Subskrybuj
Czeski duchowny katolicki, filozof, teolog i socjolog, wykładowca na Uniwersytecie Karola w Pradze. W języku polskim opublikowano ponad 20 jego prac, m.in. Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą (w 2011 r. ogłoszoną europejską książką teologiczną roku).

Dlaczego popieram Franciszka

Jezus szokował i gorszył faryzeuszy. Podobnie dzisiejsi następcy apostoła Piotra szokują i wywołują oburzenie współczesnych faryzeuszy.

Dwóch wielkich papieży, Jan Paweł II i Benedykt XVI, godnie zakończyło długi etap w historii Kościoła. Wraz z papieżem Franciszkiem rozpoczął się nowy rozdział w dziejach chrześcijaństwa. Tematem minionej epoki było rozliczenie się z nowoczesnością. Według mnie ten złożony proces doczekał się szczęśliwego rozwiązania podczas publicznej dyskusji kard. Ratzingera z filozofem Jürgenem Habermasem w Monachium w 2004 r. Obaj zgodzili się wówczas co do stwierdzenia, że dzisiejsze chrześcijaństwo i świecki humanizm potrzebują się nawzajem, aby pomagać sobie pokonać niebezpieczeństwo jednostronności. Już nie „wojny kulturowe” i wzajemne demonizowanie się, nie łatwe przystosowywanie się i zakrywanie różnic, ale właśnie dialog poszukujący kompatybilności i wzbogacanie się, o którym mówią dokumenty II Soboru Watykańskiego. Papież Benedykt posunął się jeszcze dalej: starał się, żeby w kościele, podobnie jak w świątyni jerozolimskiej, znajdował się „dziedziniec pogan”, gdzie dzisiejsi wyznawcy „nieznanego Boga” mogliby w pewien sposób uczestniczyć w życiu wielkiej rodziny Kościoła. Był to w jakimś sensie kolejny krok na drodze, którą zapoczątkował Jan Paweł II historycznym spotkaniem przedstawicieli religii świata w Asyżu; papież Benedykt zaprosił z kolei agnostyków i „naszych niewierzących braci” i zaproponował im, żeby – w duchu Pascala – spróbowali przyjąć Boga chociaż jako hipotezę, żeby żyli, „jak gdyby Bóg był”.

Kard. Bergoglio na krótko przed swoim wyborem na następcę Benedykta mówił o Chrystusie, który wedle słów Pisma „stoi u drzwi i kołacze”[1] – ale dzisiaj, powiedział Bergoglio, Chrystus kołacze do drzwi Kościoła od środka, chce wyjść.

W Ewangelii Jezus mówi o pasterzu, który musi opuścić 99 owiec i iść szukać jednej zagubionej; papież Franciszek dodaje, że dzisiejszy pasterz musi opuścić tę jedną pozostałą posłuszną owcę i szukać tych 99 zagubionych.

To zdanie jest czymś więcej niż dowcipnym bon motem. Franciszek ma świadomość, że nie możemy już tylko czekać, aż ludzie „z zewnątrz” przyjdą na dziedziniec, który dla nich przygotowaliśmy. Uczniowie Jezusa muszą wyjść do świata, spotkać się z tymi, „którzy z nami nie chodzą” – i to nie w formie nagłośnionej misji, „religijnej mobilizacji” (jak wielu powierzchownie zrozumiało wezwanie Jana Pawła II do „nowej ewangelizacji”), ale śladami tego, kto był między ludźmi „jako ten, który służy”. Według Franciszka najodpowiedniejszą metaforą dla rozumienia Kościoła jest wyobrażenie przenośnego „szpitala polowego”, gdzie opatruje się rany i leczy choroby. Chrześcijanie muszą zauważać rany naszego świata, dlatego że w nich spotykają się z Chrystusem. Tak samo jak do historii Kościoła przejdzie moment, kiedy Jan Paweł II trzyma się w Asyżu za ręce z Dalajlamą i rabinami i kiedy podaje rękę zamachowcowi, który starał się go zabić, tak samo przejdzie do niej i obraz papieża Franciszka, który w Wielki Czwartek obmywa nogi muzułmance i który przytula ofiary molestowania seksualnego przez księży i płacze razem z nimi. To obraz tego, jak bezwarunkowa miłość Chrystusa rośnie w Kościele, aby burzyć stare i nowe granice. Jezus szokował i gorszył faryzeuszy. Podobnie dzisiejsi następcy apostoła Piotra szokują i wywołują oburzenie współczesnych faryzeuszy.

Wobec globalizacji i sekularyzacji

Przez długi czas Kościół był postrzegany jako ostoja „kontrkultury” w nowoczesnym świecie – a przez to, paradoksalnie, nowoczesność była jego „definicją przez negację”. Na przykład podczas rewolucji lat 60. kładł gorączkowy nacisk na moralność seksualną: stosunek do antykoncepcji i homoseksualizmu z wolna stawał się głównym kryterium ortodoksji. W zrozumiały sposób wywołało to reakcję liberalnego społeczeństwa: przyjrzyjcie się własnym szeregom! W związku z tym nastąpiła fala ujawniania skandali seksualnych. Kościołowi, który z szóstego przykazania robił pierwsze, przypięto etykietkę świętoszkowatej instytucji, a spowodowana tym utrata wiarygodności pogłębiła proces sekularyzacji także w tak tradycyjnie katolickich krajach jak np. Irlandia. Papież Franciszek miał odwagę nie tylko skończyć z ukrywaniem ciemnych stron Kościoła, ale także nazwać tę redukcję etyki do obszaru seksualności jej właściwym imieniem – „neurotyczną obsesją”.

Papież z Argentyny na powrót położył nacisk na to, co znajdowało się w cieniu – na miłosierdzie, solidarność, odpowiedzialność za stworzenie, za biednych i marginalizowanych, na kształtowanie sumienia, na odwagę do bycia kreatywnym. Rolę moralizatorów mamy zastąpić powołaniem terapeutów. Głównym zadaniem Kościoła nie jest już apologetyka, jak w okresie konfrontacji z modernizmem. Dzisiaj głównym tematem są problemy związane z procesem globalizacji i różnymi reakcjami na niego. Papieżowi Franciszkowi powierzono wymagające zadanie wprowadzenia Kościoła w nowe duchowe rejony, w epokę radykalnego pluralizmu, globalnego połączenia się cywilizacji, kiedy jeszcze nie jest jasne, czy to połączenie doprowadzi ostatecznie do pokojowego i kompatybilnego współżycia czy do apokaliptycznego zderzenia cywilizacji.

Wydaje się, że w naszych czasach proces globalizacji osiągnął szczyt. Jednym z jego efektów był także upadek świata komunistycznego, który nie mógł wytrzymać presji otwartego rynku towarów i idei. Obecnie jednak ujawniają się raczej ciemne strony globalizacji. Jedną z nich podsumowuje następujący paradoks: globalne połączenie się świata poskutkowało większymi podziałami między bogatymi i biednymi krajami, między elitami a pozostałą częścią społeczeństwa. Dzisiaj jesteśmy świadkami nowej „rewolucji kulturalnej” (która może zasłużyłaby na nazwę „rewolucji kontrkulturowej”): globalne bunty przeciw elitom, wezbranie „płynnego gniewu”. Ten gniew otrzymał swoje narzędzie: media społecznościowe.

Podobnie jak druk pomógł reformacji, radio dyktatorom (kim byliby Hitler, Goebbels i Mussolini bez radia?), a telewizja zmianie demokratycznego konkursu w zabawny show-business, media społecznościowe służą przemianie sfrustrowanych marginalizowanych grup w anonimowy tłum, łatwy do zmanipulowania przez populistów i demagogów.

Przeciwko uniwersalizmowi zglobalizowanego świata i jego elit występują obrońcy partykularnych tożsamości, a ich ideologiczne narzędzie stanowi fundamentalizm religijny i nacjonalizm. Nowy populizm wyrasta z podobnego gniewu, z którego wyrosły niegdyś komunizm, faszyzm i nazizm. Jednak podglebiem tego procesu nie jest kryzys społeczny, ale raczej moralny i duchowy. Populizmowi wiedzie się dobrze zarówno w bogatych krajach, takich jak Stany Zjednoczone (przykładem jest tu fenomen Donalda Trumpa) i Wielka Brytania (gdzie demagogia doprowadziła do fatalnego błędu – Brexitu), jak i w relatywnie bogatych krajach postkomunistycznych Europy Środkowo-Wschodniej.

Populiści uderzają w podstawy demokracji liberalnej – a ich sprzymierzeńcami stają się konserwatywni katolicy, którzy zawsze mieli pewną skłonność do reżimów autorytarnych. Jeżeli w niektórych krajach część kręgów kościelnych łączy się z nacjonalistycznymi reżimami autorytarnymi albo partiami politycznymi, można oczekiwać, najpóźniej po upadku tych reżimów – który prędzej lub później nadejdzie – szybkiego i radykalnego odwrócenia się znacznej części społeczeństwa od Kościoła. Wśród młodego pokolenia i inteligencji w krajach postkomunistycznych widzimy ten trend już dzisiaj – dochodzi tu do spóźnionej sekularyzacji, podobnej do tej, która miała miejsce w krajach zachodnich dwa pokolenia temu.

Sekularyzacja – włącznie z radykalnymi próbami ateizacji społeczeństwa w czasach reżimów komunistycznych – nie usunęła religii, ale pomogła w jej przemianie. Wielu przedstawicieli Kościoła odmawia uznania tej przemiany. Tradycyjne instytucje kościelne tracą wiarygodność i moc przyciągania, a ich wpływ słabnie. Chrześcijaństwo będące wyłącznie mechanicznym przekazywaniem „dziedzictwa ojców” utraciło swoją socjo-kulturową biosferę, czyli tradycyjną wieś, nie ma więc korzeni i żywotności. W epoce industrializacji i urbanizacji Kościół utracił warstwy robotnicze, w epoce „nagonki na modernistów” dużą grupę inteligencji, w epoce rewolucji kulturalnej lat 60. – znaczną część młodzieży, a teraz, w epoce nowej fali feminizmu i kryzysu tradycyjnego rozumienia ról płciowych, zaczyna tracić kobiety. Wiele osób w Kościele ignoruje te trendy, inni ulegają panice i stają się agresywni wobec dzisiejszej cywilizacji, niektórzy wzywają do budowania gett (jednym z wcieleń tej strategii jest projekt Kościoła jako paralelnej polis w popularnej książce Benedict Option [Opcja benedyktyńska] Roda Drehera), inni starają się o kompromis za wszelką cenę i zapominają o ostrzeżeniu apostoła Pawła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”.

Sprawiedliwość społeczna bez populizmu
W tej sytuacji proroczy głos Franciszka jest niezmiernie ważny. Papież nie idzie drogą łatwych liberalnych kompromisów z „duchem tego świata”, ale pokazuje trudny, a przy tym uwalniający radykalizm Ewangelii – pokazuje, co to znaczy „przemieniać się przez odnawianie umysłu”, co znaczy kluczowe słowo Ewangelii – metanoia. Kręgi konserwatywnej prawicy politycznej oskarżają go o „marksizm”. W rzeczywistości jednak przekaz społeczny Franciszka jest najbardziej niebezpieczny dla marksistowskich reżimów Ameryki Łacińskiej, które likwidują swobody demokratyczne i…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Spór o Franciszka