Często wydaje się, że środki techniczne, a nawet same technologie rozwijają się według pewnego wewnętrznego schematu, tj. wedle pewnej nieuniknionej antropocentrycznej logiki. Zgodnie z tą wizją dzieje techniki są stopniową projekcją celowego działania człowieka. Technika stanowi imitację i ekspansję naszej wrodzonej inteligencji. Myślimy, że w nieubłaganej kolejności maszyny imitują wszystkie nasze czynności, które składają się na cykliczny proces działania instrumentalnego. Najpierw imitują one czynności narządów wykonawczych, tzw. efektorów (ręka, noga), później czynności narządów zmysłu – receptorów (oko, ucho), i wreszcie czynności narządu sterującego (mózg). „W postępie technicznym – pisał w tym duchu Jürgen Habermas – możemy wręcz widzieć środek urzeczywistniania sensu historii, która sama w sobie żadnego sensu nie ma” (1). W rezultacie ujawnienia tej „logiki historycznej” panowanie polityczne przyjęło postać technicznego rozporządzania. Dlatego zdaniem filozofów z Frankfurtu, od Theodora W. Adorno i Herberta Marcusego po Habermasa i Axela Honnetha, nie można zlikwidować władzy i przemocy „racjonalności kalkulacji”, nie znosząc samej techniki. W tej wizji technika jest zawsze „człekopodobnym sobowtórem”. Cyborgi i androidy w tej narracji są człekopodobnymi (humane- -like i man-like) istotami. Historia narodzin „rzeczywistości rozszerzonej” lub „rzeczywistości zwielokrotnionej” dokonuje się w tej wizji w trzech krokach. Narzędzia zostały zastąpione maszynami, a maszyny automatami. Narzędzia, począwszy od pierwszych ociosanych kamieni aż do roweru, wzmacniają czynności naturalne narządów ciała. Maszyny natomiast mogą ludzkie czynności zastąpić. Czynią to poprzez przetwarzanie energii, czemu służą młyny, machiny miotające, zegary, maszyny parowe. Dopiero jednak „cyfrowe automaty” nie ulepszają czynności motorycznych lub sensorycznych, lecz zastępują samą inteligencję.
Udoskonalone maszyny cybernetyczne nie pracują już wedle sztywnego programu, jak np. zwykły termostat, ale samodzielnie rozwijają nowe strategie przystosowania się do zmiennych warunków otoczenia.
Z chwilą powstania tego typu inteligentnych systemów uczących się osiągnięty został ostatni szczebel rozwoju techniki. Dzięki temu faktowi, a nie z innych bardziej akcydentalnych powodów, historia została zakończona. Człowiek rozumiany jako homo faber po raz pierwszy może się w pełni zobiektywizować oraz spojrzeć z zewnątrz na czynności działania instrumentalnego, które się w swoich produktach zautonomizowały i zobiektywizowały zarazem.
W podobnym kierunku – wzmacniania ludzkiej inteligencji, podążają także analizy Daniela C. Dennetta i jego idea „wieży generowania” (2). Znajdujemy w tej wieży kilka pokoleń organizmów. Pierwszy typ to „organizmy darwinowskie”, generowane przez mniej lub bardziej arbitralne procesy rekombinacji i mutacji genów. Organizmy te testuje się „w praktyce” i jedynie najlepsze rekonstrukcje mogą przetrwać; pozostałe są eliminowane. Drugim typem są „organizmy skinnerowskie”, obdarzone większą plastycznością fenotypową, co oznacza, że nie są one „w pełni skonstruowane” w chwili narodzin. Jednostki te konfrontują się ze środowiskiem, generując różne działania, które wypróbowuje się jedne po drugich, do momentu znalezienia takich, jakie okazują się korzystne. Elementem selekcji nie są tu organizmy, ale zachowania. Trzeci typ organizmów to „organizmy popperowskie”, posiadające wewnętrzne selektywne środowisko, pozwalające na przeglądanie konkurencyjnych działań. Dzięki temu nie muszą one wybierać najsensowniejszego działania kosztowną metodą prób i błędów; już za pierwszym razem mogą działać rozumnie, tj. lepiej niż przypadkowo. Wreszcie czwarty typ organizmów, definiujący przypadek człowieka, to „organizmy gregoriańskie”, które importują narzędzia umysłu z kulturowego środowiska. W tym ujęciu stosowanie narzędzi nie tylko wymaga inteligencji niezbędnej do tego, aby dostrzec, sporządzić i zadbać o nie – samo narzędzie również nadaje inteligencję tym, którzy je dostali do ręki. Istoty gregoriańskie korzystają zatem z doświadczeń innych, eksploatując mądrość ucieleśnioną w tradycji.
Schemat myślowy Dennetta może rzeczywiście okazać się płodny poznawczo i przydatny eksplanacyjnie. Należy jednak jasno stwierdzić, że Dennett swym podziałem wyraźnie sugeruje, że nasza inteligencja dzięki maszynom i rozbudowanemu „otoczeniu technicznemu” ekspanduje poza siebie i staje się inteligencją rozproszoną i rozszerzoną. Epistemologia jest dla niego wciąż antropocentryczna, a park maszynowy stanowi „wzmocnienie” biologicznej bazy. Gdy pytamy o inteligencję sztuczną, poszukujemy stale inteligencji człekopodobnej. Nie pytamy o to, czy człowiek jest istotą technopodobną, ale o to, czy technika została stworzona jako przedłużenie człowieka.
Epimeteusz i Prometeusz
Istnieje także alternatywny nurt myślenia o technice. Martin Heidegger w etymologicznych analizach słowotwórstwa greckiego zwraca uwagę m.in. na to, że Arystoteles w Fizyce, tej nigdy nie dość przemyślanej, podstawowej księdze filozofii zachodniej, pojmuje „naturę” jako pewnego rodzaju „technikę”, technikę zdolną do wytwarzania samej siebie, technikę zdolną do samostwarzania, „tak że owa stanowiąca istotę natury »technika« stwarza metafizyczną podstawę możliwości czy wręcz konieczności podbicia i opanowania natury przez technikę maszynową” (3). Dopiero w tym świetle widać płytkość wszelkich krytyk kultury technokratycznej. Nie tylko bowiem istotą cywilizacji, ale nade wszystko istotą samej „natury” jest właśnie technika, czyli „fizyka przyrody”. Wyrabianie, tworzenie jest jednym rodzajem wytwarzania, rośnięcie, „wschodzenie siebie samego” – innym. Jedno i drugie wiąże się jednak z wytwarzaniem – techniką. To sposób myślenia o techne qua poiesis: istotą techne jest ujawnianie, a nie manipulowanie.
André Leroi-Gourhan podąża w tym auotopojetycznym kierunku. Wychodząc od założenia, że ludy zwane „niepiśmiennymi” naprawdę nie posiadają tylko pewnego typu pisma, zamiast odwoływać się do pojęć, służących odróżnieniu człowieka od innych istot żywych, poprzez opozycje instynktu i inteligencji, istnienia lub nieistnienia mowy etc., opisuje powolne przekształcanie motoryki manualnej, której system audiofoniczny uwalnia się „dla mowy”, a spojrzenie i ręka „dla pisma”. Posługując się pojęciem „technicznej tendencji”, rozluźniając relacje między techne a ethne oraz opisując sprzężenie relacji „zorganizowanej materii organicznej” i „organizującej się materii nieorganicznej”, Leroi-Gourhan pokazuje rzeczywistość rozszerzoną od zarania. Świadom tego, że uwzględniając „zasadę koła”, można wyprowadzać nieskończone techniczne konsekwencje – dla rydwanu, koła garncarskiego, kołowrotka, tokarki etc., próbuje scharakteryzować antropogenezę i technogenezę jako zamienne wzajemnie się warunkujące i wzmacniające (4). W rezultacie Leroi-Gourhan staje się inicjatorem dyskursu na temat człomaszyny (humachines) – istoty nie tyle człekopodobnej, ile eksplorującej możliwe niezrealizowane połączenia w układzie ciało–środowisko–materia.
Ten sposób myślenia o technice przejmuje i podejmuje na nowo Bernard Stiegler w trylogii zatytułowanej Technika i czas, gdzie czytamy, że „technika” tworzy horyzont ludzkiej egzystencji i czasowości. Zdaniem Stieglera techniczność, „wrodzona protetyczność” człowieka, tj. równoczesność człowieka i techniki, została stłumiona w historii filozofii, która nigdy nie przestała odtwarzać różnicy między episteme (wiedzą) i techne (rzemiosłem). Pochodzenie „techniki” i pochodzenie tego, co nazywamy „ludzkim”, jest ściśle powiązane z czasem, samym pochodzeniem czasu oraz byciem w czasie lub raczej „nie-na- -czasie”. Czas ma jednak także związek z zapominaniem, procesem epimetheia, czyli gromadzeniem wiedzy naznaczonej przypadkowością, a figura Epimeteusza, tj. tego, kto przychodzi „po fakcie”, jest figurą fundującą (5).
Epimeteusz, czyli „myślący wstecz”, to „nieszczęsny mąż” Pandory zesłanej przez bogów „pierwszej kobiety”, za namową której otwiera on „puszkę” i sprowadza na ludzkość nieszczęścia. Według Hezjoda, który dwukrotnie przywołuje w Teogonii jego postać, Epimeteusz był tym, który przyjął „dar nieszczęścia” (dar Pandory od bogów). Natomiast zgodnie ze świadectwem Platona, odwołującego się do „starego mitu” w Protagorasie, tytaniczni bliźniacy – Epimeteusz i Prometeusz otrzymali od bogów zadanie podziału cech (mocy) wśród powołanych do życia zwierząt. Epimeteusz był odpowiedzialny za przydział cech pozytywnych dających „moc obronną” każdemu zwierzęciu. Kiedy jednak nadszedł czas, aby obdarować człowieka „pozytywną cechą”, „myślący wstecz” ujawnił się jako pozbawiony cnoty „dalekowzroczności”, okazało się bowiem, że „nic nie zostało” z darów mocy i wszystkie „cnoty” i „moce” zostały już rozdzielone i rozdane. Człowiek zobrazowany jest zatem w micie jako zwierzę „źle obdarowane”, „wybrakowane”, „owoc nicości” rozumianej jako „reszta”.
To z powodu winy, tj. zapomnienia (głupoty) Epimeteusza, Prometeusz postanawia, że atrybutem ludzkości stanie się techne – rzemiosło i sztuka ognia. Widząc słabość człowieka, Prometeusz wykrada podstępem (w kawałku drewna, z pozoru wilgotnym, ale w środku suchym) ogień – przywilej bogów. Ogień wkrada się w życie człowieka nie poprzez przemoc (siłę), ale poprzez podstęp. Prometeusz uczy ludzi przetapiać metale, gotować jedzenie, uprawiać rolę, kuć zbroje, budować domy, czytać, pisać i ujarzmiać siły przyrody. Promêtheia staje się synonimem przezorności i dalekowzroczności. Epimetheia – przeciwnie, synonimem krótkowzroczności i niedbalstwa.
Epimeteusz staje się tym, kto zapomina metafizykę, „zapomina myśl” i wreszcie zapomina samo „zapomnienie”, w chwili gdy „myśl myśli się jako zapomnienie”. Nie jest więc on po prostu figurą zapominalstwa i bezmyślności, „braku dowcipu” i „głupoty”, ale również tym, kto „sam staje się zapomniany”. Epimeteusz to symbol „opóźnienia”, „zapóźnienia” i „niewczesności” człowieka. Animal sapiens przekształca się „z czasem” w Homo sapiens, tj. gatunek przedwcześnie rodzących się istot, które weszły w swe środowiska z nadwyżką niedojrzałości i wczesnoporodowości, neotenii.
Człowiek to istota „przedwczesna” w tym znaczeniu, że rodzi się „nagi” i „bez broni”, a jego myśl jest myślą zawsze spóźnioną.
Myśl człowieka przychodzi „później” niż czynności jego organów oraz ruchów. Prometeusz ulepił człowieka z gliny pomieszanej ze łzami. Tylko „dusza” została dla niego „odlana” z boskiego ognia, którego parę iskier ukradł tytan z rydwanu boga Heliosa. Człowiek Prometeusza był słabszy i niższy od tytanów, jego ciało ledwo trzymało się na nogach, a kruche kości pękały pod najmniejszym ciężarem. Jedynie jego forma różniąca się od innych zwierząt była imitacją obrazu bogów. Człowiek to bóg na glinianych nogach wyposażony w rzemiosło. Akt zapomnienia nie kończy się jednak na „winie” Epimeteusza i „podstępie” Prometeusza. Początkowe zapomnienie jest na gruncie filozofii stale „powtarzane” jako zapominanie równocześnie „techniki” i „antropogenezy”. Filozofia od samego początku wypiera techniczny wymiar człowieczeństwa, a człowiek chce się sobie jawić jako coś więcej niż tylko „owoc kradzieży” i „bezmyślnego wybrakowania”. Technika stanie się instancją wypieraną z myślenia oraz równocześnie instancją nieustannie suplementowaną wobec „konstytutywnego braku” i „nieobecnego źródła”. „Rzeczywistość rozszerzona” okazuje się czymś „nie-do-pomyślenia”. Wyparciu techniki towarzyszyć będzie jednocześnie poszukiwanie bardziej źródłowego czasu, który nie zna czasu technicznego, czasu klepsydry, zegara mechanicznego lub elektronicznego. Wreszcie technika zostanie oskarżona o wprowadzanie do ludzkiego życia nihilizmu oraz wszelkiego zła, które pozbawia ludzi ich człowieczeństwa, dając im „fałszywe zmysły” (implanty rogówkowe), fałszywe organy (tytanowe odnóża), fałszywe ciała (przeszczepione serca), fałszywe geny (komórki macierzyste), fałszywe światło dnia (ekrany monitorów), fałszywe urządzenia społeczne i polityczne (politycy jako fałszywi dyrektorzy ludzkiego zoo zarządzający życiem). Wielokrążek, silnik, komputer Człowiek w trakcie swej historii trzykrotnie stawał przed możliwością stworzenia perpetuum mobile – mechanizmu, który poruszałby się wiecznie, samoczynnie i wykonywałby pracę bez pobierania energii z otoczenia. Trzykrotnie też człowiek doznawał porażki. Po raz pierwszy dokonało się to za sprawą opisanego już przez Arystotelesa wielokrążka. Rozumowanie Stagiryty nowożytni naukowcy uogólnili, odnosząc je do wszystkich maszyn prostych. Główna idea tej maszyny sprowadza się do tego, że kiedy kamień, lub dowolne inne ciało, stawia opór wysiłkom zmierzającym nadać mu ruch, to opór ten zostanie pokonany, jeśli pociągnie się kamień za pośrednictwem układu wielokrążków. Wielokrążek, podobnie jak wszystkie inne maszyny proste, okazał się jednak urządzeniem biernym, które może tylko przekazywać ruch, a nie wytwarzać go. Relacja równoważności wiąże przyczynę, czyli pracę, jaką wykonuje organizm, ze skutkiem, czyli ruchem kamienia. W idealnym świecie mechaniki klasycznej, pozbawionym tarć i zderzeń, sprawność maszyn jest równa jedności, co oznacza, że maszyna przekazuje cały ruch, jaki otrzymuje. Typowy przykład, oprócz wielokrążka, to oczywiście wahadło, w którym energia kinetyczna i energia potencjalna nieustannie przemieniają się jedna w drugą. W największym skrócie: tarcie i zderzenia ciał udaremniają pierwszy projekt implementacji „doskonałości” w świecie. Kiedy ciepło staje się rywalem grawitacji, powstaje projekt drugi. Silnik cieplny Jamesa Watta sprowokował pytanie: jak wykorzystać możliwie efektywnie ciepło do wytwarzania pracy mechanicznej? W przeciwieństwie do silnika mechanicznego, silnik cieplny powoduje istotne zmiany stanów układu, takie jak rozszerzanie i rozprężanie. Wytworzona praca jest efektem procesu…