Marta Widy-Behiesse: Jaka jest rola religii we współczesnym świecie?
Tariq Ramadan: Tych ról jest wiele. Przede wszystkim pozwalają odpowiedzieć na podstawowe dla człowieka pytanie o sens życia, warunkują stosunek do niego i nadają konkretny wymiar kwestiom najważniejszym – właśnie życiu i śmierci. W realiach społecznych zaś zaspokajają potrzebę poczucia solidarności, kształtują i warunkują relacje z innymi ludźmi, gwarantują wsparcie.
Dla blisko 1,5 mld muzułmanów na świecie funkcje takie pełni islam, stanowiąc podstawę ich konstrukcji w sensie duchowym, jednostkowym i społecznym. Determinuje on, jakie znaczenie ma dla nas życie i śmierć, duchowość i relacje z samym sobą i z innymi ludźmi.
Jest jednak jeszcze jedna funkcja religii, która może mieć wymierne, negatywne konsekwencje. Jeśli jest dogmatyczna i odwołuje się do przemocy, to może wręcz tę ostatnią propagować. Tak się dzieje również współcześnie.
Czy islam potrzebuje reformy, czy może to raczej muzułmanie powinni zmienić sposób jego postrzegania i interpretacji?
Często odpowiadam na to pytanie i uważam, że islam nie potrzebuje reform, ale muzułmanie w zależności od epoki i realiów, w jakich żyją, powinni zmieniać swój sposób postrzegania i interpretację religii. Trzeba ją dostosowywać do współczesnego kontekstu.
Jak Pana zdaniem powinna wyglądać ta reforma, jak muzułmanie powinni postrzegać swoją wiarę i religię?
W islamie istnieją zasady najważniejsze i nienaruszalne. Nie należy zmieniać nic w kwestii praktyki wiary – tu obowiązuje pięć znanych filarów. Podstawowe dogmaty i credo religii są stałe.
Jeśli zaś chodzi o szczegóły i mniej istotne kwestie, to niektóre elementy muszą się zmieniać. Uważam, że są dwa sposoby realizowania takiej reformy. Pierwszy z nich opiera się na zasadzie adaptacji, która polega na stałej pogoni za zmieniającą się rzeczywistością i dostosowaniu się do nowych warunków. Z kolei drugi model, jaki w moim przekonaniu można wyróżnić, zakłada dążenie ku przejściu do kolejnej fazy ewoluowania religii. Reforma taka wynika z przekonania o poczuciu misji i konieczności rozwoju zmierzającego do poprawiania samych siebie, ale i miejsca oraz rzeczywistości, w której żyjemy. Powinna zatem prowadzić do zmiany świata. Dla mnie konieczny jest ten drugi typ reformy.
Czy w celu realizacji tej reformy potrzeby jest idżtihad[1] i czy Pana zdaniem brama idżtihadu została już ponownie otwarta dla sunnickich teologów?
Jestem przekonany, że bramy idżtihadu nigdy nie zostały zamknięte. Wprawdzie niektórzy teologowie i intelektualiści rzeczywiście próbowali je zamknąć, ale one muszą pozostać otwarte, bo to jedyny sposób, by dochować wierności naszej wierze. Zatem idżtihad musi pozostawać w użyciu, a jego praktyki nie wolno zaprzestać.
Na ile idżtihad może być w Europie stosowany w inny sposób niż w świecie muzułmańskim? Czy istnieje jakiś szczególny jego model dla Europy?
Tak, oczywiście, ale jestem przeciwny takim ideom jak np. fikh mniejszości[2]. Należy poznać warunki europejskie i w oparciu o tę wiedzę oraz idżtihad proponować takie rozwiązania, które się w nich sprawdzą.
Mówi Pan często, że wartości muzułmańskie są zbieżne z wartościami Zachodu, ale w społeczeństwach zachodnich taki pogląd nie jest rozpowszechniony, szczególnie w ostatnim czasie. Co odpowiedziałby Pan tym, którzy ze sceptycyzmem podchodzą do takich opinii?
Przede wszystkim Europejczycy często przedstawiają islam jako pewną odmienność, swoistość, obcość. Jestem zaś przekonany, że islam nie ma w sobie nic z takiej obcości.
Istnieje wiele wartości, które są dla nas wspólne. Te najbardziej podstawowe to: wolność, odpowiedzialność, poszanowanie wiedzy i sprawiedliwości, a także troska o godność ludzką.
Zresztą wartości uniwersalne to takie, które mogą być wspólne, zatem nikt nie ma na nie monopolu. Sceptykom sugeruję, by przyjrzeli się milionom europejskich muzułmanów, którzy mieszkają obecnie na Zachodzie i nie mają żadnych kłopotów, by tu funkcjonować, a wyznawane wartości łączą ich ze współobywatelami.
Czym z kolei islam może wzbogacić Europę i jak rysuje się przyszłość muzułmanów na tym kontynencie?
W tym kontekście wolałbym nie mówić o wartościach, ale raczej o określonych priorytetach w działaniu. W islamie przywiązuje się np. szczególną wagę do tego, że o pewnych wartościach, prawach czy definiowaniu priorytetów można mówić jedynie wtedy, kiedy jesteśmy świadomi odpowiedzialności z nich wynikających. Czyli, dajmy na to, kiedy mówimy o prawach człowieka, należy wziąć za nie pełną odpowiedzialność. Prawa człowieka wiążą się nierozerwalnie z duchowością i z niej też wynikają, są nią w pewien sposób uwarunkowane. Z duchowości bierze się też przecież sens życia ludzkiego. Podobne przekonania można znaleźć na Zachodzie, ale w islamie kładzie się na nie szczególny nacisk.
W obliczu aktualnych wydarzeń przyszłość europejskich muzułmanów jawi się jako bardzo skomplikowana. Tak jak zresztą pisałem w Mon intime conviction (Moim głębokim przekonaniu), jest to stan, który będzie się utrzymywał jeszcze przez jakieś dwa pokolenia. Jednak stopniowe przywykanie do obecności muzułmanów, możliwość życia we wspólnej przestrzeni i wzajemne przenikanie się społeczności doprowadzą do wyłonienia się nowej rzeczywistości. Obecnie żyjemy w okresie pewnego przejściowego załamania.
Na ile zatem można mówić już dzisiaj o europejskim islamie? Jak scharakteryzowałby Pan tożsamość specyficzną dla wspólnoty muzułmańskiej na tym kontynencie?Jeśli chodzi o zasady i doktrynę, to jest tylko jeden islam. Jednocześnie jednak współistnieją różne kultury, w ramach których islam się rozwijał i funkcjonuje. Wynika z tego, że można być muzułmaninem, jeśli chodzi o wyznawaną wiarę, natomiast Europejczykiem pod względem kulturowym – w takim samym stopniu, jak wskazuje się na istnienie specyfiki islamu afrykańskiego czy, nawet bardziej szczegółowo, np. marokańskiego, bo przecież istnieje odrębna kultura marokańska, algierska oraz wiele innych, które wpływają na wiernych. Nie wydaje mi się natomiast, aby istniała jakaś szczególna tożsamość europejskich muzułmanów….