W 2011 r. w eseju pt. Paradoksy nowego autorytaryzmu Iwan Krastew zastanawiał się nad istotą rosyjskiego reżimu ery Putina[1]. Choć bułgarski myśliciel twierdził wtedy, że Rosja nie jest ani trendsetterem, jeśli chodzi o wzrost tendencji autorytarnych, ani też „intelektualną zagadką”, to swoje rozważania poświęcił temu „umiarkowanie represyjnemu”, jak pisał, państwu (choć było to już po śmierci Politkowskiej, Litwinienki, Magnitskiego). Odrzucając dychotomiczny, zero-jedynkowy podział na demokrację – niedemokrację, stawiał tezę, że to właśnie Rosja uosabia „konkurencyjny autorytaryzm”, a więc ustrój mający zarówno cechy demokracji, jak i autorytaryzmu. Odrzucał tym samym proceduralną czy też minimalistyczną definicję demokracji w duchu Schumpetera zakładającą, że jedynym czynnikiem legitymizującym władzę jest akt wyborczy. Rozważania Krastewa wpisywały się w coraz bardziej ożywioną debatę o tendencjach „dedemokratyzacyjnych”na świecie, przeczących tezie o „końcu historii” i zwycięstwie liberalnej demokracji.
Dziś to Turcja coraz częściej wskazywana jest jako przykład – by znów odwołać się do Krastewa – łagodnego, „wegetariańskiego autorytaryzmu”; ustroju hybrydalnego, łączącego atrybuty liberalnej demokracji i opresyjnego państwa, opartego na silnym przywództwie czy wręcz personalizacji polityki, nieformalnych procesach decyzyjnych, klientelizmie oraz rządach rosnącej w siłę kontrelity.
Choć Turcji wciąż daleko do putinowskiej Rosji, jeśli chodzi o skalę łamania standardow demokratycznych (choćby poprzez obecność faktycznej, a nie reglamentowanej opozycji parlamentarnej), to procesy „dedemokratyzacyjne” zachodzące nad Bosforem, które znacząco przyspieszyły po nieudanym zamachu stanu z 15 lipca ubiegłego roku, budzą niepokój. Zderzamy się dziś z paradoksem bardziej demokratycznej niż jeszcze kilkanaście lat temu Turcji (sic!), która jednocześnie staje się państwem „granicznym”, stojącym na krawędzi demokracji, a raczej nad przepaścią autorytaryzmu. Tym bardziej że „nowa” Turcja – jak zwykli określać swój kraj przedstawiciele rządzącej od 2002 r. Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkınma Partisi – AKP) – paradoksalnie, czerpie wiele z autorytarnego dziedzictwa „starej” Turcji: tej kemalistowskiej czy nawet osmańskiej. Na zachodzące dziś w tym państwie procesy nie można patrzeć ahistorycznie i akontekstowo.
Budujemy „nową” Turcję!
W 2002 r. doszło do gwałtownego przetasowania na tureckiej scenie politycznej, określanego mianem trzęsienia ziemi. Założona zaledwie rok wcześniej Partia Sprawiedliwości i Rozwoju o korzeniach islamistycznych, kierowana przez Recepa Tayyipa Erdoğana, zdobyła prawie dwie trzecie mandatów w tureckim Medżlisie, deklasując swoich politycznych rywali – żadna z partii zasiadających w parlamencie w poprzedniej kadencji nie przekroczyła 10% progu wyborczego. AKP samodzielnie utworzyła rząd, co w 50-letniej historii demokracji tureckiej zdarzało się niezwykle rzadko. Partia potwierdziła swoją dominację na scenie politycznej, wygrywając zdecydowaną większością głosów wszystkie kolejne wybory parlamentarne, lokalne i prezydenckie – te ostanie, w 2014 r., po raz pierwszy miały charakter wyborów bezpośrednich. Uzyskała poparcie społeczeństwa w referendum dotyczącym proponowanych przez partię zmian konstytucyjnych, wprowadzonych w 2010 r.
Za nowym ugrupowaniem wstawiły się nie tylko kręgi konserwatywne, ale również liberalna, a nawet lewicująca inteligencja. Te nieislamistyczne przecież środowiska popierały „postislamistów” m.in. dlatego, że w przeciwieństwie do tradycyjnych ugrupowań politycznych, które były i są blisko związane z państwową biurokracją, AKP wywodziła się z oddolnych ruchów społecznych. Erdoğanowi i jego środowisku udało się przełamać „autorytarną klątwę” ruchu islamskiego, która przez dekady stanowiła zagrożenie dla praw i wolności jednostki. Kręgi popierające AKP wierzyły, że Partia Sprawiedliwości i Rozwoju jest tą siłą polityczną, której uda się przełamać dziedzictwo państwa autorytarnego. Wierzyły, że partii „postislamskiej” raz na zawsze uda się uporać z autorytarnymi refleksami.
I rzeczywiście, w pierwszym okresie swoich rządów AKP stała się siłą napędową procesów liberalizacji (politycznej i gospodarczej), demokratyzacji i realnego zerwania z dziedzictwem autorytarnego państwa. Państwa, w którym odbywały się co prawda wolne wybory, zmieniali się rządzący, na scenie partyjnej istniały rożne opcje ideologiczne, ale w praktyce rządziła elita państwowa odpowiedzialna za ochronę dogmatów kemalizmu. W tym sensie w Turcji przez dekady wyłaniani w wyborach politycy sprawowali swój urząd, lecz nie rządzili. Władzę sprawowały zaś nieodpowiadające przed suwerenem wojsko, biurokracja, sędziowie, elity biznesowe. Rządził „układ”, który zawłaszczał państwo. Rex regnat et non gubernat.
Reformy demokratyzujące przeprowadzone w pierwszych latach rządów AKP w istotny sposob naruszały kemalistowską „tkankę” tureckiego państwa. Rozszerzały wolność wypowiedzi, przyznawały większe prawa społeczności kurdyjskiej, kruszyły ultraświecki ustrój, w którym, zgodnie z francuskim modelem läicité, państwo w sposób asertywny, czynny wyklucza religię ze sfery publicznej, a w rzeczywistości również ze sfery prywatnej (dogmatyzm kemalistowskiego państwa w kwestii zakazu noszenia chust przez kobiety, np. na uniwersytetach, jest tego najlepszym przykładem). Nie były to tylko zmiany zachodzące w warstwie formalnej, instytucjonalno-prawnej, ale również mentalnej, świadomościowej.
Istotnym celem, wręcz warunkiem sukcesu i przetrwania AKP była wymiana elit. Przez kilka dekad w Turcji występował bardzo jasny podział na „postępowe centrum” i „zacofane peryferie”. AKP, aby móc skutecznie i na długie lata sprawować rządy, musiała upodmiotowić dotychczasowe peryferie społeczne, tzw. czarnych Turków – konserwatywnych, przez dekady dyskryminowanych obywateli drugiej kategorii, na których tureccy WASP, wykształceni na zagranicznych uczelniach laiccy obywatele wierni kemalistowskim dogmatom, zawsze patrzyli z góry. Prowincjonalna klasa średnia, marginalizowana zarówno w Imperium Osmańskim, jak i po 1923 r., stała się katalizatorem „mobilizacji peryferii” przeciwko laickim elitom i fundamentem sukcesu Partii Sprawiedliwości i Rozwoju. Oczywiście została również beneficjentem tych przemian. „Anatolijskie tygrysy” czy „islamscy kalwiniści” – przedsiębiorcy pochodzący ze środkowej Turcji – poprzez bliskie, klientelistyczne związki z „nową” elitą (w ramach „kapitalizmu kolesi”) tworzyli „nową burżuazję”, stając się alternatywną wobec stambulskich salonów elitą finansową.
Dominacja wąskiej grupy decydentów, zawłaszczającej procesy modernizacyjne, w naturalny sposób ograniczała również znaczenie i autonomię podmiotów pozapaństwowych, posiadających legitymację społeczną, ale niemających przyzwolenia państwa na aktywność. W kemalistowskiej wizji modernizacji państwa nie było miejsca na pluralizm. Nie mogło być zgody na funkcjonowanie niezależnych organizacji, pozostających poza wpływami i kontrolą władzy. Turcja była więc państwem „ucisku” (tur. ceberrut devlet), w którym centrum pozostawało podejrzliwe wobec „ciemnego” zacofanego społeczeństwa, próbując włączać je w swoją wizję, kontrolować i tłamsić. Jak celnie zauważa Ilter Turan, „w tureckiej kulturze politycznej, przypisującej prymat zbiorowości nad jednostką, państwo jest uświęconą instytucją, którą należy chronić przed samowolnymi i kapryśnymi zachciankami jednostek i grup społecznych”[2]. Utrwalone w języku tureckim i świadomości Turków powiedzenia wskazują na autonomię, a raczej hegemonię paternalistycznego państwa nad społeczeństwem – jest to m.in. „państwo ojciec” (tur. devlet baba). W ten proces upodmiotawiania „nowej” elity i społeczeństwa obywatelskiego wpisywała się również ekspansja ruchu Gülena, określanego mianem Cemaat – Wspólnoty (zwolennicy wolą termin „Camia” – „Społeczność”, sugerujący otwartość, niehermetyczność organizacji ) czy też Hizmet – Służba. Od lat 70., dzięki ogromnej charyzmie, Fethullah Gülen, muzułmański uczony, kaznodzieja, a przede wszystkim niezwykle wpływowa postać w sferze politycznej, gospodarczej i społecznej, zaczął stopniowo skupiać wokół siebie „wyznawców”, budując zalążki alternatywnego czy paralelnego – jak mówią jego przeciwnicy – państwa. W ostatnich 15 latach ruch Gülena stał się największą w Turcji oddolną organizacją społeczeństwa obywatelskiego, imperium mającym pod swoją bardziej lub mniej sformalizowaną kontrolą dziesiątki przedsiębiorstw, instytucji charytatywnych, wiele mediów oraz instytucji edukacyjnych, funkcjonujących nie tylko w Turcji, ale praktycznie na całym świecie. Hizmet jeszcze do niedawna prowadził setki ośrodków edukacyjnych, udzielających korepetycji kandydatom na studia, budując tym samym własne zaplecze kadrowe. Ruch Gulena stanowi sieć społeczną, której działalność finansowana jest przez przedsiębiorców powiązanych z Gulenem, czerpiących korzyści z przynależności do niej. Jako przedstawiciele peryferii społecznych, AKP i ruch Gulena byli sojusznikami w „biernej rewolucji”, tj. w procesie tworzenia nowych elit, które stopniowo wypychały kemalistowski, ultralaicki establishment (dotychczasowe centrum) z instytucji tureckiego państwa, w szczególności z Ministerstwa Edukacji, ale również z wymiaru sprawiedliwości, służb bezpieczeństwa czy dyplomacji. Przede wszystkim jednak reformy przekształcające tureckie państwo skupiały się na ograniczaniu wpływu wojskowych na życie polityczne kraju. To w pierwszej dekadzie rządów AKP skończyła się era „demokracji z kuratelą wojskowych”. Ogromny wpływ armii na politykę państwa ma w Turcji długą tradycję. Potęga Imperium Osmańskiego była oparta na sile armii, a wpływy wojskowych obejmowały wszystkie sfery życia politycznego, społecznego i gospodarczego państwa. Silna armia była również gwarantem „przetrwania” młodej Republiki Turcji. Przejście do systemu wielopartyjnego na przełomie lat 40. i 50. tylko wzmocniło rolę wojska jako strażnika reżimu. Przez dekady armia odgrywała istotną rolę w kształtowaniu zarówno polityki zagranicznej, jak i wewnętrznej państwa, arbitralnie określając obszary wpływu. Kiedy nie była w stanie w sposób pośredni, nieformalny wpływać na procesy polityczne, po prostu dokonywała przewrotów wojskowych, obalając rząd. Twórcami obowiązującej do dzisiaj konstytucji z 1982 r. byli wojskowi, którzy dwa lata wcześniej obalili demokratyczny (choć niestabilny) rząd. Ograniczenie wpływów armii – co działo się przy aprobacie Unii Europejskiej, zadowolonej z postępującego nad Bosforem procesu demokratyzacji – również było warunkiem utrzymania przez AKP władzy w dłuższej perspektywie. Wśród polityków świeże były bowiem wspomnienia wydarzeń z 1997 r., kiedy w ramach…