodni, czyli 70 dni, w symboliczny sposób odnosi nas do historii powstania Septuaginty. Zgodnie z przekazem zawartym w Liście Arysteasza, na zaproszenie Ptolemeusza II Filadelfa do Aleksandrii przybyło 70 uczonych żydowskich, aby dokonać przekładu Tory na grekę. Mieli oni pracować osobno, a po zakończeniu własnych przekładów wspólnie ustalić ostateczną wersję dzieła. Prace ukończyli po 70 dniach. Wówczas okazało się, że poszczególne teksty tłumaczenia są identyczne, co odebrano jako znak od Boga. Zachwycony dziełem król nabrał wielkiego szacunku do Biblii. Protestanci mają duży dystans do podobnych historii. Można powiedzieć, że ważniejsza jest dla nich recepcja niż sama historia powstania. Podobnie ma się rzecz z 95 tezami Lutra z 1517 r. oraz z Wyznaniem augsburskim z 1530 r., autorstwa Filipa Melanchtona – oryginały obydwu najważniejszych tekstów reformacji nie zachowały się – co świadczy o tym, że znaczenie ma nie tyle jednostkowe wydarzenie, ile powszechny dostęp do sformułowanych prawd wiary oraz ich recepcja. Zarówno Wyznanie augsburskie jak i 95 tez znamy z ich pierwszego wydania drukiem, stąd wartość ma nie tyle manuskrypt, ile właśnie editio princeps.
Jest jeszcze jeden ważny szczegół. Mimo iż Testament trafiał do zwykłych ludzi, Luter dbał o poziom edytorski wydań.
Ogromną wagę przywiązywał do jakości druku, kroju czcionki, typografii. Zachowały się jego zapiski na temat jednej z edycji: „wydrukowane brudno, niedbale, nieporządnie, złe czcionki, pomieszane gatunki papieru, bezmyślne, wieczne niechlujstwo”. Wspomniane już pierwsze wydanie z września 1522 r. zaopatrzone zostało przez warsztat Lucasa Cranacha w 21 dużych drzeworytów – co świadczy o atencji Lutra do ikonograficznych przedstawień treści Objawienia. Ostatecznie całość za sprawą drukarza Melchiora Rottera została wykonana z ogromną starannością i, co ciekawe, errata do Nowego Testamentu zawierała tylko osiem poprawek. W późniejszych edycjach tekst ten był wielokrotnie rewidowany, również przez samego Lutra. Ostatnie wydanie, nad którym pracował osobiście, ukazało się w roku jego śmierci, czyli w 1546. Wtedy używano już wszystkich dostępnych manuskryptów, a nie jedynie wydania Erazma, jak podczas tych 10 tygodni. Odwoływano się również do komentarzy Ojców Kościoła i komentarzy rabinicznych. To ostatnie jest szczególnie ciekawe: Luter wysoko cenił judaizm za to, że niesie w sobie żywą tradycję rozumienia Jezusa-Żyda. Jednak mimo późniejszych rewizji w swych podstawach przekład Lutra okazał się na tyle rewolucyjny, że w Kościołach niemieckojęzycznych wydania te są wciąż używane.
Przekłady Lutra nie tylko ukształtowały język niemiecki, ale i luterańską teologię: noszą one ślady teologicznych przekonań Lutra. Poglądy te są zresztą wyłożone wprost w komentarzach poprzedzających listy św. Jakuba, Judy, w Liście do Hebrajczyków oraz w Apokalipsie. Dlaczego do tych ksiąg podchodził z większą powściągliwością?Luter nigdy nie pokusił się o to, żeby zrezygnować z którejś z 27 ksiąg Nowego Testamentu. W księgach wyznaniowych luteranizmu, które kształtowały się do roku 1570, w ogóle nie ma wskazań odnośnie do kanonu Starego i Nowego Testamentu. Tak więc nie istnieje coś takiego jak kanon protestancki Pisma Świętego. Zresztą w oficjalny sposób kanon w Kościele zachodnim został ustalony dopiero podczas soboru trydenckiego. Reformacja przyjmowała więc zastany kanon z dobrodziejstwem inwentarza. Jeszcze w XVII-wiecznym przekładzie Biblii gdańskiej Pismo Święte Starego Testamentu zawiera księgi deuterokanoniczne. Dopiero Biblia warszawska z roku 1975 lokuje te księgi w formie dodatku na końcu Starego Testamentu. Obecnie w niektórych wydaniach księgi te w ogóle są pomijane, co moim zdaniem jest błędem, ponieważ należą do tradycji teologicznej Kościoła. Nie wiemy, czy ich hebrajski lub aramejski tekst nie zachował się, czy też nigdy nie były spisane w tych językach, ale na pewno są one świadectwem hellenistycznej myśli w judaizmie. Dlatego, mimo iż na ich podstawie nie formułujemy dogmatów, stanowią one ważną część dziedzictwa Kościoła. Jeśli zaś chodzi o powściągliwość wobec wymienionych tekstów, to faktycznie wynika ona z racji teologicznych. Już w 95 tezach Luter dochodzi do przekonania, że zbawienie to dzieło własne Boga w Jezusie, które jest dokonane poza człowiekiem i jego wolą. U Lutra próżno szukać synergizmu, współdziałania człowieka w dziele zbawienia. Jest on niesłychanie radykalny w tym, aby w procesie usprawiedliwienia przywrócić Chrystusowi suwerenne miejsce Boga. W 95 tezach nie neguje odpustu jako narzędzia kościelnej karności, krytykuje natomiast nadużycia polegające na umniejszaniu objawionej w Chrystusie łaski oraz zbawczej roli Słowa i sakramentów. Apeluje o właściwe rozumienie pokuty, nie jako uczynku, ale stanu, w którym chrześcijanin jako człowiek grzeszny aspiruje do tego, żeby za sprawą łaski zostać usprawiedliwionym. Oczywiście ta myśl jest przedluterańska. Pojawia się zarówno u Husa, jak i Wiklefa, a także u Ojców Kościoła, szczególnie u św. Augustyna. Nie bez znaczenia jest fakt, że Marcin Luter wybrał dla siebie właśnie zakon żebraczy augustianów, co obrazuje jego radykalne pojmowanie pokuty i łaski w późniejszym czasie. Ważne oparcie dla tezy o usprawiedliwieniu stanowi 3. rozdział Listu do Rzymian św. Pawła, w którym mówi się o tym, że człowiek jest usprawiedliwiany za darmo, z łaski, bez uczynku. Luter szukał tego wątku również i…