Subskrybuj
Dr arabistyki z 15-letnim doświadczeniem w pracy w świecie arabskim, w tym w Jemenie, Arabii Saudyjskiej, Libii i Algierii. Autor książki Jemen – świat wartości plemiennych (2008) oraz pierwszego w Polsce słownika Arabskie i polskie...

Jemen – plemienne zależności

W Jemenie prezydent i rząd nie kontrolują znacznej części terytorium państwa. Secesja południowych obszarów to już właściwie fakt, a skala podziałów społecznych i wzajemnych antagonizmów jest zbyt wielka, aby w najbliższej przyszłości zdołano utworzyć wspólne państwo.

Legendy, historie i opowieści o Jemenie są wędrówką przez świat mitycznych antycznych państw Arabii Południowej sięgają­cych III tysiąclecia p.n.e. Dość wspomnieć o królestwach Himyar, Ausan, przywołanym w Starym Testamencie Królestwie Saby czy o rzymskiej Arabii Felix, zatem Arabii Szczęśliwej. Mimo że „szczęśliwość” była nietrafnym tłumaczeniem semickiego źródłosłowu y-m-n, który miał oddawać jedynie „południowy” charakter tego obszaru Półwyspu Arabskiego i najprawdopodobniej nie opisywał szczęścia, czy nie jest wspaniałą legenda, jakoby syn Noego miał założyć miasto Sana, stolicę dzisiejszego Jemenu?

Pierwsze państwo na północnych terenach Jemenu pod koniec IX w. powstało dzięki imamom zajdyckim (zajdyci to najmniejsza grupa w łonie szyizmu i zarazem najbliższa sunnitom). Na podstawy jego polityki skła­dały się dwa filary: głęboki izolacjonizm i zajdycka teokracja. Ta koncepcja społeczno-polityczna przetrwała do końca XIX w. Rozwój handlu i kon­takty ze światem zewnętrznym, w tym także z kulturą zachodnią, ograni­czały się do żyznych terenów nadmorskich i opornie przenikały w głąb kraju. Jemen właściwie nie zaznał kolonializmu. Jego obszar relatywnie krótko kontrolowali Portugalczycy, Egipcjanie i Turcy osmańscy. Stałą obecność zdołała zapewnić sobie Wielka Brytania, choć tylko w portowym Adenie i kilku sąsiednich prowincjach. Imperium Osmańskie finalnie wycofało się z Jemenu po I wojnie światowej. Jednakże w pewnej mierze to oba te pań­stwa podzieliły Jemen na terytorium północne i południowe oraz wyzna­czyły granicę pomiędzy nimi, tworząc dziś przestrzeń do konfliktu.

Imamowie znaleźli w lokalnych społecznościach plemiennych żyzny grunt do akceptacji własnych wzorców kulturowych. Na przestrzeni tysiąca lat zdołali zbudować więzi i naturalne poparcie dla swojej polityki. Bez wąt­pienia to ona wpędziła Jemen w głęboką izolację kulturową, gospodarczą i polityczną, na które reakcją była rewolucja w 1962 r., prowadząca do oba­lenia imamatu i proklamowania Arabskiej Republiki Jemenu. Proces budo­wania nowego państwa przypadł więc na lata 60., które w świecie arab­skim upływały pod znakiem rywalizacji pomiędzy Egiptem i jego nase­rowsko-socjalistycznym panarabizmem a Arabią Saudyjską, proponującą ścisły związek polityki i islamu. Jemen nie był wolny od tej rywali­zacji, ponieważ Kair wspierał pre­zydenta republiki, Rijad zaś sym­patyków obalonej monarchii . W znacznej mierze to współza­wodnictwo uniemożliwiało sta­bilny rozwój ówczesnego Jemenu. Od uzyskania niepodległości w 1962 r. do 1967 r. trwały bezsku­teczne walki o kształt i kierunek rozwoju Jemenu. Paradoksem, być może wynikającym z trwającej już wówczas zimnej wojny, był fakt że kraje takie jak Wielka Brytania, Francja czy nawet Izrael wspierały Arabię Saudyjską w celu zniwelo­wania wpływów nie tyle Egiptu, ile naserowsko-socjalistycznej poli­tyki w Jemenie. Rok 1974 przyniósł nadzieję na odnalezienie właściwej dla Jemenu drogi rozwoju. Jednak od tego momentu dominującą rolę zaczęła odgrywać też armia i jej aparat bezpieczeństwa. Nihil novi dla znakomitej większości świata arabskiego.

 

Modernistyczne nadzieje

Krótko rządzącego płk. Ibra­hima al-Hamdi, który przejął wów­czas władzę, sami Jemeńczycy uznają za prezydenta posiadają­cego wizję i determinację do rewo­lucyjnego przekształcenia Jemenu w nowoczesne państwo i społe­czeństwo. Al-Hamdi wprowadził tak typowy dla wielu państw arab­skich reżim wojskowy. Nie można mieć złudzeń: nie miał on aspi­racji demokratycznych. Widział jednak jasno cel nadrzędny, jakim już wówczas była potrzeba zjed­noczenia Jemenu oraz budowa sil­nych instytucji państwowych opar­tych na równości wobec prawa. W dzisiejszych kategoriach nale­żałoby stwierdzić, iż był charyzma­tycznym liderem i uosabiał nowo­czesność, której Jemen tak potrzebował. Na arenie międzynarodowej pró­bował umiejętnie łączyć politykę prosaudyjską, która gwarantowała finan­sowe wsparcie z rozwijaniem przyjaznych relacji ze Związkiem Radzieckim. W wymiarze wewnętrznym zdawał się właściwie dystrybuować wpływy i budować sojusze z poszczególnymi strukturami plemiennymi, co gwaran­towało mu ich poparcie i przychylność.

Bez wątpienia lata 1974–1977 były okresem rozwoju, modernizacji i otwarcia. Al-Hamdi wzmocnił infrastrukturę, ale przede wszystkim wyraźnie podniósł poziom życia społeczeństwa. Jednak z perspektywy czasu wydaje się, że ten popularny społecznie polityk popełnił błąd, jakim była próba dokonania zbyt szybkiej zmiany Jemenu przy jednoczesnym odsuwaniu od wpływów dotychczasowych sojuszników. Jego największą pomyłką, być może wynikającą z dobrej wiary, była decyzja o odcięciu od zysków i funduszy, zwłaszcza saudyjskich, wpływowych plemion i ich szejków, przy jednoczesnym samodzielnym przejęciu kontroli nad tym sys­temem. Bez wsparcia silnych, uzbrojonych i głodnych udziału we władzy struktur plemiennych rządzenie stało się niemożliwe. Największe konfede­racje plemienne – Haszid i Bakil – de facto wypowiedziały prezydentowi posłuszeństwo. Sytuacja była napięta do tego stopnia, iż istniała poważna obawa, że struktury plemienne Haszid dokonają zbrojnego najazdu na sto­licę kraju. Zabójstwo płk. Al-Hamdiego w 1977 r. (tożsamości zamachowców nie ustalono) udowodniło, że Jemen nie był gotowy na pełną samodzielność polityczną, a proponowane zmiany okazały się zbyt niebezpieczne dla wie­lowiekowych układów sił i wpływów.

Jego następca Ahmad al-Ghaszmi nie posiadał już ani charyzmy, ani wizji i dlatego koncentrował się na eliminowaniu wysoko postawionych osób z kręgu jego poprzednika i negowaniu jego osiągnięć. Al-Ghaszmi rów­nież zginął w zamachu po niecałych dziewięciu miesiącach urzędowania.

 

Utrzymać nieprzewidywalność

„Tańcząc na głowach węży”[1] – tak w 2009 r. w wywiadzie dla dzien­nika „Al-Hayat” były prezydent Jemenu Ali Abdullah Saleh opisał rządzenie Jemenem. Była to wyjątkowo trafna metafora, a wypowiadając ją, mówił z perspektywy osoby pełniącej urząd głowy państwa od ponad trzech dekad. Na początku lat 80. nic nie wskazy­wało, że Ali Saleh pozostanie pre­zydentem aż do wybuchu poko­jowych demonstracji w roku 2011. W czym zatem tkwił fenomen jego władzy?

Przede wszystkim wycią­gnął konsekwencje z losów swoich poprzedników. Od samego początku rozumiał znaczenie siły tradycji plemiennej i jej rolę w sys­temie władzy w Jemenie, więc nie próbował dekonstruować tej misternej struktury. Zdawał sobie sprawę, że jeżeli chce pozostać przy władzy, musi zagwarantować trwanie istniejącego systemu wpływów i dostępu do decyzji poli­tycznych. Ali Saleh do perfekcji opanował sztukę budowania zależ­ności poszczególnych plemion, partii politycznych i aparatu armii oraz bezpieczeństwa. Jednakże zbyt daleko idącym uproszczeniem byłoby nazwanie go dyktatorem, a systemu politycznego, który stworzył, jednoosobową władzą absolutną. Taki system nie był i nie jest możliwy do wprowadzenia w Jemenie przede wszystkim ze względu na jego trybalny cha­rakter. Za prezydentury Saleha w parlamencie sprawnie działały partie polityczne. Nie była to może instytucja odpowiadająca kulturze politycznej Zachodu, ale wypra­cowywano w niej zasady podziały wpływów, co przekładało się na względną stabilność wewnętrzną. Co więcej, w parlamencie jemeń­skim zasiadała zjednoczona opo­zycja, która funkcjonowała pod nazwą Partie Wspólnego Spo­tkania. Stosunkowo bogate życie partyjne w Jemenie jest dowodem, iż ugrupowania polityczne i ich liderzy gwarantowały utrzymanie dialogu wewnątrzjemeńskiego, który do 2011 r. zdołał powstrzymać rozlew krwi. Uosobieniem jemeńskiego kolorytu politycznego było to, że wspólną opozycję tworzyły ugrupowania znacząco różniące się ideologicznie i poli­tycznie[2]. Parlamentarna opozycja polityczna w Jemenie nie tylko działała w pełni legalnie, ale także nie groziły jej prześladowania ze strony aparatu państwowego kontrolowanego przez Saleha. Jednak rzeczywista władza pozostawała w rękach osób i instytucji, a także partii związanych z prezy­dentem. Generalny Kongres Ludowy (GKL), partia założona przez Saleha na początku lat 80., sprawował kontrolę nad życiem politycznym kraju, a jego rola i popularność rosła z każdymi wyborami.

Prezydent Saleh otoczył się osobami, bez których jego władza nie mogłaby przetrwać ponad 30 lat i które cementowały system polityczny w Jemenie. Były nimi szejk Abdullah al-Ahmar, przywódca największej kon­federacji plemiennej Haszid i zarazem długoletni marszałek jemeńskiego parlamentu; gen. Ali Mohsen al-Ahmar, współtwórca partii GKL oraz naj­ważniejsza osoba w jemeńskiej armii; Ahmad Ali Saleh, najstarszy syn prezy­denta i zarazem dowódca elitarnej Gwardii Narodowej, oraz Jahja Mohamed Saleh, bratanek prezydenta i wieloletni szef Centralnej Agencji Bezpieczeń­stwa. Osoby te oraz zależne od nich struktury i jednostki zajmowały się wszystkimi najważniejszymi aspektami działalności państwa: od walki z ter­roryzmem po działalność biznesową i aktywność gospodarczą kraju.

Na poziomie polityki międzynarodowej Ali Saleh poruszał się dość sprawnie, choć nie uniknął też poważnych błędów. Najpoważniejszym było niezrozumiałe odmówienie poparcia decyzji ONZ w roku 1990 upoważnia­jącej koalicję międzynarodową do użycia siły wojskowej po irackiej inwazji na Kuwejt. Jemen znalazł się wówczas w absolutnej izolacji, ponieważ jako jedyny kraj arabski sprzeciwił się rezolucji. Mimo natychmiastowych reper­kusji w postaci wydalenia niemalże miliona Jemeńczyków z Arabii Saudyj­skiej i Kuwejtu, co wpłynęło negatywnie na już wówczas zły stan gospodarki jemeńskiej, Saleh utrzymał władzę.

Historycznie najważniejszym partnerem Jemenu była i jest Arabia Sau­dyjska. Oba kraje łączą wielowiekowe kontakty historyczne i plemienne.

Od II poł. lat 60. istniało nieformalne porozumienie, że za kwestie jemeńskie odpowiada wieloletni minister obrony i saudyjski następca tronu książę Sultan bin Abdelziz. Jego partnerem w Jemenie był szejk Abdullah al-Ahmar. Ich osobiste relacje, autorytet i wzajemny szacunek umożliwiały sprawne i w znacznej mierze zakulisowe działania oraz decyzje służące utrzymaniu saudyjskich wpływów w Jemenie. Ten układ sił był dla Saleha niewygodny, ponieważ pokazywał granice jego władzy. Prezydent miał świadomość, że nie jest w stanie podważyć ani niwelować saudyjskich wpływów w kraju, ponieważ związki i afiliacje plemienne są transgraniczne. Potrzebował jednak wsparcia materialnego i ekonomicznego zamożnego sąsiada. Współ­prowadząc politykę międzynarodową, prezydent Saleh także uciekał się do metody „tańczenia na głowach węży”. Było to szczególnie widoczne w nie­których działaniach dyplomatycznych właśnie wobec Arabii Saudyjskiej i Stanów Zjednoczonych. Celem polityki Saleha wobec Rijadu było utrzy­mywanie stanu pewnej nieprzewidywalności wydarzeń w Jemenie.

 

Trudne relacje z USAJemen jest jednym z kilku krajów na świecie będących kolebką rozwoju idei globalnego terroru. Był punktem o strategicznym znaczeniu dla Al-Kaidy czasów Osamy bin Ladena. To z kolei czy­niło Ali Saleha ważnym rozmówcą dla Stanów Zjednoczonych. Pre­zydent wraz z całym aparatem armii i struktur bezpieczeństwa był świadomy, że nie jest w stanie przystąpić do wojny ze struktu­rami Al-Kaidy w Jemenie, ponieważ nie ma szans jej wygrać ani spo­łecznie, ani militarnie. Co więcej, było wielce prawdopodobne, że nie mógłby jej nawet formalnie rozpocząć, ponieważ napotkałby opór części aparatu armii i samego gen. Ali Mohsena al-Ahmara, który utrzymywał ze względów strate­gicznych kontakty ze strukturami terrorystycznymi. Konfederacje plemienne również nie byłyby entuzjastami takiego konfliktu, ponieważ wielokrotnie udzielały schro­nienia różnego rodzaju osobom poszukiwanym przez aparat bezpieczeń­stwa. Wreszcie przeciwna byłaby silna partia Al-Islah będąca naturalnym środowiskiem politycznym dla plemion i ugrupowań religijnych, w tym także o zabarwieniu radykalnym i antyzachodnim. Rezultatem takiej sytu­acji była konieczność przystąpienia do kolejnego frontu „tańca” zarówno z USA, jak i z Al-Kaidą. Stany Zjednoczone jako kraj, który stworzył koncepcję walki z terro­ryzmem, musiały współpracować z systemem Ali Saleha. O tym, jak trudne były te relacje, świadczy reakcja prezydenta Jemenu na atak na amerykański niszczyciel USS Cole w porcie w Adenie w 2000 r. Przez wiele tygodni Saleh publicznie próbował podawać w wątpliwość odpowiedzialność struktur Al­-Kaidy. Lansował tezy o wypadku okrętu lub o operacji izraelskich służb w celu zdyskredytowania Jemenu. Ten zamach oraz ataki w Nowym Jorku z 2001 r. wymusiły jednak modyfikację antyterrorystycznej polityki Saleha. Prezydent zaczął się poważnie obawiać, że George Bush dokona inwazji rów­nież na Jemen. W związku z tym, iż Saleh poniósł kilka porażek w…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy ludzie są z natury religijni?