Subskrybuj
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

W cieniu otuliny

W pierwszej połowie 2016 r. media obiegła informacja o konflikcie pomiędzy Ojcowskim Parkiem Narodowym a mieszkańcami okolicznych gmin w związku z uchwaleniem nowego planu ochrony parku na okres 20 lat.

Andrzej Muszyński: Dlaczego mieszkańcy okolic Ojcowskiego Parku Narodowego buntują się przeciwko zapisom nowego planu ochrony parku? 

Józef Partyka: Jest to najmniejszy park narodowy w Polsce, leżący w bardzo atrakcyjnym krajobrazowo terenie, w pobliżu Krakowa. Jego granice są mocno „poszarpane”. Nawiązują głównie do struktury własnościowej i do granicy lasu. Między drogami – krajową i wojewódzką ‒ a obszarem parku znajduje się strefa ochronna, inaczej zwana otuliną. Nie jest obojętne, co się w niej dzieje, zwłaszcza że jej obszar budzi spore zainteresowanie różnych osób jako potencjalne miejsce pod zabudowę.

Otulina nie stanowi wprawdzie formy ochrony przyrody, ma jednak zabezpieczać park przed negatywnymi czynnikami, takimi jak uciążliwe zakłady pracy, kopalnie, kamieniołomy itd. A także przed niekontrolowanym osadnictwem. I tu leży główna przyczyna niezgody.

 

Jak szeroka jest ta otulina? 

Czasem jest to 200 m, czasem dwa km, np. od drogi „olkuskiej” do drogi po wschodniej stronie parku, do Wielmoży. Gdy w latach 70. XX w. opracowywano koncepcję jurajskiego parku krajobrazowego, który od strony zachodniej objąć miał Dolinki Krakowskie, a od wschodniej Dolinę Dłubni, istniała możliwość, by granice tworzonego parku krajobrazowego pokrywały się z granicami Ojcowskiego Parku Narodowego. Wtedy nie trzeba by tworzyć otuliny. Park krajobrazowy nie objął jednak strefy między wspomnianymi drogami, w której znajduje się Dolina Prądnika. W grudniu 1981 r. powstała otulina o powierzchni 7 tys. ha. Dopiero jednak w 1997 r. w wyniku nowelizacji rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie Ojcowskiego Parku Narodowego dokładnie określono przebieg jej granic i ustalono ostateczną powierzchnię.

 

Teraz mieszkańcy protestują, bo nie mogą przekształcić działek rolnych na budowlane.

Mamy nieudolne zagospodarowanie przestrzeni, szczególnie w Małopolsce. Gdyby zabudować wszystkie wyznaczone dotychczas tereny budowlane w otulinie Parku, mieszkałoby tu ok. 100 tys. ludzi! W tej chwili żyje w niej 10 tys. mieszkańców. Wiele osób nie buduje domów na istniejących działkach budowlanych, bo np. teren jest nieuzbrojony, są trudności z dojazdem. Klasyczny przykład to Sąspów. Mieszkańcy tej wsi chcą poszerzyć tereny budowlane, proponują wprowadzanie nowych inwestycji wzdłuż polnych dróg. Wskutek tak prowadzonej zabudowy powstaną nowe osiedla. Jest tu widoczna bardzo silna ekspansja. Park narodowy musi się przed tym bronić ze względu na korytarze ekologiczne. Oczywiście nie można blokować całej rozbudowy, lecz tylko tę, która zagraża migracji fauny. Nie jesteśmy w stanie wypłacać rekompensat za brak możliwości zabudowy działki. Nie ma na to funduszy, a poza tym nie jest to możliwe prawnie.

 

Ostatnio obserwuję intensywną rozbudowę wsi. W ciągu dwóch, trzech sezonów powstają nowe osiedla. Jedną z głównych tego przyczyn tego zjawiska jest to, że młodzi ludzie mają dość swoich rodzinnych wsi, gęsto zabudowanych, często brzydkich, z niebezpiecznymi drogami, nieprzyjaznych. Poza tym nie chcą mieszkać z rodzicami i dziadkami w starych gierkowskich domach. Uciekają w pola. Co stanie się z tymi starymi wsiami za 20 lat? Przecież te domy będą zaraz stały puste. 

Można starać się o zmianę wyrazu architektonicznego poszczególnych osad, dostosowując je do form budownictwa jurajskiego określonych w wydanym niedawno katalogu, lecz jest to zabieg bardzo kosztowny. Cechą polskiej natury jest jednak rozpraszanie zabudowy szczególnie widoczne np. w południowej, górskiej części naszego województwa. Na Słowacji np. nie zniesiono wielkoobszarowych gospodarstw, tylko zmieniono zasady ich funkcjonowania, a u nas PGR-y zostały zlikwidowane jednym podpisem, co rozszerzyło sferę ubóstwa, a nawet patologii. Na Słowacji, a także w innych krajach obowiązuje zwartość zabudowy, której tak nam brakuje.

 

W takim razie park narodowy wydaje się jedyną instytucją, która sprzeciwia się tej tendencji. Kilka razy przyglądałem się pracy urzędów gmin i procesowi tworzenia studium. Nie wierzę, że ktokolwiek ma nad tym kontrolę; że ktoś rzeczywiście myśli o ładzie urbanistycznym, że komukolwiek na tym zależy. Mam wrażenie, że miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego to fikcja.

W Małopolsce krajobrazowy ład przestrzenny zachował się w niewielu miejscach, przede wszystkim w parkach narodowych. Może lepiej jest w innych częściach kraju.

 

Przed wojną zagrożeniem była masowa wycinka lasów. 

Wycinka lasu miała miejsce już w wieku XIX. W latach 50. i 60. XIX w. Aleksander Przezdziecki, ówczesny właściciel tych dóbr, po spaleniu Ojcowa w czasie powstania styczniowego sprzedał większość z nich wrocławskim kupcom, braciom Staubom. To oni przystąpili do masowych wyrębów. Drzewa zostały w zasadzie na zboczach dolin.

 

To prawda, że ze skały w pobliżu restauracji Piwnica pod Nietoperzem, na której znajduje się dziś krzyż, Rosjanie zrzucali powstańców styczniowych? 

Wydaje mi się to mało prawdopodobne, ale niewykluczone. W hotelu Pod Łokietkiem znajdował się punkt zborny powstańców i księga meldunkowa, która dostała się w ręce Rosjan i ułatwiła aresztowania. Miejscowa ludność różnie się zachowywała, nastroje były niejednoznaczne.

 

Podobno chłopi ze Smardzowic okradli powstańców. 

To smutna prawda. Budynki uzdrowiska ojcowskiego, istniejącego tu zaledwie od 1855 r. uległy spaleniu, spłonął również hotel Pod Łokietkiem. Uzdrowisko na 20 lat przestało się rozwijać.

Przezdziecki sprzedał lasy na zboczach, ale zostawił sobie Dolinę Prądnika z zamkiem w Ojcowie. Od jego syna odkupił ją Jan Zawisza, pochodzący z Białorusi archeolog amator, który szukał pełnej swobody w badaniach archeologicznych. Nowy właściciel przystąpił do rewitalizacji młodego uzdrowiska. Wytyczył alejki, założył park zdrojowy. Powstał hotel Pod Kazimierzem. Od końca XIX w. notuje się rozwój Ojcowa jako stacji klimatycznej. Pod koniec XIX w. zbudowano dom zdrojowy Goplana, naprzeciwko Kaplicy na Wodzie. Wtedy też z Alp Szwajcarskich napłynęła moda architektoniczna, która w połączeniu z miejscową tradycją budowlaną dała w konsekwencji tak zwany styl ojcowsko-szwajcarski. Wznoszono głównie drewniane domy, z gankami, elementami dekoracyjnymi. Jego przykładem jest np. budynek w Dolinie Sąspowskiej, w którym obecnie dziś mieści się Obserwatorium Sejsmologiczne PAN, zbudowany na początku XX w. Przylega do ściany skalnej, z drugiego piętra wychodzi się bezpośrednio na taras skalny. Popadał w ruinę. Ojcowski Park Narodowy go wykupił w roku 1969 od państwa Dratwów z Woli Kalinowskiej. Jan Zawisza przekazał dobra ojcowskie w testamencie swojej wnuczce, Marii Ludwice Krasińskiej, która stała się jedną z najbogatszych niewiast w Królestwie Kongresowym. Potem wyszła za Adama Ludwika Czartoryskiego, i w ten sposób dobra ojcowskie znalazły się w rękach tej rodziny. Można powiedzieć, że to ci kolejni właściciele zahamowali wyrąb, zalesiono też wtedy ponownie sporą część Ojcowa sosną i świerkiem.

 

Ojców jako uzdrowisko odzyskał wtedy wigor. 

A przecież nie było tu wód leczniczych. Ojców przyciągał jednak przybyszów z Kongresówki ze względu na ładny krajobraz i panujący tu spokój. Dolina Prądnika znajdowała się w zaborze rosyjskim, granica z Austrią przebiegała w Szycach. Wyjazd za granicę w góry sprawiał wiele kłopotów turystom z Kongresówki, ze stolicy. Trzeba było przenocować gdzieś pod drodze, by załatwić formalności paszportowe.

Ojców zaczął pełnić funkcje zastępcze – dla kogoś z nizin to w zasadzie góry.

W XIX w. przyjeżdżano pociągiem do Olkusza, a stamtąd dorożką konną do Ojcowa. Drogę bitą z Krakowa zbudowano dopiero w latach 20. XX w. Dziś z Krowodrzy (dawniej z Kleparza) biegnie nią pieszy czerwony Szlak Orlich Gniazd. To był główny trakt z Krakowa do Ojcowa i dalej do Olkusza w zasadzie do początku lat 60. XX w., gdy zbudowano drogę olkuską.

 

Czy do Ojcowa ściągało więcej turystów po odzyskaniu niepodległości? 

Międzywojnie to czas prawdziwej mody na Dolinę Prądnika. W latach 20. powstała spółka Towarzystwo Akcyjne Uzdrowisko Ojców, bo Czartoryscy zamierzali przenieść wille z Ojcowa na Złotą Górę. Dolina jest dosyć wilgotna, panują w niej nieco niższe temperatury, a nowa droga, paradoksalnie, nie przyczyniała się do rozkwitu uzdrowiska. Dom zdrojowy Goplana znalazł się blisko nowej jezdni. Pojawiało się coraz więcej samochodów. W słoneczną pogodę unosiły się tumany kurzu, co stawało się utrapieniem dla kuracjuszy, którzy szukali ucieczki powyżej doliny.

 

Jak w scenach z przedwojennego filmu Prokurator Alicja Horn, który kręcono m.in. w Ojcowie.

Dokładnie tak. Czartoryska przeznaczyła ok. 360 działek pod budowę nowych willi. Miało powstać ich ok. 400. Towarzystwo popadło w wewnętrzne konflikty i uległo likwidacji. Zdążono jednak sprzedać sporo działek, przez co mamy tu dziś klasyczną szachownicę w strukturze własnościowej. Zbudowano zaledwie 10 willi. Gdyby to osiedle powstało, dziś mielibyśmy tu spore miasteczko, trudno byłoby zahamować jego rozwój. Wodę zamierzano ujmować ze źródeł w Dolinie Sąspowskiej, planowano nawet zbudować tam niewielki zbiornik retencyjny.

 

Czy polana Poręba z zabudowaniami, kolejna enklawa osadnictwa w parku na zboczach Doliny Sąspowskiej, to też wynik decyzji Czartoryskich? 

Poręba powstała w latach międzywojennych, właśnie wtedy wycięto las i powstały zrąb użytkowano rolniczo. Powstało tam kilka domów, które istnieją do dziś, tworząc małe osiedle w granicach parku.

 

Osada Herianówka na północ od Doliny Prądnika, pomiędzy Ojcowem a Pieskową Skałą, ma podobną…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką