Subskrybuj
Dr leśnictwa w zakresie polityki i ekonomii lasów tropikalnych. Doktorat obroniła na Uniwersytecie Technicznym w Dreźnie i Uniwersytecie Padewskim w ramach unijnego programu Lasy i Przyroda dla Społeczeństwa (FONASO). Pracuje w Centrum Badań nad Rozwojem...

Pocztówki z antropocenu

Aktualne stężenie CO2 w atmosferze wynosi ponad 404 cząsteczki na milion, o 40 razy więcej niż w roku 2000. Średnia globalna temperatura roczna była w roku 2015 (najcieplejszym w historii, ale obecny się jeszcze nie skończył) o 1°C wyższa niż przed rewolucją przemysłową. Jak wygląda świat, który kryje się za tymi abstrakcyjnymi liczbami?

Enzetowski międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC) w 2014 r. wydał piąty raport na temat skutków zmian klimatycznych. W porównaniu do wcześniejszych, zawiera on poważniejsze ostrzeżenia przed niebezpieczeństwami i znacznie bardziej zdecydowane sformułowania. Obszerne opracowanie, nad którym pracowało ponad 800 naukowców z całego świata, informuje, że ocieplenie atmosfery i oceanów jest faktem niepodważalnym. Wiele procesów, takich jak wzrost poziomu wód czy topnienie lodowców Grenlandii i Antarktyki, postępuje w tempie bez precedensu. Ingerencji człowieka w klimat nie da się zaprzeczyć, jest też „niezwykle prawdopodobne”, że to główna przyczyna obserwowanego od 1950 r. ocieplenia. Będący pod presją rządów i ostrzałem lobby przemysłowego zespół musi ważyć słowa bardziej niż wytrawni dyplomaci – jednak w słowniku IPCC „niezwykle prawdopodobny” tłumaczyć należy tak: według wszelkiej dostępnej nam wiedzy i z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością to człowiek odpowiada za ocieplanie się Ziemi.

Witamy w antropocenie – epoce całkowicie zdominowanej działalnością ludzi. Stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze wzrosło do poziomów niespotykanych przez 800 tys. lat. Wpływa to na ilość i częstotliwość opadów, topnienie śniegu i lodu, cykle hydrologiczne, globalny wzrost poziomu morza, gwałtowniejsze ekstrema związane z pogodą: fale ciepła, susze, powodzie, tropikalne cyklony, pożary lasów. To z kolei bardzo oddziałuje na różne dziedziny aktywności ludzkiej. Z dużą dozą pewności można powiedzieć, że negatywny wpływ zmian klimatu na plony będzie w skali całego świata częstszy niż pozytywny, a wydajność zbiorów rolniczych w XXI w. ma spadać o 2% co 10 lat.

 

Liczby przeciw liczbom

Zdaniem ekonomistów zmiany klimatyczne doprowadzą do spowolnienia wzrostu gospodarczego, zachwieją produkcją żywności, zaostrzą biedę i doprowadzą do powstawania nowych obszarów ubóstwa zarówno w krajach rozwijających się, jak i już rozwiniętych. Nie jest zaskakujące, że przede wszystkim dotkną społeczności wiejskie, biedne i zmarginalizowane. Na prowincji wpłyną szczególnie na dostęp do wody i wydajność rolnictwa. W miastach, które stale się rozrastają, mogą wstrząsnąć cenami żywności. To pośrednio może zwiększać ryzyko konfliktów, choć tu badania politologów nie dają jednoznacznych odpowiedzi, a popularna teza o „wojnach o wodę” jest zbyt dużym uproszczeniem. Konflikty społeczne i anomalie pogodowe mogą już niedługo spowodować przemieszczanie się ludzi na wielką skalę, powstanie grupy „uchodźców środowiskowych” opuszczających tereny, na których nie da się przeżyć.

Tempo wzrostu emisji CO2 przeraża, podobnie jak bierność polityków i większości z nas.

„Od ponad dziesięciu lat opowiadam studentom o polityce klimatycznej. Jedyne, co muszę co roku uaktualnić, to liczba cząsteczek CO2 na milion. Poza tym nic się nie zmienia” – powiedział nam niedawno znajomy politolog z Holandii. Rzeczywiście, negocjacje nowego, powszechnego i obejmującego cały świat porozumienia klimatycznego bardzo się przeciągały. Oczekujący szybkich działań i stanowczych posunięć obserwatorzy dawno już zwątpili, jednak zeszły rok przyniósł długo oczekiwany sukces metody małych kroków w polityce klimatycznej – to przełom w budowaniu światowego konsensusu na rzecz ochrony klimatu.

W czerwcu papież Franciszek wydał drugą encyklikę zatytułowaną Laudato si’, w której wezwał 1,2 mld katolików do działań na rzecz ochrony klimatu i zrównoważonego rozwoju. Ten symboliczny gest był jednym z wielu torujących drogę do porozumienia na grudniowym szczycie w Paryżu (tzw. COP21). Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu po raz pierwszy przyniosła światowy kompromis, którego celem jest zapobieganie dalszemu pogarszaniu się sytuacji. Założono ograniczenie globalnego ocieplenia do końca stulecia do poziomu nieprzekraczającego 2°C w porównaniu z czasami przedprzemysłowymi. Dodatkowe oświadczenie mówi, że strony będą dążyć do rygorystycznego celu (1,5°C). Porozumienie zacznie obowiązywać, kiedy ratyfikuje je 55 państw emitujących razem 55% światowych gazów cieplarnianych. Na razie zrobiło to tylko 22 ze 180 sygnatariuszy, którzy emitują sumę szacowaną na… 1,08%.

Tu znów wracamy do klimatycznej magii liczb. Niemiecki analityk Oliver Geden od lat dowodzi, że cele takie jak 2°C czy 1,5°C są z politycznego punktu widzenia podwójnie szkodliwe. „Po pierwsze, są skrajnie abstrakcyjne i nikt ich nie rozumie, nie porywają. Po drugie – celu 2°C nie osiągniemy, a nic tak nie demotywuje w politycznym działaniu jak świadomość nieuniknionej porażki” – mówi Geden. Pomijając jego nadmierny być może pesymizm, cały czas musimy brać pod uwagę możliwość porażki.

Co więc robić? Jak chronić klimat? Strategia jest cały czas dwutorowa – oparta na jednoczesnym przeciwdziałaniu, opóźnianiu lub odwracaniu zmian klimatu (w żargonie – mitygacji) oraz przystosowywaniu się do nich, tych już widocznych i tych nadchodzących (adaptacji). Raport IPCC podkreśla postęp w adaptacji, choć jest to ciągle pojęcie obecne raczej w planowaniu niż w praktyce. Przystosowywanie może wyglądać bardzo różnie w zależności od lokalnych potrzeb i niebezpieczeństw. Adaptacja to już dziś działanie na bezpośrednim „froncie” zmian klimatycznych. To właśnie tam możemy za statystykami zobaczyć prawdziwych ludzi i miejsca.

 

Nim nadejdzie woda

Jeśli istnieje coś takiego jak popkulturowy, ikoniczny obraz zmian klimatycznych, to poza niedźwiedziem polarnym odpływającym na oderwanej od lodowca krze jest nim chyba podwodna sesja rządu Malediwów. Administracja prezydenta Mohameda Nasheeda zasiadła przy biurkach w pełnym rynsztunku płetwonurków, by już w 2009 r. przykuć uwagę świata. To małe wyspy stawiają czoła najpoważniejszym konsekwencjom zmian klimatycznych – podnoszącemu się poziomowi mórz, rosnącym temperaturom, degradacji zbiorników wody pitnej, erozji gleb, ilości i intensywności opadów. Wszystko to ma ogromny wpływ na żyjących tam ludzi, ich codzienne funkcjonowanie i niepewną przyszłość.

Reprezentujący aż 41 mln ludzi Sojusz Małych Państw Wyspiarskich alarmuje, że wzrost temperatur o 2°C będzie oznaczał zatopienie obszarów położonych poniżej metra nad poziomem morza. A to ponad połowa powierzchni znanych nam z folderów Malediwów czy Seszeli, a także całe mniej znane zamieszkane archipelagi. Od 2007 r. trwa stopniowa ewakuacja Wysp Cartereta (należących do Papui-Nowej Gwinei). Ponad tysiąc osób niegdyś zamieszkujących tonący raj uznano za pierwszych na świecie środowiskowych uchodźców. A tych z pewnością będzie przybywać w nadchodzących dekadach. W niedługiej przyszłości masowe ewakuacje planuje się na Kiribati, Wyspach Marshalla i Tuvalu.

Królestwo Tonga liczy ok. 100 tys. obywateli. Kraj składa się ze 176 malowniczych wysp, z których 36 jest zamieszkanych. Tonga znajduje się też na czele listy najbardziej narażonych na klęski żywiołowe krajów na Pacyfiku. Efekty zmian klimatu to już chleb powszedni. Polikalepo Kefu, krajowy koordynator grupy kryzysowej Tonga 350, mówi: „Zmiany klimatu dotykają wszystkich na wyspie, to nieustanna walka o przetrwanie w obliczu nadchodzącej katastrofy”.

Zmiany klimatyczne są badane w Królestwie Tonga od dwóch dekad i dotyczą opadów, temperatury i rosnącego poziomu oceanu. Podczas gdy suma rocznych opadów maleje, zwiększa się liczba dni z opadem ekstremalnym.

Średnia roczna temperatura rośnie, zwiększa się też liczba bardzo upalnych dni. Najtrudniej jest żyć z podnoszącym się poziomem wody. Dane satelitarne szacują, że poziom wody wokół wysp rośnie o 6 mm rocznie od 1993 r., co stanowi dwukrotność globalnej średniej. Wyższy poziom wody doprowadza do erozji wybrzeża.

Pojedyncze ekstrema pogodowe nie mogą być przypisane jedynie zmianom klimatycznym, ale nasilenie i gwałtowny przebieg tych ostatnich zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zjawiska. W przypadku Tonga są to dewastujące cyklony. Wzrost poziomu wody i erozja wybrzeża pogłębiają dodatkowo cyklonowe zniszczenia. Jak zmiany klimatu wpływają na życie codzienne? Nie trzeba szukać daleko: budynki zastawiane workami z piaskiem od strony morza to normalny widok. Najłatwiej byłoby przenosić domy i instytucje publiczne, choćby szpitale, w głąb lądu. Niestety, wyspy są z reguły wąskie i długie, a uciekać od oceanu nie można w nieskończoność. Miejscowi, przyzwyczajeni, że kiedyś przy niskiej fali mogli przechodzić z wyspy na wyspę, teraz zostają od siebie odcięci. Podmywane są drogi, wyrywana przez ocean ziemia traci na wartości. Mieszkańcy starają się przystosowywać do nowej rzeczywistości, organizacje ekologiczne i zagraniczna pomoc rozwojowa prowadzą pilotażowe projekty stref buforowych na wybrzeżach obsadzonych lasami namorzynowymi. Trzeba dostosować rolnictwo i gospodarkę wodną do nowych warunków. Ale gdzieś w tym wszystkim pozostaje świadomość odraczania klęski, utraty tożsamości. Na lokalnym kościele zawisł plakat o sprawiedliwości klimatycznej. Bo kto jest tak naprawdę winny temu, że 100 tys. osób traci centymetr po centymetrze kraj zamieszkiwany od ok. 6 tys. lat? Niestety, bardziej my niż miejscowa ludność. Sione Taulo Fulivai, delegat Tuvalu na szczyt klimatyczny w Durbanie, mówił dobitnie: „Nasz lud jest na linii frontu, nasza kultura wkrótce zniknie”. Od 2010 r. Tonga realizuje narodowy plan przystosowywania się do zmian klimatycznych i zarządzania kryzysowego: powołano Ministerstwo Środowiska i Zmian Klimatycznych, wprowadzono program bezpieczeństwa energetycznego w oparciu o energię odnawialną. Ale to tylko leczenie objawowe. Bo do wyeliminowania przyczyny potrzeba szybszej i skuteczniejszej polityki globalnej.

 

Czy adaptacja jest modna?Niewielkie państwa wyspiarskie – czy to nie mały problem w skali świata? Australia zgodziła się już teraz, że przyjmie tysiące polinezyjskich uchodźców klimatycznych, gdy zajdzie taka potrzeba. Nawet jeśli w sumie będzie ich kilka milionów, można zapytać, cóż to jest w skali świata. A przecież bez urlopu na Malediwach można żyć. Niestety, podnoszący się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wpatrzeni w Europę